Bo Twoja miłość nie zna granic cz.5

Bo Twoja miłość nie zna granic cz.5Oczami LENY:
Wczoraj nieźle zabalowałam z Adką. No ale w sumie to nic nie jest strasznego opijałyśmy jej malutki "awansik’’ w pracy. W tym klubie to co zobaczyłam nie mogłam w to uwierzyć, moja siostrzyczka pocałowała obcego.. coś się dzieje z nią nie tak. Skoro tak bardzo podoba się jej Maksymilian, to czemu całuje się z innym gościem? Pewnie to ja ją tak schałam.. eh, nie ważne byle żeby tylko gościa już więcej na oczy nie widziała. No pora już wstawać, bo ten mój szef mi tego nie podaruje. Nienawidzę go co chwile cos ode mnie chce jakby rąk nie miał a to przynieść kawę a to podnieść nawet durnowaty długopis, który leży obok jego biurka, bo nie może się nachylić, gdyż ma taki duży brzuch jakby połknął piłkę lekarską. Tak jak się pewnie domyślacie jestem sekretarką w firmie, która zajmuje się produkcją kosmetyków i innych pielęgnacji do ciała. Nasz prezes jest starym, grubym gburem… myślałam już o zwolnieniu ale co to da? Na zajątrz nie znajdę nowej pracy, kiedy będę miała jakaś lepszą ofertę od tej obrazu wezmę wypowiedzenie. Biorę cieplutki prysznic czuję jak przez moje ciało wędrują cieplutkie kropelki wody dodającej "nowej energii” na dzisiejszy dzień. Owinęłam się ręcznikiem i na paluszkach idę do kuchni by przygotować sobie śniadanko do tej pracy. Musze być dziś trzeźwa, bo szef nie może zobaczyć, że jestem skacowana wylałby mnie..kończyć nie będę gdzie. Wchodzę do swojej mini garderoby i mierzę wzorkiem wszystkie moje ciuchy, postanawiam, że założe :czarne boyfriendy, białą koszule z długim rękawem i balerinki. Upinam moje długie włosy w kok i zajmuje się makijażem. Szare cienie do oczu, delikatne pociągniecie eyelinerem i błyszczyk. Tak jestem gotowa w zupełności. Pakuje do swojej torebki wszystkie niezbędne rzeczy, na samą myśl przypomina mi się Ada. Ona kiedyś głowę zapomni ze sobą wziąć. Wychodzę ze swojego pomieszczenia i udaję się komunikacją miejską do pracy. Po 20 minutach męczarni i niesamowitych korkach w mieście jestem w wyznaczonym celu swojej końcowej trasy. Wchodzę do środka i już słyszę jego głos :- Panno Leno proszę w tej chwili do mojego gabinetu- mówi tym swoim niby podniosłym głosem, który tak naprawdę jest męczarnią dla moich uszów. Przechodzę obok moich koleżanek i życzą mi powodzenia, a ja pokazuje im jakbym szła na ścięcie, bo zapewne tak będzie. Pukam delikatnie i biorę ciężki wdech wypuszczając powietrze:- albo na tarczy albo z tarczą- otwieram drzwi i uśmiecham się od ucha do ucha, może to coś pomoże. Jednak nadaremno nic, zupełnie nic. Widzę jego wzrok, który piorunuje mnie od góry do dołu i mówi:- Panno Leno, nie znamy się od dziś- od kiedy ja go znam? Przepraszam bardzo o czym on w ogóle mówi do cholery?- zatem mam dla Pani propozycje albo Pani będzie pracować z nadgodzinami albo Pani stanowisko pracy ulegnie zmianie. A teraz do widzenia i proszę o kawę ze śmietanką tylko leciutką, bo na choresterol mi szkodzi tłuszcz.- to nie pij jej wcale pacanie. Odpowiadam sobie w myślach. Co za gościu! Poszłam do kuchni i tam natknęły mnie koleżanki:- Co od Ciebie chciał prezes?- a ja tylko odpowiadam zrezygnowana ;- nie wiem czy to było jakieś ultimatum czy co ale powiedział mi, ze albo pracuje u niego na nadgodzinach albo mogę pożegnać się z tym stanowiskiem gdzie jestem…- a one:- to jest mobing! Zgłoś to inspekcji pracy albo nawet do sadu. – słyszę pisk czajnika oznajmujący, że woda już się zagotowała. Zalewam w rządkiem filiżankę i i wlewam śmietankę. Idę przez korytarz i zastanawiam się co mam mu odpowiedzieć, nim się spostrzegłam już słyszałam jego głos :Panno Leno! : Jezu jak on mnie irytuje. Ada ma chociaż lepiej ode mnie, zazdroszczę jej bardzo. Stawiam kawę na jego biurku i oddalam się od niego na bezpieczną odległość. :- do dzisiejszego dnia musi mi Pani dać odpowiedź, a konkretniej do 20 ma Pani mój numer wystarczy jeden sms i po sprawie. Czy się rozumiemy?- odpowiada pewny siebie, na co ja tylko skinieniem głowy potwierdziłam, że informacja doszła do mojego mózgu.- Świetnie a teraz proszę iść do swoich obowiązków. Bogu dzieki przez resztę dni w ogóle mnie nie wzywał do siebie, aż dziwne. Muszę porozmawiać z Adą co na ten temat sądzi. Hah wczoraj było bosko, ale najbardziej z tego wszystkiego zapamiętałam jego wzrok. IO ten jego głos, taki męski, dojrzały. Ciekawe czy ten Nikodem ma kogoś, bo jeżeli nie z chęcią by był pod moimi skrzydłami. Wszystkie koleżanki z pracy zazdrościły by mi takiego faceta. Tsa.. o ile tutaj w ogóle będę jeszcze pracować. Dochodzi godz 15.00 więc usuwam się powolutku ze swojego pomieszczenia pracy. –Panno Leno!- no nie, tylko nie to, błagam, zawsze umie trafić w czuły punkt. Przewracam oczami i wchodzę do jego gabinetu. Kiedy mnie widzi, podchodzi do mnie a ja cofam się móc odejść na bezpieczną odległość od niego, ale prezes nie daje za wygraną. Dzielą nas milimetry i słyszę jego śmiech:- To jak Panno Leno? Podjęła Pani moja decyzje?- i dotyka mojego policzka. Brzydzę się nim, stary gbur, mysli że ma pieniądze to wszystko mu wolno? Po moim trupie!- nie.. muszę się na spokojnie zastanowić- odpowiadam jak zawsze po cichutku i speszonym głosem.- dobrze będę czekał na Pani wiadomość z wielką niecierpliwością- i zakłada mi kosmyk moich włosów za ucho. Wybiegam z gabinetu cała roztrzęsiona.. nie, nie pozwolę sobie tak pomiatać. Sex za prace? Nigdy! Moje rozterki przerywa dźwięk telefonu, Nieznany numer do mnie dzwoni, odebrać czy nie, analizuje wszystkie za i przeciw strony, po drugim sygnale odbieram:- Halo? Kto tam mówi?-mówię tym razem pewniejszym głosem niż kilka chwil temu. – Yhm yhm.. tutaj Nikodem Kamiński, jestem mecenasem kancelarii, w której pracuję Ada Roszkowska, jeżeli nadal to Pani nic nie mówi jestem tym szoferem co podwoziłem wczoraj wieczorem.- uśmiechnęłam się na samą myśl o tym zdarzeniu. Jaki ten świat jest zaskakująco mały.- Ah! Nikodem ojej nie widziałam. A w ogóle w jakiej sprawie właśnie dzwonisz do mnie?- pytam się mojego szofera..zaraz, zaraz mojego?. – A w takim, że moja recepcjonistka się zwolniła i właśnie pomyślałem o Tobie, zarobki bardzo dobre, forma pracy w trybie 8 godzinowym. Zgadzasz się?- pyta się. Czułam jakby czekał na odpowiedź, że się zgodzę.- O…czywiśći…e, na którą mam być jutro?. –Na 8 rano. Do widzenia Leno.- odpowiada swoim seksownym głosem, :- Do widzenia Nikodemie… - o kurka. On jest mecenasem, będę go widywać od poniedziałku do piątku, czyż to nie cudowne? Ma tak śliczne spojrzenie takie zachęcające by nie oglądać się za czymś innym tylko za nim. Nawet to ma swoją drugą pozytywną stronę, nie wyobrażam sobie jakbym była molestowana przez prezeska. Piszę smsa do mojego już byłego szefa : Przykro mi, ale rezygnuje z Pana układu, dostałam przed chwila lepszą pracę w kancelarii, jako recepcjonistka. Do widzenia Panu - w momencie dostarczenia raportowego, czuję jak spada mi wielki kamień z serca. Wkładam telefon do torebki i idę uradowana przez rynek warszawski. Czas napisać nowy rozdział. Tylko z kim? W tym monecie nie wiem dlaczego przed sobą mam Nikodema, który jest moim mężem, który opiekuję się naszymi maleństwami w pokoju i czuwa nad ich bezpieczeństwem. Jakież to cudowne. Niespodziewanie wpadam na kogoś nie mając pojęcia z kim się zderzyłam. Nieznajomy podaje mi rękę i pomaga mi wstać, lecz ja nie widzę jego twarzy gdyż słońce mnie oślepia. -Jednak częściej musimy na siebie wpadać.- rozpoznaję ten głos, ten głos należy do..- Nikodem. Przepraszam Cię strasznie się zamyśliłam.- czuję motylki w brzuchu, jego dotyk jest, jak taki cieplutki prąd, który czuję jak wędruje po moim ciele, a on obdarowywuje mnie najpiękniejszym uśmiechem na całym świecie. –W ramach rekompensaty zapraszam Cię do kawiarni na małą kawę.- i te jego oczy, które nie sposób się nimi oprzeć. Nie mogę mu odmówić. – Jasne. – odpowiadam z bananem na twarzy i czuje jak robię się czerwona, udaję że czegoś szukam w torebce by nie zauważył mojego koloru twarzy. – Nie chowaj się, uroczo się rumienisz- i puściło mi oczko. Nie wiedziałam co miałam odpowiedzieć, bo chwycił moja dłoń i zaprowadził do kawiarni. Czułam się tym momencie jak mała dziewczynka. Kiedy Nikodem podszedł do lady, a ja w tym czasie usłyszałem dźwięk smsa: Pożałujesz tego Panno Leno. Mam wiele znajomości niż się Tobie wydaje. Życzę Ci miłego dnia: on jest wariatem.. chowam swoją twarz w dłoniach i pomimo powstrzymywania, moje łzy spływały po moich policzkach. Poczułam delikatna dłoń na swoich dłoniach i ujrzałam jego. Uśmiechnął się i spytał co się stało a ja opowiedziałam mu wszystko. Widzę jak panuje nad sobą i jak napinają się jego mięśnie. Wstał i powiedział :- Dziś śpisz i nawet mi się nie sprzeciwiaj. Nie pozwolę by ten dziś Cię skrzywdził rozumiesz Leno?- a ja nic nie odpowiedziałam tylko kiwnęłam głową. Otarł moją łzę z policzka i zaprowadził do swojego auta. Nim się obejrzałam zasnęłam w jego aucie, to był wyczerpujący dzień. Od wczorajszego dnia marzyłam być blisko niego, ale nie w takich okolicznościach. Ale zawsze coś, takie malutkie pocieszenie. Ocknęłam się, i czułam jak bierze mnie na swoje ręce i zanosi do swoje sypialni. Ah Nikodem.. Bierze kosmyk moich włosów i zakłada mi za ucho. – nie pozwolę by, zrobił Ci krzywdę nie pozwolę. – opuszcza pokój i cichutko zamyka drzwi bym się nie obudziła….. A ja udałam się do krainy Morfeusza.  

-------------------------------------------------------------------
Oto kolejna część :) mam pytanko jak chcecie drodzy czytelnicy :) pisać "z oczu" dwóch głównych bohaterów czy tak jak jest?:) bo mi to w sumie obojętne :)  
PS. dodam kolejną część dopiero w poniedziałek :)
Liczę na wasze komentarze :) i dziękuję za nie, dają takiego kopa, że chce się pisać więcej i więcej ;p / lunetka96 ;)

lunetka96

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1861 słów i 10285 znaków, zaktualizowała 23 sty 2016.

2 komentarze

 
  • Aaasssaaaa

    Pisz tak jak teraz. Jest super. Juz nie moge sie doczekac kolejnej czesci.

  • pola251990

    O jaaa mega :) kiedy kolejna <3