Pirackie życie 12

Będąc już około dwóch godzin w tej niezwykłej wiosce, w czasie których społeczeństwo hucznie świętowało ich pojawienie się, część piratów, a wśród nich i Peter, zauważyło, że nie ma na wyspie ani jednego dziecka! Wyrostków w wieku około szesnastu, osiemnastu lat było naprawdę tak niewielu, że niemal można ich było zliczyć na palcach jednej ręki. Zainterygowany tym dziwnym faktem Peter zagadnął wreszcie starszego wioski co to wszystko oznacza.
Ten spojrzał na niego jakoś dziwnie i powiedział:
- Kobiety potrzebne są nam tutaj do gotowania i usługiwania, a nie do chędożenia.
- Więc jak załatwiacie swoje naturalne potrzeby kontaktu cielesnego z drugim człowiekiem? - wtrącił się Skjop do rozmowy.
- Załatwiamy to, panowie, między sobą. Nie potrzeba nam tutaj plagi niechcianych bękartów.
- Sądziłem, że jesteście pokojowo nastawieni! - zdziwił się Peter.
- Bo jesteśmy! Tyle, że nie obchodzą nas niedołężne darmozjady, które trzeba karmić, bo same sobie nie poradzą. - ton głosu starszego i pogarda słyszalna w jego wypowiedzi poważnie zniesmaczyły kapitana.
- Cóż więc robicie ze starszymi ludźmi i z dziećmi, gdy już przez nawet przypadek uda wam się zaciążyć jakąś dziewkę?
- Oddajemy ich pod opiekę morzu! Ono najlepiej wie co zrobić z takimi niedorajdami!
- Możnaby więc sądzić, że i ciebie powinien spotkać już podobny los - warknął rozsierdzony Peter, łypiąc groźnie na swego "gospodarza".
- Tu akurat zmartwić cię muszę, mości kapitanie, członkowie starszyzny spalani są na stosie, gdy odejdą już z tego świata - odezwał się mężczyzna siedzący po prawicy białowłosego.
- A więc tych przy władzy chowacie w godny króla sposób, a wszystkich pozostałych powierzacie morzu? - zagadnął ich Mjol, zastępca bosmana na drugim okręcie. Człowiek jak na swoją profesję bardzo delikatny.
- Nie, pozostałych zakopujemy na wzgórzu za wioską.
- Rozumiem - odparł oschle Peter, po czym wstał i powiedział - Zabawa była doprawdy przednia, lecz zmuszony jestem wraz z moimi ludźmi powrócić już na okręty, bowiem czeka nas sporo roboty przed wyruszeniem w dalszą podróż.
Mężczyźni obecni w czasie rozmowy w chacie ukłonili mu się i pozwolili im wyjść.
  
- Co tu się, kurwa, odpieprza? - warknął szeptem niemal przerażony Skjop, podążając obok Petera w stronę czekających na plaży łodzi.
- Nie mam pojęcia, przyjacielu, ale lepiej stąd płyńmy! Nie bardzo mi się tutaj podoba.
Przemierzając długą plażę, przystopowali trochę, gdy z jednej z chatek wyszła niewysoka niewiasta o jasnych jak słoma włosach. Nosiła na sobie nie pierwszej świeżości już białą kiedyś bluzkę z żabotem wpuszczoną w obcisłe, skórzane spodnie. Na bluzkę zarzucony miała ciemnozielony żakiet, zapinany na pięć guzików, co było charakterystyczne dla piratów, którzy w ten sposób akcentowali to, że nie zgadzają się pływać pod banderami władców. I to właśnie te pięć guzików odróżniało ich na pierwszy rzut oka przy spotkaniu od kapitanów jednostek cesarskich czy królewskich, którzy żakiety zapinali na cztery tylko guziki.
  
Kobieta mimowolnie spojrzała na zdążających mężczyzn i zdrętwiała. Spostrzegając jej dziwne zachowanie, Peter spojrzał na nią szybko i po chwili dużo uważniej.
- Tatia!!! - ryknął potężnie, postępując groźnie krok w jej kierunku. Kobieta jednakże nie czekała na jego kolejny ruch. Wykonała błyskawiczny w tył zwrot i potykając się lekko na nierównościach plaży, dała drapaka.
- Za nią! - wrzasnął Peter, puszczając się za nią biegiem. Piraci na jego rozkaz rozciągnęli się w niewielką tyralierę. Bieg po grząskim podłożu wcale nie jest łatwy, poza tym miała przewagę lekkiego zaskoczenia, no i tych jakichś utajonych wcześniej sił, bo wiała jak szalona i trudno było ją dogonić. Dystans zaczęli nadrabiać dopiero za domkami, gdy Tatia skręciła za nimi najpewniej w nadziei, że zgubi pościg. Nie pomyślała jednak o tym, że tutaj mężczyźni są zdecydowanie szybsi, bo nie zapadają się w piasku. Zrozumiała swój błąd, gdy lądowała boleśnie w przejściu między chatkami, kiedy powalił ją Peter, mocno przygniatając do ziemi. Jej wrzask bólu i wściekłości ściągnął im na głowy gromadę mieszkańców.
- Zostawcie ją! Jeśli chcecie ją zgwałcić, to lepiej odejdźcie z naszej wyspy! - krzyknął starszy, patrząc na rozeźlonych piratów z groźnym błyskiem w oku.
Jakby nie słysząc jego słów i dźwięczącej w jego głosie groźby, kapitan bezceremonialnie uniósł Tatię do pionu, trzymając ją za włosy.
- Witaj - syknął jej do ucha. - Czemu przede mną uciekałaś, kochanie?
- Puść mnie! - krzykmęła wysoko, szamocąc się w jego uścisku i usiłując dosięgnąć go kopniakiem bądź pięścią.
- Pogarszasz tylko swoją sytuację, dziwko!
- Możecie zostawić tę kobietę w spokoju? Napadliście na nią, jakby była czemukolwiek winna - zacietrzewił się białowłosy mężczyzna.
- Jest winna i poniesie za to surową karę! - warknął Peter, popychając kobietę w stronę łodzi. Pozostali piraci utworzyli wokół nich kordon i z dobytymi szablami osłaniali przed rozwścieczonym tłumem, który zaczął w nich rzucać kamieniami, gdy tylko odbili od brzegu. Na ten cokolwiek śmieszny atak, salwą z czterech dział odpowiedział natychmiast Niezwyciężony. Jego kule armatnie z okropnym wizgiem wpadły na płyciznę, rozbryzgując wokół wodę i zmuszając zaskoczonych teraz wyspiarzy do wycofania się. Niedługo potem obydwie łodzie zostałe umocowane do lin opuszczonych przy burtach okrętów i wciągnięte na pokład.
Tatia upadła na deski, kiedy wściekły do granic możliwości Peter wyrzucił ją z łódki.

1 700 czyt.
100%16
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1063 słów i 5856 znaków.

Dodaj komentarz