Bo Twoja miłość nie zna granic cz.1

Bo Twoja miłość nie zna granic cz.1Oczami MAKSA:
Moje życie to jedna wielka monotonia. Praca, dom, jedzenie, spanie i tak w kółko. Wstałem dosyć wcześniej, bo obudził mnie dźwięk telefonu. Nie chętnie wstałem i podszedłem do biurka gdzie leży mój telefon. Na tak Nikodem tylko on lubi takie żarty sobie robić. Niby jest starszy ode mnie a czasem zachowuje się jak typowy nierozwinięty nastolatek. Z niechęcią odbieram telefon: - tak?- odpowiadam sennie. – Siema brachu! Słuchaj..bo mam do Ciebie interes. Nie ma mnie obecnie w Wawie, a dziś ma przyjść ta nowa asystentka za Magdę, czy mógłbyś mnie zastąpić? Spokojnie uprzedziłem lalunię że to nie ze mną będzie przeprowadzać rozmowę kwalifikacyjną tylko z Tobą. Czyli się zgadzasz?! To świetnie! Na razie młody!- typowy Nikodem, mówił tak szybko, że i tak nie zapamiętałem to co gadał przez telefon. No cóż jak mus to mus. Pomimo iż jest świrnięty (ale w pozytywna stronę) to i tak zawsze mogę polegać na nim a on na mnie. Postanowiłem się już pomału ogarniać.. skoro taka wczesna pobudka. Poszedłem do swojej garderoby i zakładam białą szykowną koszulę, czarny garnitur i tak samo spodnie rzecz jasna i czerwony krawat. Przeglądam się w lustrze upewniając się, że krawat dobrze na mnie leży i opuszczam swoje ekskluzywne mieszkanie. Odpalam swoje auto i dochodzę do wniosku, że jest jeszcze młoda godzina więc wstąpię do kawiarni na Marszałkowskiej. Robią tam najlepsze kawy na świecie a ciasta? Typowa poezja smaków. Kiedy wszedłem do środka stała przede mną tyłem do mnie kobieta. Była tak zamyślona, że nawet nie odwróciła się w moja stronę, kiedy zamknąłem no dosyć mocno drzwi hehe. Ekspedientka próbowała się do niej " dobijać ‘’ słownie gdy nagle dziewczyna ocknęła się z transu? Zapytała ile płaci i uporczywie szukała portfela, trochę to trwało nie powiem, że nie, a ja też już powoli się spieszyłem bo musiałem być wcześniej przed tą nową asystentką. A jaki byłby to przykład czy wzorzec kiedy sam szef się spóźnia? Wtem usłyszałem jej głos tak delikatny, tak aksamitny, że aż się chciało słuchać więcej i więcej. Tłumaczyła, że nie ma jak zapłacić i wpadłem na pomysł to ja za nią zapłacę. Położyłem rękę na ladzie tej ekspedientki i dodałem :- niech Pani zostawi tą kawę ja za kawę tej Pani co nie ma pieniędzy zapłacę- odpowiedziałem jednym tchem. Mina tej baristki była bezcenna jak i tej uroczej kobiety. Odwróciłem się do pięknej i puściłem do niej oczko. Zobaczyłem w jej oczach coś co mnie zaintrygowało, jej pełne czerwone usta które prosiły się by je posmakować a jej oczy? Jak siódmy cud świata. Stop! Ogarnij się Maks! Już miałem wyciągać pieniądze do zapłaty tej kawy kiedy nieznajoma próbowała mnie przekonać, żebym tego nie robił. Szybko wyszła z pomieszczenia a ja zapłaciłem za "nasz’’ napój. Wyszedłem jak piorun z kawiarni, by odnaleźć tą kobietę niestety zniknęła z mojego pola widzenia. Wzruszyłem ramionami i wsiadłem do swojego audi. Po drodze do pracy rozmyślałem o niej i ciekawiło mnie czy kiedyś ją jeszcze zobaczę. Zaparkowałem swoje auto przed kancelarią i udałem się do swojego gabinetu. W drodze do swojego pomieszczenia pracy, przywitałem się z recepcjonistką Kamilą. Śliniła się na mój widok i ewidentnie flirtowała ze mną ale ja nie dawałem jej żadnych sygnałów, że jestem nią zainteresowany po prostu nie w moim typie. – Panie mecenasie ma przyjść ta nowa asystentka..-nie dokończyła bo jej przerwałem: - tak wiem coś jeszcze Kamilo?- odpowiedziałem zdenerwowany nie lubiłem z nią rozmawiać. – Czy mam Pana uprzedzić kiedy się zjawi w kancelarii?- odpowiedziała tym swoim piskliwym głosikiem, gdzie aż przeszły mnie ciarki po plecach. – tak- i udałem się do swojego gabinetu. Nie minęło 5 minut a już usłyszałem telefon oznajmujący, że kandydatka na asystentkę mojego brata wspólnika już jest. Rozpiąłem guziki od garnituru i rozsiadłem się wygodnie w fotelu. Rozległo się delikatne pukanie do drzwi i wyłowiła się kobieta. To niemożliwe! To ta, którą widziałem w kawiarni, ta w której zobaczyłem te szmaragdowe oczy, ta która ma ten prześliczny głos. Tak samo jak ja i ona byliśmy bardzo zdziwieni tą sytuacją jaka minęła niecałe 30 minut temu. Nie przypuszczałem, że jeszcze ją ujrzę, a tu proszę będzie asystentką mojego brata. Właśnie mojego brata… byle z nią nie kręcił, bo to się skończy tragicznie. Dosyć tych rozmyśleń. wstałem jak przyszło na gentelmana i podałem jej dłoń- Dzień dobry mecenas Maksymilian Kamiński a Pani to..?- odpowiedziałem próbując przypomnieć sobie jej imię i nazwisko. – Adrianna Roszkowska- odpowiedziała tak cichutko, że w pierwszej chwili musiałem znowu się domyślać. Widać jak bardzo się denerwuje jak rozgląda się wzrokiem po moim gabinecie, a jej dłonie drżą jak galaretka. Chyba zależy jej na tej pracy chociaż? Może to ja tak wpływam na jej obecność? Wiem jak dziewczyny ślinią się na mój widok. Ale ona? Ona jest jakaś inna, taka naturalna, taka słodka, a zarazem niewinna aż się prosi by czuwać nad jej bezpieczeństwem. – Czy mogłaby Pani podać swoje CV?- odpowiadam z uśmiechem na twarzy. Kiwa głowa nic nie mówiąc i kładzie swoje dokumenty. Biorę je z biurka i je przeglądam stwierdzając, że jest bardzo dobra. Po studiach dziennikarskich w Poznaniu i bardzo dobrych wynikach z egzaminów zdawalności będzie w niej bardzo duży potencjał. Kątem oka widzę w niej jak bardzo mocno pragnie tej pracy więc zadaje jej pytanie :- Dlaczego akurat ta kancelaria? A nie inna?- rozsiadam się w fotelu.- Dlaczego? Z reputacji i opinii innych właśnie ta kancelaria jest najlepsza w Warszawie. A dostając tutaj prace u Państwa to wielki zaszczyt i tak samo jak pracować. Daje to wszelakie możliwości na rozwijanie dalszych osiągnięć zawodowych.- kiedy ona mówi uświadamiam sobie jaką kobietą jest naprawdę mająca własne wartości mająca mózg przede wszystkim :D nachylam się pod biurko na co Pani Adrianna jest w lekkim szoku, by pomyśleć, że tak ułożony mecenas jak ja na rozmowie kwalifikacyjnej chowa się pod biurkiem no totalnie jak idiota. Stawiam na biurku kawę (co prawda już zimną) tą kawę za, którą nie miała pieniędzy by za nią zapłacić. – To chyba Pani kawa – mówię z uśmiechem na twarzy. Widzę jej speszenie i odpowiada : - Ale Panie mecenasie nie mogę jej wziąść to Pana kawa – szybko odpowiada. Nachylam się do niej i słyszę jak głośno przełyka ślinę:- Tak moja, ale skoro ma być Pani moją współpracowniczką poniekąd, to szefa się trzeba słuchać więc to Pani kawa.- odpowiadam na jej pretekst i uśmiecham się do niej pokazując szereg białych i prostych zębów, a ona odwzajemnia mnie tym samym. - Więc podsumowywując ma Pani tę pracę. Proszę przyjść jutro o 8 rano a Kamila, recepcjonistka pokaże Pani biurko i inne niezbędne rzeczy do pracy.- uśmiecham się do niej cwaniacko. Tak! Właśnie osiągnąłem mały sukcesik. Dałem jej ten "nasz’’ wspólny już zimny napój. Fajnie to brzmi. Wstaje by się z nią pożegnać i zaskakuje mnie fala gorąca i zapachu jej ciała niby tylko uścisk dłoni, a daje tyle powodów, że się chce aż skakać z radości. – Do widzenia Panu i do jutra- odpowiada uszczęśliwiona kobieta. Uwielbiam jej uśmiech. Nic nie odpowiadam i zamyka drzwi od gabinetu.- do widzenia Adrianno.. -odparłem zamyślony. Jutro zapowiada się widocznie dobry dzień i wróciłem do swoich obowiązków.

lunetka96

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1425 słów i 7719 znaków.

4 komentarze

 
  • Riley

    Inaczej formułuj zdania. Razi w oczy. "Nic nie odpowiadam i zamyka drzwi". Koszmar.

  • Ginger

    świetne <3

  • lunetka96

    @Ginger dziękuję :)

  • wika2231

    Nic dodać, nic ująć :D

  • julkak

    Boskie  :cool: <3

  • lunetka96

    @julkak  dziękuje <3  :D