Bo Twoja miłość nie zna granic cz.2

Bo Twoja miłość nie zna granic cz.2Oczami ADY:
Wychodzę z gabinetu Kamińskiego i stwierdzam, że to jest najbardziej pokręcony poniedziałek w moim życiu. Nigdy bym nie przypuszczała, że spotkam tego człowieka, który chciał zapłacić za kawę, a tu proszę nie dość, że jestem jego prawie współpracowniczka to jeszcze trzymam jego kawę. Co prawda już zimną, ale to mi nie przeszkadza. Kiedy uścisnął moją dłoń przeszedł mnie taki miły, ciepły dreszczyk, jednocześnie czując motylki w brzuchu. Zapach jego wody kolońskiej kilkudniowy zarost dawał mu tyle seksowności. Podchodzę do recepcji żegnając się z Kamilką, kiedy już chce wyjść nagle mnie zatrzymuje i mówi: - Jutro chce Cię widzieć minimum o 7.45 w firmie bo muszę pokazać Ci to wszystko, a jeżeli się spóźnisz chociaż o minutę źle się skończy to dla Ciebie- odparła złośliwym i swoim piskliwym głosikiem. – Dobrze będę punktualnie- może jeszcze mam się jej pokłonić za to, że wielebna Blondi musi przeznaczyć dla mnie czas. Wychodzę z kancelarii i szukam swojego telefonu w torebce. Kiedy go znajduje wystukuje numer do Lenki :- Halo?- odpowiada przyjaciółka po drugiej stronie.- No hejka! Dostałam tę prace rozumiesz?! W najlepszej kancelarii adwokackiej!!- odpowiedziałam radośnie, a na co moja psiapsióła :- No kochana to musimy dziś to uczcić! Będę u Ciebie o 17. Ja musze już kończyć, bo wiesz praca wzywa, a jeszcze ten mój szef wiesz jaki jest. Do zobaczenia Adusia - i słyszę jak wysyła mi całuska telefonicznego. Na co ja odwzajemniam tym samym życząc jej milej i spokojnej pracy, chociaż wiem, że u niej to nie będzie zbyt łatwo. Może, chociaż ja będę miała przy tym odrobinę szczęścia? Zobaczymy jak wszystko to się potoczy. Postanowiłam, że przejdę się spacerkiem po pijając już przy tym zimna kawę, śmieje się już na samo wspomnienie z ranka. Ten Maks non stop siedzi jakoś w mojej głowie, każda jakaś myśl, przywołuje kolejna na każdy jego temat. Ale to jest nie dorzeczne, kiedy myślisz o swoim szefie. Romans z szefem? Nie mogę sobie pozwolić na żadne chwile słabości. Po wielu swoich przemyśleniach i postanowieniach życiowych. Weszłam do swojego mieszkania i by zabić czas wysprzątałam swój dom na błysk. Usłyszałam dźwięk telefonu i zobaczyłam, że ktoś przysłał mi smsa. To była Lena : idziemy dziś do klubu uszykuj się jak milion dolarów *.* o 17 będę u Cb buziaczky :* : cała moja Lena traktuje ją jak siostrę, nie wiem co bym bez niej zrobiła. No miałam jeszcze tylko 2 godziny do wyjścia. Więc już powolutku zaczęłam się szykować. Otworzyłam swoja dużą szafę i usiadłam na samym środku pokoju mając przed oczyma wszystkie ubrania przed sobą. Po kilku przymiarkach postawiłam na : mała czarną z brokatem, czerwone szpilki na dużej platformie dając, że moje nogi stały się dłuższe, włosy spięłam w kok, do tego makijaż, ale nie zbyt wyzywający (delikatne ciemne cienie do oczu kreska eyelinerem i czerwona szminka na ustach ) na szyi miałam ten sam złoty wisiorek o rano, od którego dostałam od taty w dzień przed jego wypadkiem samochodowym. Gdyby nie Lena i moja mama nigdy bym się nie pozbierała po jego śmierci był całym moim światem.. po tych wspomnieniach poleciała jedna pojedyncza łza z moich oczu. Wytarłam ją i nim się obejrzałam usłyszałam dzwonek i pukanie do drzwi od mojego mieszkania. Otworzyłam Lence, a ta rzuciła się na mnie i w siostrzanym uścisku czułam jej bliskość i pełną miłość do mnie, za to ją kocham. Jej czerwona sukienka bez ramion podkreślała jakie ma śliczne ciało, które każda dziewczyna może jej pozazdrościć nawet ja hahah. :D Biorę z komody moją złotą kopertówkę tym razem sprawdzam kilka razy czy wszystko wzięłam i przekluczam zamek od drzwi mieszkania. :- Adusia? Dzwoniłaś może po taksówkę?- spojrzała na mnie dziewczyna, a ja tylko kiwnęłam głowa, że nie. – No pieknie! I mam iść w szpilkach do klubu? Wykluczone…- dopowiada rozżalona przyjaciółka.- może weźmiemy stopa co Ty na to? -robiąc przy tym minę niewiniątka.- Hm.. no w sumie czemu by nie. To która z nas będzie stała i czekała ładnie, aż samochód podjedzie?. Ty! – nic nawet nie zdążyłam odpowiedzieć tylko przyjaciółka popchnęła mnie w stronę szosy. Nie minęło 5 minut, a przed moimi oczyma zatrzymał się sportowy samochód. Poszłam od strony kierowcy i zapukałam w okno, gdy ten opuścił szybę i zobaczyłam szofera myślałam, że zemdleje na jego widok tego gościa. Wygląda obłędnie, co prawda jest już dosyć ciemno, ale można stwierdzić nawet bez tego ze jest szalenie przystojny. Tak samo jak ja jak i on mierzymy się siebie nawzajem bez żadnych słów. W końcu cisze przerywa Lena: - Witam! Czy może Pan jedzie w stronę klubu na Łazienkowskiej?- odpowiada pewna siebie moja przyjaciółka, a ja stoję jak taki slup soli nie mogąc zrobić żadnego kroku, a co dopiero coś powiedzieć. – Akurat jadę w tym kierunku. Proszę wsiadać- i puszcza oczko Lenie na co moja romantyczka się rozpływa jak lód pod tym gestem. Wsiadamy z tylu by za bardzo się nie rozpraszać widokiem "naszego szofera”. Cisze przerywa w końcu on-: Może dowiem się chociaż co tak piękne i urocze kobiety nie zamówiły taksówki?- uśmiecha się pokazując szereg białych zębów i patrząc jednocześnie w środkowe lusterko gdzie widzi nas obie po drugiej stronie odbicia. – No w sumie nie chciało już nam się dzwonić i czekać na tym mrozie. Tak przy okazji jestem Lena a to moja przyjaciółka Ada.- uśmiecha się na co widać jak kierowca odwzajemnia jej uśmiech.- A ja jestem za to Nikodem. Macie akurat szczeście bo wracam z Poznania, wiec bądź co bądź jednak dobrze, że nie zadzwoniłyście na ta taksówkę, bo przynajmniej poznałem dwie prześliczne Panie.- jego głos był taki męski, ale przypominał mi swoim wyrazem twarzy do kogoś, ale pytanie do kogo. Może cos mi się przewidziało jak to zwykle u mnie.- O jesteśmy już na miejscu ! – krzyknęła Lena.- Pozwolę Paniom, że otworze Paniom drzwi.- Spoglądamy na siebie z Leną zaskoczone a jednocześnie uradowane z takiego obrotu sprawy. Nie codziennie widzi się gentelmana, a tu proszę nie dość, że przystojny to jeszcze z wielką klasą i kulturą osobistą. Otwierają się drzwi najpierw wysiada Lena później ja. Nagle łapie moja dłoń i pomaga mi wysiąść z auta. Jego dotyk jest taki ciepły. Natychmiast oblewam się rumieńcem dobrze, że jest już ciemno i nikt nie wie i nie widzi oprócz mnie. Całuje nasze dłonie na pożegnanie i odjeżdża swoim porsche z piskiem opon. – Wow! On musi zostać moim mężem- piszczy Lenka a ja tylko kręcę głową i się śmieję, ta nagle ciągnie mnie w stronę wejścia do klubu. Ochroniarze sprawdzają nas i proszą o dowód osobisty. Wyciągamy obie naraz nasze plastiki i pokazujemy mięśniakom, a oni wręczają nam maski na gumce. To jest fajne, bycie na troszkę anonimowym. Impreza się rozkręca na dobre. Zajmujemy loże i opowiadam Lenie, co dziś przytrafiło się tego dnia. Z zaniemówienia nic wydobyć z siebie nie może i jednym zdaniem stwierdza:- Ty to masz szczęście kochana.- no jakbym nie wiedziała. Jesteśmy już po paru dobrych drinkach, a Lence nigdy mało, wiruje na parkiecie jak szalona. Idę do barmana i proszę o drinka z tonikiem. Kątem oka widzę jednego mężczyznę jak mi się przygląda i się uśmiecha. (dla jasności on tez ma maskę jak ja). – To może ja Ci postawie drinka?- pyta się.- Jasne czemu nie- uśmiecham się w jego stronę. Chociaż wiem, że może mam jakieś zwidy ten kolejny człowiek też mi kogoś przypomina. Ale nie przyszłam tu po to by analizować każdą spotkaną przez siebie osobę tylko się bawić. Nieznajomy jest ubrany w białą koszule rozpięte dwa guziki od góry, ciemnogranatowe jeansy. Widać, że musi dużo ćwiczyć, bo widać jego zarysy mięsni z każdym oddechem opinają się przez materiał, a potem rozkurczają. Ma na imię Maksymilian i ma własną firmę i prowadzi ją z bratem. Niby nic ale nie wiem czemu intuicja podpowiada mi, że to może być mój mecenas.. no i znów analizuje, jeden Maks jest w Wawie? I prowadzi z bratem firmę? To efekty już wypitego alkoholu. Mówimy o swoich zainteresowaniach, pasjach. Niespodziewanie prosi mnie do tańca nie odmawiam mu, akurat że leciała wolna piosenka przyciągnął mnie bliżej siebie i czuje jego delikatny zapach ciała, jego hipnotyzujące spojrzenie. Jestem widocznie bardzo wstawiona jak pewnie i on. Nie rozumiem dlaczego dzielą nas zaledwie milimetry od naszych ust. Delikatnie zbliża się do mnie i zamiast, odepchnąć go złożyłam delikatny niczym muśniecie pocałunek. Szybko wychodzę z klubu, zostawiając tego przystojnego mężczyznę na środku parkietu i zdezorientowanego, po drodze idę po Lenę i ciągnę za sobą. Przyglądała się całej sytuacji, nawet nic nie zdążyła powiedzieć, wie doskonale że potrzebuje ciszy i spokoju zna mnie od maleńkości. Tym razem taksówka przyjechała po nas po 10 minutach i wsiadamy do niej. Po niespełna 20 minutach trasy, wychodzę z samochodu, a przyjaciółka zostaje w środku, gdyż mieszka o trzy osiedla dalej ode mnie. Macham jej na pożegnanie i idę do mieszkania. Zrezygnowałam z pokonywania schodów i weszłam do windy. Po 30 sekundach byłam już w swoich "czterech ścianach” zrezygnowana i zmęczona zasnęłam na sofie w ubraniach. Jutro pierwszy dzień pracy, a ja będę na kacu.. no cóż tak nie raz bywa jak nie ma się hamulców. Obym nie spotkała tego nieznajomego kolegi z klubu. Nie minęło klika chwil, a udałam się do krainy Morfeusza.
  

__________________________________________
Myślę, że się spodoba, bo chyba wyszło mi trochę masło maślane ;/
Ale bardzo dziękuję za liczne wyświetlenia :)

lunetka96

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1816 słów i 9969 znaków.

4 komentarze

 
  • lidka-

    Ajajajaj :DDD :) fajniutkie ;pppp

  • Mmm

    Cudo :*

  • julkak

    Świetne  :cool:

  • wika2231

    super ! kiedy kolejna? :D

  • lunetka96

    @wika2231 jutro ;)