Pirackie życie 4

Peter z westchnieniem zmoczył szmatkę w stojącej na podbliskim stoliczku miseczce i obmył nią rozpalone czoło i dekolt kobiety, a następnie przekazał ją pod opiekę znachorowi, który przed chwilą zjawił się również w kajucie.
Wyszedł na pokład. Już nie padało, lecz utrzymanie się na śliskich deskach było dla każdego niezaprawionego w bojach człowieka wyzwaniem trudnym, jednakowoż nie dla tego mężczyzny. Podszedł on szybko do swych skrępowanych współtowarzyszy, nakazując odkneblowanie ich i popatrzył na nich z góry. Pod ciężarem jego morderczego wzroku przykulili się jeszcze bardziej.
- Czemu ją gwałciliście? - zapytał gniewnie.
- Richard nam polecił.
- Czemu?
- Powiedział, że będzie to dla niej odpowiednia nauczka.
- Czy słyszeliście, jak mówiłem, że nie życzę sobie, by w ten sposób traktowano kobiety na moim pokładzie? - ton głosu Petera zdradzał wielki gniew.
Mężczyźni, jak jeden mąż niepewnie pokiwali głowami.
- Uznaliście jednak, że lepiej będzie nie brać moich słów o karze na poważnie, tak?
- K-karze? - wyjąkał siedzący najbliżej niego pirat.
- Tak, Thomasie, karze... Jako kapitan tych dwóch pirackich galeonów, skazuję was niniejszym panowie, na śmierć za niewykonanie mojego polecenia. Za ten haniebny i niegodny pirackiego miana czyn, skazuję was na belkę. - gwałtownym gestem wskazał dechę przerzuconą przez burtę okrętu. Związani piraci zatrzęśli się z przerażenia, a tymczasem statek podniósł kotwicę i ruszył na pełne morze. Jeden z ludzi Petera tuż naprzeciw skazańców, ostrzył długi, zakrzywiony nóż, którym miał za zadanie rozpłatanie im brzuchów, by zwabić żarłoczne rekiny. Na pokład został również wyprowadzony były zastępca kapitana.
- Co z nim zrobić? - pirat mocnym kopnięciem posłał go na deski pokładu, tuż do stóp kapitana. Ten przyjrzał mu się wnikliwie i po dłuższym namyśle powiedział powoli, lecz bardzo wyraźnie i doniośle:
- Zostanie przywiązany do dziobu naszego galeonu.
- Kapitanie? Czy to nie jest zbyt łagodna kara?
- Ja nie powiedziałem, że jest to jej koniec. Zostanie przywiązany do dziobu zupełnie nagi, z obciętym członkiem. Niech inni wiedzą, że nie popieram tego typu praktyk.
Wśród zebranej na pokładzie części załogi rozniósł się szum przerażenia - ich kapitan nigdy nie był aż tak bezwzględny w wymierzaniu kar! Piraci zdawali sobie sprawę, że słone powietrze tylko rozjątrzy świeżą ranę gwałciciela, skazując go na niewysłowione męki. Wkrótce statek zatrzymał się na głębinie. Dwóch piratów ustawiło skazańców w karny rządek. Mężczyzna z nożem czekał już przy desce, po której mieli przejść jego niegdysiejsi, okryci hańbą kamraci. Pierwszy z winowajców został ustawiony na belce. W chwilę potem, czyste, morskie powietrze rozdarł jego wrzask bólu, gdy rozpłatali mu brzuch. Posoka trysnęła dookoła, znacząc na czerwono deskę skazańców i skapując grubymi kroplami do wód, w których już po chwili pojawiły się stalowo-szare cielska morskich potworów. Wtedy też na wpół przytomny pirat został strącony w morskie odmęty. Taki sam los spotkał jego pozostałych kompanów, a rekiny miały niewyobrażalną ucztę. Następnie ostry nóż poszedł w ruch, gdy przyszło do bardzo skutecznego wykastrowania byłego zastępcy Petera. Sam kapitan patrzył niewzruszony, jak jego były przyjaciel wrzeszczy w spazmach obezwładniającego bólu. Dwukrotnie stracił przytomność, lecz natychmiast postarano się, by odzyskał świadomość, gdy pozbawiano go jego przyrodzenia. Wreszcie smętne, poszarpane szczątki tego, z czego niegdyś był tak dumny, zostały wrzucone do morza, a ziejąca dziura między jego nogami, dość szybko, sprawnie i niezbyt skrupulatnie załatana, by powolne sączenie się zeń krwi i doń soli z powietrza, sprawiło skazańcowi jak największy ból. Następnie rozebrano go i bardzo ostrożnie i dokladnie przywiązano do dziobu.
Po tym Peter powrócił do swej kajuty, gdzie znachor skończył już dogląd Tatii, pozostawiając dla chorej zapas ziół, bowiem on sam miał zostać wysadzony w najbliższym, pirackim porcie. Mężczyzna czuwał więc samotnie przy rozpalonej kobiecie przez tydzień, od czasu do czasu schodząc pod pokład i informując jej ludzi o jej stanie zdrowia. W końcu, udało mu się zbić jej temperaturę. Odzyskała też przytomność. Była tak osłabiona, że jego opiekę przyjmowała bez słowa skargi, pomimo lat rywalizacji jaką między sobą prowadzili. A tymczasem statek wolno płynął w stronę Morza Zachodniego.
Dopiero kiedy znalazł się na granicy Pierścienia Wysp Diamentowych, na końcu którego znajdowała się Zatoka Kryształowa ze swoim osławionym miastem pirackim, Kościaną Fortecą, Tatia zdołała wreszcie stanąć o własnych siłach. Była akurat sama w pomieszczniu i wściekła przeszukiwała je w nadziei znalezienia jakiegoś ostrego przedmiotu, którym mogłaby zagrozić Peterowi. Niecierpiała go odkąd pamiętała. Był arogancki, bardziej doświadczony, choć z tego co wiedziała, był piratem krócej od niej, ale własną jednostką dowodził jednak dłużej, jak również niestety cholernie przystojny i pochodził z arystokratycznej rodziny, w przeciwnieństwie do niej.
- Nic tutaj nie znajdziesz. - usłyszała nagle za sobą. Podskoczyła zaskoczona i odwróciła się w stronę mężczyzny, który teraz odgradzał jej jedyną drogę ucieczki. - Poza tym to niezbyt ładnie zabijać swego wybawcę, nie sądzisz?
- Pieprz się! - warknęła z groźnym błyskiem w oku.
- Nie znudziło ci się to jeszcze? - mruknął zrezygnowany. - Pamiętaj, że i ja mogę się trochę z tobą pozabawiać.

2 282 czyt.
100%192
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1003 słów i 5780 znaków.

2 komentarze

 
  • chaaandelier

    chaaandelier · 20 lut 2016

    Jestem ciekawa co będzie dalej.

  • Kuri

    Kuri · 18 lut 2016

    I pomyśleć, że w dzisiejszych czasach nastolatki budzą się w takim "stanie zużycia" po niektórych imprezach...