Pirackie życie 10

Mocna boczna fala sprawiła, że okręt przechylił się gwałtownie na sterburtę, zmuszając Petera do złapania się balustrady przed nim. Mógł to zrobić jednak tylko jedną ręką, bowiem na drugiej trzymał przerażonego Oskara, który przylgnął do niego, obejmując swego opiekuna za szyję.
- Cholera! - warknął Peter, gdy uderzył się boleśnie w nogę. Ta szaleńcza huśtawka spowodowana okropnym sztormem trwała już od trzech dni, odkąd wpłynęli po tygodniowej podróży w obszar Trójkątu Zefira.
- Peter, musimy chociaż częściowo zmienić kurs. Płynąć obrzeżem, bo inaczej ze statków zostaną jedynie drzazgi, a my staniemy się pożywką dla rekinów - jęknął Skjop, zjawiając się obok kapitana.
- Ale potem znów będziemy musieli tam wpłynąć - zauważył pirat, starając się przekrzyczeć huk deszczu i wiatru.
- Wiem, ale to będzie krętszy odcinek, niż ten jakbyśmy płynęli prosto do Wyspy - odkrzyknął Skjop. Kapitan spojrzał na niego i kiwnął tylko głową, co było wyraźną zgodą na wykonanie odpowiedniego manewru. Po chwili zestresowani kamraci zaczęli wykonywać instrukcje. W końcu statki prowadzone przez wprawnych sterników zaczęły skręcać w prawo, pchane jednakże przez silne fale i gwałtowne podmuchy wiatru w przeciwną stronę. By nie narażać Oskara na niepotrzebny stres, Peter wszedł z nim do swej kajuty. Po kilku godzinach szaleńczej podroży, gdy morze w końcu zaczęło się uspokajać, chłopczyk przestawał się powoli trząść, a jego buzia nabierać normalnych barw.
- Wszystko w porządku? - zapytał go Peter, przyglądając mu się uważnie.
- Tak - wyszeptał mały, patrząc na mężczyznę swymi wielkimi oczami. - Tatuś... A gdzie fruniemy? - zapytał po chwili, lekko sepleniąc.
- My nie fruniemy, tylko płyniemy. I nie nazywaj mnie swoim tatą, bo nim nie jestem - odparł Peter zimno. - Szukamy twojej mamy.
- To kim jesteś? - zainteresował się chłopiec bystro, nie zwracając uwagi na dalsze słowa pirata.
- Twoim opiekunem. A teraz spać.
- Ale ja nie chcę!
- Marsz! - zezłościł się lekko kapitan. - Nie dyskutuj ze mną.
Nagle w oczach chłopca dostrzegł łzy i strach. Uświadomił sobie, że źle postąpił, zbyt ostro. Przecież to tylko niewinne, osierocone dziecko. Gdy przykrywał Oskara do snu, jego okaleczone stratą córeczki serce, tłukło mu się jak szalone w piersi. Poczuł w nim dziwne ukłucie, gdy brzdąc nazwał go tatą. Takie przyjemne uczucie ciepła, którego nie zaznał już od kilku długich lat.
Najbliższych kilka dni upłynęło stosunkowo szybko, bez zbędnych ruchów, które zmusiłyby piratów, do odpłynięcia jeszcze dalej od Wyspy. W końcu jednak wrócili na szlak przez Trójkąt Zefira, ale wariacka huśtawka trwała już zaledwie dzień. Kiedy wreszcie na horyzoncie zamajaczył cel ich podróży, wszyscy korsarze odetchnęli z ulgą, wycieńczeni po trudnej podróży. Największe oznaki tej szaleńczej wyprawy nosiły obydwa okręty. Ich poszarpane żagle, oderwane w kilku miejscach belki burt, oszpecone zdobienia dziobów były niemymi świadkami tego, z czym przyszło się zmierzyć tym dzielnym wojakom.
Łagodniejsze prądy sprawiły, że Peter zarządził, by płynąć odrobinę szybciej. Późnym wieczorem następnego dnia dopłynęli w pobliże wyspy. Pierwszym co ujrzeli na samym początku, były wraki innych okrętów, które padły tu ofiarami tych zdradzieckich wód i pogód.

1 665 czyt.
100%61
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 620 słów i 3473 znaków.

1 komentarz

 
  • Kuri

    Kuri · 25 mar 2016

    Krótkie rozdziały! Poza tym muszę przyznać, że lubię Petera