Pirackie życie 6

- Peter, wiem jakie niebezpieczeństwo może nas tam spotkać, lecz z drugiej strony pomyśl o tym, co zyskasz, gdy tam dotrzemy... Stworzysz największą flotę jaką widział ten świat.
Mężczyzna zamyślił się, spoglądając na nią jakiś czas spod oka.
- Pomyślałaś o tym, co stanie się z twoim dzieckiem, jeśli nas tam złapią? - mruknął w końcu. Podniósł się gwałtownie i podszedł do niej. Zamknął jej dłonie w swoich i spojrzał jej głęboko w oczy. - Nie rób tego, proszę.
- Czemu się tak o mnie martwisz? - zapytała zaskoczona. - Zależy ci na mnie?
- Bynajmniej. Ale kiedyś cię kochałem, a ty teraz chcesz narazić swoich ludzi, siebie i przede wszystkim bogu ducha winne dziecko. Nienarodzone dziecko...
- Dlatego proszę cię, byś mi w tym pomógł.
- A co, jeśli się nie zgodzę?
- Wyruszę tam sama - odparła hardo.
- Jesteś gotowa tak bardzo się narazić?
- Jestem. To naprawdę dla mnie ważne. - Tatia spojrzała mu w oczy, a w nich zobaczyła coś, od czego jej serce zatłukło jej się mocno w piersi. Był to wzrok autentycznie zaniepokojonego o nią dawnego przyjaciela!
Choć walczyli ze sobą już tyle czasu, choć zostawił ją pomimo tego, że było im razem dobrze, teraz dawne uczucia musiały najwyraźniej wziąć nad nim górę. Podejrzewała, iż to jej ciąża, której tak bardzo się teraz obawiała, sprawiła, iż inaczej na nią spojrzał. Przecież jeszcze przed chwilą groził jej gwałtem, dominował nad nią. Ona sama czuła się tak słaba, naprawdę potrzebowała jego pomocy. A on się wahał. Nie wiedział, jak ma postąpić.
- Peter, proszę - szepnęła, spuszczając wzrok.
- Tatia... nie narażaj się... - palcem wskazującym starł samotną łzę, spływającą po jej policzku. W tym momencie wydawała mu się taka krucha. Serce ścisnęło mu się mocno z żalu, że musi odmówić jej tej pomocy. Co prawda kusiła go perspektywa zdobycia tego bogactwa, lecz nie za cenę życia swojej załogi. - Nie możesz. Tatiu, pomyśl o dziecku!
- Nie obxchodzi mnie! - wybuchła nagle. - Interesuje mnie tylko zdobycie tego skarbu.
- Dlaczego tak mówisz? - zapytał niemile zaskoczony. - Przecież chciałaś urodzić.
- Tak, kiedyś kiedy byłam z tobą... Chciałam, by to dziecko było twoje, a nie w sumie nieznanego mi gwałciciela - sarknęła rozzłoszczona.
- Przepraszam.
- Co, proszę?
- Przepraszam. To moja wina. Gdybym nie opuszczał statku, nigdy by do tego wszystkiego nie doszło.
- Może gdybyś mnie wtedy nie zostawił, to teraz pławilibyśmy się już w chwale znalazców tego skarbu.
- Co mam powiedzieć? Popełniłem w życiu wiele błędów, ale żadnego z nich już nie naprawię.
- Masz rację. Nie naprawisz. - szybko podniosła się i ruszyła do drzwi.
- Co ty robisz?
- Wracam pod pokład. Przecież jestem twoim więźniem - odparła z ręką na klamce.
- Zwariowałaś? Gdzie leziesz?... Stój, no! - chwycił ją wpół i przyciągnął do siebie.
- Weź mnie puść! - warknęła zła.
- Nie! - odparł i postawił ją na ziemi, jednakowoż nie wypuszczając jej z objęć. Zatrzasnął drzwi, które zdołała jeszcze otworzyć. Młoda kobieta patrzyła na niego spod przymrużonych powiek. - Opanuj się! - huknął na nią, aż skuliła się w sobie. - Nie myślisz racjonalnie... Dlaczego już, teraz musisz się tam dostać?
- To moja sprawa! Jeśli nie chcesz mi pomóc, to nie.
- Tatia! - ryknął znów potężnie zdenerwowany. - Równie dobrze mogę cię tu zostawić i nigdy się tam nie dostaniesz.
Dopiero ten argument na nią podziałał. Złapała się za głowę i klapnęła ciężko na podłogę.
- Jestem prawnuczką Wilhelma. Cesarz się o tym dowiedział i zbiera ludzi, by zdobyć to, co należy się mnie. Dlatego muszę go prześcignąć - powiedziała w końcu. Zdumiony zasłyszanymi informacjami Peter wytrzeszczył na nią oczy.

1 921 czyt.
100%101
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 719 słów i 3878 znaków.

1 komentarz

 
  • Kuri

    Kuri · 1 mar 2016

    To teraz po skarb! Mam prośbę, dasz radę zrobić, nawet w paincie, mapkę tych wód, po których pływają?