Pirackie życie 19

- Co z tatą? - zapytał pewnego dnia mały Oskar, wpatrując się w Skjopa swymi ciemnymi oczami, w których czaiły się już łezki smutku.
- Peter jest chory. Na razie nie możesz go odwiedzać — powiedział pirat miękko.
- Ale może jak pocałuję tatę, to szybciej wróci do zdrowia — mały bynajmniej nie miał zamiaru tak łatwo odpuścić.
- Jeśli do końca tego tygodnia tata poczuje się lepiej, to w kolejnym pozwolę ci do niego zajrzeć i jestem pewny, że twój całus przywróci mu resztę sił... Teraz muszę iść do moich obowiązków, więc proszę byś tutaj na razie został. - poczochrał go po bujnej czuprynie i wyszedł z kajuty. Najpierw udał się na mostek, gdzie dłuższą chwilę lustrował spokojną taflę oceanu.
- Płyńmy do najbliższego portu cesarskiego, ale tak, by informacja o tym do władcy dotarła, dopiero gdy my będziemy już daleko — wydał rozkaz sternikowi, nie odwracając oczu od wielkiej połaci wody.
- Co chcesz zrobić? - zapytał zaskoczony Asjaf, potężny mężczyzna o imponującej opaleniźnie.
- Dać temu kretynowi wyraźny sygnał do tego, by wiedział, że się go nie boimy i nie tak łatwo jest nas pokonać, nawet gdy zostajemy zaatakowani znienacka.
- Tak jest, kapitanie.
Wkrótce sternik zakręcił kołem, a majestatyczny galeon posłusznie zaczął wykonywać zwrot w lewo, prując krótką falę i kierując się ku lekko ciemniejszej linii na zachodnim horyzoncie, mogącej wskazywać na jakiś odległy ląd.
- Płyń tam, ale nie musisz jakoś się spieszyć, ta prędkość jest jak najbardziej odpowiednia.
- Co z naszym kapitanem?
- Bez zmian — padła cicha, smutna odpowiedź.
Po zejściu z mostka, Skjop udał się do kabiny zajmowanej przez rannego i lekarza. Zamknąwszy za sobą cicho drewniane drzwi, zapytał równie cicho:
- Co z nim?
Mężczyzna siedzący przy łóżku Petera spojrzał na aktualnego kapitana i rzekł poważnie:
- Nadal ciężko, chociaż dzisiaj gorączka jest jednak nieznacznie mniejsza. Nie majaczy też przez sen i oddycha dużo lżej.
- Jest więc szansa, że wybudzi się z tego nieprzyjemnego snu?
- Być może tak. Peter ma wyjątkowo silny organizm. Musimy być pełni nadziei, że uda mu się z tego wyjść bez większego szwanku.
- Jak długo potrwa jego rehabilitacja?
- Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie określić tego czasu, ale chciałbym wierzyć w to, że nie więcej, niż dwa miesiące, gdyż wielce potrzebujemy tego człowieka.
- Zgadza się. Dlatego radzę ci przywrócić go do pełni zdrowia, bo inaczej nie ręczę za siebie i przyrzekam ci, że wypieprzę cię za burtę, jeśli to nie będzie już ten sam człowiek, co wcześniej!... A tak przy okazji, Oskar pytał mnie dzisiaj czy może odwiedzić Petera, bo bardzo za nim tęskni.
- Nie jestem pewny czy w jego stanie jest to dobry pomysł, ale pomyślę o tym. Być może w przyszłym tygodniu będzie mógł go odwiedzić.
- To dobrze... I jeszcze jedno. Raczej już nie chciałbym od ciebie usłyszeć, że czegoś nie jesteś pewien, jasne?! Jesteś, do cholery, przecież lekarzem, więc kto ma być pewny, jak nie ty?! - w głosie Skjopa dało się słyszeć groźbę.
Przestraszony konował natychmiast pochylił się nad nieprzytomnym Peterem, a Skjop przyglądał się jego poczynaniom jeszcze przez dłuższą chwilę, chcąc być pewnym, że lekarz w jakiś sposób nie szkodzi kapitanowi. Będąc już niemal pewnym, że wszystko jest w porządku, wyszedł ostrożnie z kajuty, zamykając za sobą dokładnie drzwi. Przystanął, oddychając głęboko. Naprawdę martwił się o swego przyjaciela. Zapatrzył się w spokojną toń oceanu, zastanawiając się co będzie, jeśli Peter tego nie przeżyje. Czy reszta kamratów zgodzi się na to, by to on przejął kapitaństwo po Peterze.
Po chwili zszedł pod pokład, by sprawdzić, jak mają się jego więźniowie. Pierwszym co wyczuł natychmiast po zejściu na dół, był ostry, lekko kwaskowy odór fekaliów. Zmarszczył nos i zasłonił usta ręką, rozglądając się po klatkach, w których przebywali pojmani marynarze. Wyglądali na naprawdę przybitych, niezdolnych, by walczyć o swą wolność. To niespodziewane posłuszeństwo cokolwiek zniesmaczyło Skjopa, który raczej przygotowany był na utarczki i ogólne problemy z tymi ludźmi, przecież uchodzili oni za jednych z najlepiej wyszkolonych żołnierzy po tej części Urory. Nawet wojsko królestwa Efrusu nie mogli się z nimi równać! A tu takie zaskoczenie!!!
Zwrócił uwagę na to, że Tatia siedzi jak najdalej od przetrzymywanych marynarzy. Starała się nie patrzeć na nich i nie pokazywać im swej twarzy.
- Boisz się, że cię rozpoznają i opowiedzą o tym cesarzowi? - powiedział do niej cicho z niemałą satysfakcją i złośliwością w głosie. Tatia spojrzała na niego z ukosa z wyrzutem w oczach.
- Mógłbyś się przymknąć? - warknęła zła.
W pomieszczeniu rozległ się śmiech drwiny pirata.
- Oj, kobieto. Ty to masz w życiu pecha co? Jak marne jest twoje życie... Nie wiesz, że ktoś taki, jak ty upadł tak nisko, bo zżarła go nadmierna ambicja na coś, czego nie byłaś w stanie nigdy osiągnąć... I naprawdę żałuję Petera, że kiedyś się z tobą związał oraz Oskara, że jest z twojej krwi, bo to wspaniały chłopczyk, który przede wszystkim potrzebuje matczynej miłości, której nigdy od ciebie nie doświadczył! - do głębi wzburzony Skjop splunął w jej stronę, po czym wstał i wyszedł na górny pokład. Odetchnął głębiej, delektując się świeżym, morskim powietrzem.
- Skjop! - krzyknął ochmistrz, podchodząc do niego. - Co z Peterem? Załoga się o niego niepokoi... W sumie nic dziwnego próbował odebrać sobie życie, a on przecież czegoś takiego nigdy nie aprobował.
- Spokojnie... Lekarz zapewniał mnie dzisiaj, że nasz dowódca czuje się już nieco lepiej, ale nadal pozostaje w śpiączce. Miejmy jednak nadzieję, że wkrótce się wybudzi i czym prędzej do nas powróci — odparł Skjop. Miał nadzieję, że jego brzmiał pewnie, ale chyba nie do końca tak było, bo ochmistrz spojrzał na niego z powątpiewaniem i rzekł:
- Chyba sam nie bardzo w to wierzysz, co? Masz nadzieję na objęcie stanowiska po Peterze? Wolisz, żeby się nie obudził już?

1 678 czyt.
100%51
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1124 słów i 6301 znaków.

1 komentarz

 
  • rosanne

    rosanne · 2 cze 2016 · 193487166

    Fajne