Pirackie życie 23

Powrót do pełnej sprawności fizycznej zajął Peterowi w sumie dwa tygodnie od przebudzenia. Wszyscy cieszyli się z jego powrotu do zdrowia, wszyscy oprócz Tatii, która dowiedziała się o tym od Skjopa. Początkowo z trudem utrzymywała poważny wyraz twarzy, ale kiedy pirat powiedział jej, że kapitan odzyskał świadomość, w jej oczach pojawiła się wściekłość, tak wielka, że zaskoczyła pirata. Ten jednak żywiąc wielką pogardę, otworzył kraty celi, w której przebywała i w akcie desperacji i niebywałej złości, wkroczył do niej i złamał jej nos. Pomimo bólu ręki z satysfakcją patrzył, jak z jej rozbitego nosa płynie szkarłatna krew.
- Obyś tu zgniła, suko! - warknął jeszcze na odchodnym i spokojnym krokiem wyszedł na pokład, a następnie udał się do kajuty kapitana.
- Tatia niezbyt cieszy się z faktu, że ocalałeś — zakomunikował mu zaraz po wejściu.
- A co? Widziałeś się z nią?
- Właśnie lekko zmieniłem jej rysy twarzy. - Peter spojrzał na niego uważnie i odparł:
- Co jej zrobiłeś?
- Przestawiłem jej tylko nos — rzekł Skjop pogodnie.
- Dlaczego?
- Bo mnie wkurwiła.
- Rozumiem. Co takiego powiedziała?
- Nic.
- Co proszę?
- Nic nie powiedziała.
Peter odłożył sztućce na stół, jako że właśnie spożywał posiłek i mierząc przyjaciela surowym wzrokiem, powiedział spokojnie:
- I właśnie dlatego złamałeś jej nos?
- Tak — padła krótka odpowiedź.
- Powaliło cię do reszty?
- No co?
- A choćby o to, że zaatakowałeś ją bez powodu!
- Powód miałem! Poza tym jest naszym więźniem.
- To nie jest powód, by się nad nią znęcać, Skjop!
- Ona identycznie postąpiłaby z nami!
- Nie wykręcaj się! - zgromił go kapitan. - Gdy odzyskam pełnię sił, porozmawiam z nią, ale do tej pory masz się do niej nie zbliżać, jasne? Stałeś się bezwzględny.
- Pirat nie może być miękką fają, Peter!
- Oczywiście, że nie, ale czasami może okazać choć trochę serca. Postąpiłeś z nią karygodnie. Mamy swój honor, Skjop. Pamiętaj o tym albo cię zdegraduję!

Drugi mężczyzna przełknął ślinę i kiwnął głową na znak, że rozumie. Wkrótce też wrócił na mostek, gdzie dopadły go swego rodzaju wyrzuty sumienia.

Dwa tygodnie później

- Baczność! Kapitan na mostku! - wrzasnął Skjop, podczas gdy obydwa statki stały na kotwicy w zacisznej lagunie. Tuż przy prawej burcie Smoka ustawił się Niezwyciężony, a zgromadzeni przy jego burcie piraci też mieli wysłuchać przemówienia swego cudem ocalonego kapitana.
Powolnym i majestatycznym krokiem wszedł Peter po schodkach na mostek kapitański, obrzucając swoich ludzi uważnym, pełnym powagi spojrzeniem. Ubrany był w białą koszulę z falbaniastymi mankietami i żabotem zapinanym pod szyją, granatową kamizelkę i takąż marynarkę dwurzędową, zapinaną na złote guziki. Na nogach nosił białe, atłasowe spodnie, wpuszczone w wypolerowane na wysoki połysk wysokie oficerki. Na głowie jego spoczywała czapka oznaczająca jego pozycję na statku.
- Zaprawdę cieszę się, że ponownie mogę dowodzić tymi pięknymi okrętami i że widzę tutaj was wszystkich — rzekł donośnym głosem, lekko uśmiechając się do nich. Rozległy się ogłuszające wiwaty, które ucichły natychmiast, gdy podniósł rękę.
- Czeka nas teraz, panowie najpewniej ciężka przeprawa, bo z relacji mego pierwszego oficera dowiedziałem się, że wypuściliście jeńców tam, gdzie planowałem i w taki sposób, jaki chciałem. Cesarz, jak pewnie się domyślacie, wścieknie się, ale to dobrze... Nawet bardzo, bo nam właśnie o to chodzi. Podejrzewam, że informacja o tym zajściu mogła do niego już dotrzeć, a więc musimy wszyscy wyostrzyć naszą czujność, by nie wpaść w jakąś zasadzkę przygotowaną przez mściwego kretyna... Wiem, że zadanie to nie będzie wcale łatwe, ale jeśli chcemy w końcu go obalić, to musimy maksymalnie się zmobilizować i walczyć na sto procent.
Na obydwu statkach znów powstał harmider, gdy ludzie zaczęli wrzeszczeć. Zgadzali się ze swoim dowódcą, chcieli obalić tyrana, by móc wrócić do normalnego życia, a nie stale uciekać przed śmiercią.
Nagle gdzieś za ich plecami rozległa się salwa paru dział, jednak pociski uderzyły daleko od nich. Piraci gwałtownie obrócili się z rękami na szablach, gotowi, by odeprzeć niespodziewany atak.
- Kapitanie! To Axis! - krzyknął człowiek usadzony w bocianim gnieździe. Peter niemal natychmiast lekko się uspokoił bowiem byli to ich nieformalni sojusznicy.
- Dopuśćcie ich do nas! - zdecydował kapitan, patrząc, jak tamten okręt zwalnia, a Niezwyciężony podnosi kotwicę i odpływa kawałek, by Axis mógł dobić do burty Smoka.
- Co się dzieje? - krzyknął wkrótce potem Peter, podchodząc do burty i witając się z kapitanem drugiego statku poprzez podniesienie ręki.
- Ty już zupełnie zwariowałeś? - odkrzyknął Jovis, młody kapitan Axisa. - Walczysz aż tak otwarcie z cesarzem? Życie ci niemiłe?
- A co? To jakiś problem? Poza tym... Skąd wiesz, że walczę?
- A choćby stąd, że chyba wszyscy już mówią o twoim śmiałym wyczynie z cesarskimi marynarzami! Cesarz podobno jest wściekły, mówią ludzie, że podobno ściąga wszystkie swoje jednostki do portu w Strioke — odrzekł mu Jovis. - Ale powiem ci też, że swoim czynem podbudowałeś nas wszystkich i zyskałeś wielu popleczników. Większość poważnie rozważa czy nie skolidować z tobą środków i sił.
- Żartujesz?!
- Nie. Przekazuję ci, co i mnie powiedziano!
- A skąd wiedziałeś, że tu jestem?
- Nie wiedziałem. Płynąłem po prostu od strony Przylądka Zielonego i was zauważyłem.
- A gdzie zdążasz?
- Do Czarciej Iglicy! W tamtej okolicy gromadzić się mają statki, które chcą cię wesprzeć. Płyniesz z nami?

1 636 czyt.
100%42
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1051 słów i 5859 znaków.

2 komentarze

 
  • RiseOne

    RiseOne · 22 lip 2016 · 230360603

  • RiseOne

    RiseOne · 9 lip 2016 · 198284679

    Chcę więcej