Pirackie życie 9

- Peter, co ty chcesz zrobić z tym małym? - zagadnął go podwładny, gdy w końcu wyszli z burdelu.
- Skjop... A według ciebie co powinienem zrobić? Odnajdę Tatię i dziewczyna gorzko pożałuje tego, że zostawiła chłopca.
- Peter, jesteśmy przyjaciółmi, od lat pływamy razem, nie zawsze się zgadzaliśmy, ale po raz pierwszy w ogóle nie rozumiem twojej decyzji - powiedział drugi pirat. - Co cię naszło? Ty nadal ją kochasz? Czy to ty żeś jej zrobił tego bachora?
- Skjop! Nie wtrącaj się... To nie dotyczy ciebie. - Peter przyspieszył trochę kroku, zostawiając przyjaciela w tyle. Chwilę potem przystanął jednak i obejrzał się na drugiego mężczyznę.
- Idziesz? - zagadnął go i ruszył dalej. Skjop niechętnie podążył za nim.  
- Co dalej? - mruknął. - Chcesz zaadoptować chłopaka?
- Być może... Nie patrz tak na mnie! Młody został mocno skrzywdzony przez tę idiotkę, a że jest synem któregoś z moich byłych ludzi, to czuję się odpiwiedzialny za niego. Poza tym burdel to nie miejsce dla takiego malucha.
- Uważasz więc, że statek piracki jest bardziej odpowiedni? - żachnął się jego przyjaciel, zrównując się z nim.
- Tak, tak właśnie sądzę... Mam do ciebie prośbę. Popytaj w mieście, być może będzie ktoś wiedzieć, gdzie wtedy udała się Tatia. I każ chłopcom wracać na statek. Odpływamy stąd jak najszybciej.
Skjop mruknął tylko coś w odpowiedzi, a Peter wraz z chłopcem udali się do najbliższej szwaczki, u której zakupili gotowe już ubrania dla Oskara. W drodze do portu Peter zauważył, że ludzie przyglądają mu się bardzo nieufnie. Wziął więc małego na ręce i spiesznym krokiem udał się na swój statek, gdzie gromadziła się również mocno zaintrygowana załoga, szykując jednostkę do wypłynięcia. Niedługo potem na pokład wszedł również zastępca Petera. W ręku niósł jakiegoś obrzępanego miśka, na widok którego Oskar natychmiast rozjaśnił się w szerokim uśmiechu, wyciągając po niego swe łapcie. Przytulił brzydką maskotkę do piersi, jak swój największy skarb. Kapiten pirackiego okrętu spojrzał na niego leciutko zaskoczony i dał hasło do wypłynięcia. Natychmiast postawiono wszystkie żagle, które niemal momentalnie wydął wiejący mocno wiatr. Rzucono cumy utrzymujące jednostkę przy pirsie i okręt pchany wiatrem, zaczął powoli oddalać się od brzegu, a tym samym od miasteczka.  
Chłopiec początkowo zlękniony nieznanymi mu ludźmi, którzy wcale nie wyglądali na miłych oraz ogólną sytuacją, tulił swojego misia, siedząc bezpiecznie na rękach u Petera, u którego dawne emocje właśnie starały się ujrzeć światło dzienne. Wobec tego ten zaprawiony w bojach pirackiego życia mężczyzna, starał się teraz nie uronić ani jednej łzy, które cisnęły mu się do gardła. Mianowicie chłopiec, jego ciężar, ciepło, dotyk małych rączek, ta ufność, którą pirat został obdarzony, przypomniała mu jego tragicznie zmarłą żonę i córeczkę. W końcu mężczyzna udał się do swej kajuty. Mały wkrótce usnął mu na rękach, dlatego też położył go we własnym łóżku i opatulił szczelnie wyleniałymi kocami. Sam usiadł w fotelu i zadumał się. Nawet jego samego trochę zaskoczył fakt, z jaką łatwością wziął chłopca pod swoją opiekę. Teraz, gdy patrzył na śpiącego brzdąca, jeszcze mocniej przypomniała mu się jego córeczka, której obraz na dłuższą chwilę przesłoniłmu widok Oskara. Z zadumy wyrwało go dopiero pukanie do drzwi. Wtedy też twarzyczka dziewczynki zniknęła. W chwilę później do pomieszczenia wsunął się jego zastępca. Spojrzał na łóżko Petera i lekko uniósł brew, lecz nie skomentował tego.
- Co jest? - zapytał go kapitan.
- Dowiedziałem się, gdzie płynęła wtedy Tatia - mruknął, odrywając wzrok od malca.
- Gdzie?
- Pamiętasz Wyspę Niepamięci na wschodnim krańcu Półwyspu Kryształowej Mgły?
- Oczywiście. Jeden z bezpieczniejszych portów pirackich.
- I największy... Zgadza się. Rzekomo tam popłynęła.
- Skąd wiesz?
- Rozmawiałem z mężczyzną, od którego kupiła statek. Pamięta, że pytała się go czy jednostka jest na tyle wytrzymała, by tam dopłynąć.
- Jeśli płynęła tam z Pirackiej Wyspy, jak my, to jest niemal pewne, że musiała przepływać przez Trójkąt Zefira - zafrasował się Peter.
- Właśnie wiem i dlatego teraz pytam się ciebie co w tym wypadku robimy? Płyniemy tam?
- Tak - powiedział pirat po dłuższej chwili. - Jeśli chcemy ją odnaleźć, to musimy poruszać się po jej śladach.
- Zdajesz sobie sprawę, że znalezienie Tatii może nam zająć miesiące lub nawet lata, o ile w ogóle ją znajdziemy.
- Masz całkowitą rację, lecz dobrze wiesz, że świat nie jest nieskończony. Diabelski Spadek i Klif Miłosierdzia to miejsca, gdzie napewno nie popłynie, jeśli życie jej miłe.
- Tak, no zapewne nie jest na tyle głupia, by płynąć na koniec świata, jeśli nie chce skończyć w brzuchu bestii - mruknął Skjop, nagle mocno zieleniejąc na twarzy.
- Istotnie... Stary, co ci się stało? Coś ty tak zzieleniał? Boisz się starej hydry? - zaśmiał się cicho. - Przecież i tak w końcu wszyscy skończymy w trzewiach tego czy innego potwora, to tylko kwestia czasu, którego musimy kupić sobie wystarczającą ilość.
- Wiem, ale jakoś nie lubię myśleć o sobie, jako o pożywce dla nieśmiertelnej bestii, Peter. Przeraża mnie to, że nawet jeśli zginę w walce, to i tak po śmierci wyląduję we wnętrzościach bezlitosnego Knarpa, gdzie zaznam niezliczone lata katuszy cielesnych.
Przerażony wzrok nieustraszonego zazwyczaj przyjaciela zaskoczył i lekko rozśmieszył Petera.
- Zbierz chłopaków na pokładzie głównym. Chcę z nimi pogadać - powiedział, ocierając łzy z kącików oczu.
- Nie wiem czy będzie taka potrzeba.
- To znaczy?
- Gdy wypłynęliśmy, zapytali się mnie kim jest ten mały u ciebie na rękach. Wytłumaczyłem im, że to syn Tatii, która go porzuciła. Fakt porzucenia niezbyt pozytywnie przyjęli do wiadomości, po czym niemal jednogłośnie orzekli, że za coś takiego tej dziwce należy skręcić kark.
Peter spojrzał na niego zaskoczony.
- Chcesz mi zatem powiedzieć, że oni ten pomysł aprobują?
- Zaiste. Wiedzą też, że chcesz odnaleźć Tatię. Zgadzają się z tym, chociaż fakt, iż mamy płynąć przez Trójkąt Zefira nie napawa ich entuzjazmem - wyjaśnił spokojnie.
- Wydałeś im już polecenia co do kursu? - zdumiał się kapitan.
- Jedynie byśmy płynęli w tamtym kierunku. Przecież w każdym momencie możemy obrać jeszcze inny cel - wyjaśnił.
- Dobrze więc. Powiedz ludziom, że płyniemy do Wyspy Niepamięci. Mają być przygotowani na trudną przeprawę. Działa mają być non-stop w gotowości bojowej, nie chcę niepotrzebnego zamieszania w przypadku, gdy zaatajuje nas Cesarstwo bądź inna jednostka piracka.
Skjop skłonił mu się lekko i wyszedł z kajuty. Po chwili do Petera dobiegły ostre słowa komend. Uśmiechnął się pod nosem, ciesząc się, że ma tak sprawnie reagującego pierwszego oficera.

1 784 czyt.
100%162
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1295 słów i 7151 znaków.

2 komentarze

 
  • Kuri

    Kuri · 10 mar 2016

    Zgadzam się z załogą! Skopać jej dupę, za to, że porzuciła dzieciaka!

  • Wampiraczek

    Wampiraczek · 10 mar 2016

    Super czekam na następną część