Pirackie życie 3

Płynęli już około dwóch tygodni, a Tatia była gwałcona niemal codziennie. Za każdym razem starała się wybronić, kopała, biła, czasami nawet już gryzła, ale niewiele to dawało. I tak wywlekali ją z klatki na górny pokład. Początkowo jej towarzysze starali się ją wybronić, lecz w końcu piraci zaczęli stosować opuszczaną, wewnętrzną kratę, wysuwaną z górnego pokładu, która odgradzała klatkę na dwie części. Piraci, jak się szybko okazało, byli dużo bardziej brutalni od jej pierwszego oprawcy. Gwałtom często również towarzyszyły stosunkowo lekkie tortury, które miały zmiękczyć kobietę, a wszystko okraszały oczywiście rubaszne śmiechy współtowarzyszy, bowiem dla nich była to przyjemna rozrywka w czasie tego jakże nudnego rejsu. Już po kilku dniach Tatia ledwo trzymała się na nogach, gdy kończyła się ta orgia. Piraci więc niemal wrzucali ją do jej klatki i dopiero wtedy podnosili kratę. A kobieta coraz bardziej cierpiała. Klęła na każdego, kto próbował się do niej zbliżyć. Po kilku kolejnych tygodniach rejsu, zaczęła się coraz gorzej czuć, a kołysanie statku doprowadzało ją do katuszy, gdy zwiększały się jej przez nie mdłości. W końcu, gdy nie pojawiło się comiesięczne krwawienie, z przerażeniem zdała sobie sprawę, że najpewniej któryś z jej gwałcicieli musiał ją zaciążyć, bowiem nie było takiego na pokładzie, który nie zostawiłby w niej swojego nasienia. Z duszą na ramieniu myślała o tym, co stanie się z nią i dzieckiem, gdy mężczyźni domyślą się prawdy.
Pewnego wyjątkowo deszczowego dnia, gdy ulewa przeciekała aż do najniższych pokładów galeonu, a statek stał zakotwiczony najpewniej w jakiejś zatoce, bowiem nie czuć było ruchu, przyszedł po nią ponownie jej pierwszy gwałciciel. Na jego widok zgrzytnęła zębami, a w jej oczach pojawił się taki błysk nienawiści, że zaskoczony mężczyzna aż cofnął się od krat. Tym razem pirat posiadł ją na oczach jej ludzi, którzy jedynie oburzonymi głosami starali się jakoś jej pomóc. Ze łzami poniżenia i strachu w oczach i już bez żadnego słowa skargi pozwoliła mu się rżnąć. Była słaba, ledwo widziała na oczy, bolał ją każdy mięsień jej udręczonego ciała. Nie wrzeszczała już żadnych obelg, nie jęczała, tak jak lubili to słyszeć jej oprawcy, była po prostu bierna, jakby to, co z nią robił mężczyzna, nie dotyczyło w żadnym stopniu jej, tylko zupełnie kogoś innego. Ten, w porównaniu do pierwszego razu był wyjątkowo brutalny. Ciągnął ją za włosy, bił po twarzy i nagich piersiach, wrzeszczał na nią przy każdej nadażającej się okazji, czyli tak naprawdę bez przerwy. Gwałcił ją ostro i szybko, pot spływał z niego na ciało i twarz kobiety, która leżąc pod nim na plecach, zdawała się w ogóle tego nie zauważać. Gdy już niemal w niej kończył, klapa z górnego pokładu otwarła się gwałtownie tak, jakby ktoś potraktował ją kopniakiem, a po schodach doń prowadzących, z rumorem zbiegł jakiś czlowiek. W chwilę później mocną ręką oderwał swego kamrata od Tatii i powalił go na deski. Wymierzył mu solidnego kopniaka w odsłonięte krocze, na co ten tylko zwinął się w konwulsjach bólu.
- Peter, no co ty? - jęknął powalony mężczyzna, osłaniając rękoma krok przed kolejnym, ewentualnym ciosem. Wytrzeszczonymi oczami spoglądał na swego wściekłego kapitana.
- Zostawić was samych... Jakim odmóżdżonym kretynem trzeba być, by w ten sposób traktować kobietę, która była kapitanem przejętej przez was jednostki? - ryknął czarnowłosy mężczyzna, pochylając się nad Tatią. - Ten statek, o ile wiem, został przez was uratowany, czyż nie?... Mówiłem, że nie życzę sobie traktowania w ten sposób kobiet na moim pokładzie!
Dotknął ręką czoła kobiety. Parzyło, trawiła ją wysoka gorączka. Zamglonym wzrokiem spoglądała na swojego wybawcę, choć prawdopodobnie wcale go nie widziała. Peter podniósł ją delikatnie z desek pokładu i zwrócił się do jej towarzyszy, skupionych przy jednym boku klatki.
- Zabieram ją do swojej kajuty. Potrzebuje pomocy znachora.
Nie czekając na żadną odpowiedź, ruszył ku schodkom, którymi wydostał się na górny pokład. Po lewej stronie statku jego ludzie przymocowywali już podłużną dechę, którą mieli poprowadzić skazanych za gwałt kamratów na śmierć. Osądzeni winowajcy czekali na swój los, siedząc na mokrych deskach ze związanymi rękami i nogami i zakneblowanymi ustami. Peter wolnym krokiem udał się do swej kajuty, po drodze przekazując jeszcze tymczasowe dowództwo nad jednostką swemu nowemu zastępcy, a także nakazując mu zamknięcie powalonego pokład niżej pirata w karcerze. Położył kobietę na kanapie. Mruknęła coś niewyraźnie i odpłynęła.

2 451 czyt.
100%41
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 888 słów i 4881 znaków.

1 komentarz

 
  • Kuri

    Kuri · 18 lut 2016

    Smutne to, ale takie... prawdziwe, bez zbędnego przesładzania