Pirackie życie 16

- Mamy szanse wyjść z tego cało?! - wrzasnął Peter, wbiegając chwiejnym krokiem na mostek.
- Dokładnie takie same, jak ryba w spotkaniu z orłem — odciął się sarkastycznie sternik. - Monitor, choć ma uszkodzony pokład górny, dalej pozostaje cholernie niebezpiecznym przeciwnikiem. Gdyby był tu sam, to myślę, że dalibyśmy mu radę, ale nie w obliczu jeszcze dwóch galeonów!
Peter kiwnął smutno głową i rzekł:
- Utrzymujcie kurs, być może uda nam się wprowadzić ich w jakieś pasmo burzowe.
- Ay ay, kapitanie!
Sekundę później ciężka kula armatnia wystrzelona z jednego ze ścigających ich galeonów, rozdarła głęboko lewą burtę Niezwyciężonego. Statkiem zakołysało mocno, ale wprawny w bojach sternik wraz z całą załogą zdołali uchronić okręt przed zatopieniem, choć nie obyło się niestety bez paru osób za burtą.
Peter słyszał ich pełne zgrozy okrzyki, które sprawiały, że jego twarde, mężne serce miękło na sam ich dźwięk.
- Pełna salwa ze wszystkich dział! - wrzasnął dziko, zdzierając sobie gardło.
Złapał się gwałtownie barierki przed sobą, gdy okrętem zakołysało mocno po oddaniu kanonady z dwudziestu dział na prawej burcie. W chwilę później swe pociski dołączył Niezwyciężony. Połączony ostrzał dwóch okrętów skutecznie dosięgnął jednego ze ścigających ich galeonów. Ze swego stanowiska Peter, choć musiał uchylać się przed ostrzałem z wrogich jednostek, z łatwością dostrzegł, jak koło sterowe okrętu flagowego wylatuje na kilkanaście metrów w górę, jak dwa z trzech masztów łamią się w kilku miejscach, zasypując pokład potężnymi odłamkami. Widział też dosłownie zmiecioną z powierzchni statku połowę prawej burty i fragment zdobnego dziobu. Uśmiechnął się lekko, wiedząc, że w ten sposób może ostudzić chociaż trochę zapał cesarskich marynarzy. W końcu z okrętu flagowego nieprzyjaciela wystrzeliła fontanna ognia, coraz szybciej pochłaniając wspaniałą niegdyś jednostkę. Widząc częściową porażkę przeciwnika, piraci zakrzyknęli radośnie. Ich głosy poniosły się szerokim echem po wzburzonej toni oceanu. Skrzek żarłocznych ptaszysk odezwał się gdzieś nad ich głowami.
- Ponowić atak! - krzyknął Peter.
- Kapitanie! Proszę spojrzeć w prawo!
Mężczyzna spełnił prośbę swego człowieka i mina mu lekko zrzedła. Wzburzone wody odsłoniły właśnie dwa kolejne okręty.
- Daj mi lunetę! - ostry rozkaz został momentalnie spełniony. Peter chwycił w dłonie ciężki, metalowy przyrząd i przyłożył go do oka. Nakierował wizjer na kolejne jednostki i zbaraniał.
- Peter? - Skjop wbiegł na mostek. - Mamy się kogo obawiać?
- Zależy co im zaproponujemy — odparł zmienionym głosem.
- A kim oni są?
- A zgadnij z kim się jeszcze żremy jak psy o kawałek mięsa...
- Z Tatią... Ale teraz to akurat niemożliwe... - Skjop zamyślił się na moment, a tymczasem dwie mniejsze jednostki, karawela i korweta, obie uzbrojone w dodatkowe działa, oddały w stronę cesarskich jednostek pełne salwy. Statki cesarskie wzięte w dwa ognie musiały teraz rozłożyć swe siły.
- Zwrot dziobem na monitora! - Peter wydał ostry rozkaz. - Raz się żyje...
- Co chcesz zrobić? - pierwszy oficer wyglądał na skonsternowanego.
- Coś, na co teraz mamy szansę... Coup de grace*.
  
* kończące uderzenie, ostatni cios, dobicie przeciwnika. Często odnosiło się do seppuku, wykonywane też jako akt miłosierdzia dla dogorywającego nieprzyjaciela.

1 714 czyt.
100%72
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 619 słów i 3543 znaków.

2 komentarze

 
  • igor

    igor · 20 kwi 2016

    Jestem mile zaskoczony. Świetne opowiadanie. Zastanawiam się jak Ty się łapiesz w swoich opowieściach.

  • Kuri

    Kuri · 20 kwi 2016

    Tatia jest chora psychicznie, zalecam leczenie kulą armatnią w głowę.
    Kolejny pirat się pojawia?