Pirackie życie 14

Tatia pokręciła szybko głową, hardo wpatrując się w oczy pirata.
- No i widzisz? Jak chcesz, to potrafisz być grzeczna... A teraz gadaj, jeśli łaska. Czemu zostawiłaś Oskara?... Swego syna, do jasnej cholery! Ty zawsze taka tępa byłaś czy dopiero kontakt z tamtymi upośledzonymi ludźmi pozbawił cię zdolności myślenia?
- Mógłbyś przestać mnie wyzywać?
- Nie! A teraz gadaj! - ryknął na nią.
Wzdrygnęła się, gdy kropelki jego śliny wylądowały na jej twarzy.
- Nie chciałam tego dziecka i ty dobrze o tym wiesz, bo sam byłeś zaskoczony moimi słowami! - wybuchnęła w końcu. - Dziecko było mi dokładnie tak samo potrzebne, jak okręty cesarskie na mojej rufie.
- I dlatego tak je zostawiłaś w tym burdelu bez żadnego słowa?! Czy ty wiesz, w jakich warunkach to dziecko było tam chowane? Bez matki, ojca, bez żadnej przyjaznej duszy!
- Uważaj, bo ci jeszcze uwierzę w to, że tak drogi jest ci jego los! Odszedłeś ode mnie, pozwoliłeś swoim ludziom mnie przerżnąć na wszelkie możliwe sposoby, a potem nawet nie próbowałeś mnie zatrzymać! To jest ta twoja troska?!
- Co ty pierdzielisz? Ja nie próbowałem cię zatrzymać? Prosiłem cię przecież, byś przemyślała swą decyzję o wydobyciu skarbu Wilhelma na później, jak już urodzisz! Ale nie, ty jak zwykle musiałaś być mądrzejsza! Powiłaś dziecko i rzuciłaś je w kąt jak nic nieznaczący worek do bicia!
- Powtarzam ci po raz kolejny, jełopie jeden, że nie chciałam tego dziecka! I miałeś zrobić wszystko, by zatrzymać mnie przy sobie, a ty to wszystko tak pięknie spierdoliłeś! - wrzasnęła mu prosto w twarz, obserwując z niemałą satysfakcją, jak jego oblicze zmienia wyraz na dużo głupszy. Opanował się lekko po chwili i odparł przez zaciśnięte zęby:
- Chcesz mi zatem powiedzieć, że te wszystkie słowa wobec mnie wypowiedziane w czasie twojej ciąży ponad dwa lata temu, to była próba? Sprawdzałaś mnie? Moją lojalność czy co, bo się trochę pogubiłem!
- Ty niczego nie rozumiesz!
- To mi wytłumacz!
- Kochałam cię wtedy, rozumiesz? W czasie wielu naszych walk drżałam o twoje życie, bałam się, że zginiesz, a z drugiej strony tak głęboko cię nienawidziłam! Jesteś zwykłym skurwielem, wiesz?
W tym momencie Peter już jednak nie wytrzymał i wymierzył zadufanej w sobie kobiecie siarczysty policzek. Spojrzał w jej zaskoczone przebiegiem wydarzeń oczy, wstał z kucków, rozprostowując zdrętwiałe nogi i bez słowa wyszedł z pomieszczenia na świeże powietrze.
Stanął na pokładzie, przyglądając się bezkresnemu morzu. Nagle poczuł, jak mała dziecięca rączka chwyta jego ogorzałą dłoń.
- Co tam, mały? - zapytał Oskara jakimś zachrypniętym głosem i poczochrał go po rozwianej czuprynie.
- Dobzie... Gdzie teraź płyniemy? Prose pana?
- Na jakiś bezpieczny ląd — odparł. Po chwili namysłu dodał jeszcze — Synku...
- Jesteś moim tatusiem? - mały rozpromienił się jak samo słońce.
- Nie, nie jestem, ale jak chcesz, to możesz tak do mnie mówić. - Peter złamał się ostatecznie, w jego pamięci zbyt mocno zagrały echa wspomnień o tragicznie straconej rodzinie.
  
Po jakimś czasie podszedł do niego zamyślony nad czymś Skjop.
- Możesz mi coś wytłumaczyć? - zagadnął przyjaciela, gdy ten przez długą lunetę lustrował horyzont w poszukiwaniu atolu.
- Czego chcesz? - zapytał go Peter, nawet nie odrywając oka od wizjera.
- Ludzie się zastanawiają i ja w sumie też, dlaczego zamordowaliśmy tamtych ludzi? Nie podałeś nam żadnego powodu, kazałeś tylko otworzyć do nich ogień. Nie kwestionuję twoich decyzji, po prostu chciałbym poznać powody, jakie tobą kierowały w tamtej chwili.
- Chcesz wiedzieć czemu zdecydowałem o śmierci tamtych wyspiarzy? - prychnął kapitan, odwracając się do swego kompana. - A więc posłuchaj, przyjacielu... Z tego, co zdołałem się zorientować, to wylądowaliśmy na Wyspie Żywych Trupów. Jak dobrze wiesz z licznych legend, ludzie ci parali się kanibalizmem na szeroką skalę, zjadając ciała swych martwych pobratymców, w spokoju zostawiając tylko dzieci, starszych i władców plemienia. To, co oni mi opowiedzieli, przekonało mnie do prawdziwości tych legend. Ponadto za domkami, gdy ścigałem Tatię, dostrzegłem liczne rozkopane groby. To nie mógł być przypadek.
- Sądzisz więc, że Tatia jest jedną z nich?
- Nie, a przynajmniej nie w takim stopniu, jak tamci... Ponadto, Skjop, musiałem wyplenić to coś. Teraz został już tylko jeden osobnik z tej populacji do pozbycia się.
- Kto?! - zapytał pirat, patrząc uważnie na swego kamrata.
- Nasz cesarz — padła krótka odpowiedź.

1 953 czyt.
100%11
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 841 słów i 4705 znaków.

Dodaj komentarz