Pirackie życie 28 - ostatni

Pirackie życie 28 - ostatni- Nie dogonimy ich – zawyrokował Skjop, stając na mostku kapitańskim obok swego dowódcy. – Mają nad nami zbyt dużą przewagę, a my za mało zdolnych do walki statków. Uciekną do portu.
- Zgadza się – przytaknął niewzruszony Peter, spoglądając przez lornetę. – Żołnierze wyjdą na ląd i ostrzelają nas z miejskich murów. – spojrzał na przyjaciela poważnie i kontynuował. – Ale mam już dość ustawicznej ucieczki przed tym kretynem, który nazywa siebie cesarzem nas wszystkich, rozumiesz? Wolę zmierzyć się z nim na ubitym gruncie, zaszlachtować go jak świnię i samemu zginąć, niż przez resztę swego życia chronić się po burdelach i pirackich spelunkach, nie mając pewności, że dożyję kolejnego dnia! Nie mam zamiaru już nigdy więcej wieść życia wyrzutka i najbardziej poszukiwanego pirata! Więc na bogów, wykorzystajmy te szanse, które jeszcze nam pozostały i zróbmy wszystko, by dopaść skurwiela! Wyciągnijcie wiosła, a na dziobach ustawcie najlepsze działa! Nie oddam swojej skóry ani moich ludzi tak łatwo!
- Aj, aj, kapitanie! – krzyknął Skjop i zaczął natychmiast wydawać odpowiednie polecenia. Piraci zakrzątnęli się i już wkrótce na górny pokład zostały wytoczone najcięższe działa. Ustawiono je według poleceń kapitana na dziobie i przymocowano tak, by w czasie ostrzału, nie uszkodzić własnych jednostek. Po chwili przyglądania się poczynaniom swoich podwładnych kiwnął swemu zastępcy głową i zawrócił w stronę zejścia na dolny poziom okrętu.
- Jak się czuje? – zapytał stojącego przy celi strażnika.
- Osłabiona. Wciąż krwawi, ale konował twierdzi, że powinna przeżyć.
- Wpuść mnie do niej… Widzę, że jeszcze żyjesz – mruknął, patrząc na skuloną na ziemi kobietę.
- Tobie to chyba niezbyt pasuje, co? – zapytała cicho, przyciskając do piersi kikut ręki.
- Gdybym chciał, żebyś zdechła, nie wycinałbym ci piętna na łbie, tylko przywiązałbym cię za niego do najbliższej kuli armatniej i wystrzelił pocisk – warknął.
- Czego jeszcze ode mnie chcesz? Oddać w ręce cesarza? Nawet się mną nie zainteresuje. Ty jesteś ważniejszy niż ja. Będzie cię ścigał, aż w końcu odbierze ci wszystko, w tym życie.
- To już mi odebrał… A ty wkrótce przekonasz się, jakie mam wobec ciebie plany, suko. Śpij dobrze, bo niewiele nocy już ci pozostało!
Zawrócił do drzwi i ruszył w stronę schodków prowadzących na górę. Znalazł się na górnym pokładzie akurat w chwili, gdy oddano pierwszą salwę. Zachwiał się, łapiąc się najbliższej liny i z satysfakcją dostrzegł, że jeden ze statków nieprzyjaciela oberwał. Kawałki oderwanego trafieniem drewna furknęły w powietrzu.
- „Jest szansa” – pomyślał, wchodząc na mostek.

- Wyprowadźcie ją na pokład! – polecił, gdy zbliżyli się do stolicy na tyle, by mieć widok na zabudowania, ale jednocześnie uniknąć ostrzału.
- Co chcesz z nią zrobić? – zainteresował się Skjop. – Oddać cesarzowi?
- Nie – zaprzeczył Peter. – Obejrzy sobie jego śmierć… wywieście błękitną flagę.
- Chcesz z nimi pertraktować? – zapytał zaskoczony pirat.
- Chcę go tu zwabić…
- Myślisz, że nabierze się na ten stary fortel?
- Nie mam pojęcia. Dowiemy się niebawem… Aha, umieśćcie Oskara na ostatnim okręcie. Chcę, aby był bezpieczny.
- Aj, kapitanie!

Po dwóch godzinach nerwowego oczekiwania od stołecznego portu odbił wreszcie okręt pod cesarską banderą.
- Nabrał się! – zawyrokował radosny Skjop.
- Nie ciesz się przedwcześnie! – upomniał go kapitan, obserwując, jak ze statku opuszczają szalupę, która wkrótce skierowała się w stronę pirackiego galeonu. Wkrótce na pokład wszedł cesarski szambelan.
- Jego cesarska mość w swej nieskończonej mądrości i dobroci serca pragnie przekazać wam, piraci, iż odstąpi od wymierzenia wam najsroższej z kar za wasz proceder, jeśli poddacie się w tej właśnie chwili, wywieszając białą flagę, wasze okręty przekażecie pod władanie cesarskiej flotylli, a sami staniecie się jej załogą – powiedział godnie mężczyzna.
- Powiedz mu, że jeśli pragnie mej kapitulacji, niech pofatyguje się na mój statek osobiście, a nie przysyła takiego wypierdka z piórkiem! – odparł Peter. Obecni w czasie rozmowy piraci zaczęli natychmiast wiwatować, lecz kapitan uciszył ich jednym gestem. – A teraz zjeżdżaj!
- Pragnę jeszcze zaznaczyć, że to nie za wami jest prawo i jeśli zaatakujecie swego władcę, będzie was ścigał po wszech morzach.
- Pragnę zaznaczyć, iż już to czyni i nie jest moim władcą – warknął Skjop, naśladując nieco piskliwy i pompatyczny głos szambelana. – Poza tym, jest na okręcie, który obecnie nie ma żadnego wsparcia, a co za tym idzie, szans w tarciu z siłą naszej armady… Więc z łaski swojej rusz wreszcie to spasione dupsko i przekaż mu moje słowa…

- Ah, wreszcie się spotykamy po tylu latach! – zaśmiał się cesarz nieprzyjemnie, wchodząc na pokład „Smoka”.
- Nie powiem, żebym był z tego faktu zadowolony – odparł Peter.
- I widzisz? Tym właśnie się różnimy. Ja zawsze potrafię dostrzec pozytywy nawet w najgorszej sytuacji. Może kiedyś również będziesz w stanie to uczynić. Czasy się przecież zmieniają, a my wraz z nim. Nieprawdaż?
- Nie sądzę. Ja się nie zmieniłem. I wciąż pamiętam, co uczyniłeś mojej żonie i dziecku… kuzynie!
- Ah, widzę, że pamiętasz jeszcze, jakie koligacje rodzinne nas łączą. Dobrze, z tego względu oraz przez pamięć na naszą babkę nie skażę cię na śmierć. Zostaniesz ułaskawiony.
- Nie obchodzi mnie twoja łaska, kretynie, lecz sprawiedliwość! – warknął pirat. – Zabiłeś…
- Twoją żonę – dokończył za niego mężczyzna. – Mylisz się jednak. Ja wydałem na nich tylko wyrok. Nie podniosłem za nich ręki ani nie wbiłem im sztyletu w serca.
- Dokonali tego twoi żołnierze, wiem!
- Mylisz się, kuzynie. Żaden z moich ludzi nie tknął twojej rodziny. Zrobił to ktoś, komu później zaufałeś…
- O czym ty bredzisz? – zezłościł się Peter.
- Cóż… Widzę, że pojmałeś Tatię… Powiem szczerze, nie jestem tym zaskoczony…
- Może byś wreszcie przestał gadać i mnie uwolnił, co? – ryknęła.
- Zamknij się! – huknął na nią cesarz, patrząc pogardliwie na brankę.
- Skąd ją znasz? – zdumiał się kapitan.
- To moja szwagierka… Niezła z niej sucz, trzeba przyznać.
- Nasłałeś ją na mnie?!
- Nie. To był jej pomysł. Zakochała się w tobie, choć nie mam pojęcia, kiedy i gdzie cię widziała, ale kiedy ożeniłeś się z tamtą kurwą, postanowiła się pozbyć przeciwniczki. Ja nie widziałem przeciwwskazań. Z uśmiechem na ustach poderżnęła twojej żonie gardło.
- Ty suko! – warknął rozwścieczony Peter i szybkim ruchem dobył kordelas. Ostrze świsnęło w powietrzu, przecinając gardło kobiety. Tatia w panice złapała się ocalałą dłonią za rozpłataną szyję, starając się uchronić przed nieubłaganym upływem krwi z przeciętej tętnicy. Trzymający ją dotąd piraci zwolnili chwyt, a kobieta padła na deski pokładu, brudząc go juchą. Wkrótce jej oczy stały się matowe.
- Zadowolony? – zapytał go cesarz, obejmując go po przyjacielsku. Peter jednak natychmiast strzepnął dłoń ze swego ramienia i powiedział ostro:
- Ta sucz była odpowiedzialna nie tylko za zabicie mojej rodziny, ale także za zamordowanie własnego dziecka. Mojego dziecka!
- Tak, no cóż, ona nigdy za nimi nie przepadała.
- A ja za tobą! Po stokroć zapłacisz mi za każdą ranę, jaką mi zadała!... Ognia ze wszystkich dział! – ryknął. – A ty zawiśniesz!
Doskoczył błyskawicznie do kuzyna i schwycił go żelaznym uściskiem za gardło, by natychmiast powalić go na ziemię. Jego ludzie zaatakowali natychmiast cesarskich żołnierzy. Od strony lądu dobiegł ich bliżej nieartykułowany wrzask setek gardeł. Okazało się wkrótce, że poddani wszczęli bunt, mając dość despotycznego władcy, który zawisł niebawem pod bocianim gniazdem „Smoka”.

- Jak to się stało, że nikt nigdy nie odkrył, iż jesteś spokrewniony z cesarzem? – zapytał wstrząśnięty Skjop, podchodząc do swego kapitana, gdy okręty wycofały się na otwarte morze.
- Bowiem nigdy nie zostałem uznany przez własnego ojca. Moja babka miała dwóch synów i to nie mój ojciec był pierworodnym… Matka była branką. Ojciec gwałcił ją wielokrotnie, aż w końcu zaciążyła i powiła mnie. Tatulek nie miał jednak zamiaru przyznawać się do nieślubnego dziecka, więc odesłał mnie wraz z matką na odległe wyspy. – wyjaśnił po prostu Peter. – Jakiś czas później, gdy mój ojciec gryzł już ziemię, zainteresował się mną ten jełop – ruchem głowy wskazał na dyndające w górze zwłoki — i przyjął na służbę u siebie. Miałem być mu posłuszny. I byłem, lecz się zakochałem… A resztę już znasz.
- Znam – przyznał pirat. – Ale to znaczy, że jesteś cesarskiej krwi. Możesz objąć tron!
- Tego nie uczynię. Nie nadaję się na władcę.
- Więc co zrobisz? Cesarz dzięki nam nie żyje, a kraj na skraju upadku…
- Odpłynę. Tam, gdzie nikt mnie nie zna i będę mógł rozpocząć nowe, spokojne życie i opiekować się Oskarem. Oraz wspominać zmarłych – wyjaśnił kapitan.
- Powodzenia, stary druhu.
- Jeszcze nie odpływam – zaśmiał się pirat. – Jest jeszcze wiele do zrobienia. W innych portach wciąż są cesarscy żołnierze… Ale pewnego dnia zniknę wraz z chłopcem i proszę cię, byś mnie wtedy nie szukał. Zostaniesz bowiem kapitanem, przyjacielu. Teraz jednak trzeba wykończyć tamtych… Ognia ze wszystkich dział!!!



Koniec, the end, finito!
Skończyłam z tym opowiadaniem. Dziękuję, było miło, ale się skończyło. I dla wszystkich dociekliwych, nie nie będzie kontynuacji. Dlaczego? Bo taką mam fanaberię. To niestety jedno z tych opowiadań, z których nie jestem zadowolona, a gdybym miała poprawiać całość, niewątpliwie trafiłby mnie jasny szlag! Więc skończmy na tych 28miu rozdziałach
pozdrawiam czytelników

689 czyt.
100%7
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1744 słów i 10243 znaków.

Dodaj komentarz