,, Gdybym tylko wiedziała" Cz.24 część przedostatnia

Cz. 24
Trzy lata później



    Sandra
Założenie Galerii imienia ASK nie było takie trudne, jak nam się na początku wydawało. W końcu udało mi się namówić Krzyśka na plany przyszłościowe i to wiadomością, która dla wszystkich była zaskoczeniem.
Otóż tamtego dnia, gdy przyszłam do jego domu, w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że zajdę w ciążę. Było to tak wielkie zaskoczenie, jak druga wizyta u doktora, który powiedział mi, że noszę w sobie bliźnięta. Nieco załamana poszłam z tą wiadomością do Ani, która spodziewała się tych wieści wcześniej niż ja.  
- Wiedziałam o tym, bo nie poprosiłaś mnie o kupno wkładek. A potem jeszcze nagle przez tydzień jadłaś tylko chleb ze smalcem, choć na dworze było zimno i przepijałaś go kawą- dodała, śmiejąc się na wspomnienie już lepszych dla nas dni.
O dziwo nie była na mnie zła, tylko poprosiła mnie, abym pomogła jej jakoś nakłonić Krzyśka do malowania, bo szkoda, żeby tak niecodzienny talent się zmarnował.
- Powiedz mu, że musi zacząć zarabiać na wasze pociechy- szepnęła na odchodne, kręcąc wazówką w zupie ogórkowej, którą nauczyła się gotować.
I tak w dwa miesiące, Krzysiek znów zaczął malować. Ania zajmowała się chodzeniem po wsi i wypytywaniem ludzi o zakup obrazu, za który początkowo brałyśmy dwieście złotych.




Ania
Co prawda ci biedniejsi nie byli zainteresowani, ale ja miałam inny plan. Maszerując od domu do domu, opowiadałam dodatkowo, że niedługo ma tu przyjechać ważny gość z samej Ameryki, który ma wykupić wszystkie dzieła Krzyska i zawiązać z nim kontrakt na sporą sumkę pieniędzy, co będzie się wiązało z naszym wyjazdem. Na dodatek powiedziałam gdzie trzeba, że Krzysiek namalował cudny obraz, gdzie ma trafić w same ręce prezydenta za sumę pięciu tysięcy złotych i nikt nie jest w stanie go przebić.  
I tak jak oczekiwałam, zjawił się sam Rafał Ukwiał , ten w którym kiedyś była zadurzona i ten sam, którego teraz to ja chciałam przechytrzyć. Oczywiście złożył nam propozycję równą sumie tych pieniędzy od prezydenta, którego wymyśliłam, a którą od niego odrzuciłam. Powiedziałam, że ten obraz jest tak cenny, że nie mogę mu go sprzedać i tu czekałam na żądaną reakcję z jego strony. Z podniesioną głową, choć później już mniej oficjalnie, zaproponował nam całe sześć tysięcy złotych. Oczywiście udawałam, że myślę nad tym cały dzień, więc gdy przyszedł do nas następnego dnia, w dłoniach trzymał już siedem tysięcy złotych. Ubiliśmy targu, a ja byłam dumna, że tym razem to ja byłam górą!
Od zawsze uważałam, że mam jakiś talent. W końcu moim ojcem był kelner, więc musiałam potrafić kłamać, lecz trzymałam to w tajemnicy. W każdym razie wieść o tajemniczym obrazie tak się rozeszła, że po kilku tygodniach, to nie ja chadzałam po wsi z nowymi malunkami Krzyśka, tylko oni sami zaczęli przychodzić do nas.  
Obraz, już męża mojej siostry, wciąż robi furorę w sąsiadujących miastach, gdzie każdy chce mieć dzieło Wielkiego Mistrza Pędzla, któremu imicz sama wymyśliłam. I tym sposobem poprzez pocztę pantoflową, a oto przecież chodziło, przybył do nas jakiś facet, który zaproponował nam współpracę. Prace Krzyśka miały być sprzedawane w wielkiej Galerii w Warszawie, a my mieliśmy mieć pięćdziesiąt procent od sprzedanych obrazów. Sandrze nie było to na rękę, bo to oznaczało mniej zysku, jednak ja przekonałam ją, że to dobry sposób na własną firmę. Poprosiłam ją, aby mi zaufała i tak zrobili.
Oczywiście namieszałam jak tylko się dało, rozgadując odpowiednim ludziom, że tylko Krzyśka obrazy są oryginalne, a reszta innych autorów to fotokopie. Ludzie zdenerwowali się, robiąc przy tym niezłe zamieszanie i Galeria miała skapitulować.
I wtedy wkroczyłam ja!  
Zaproponowałam wykupienie Galerii za połowę sumy żądanej. Byłam bardzo przekonująca, mówiąc o ujawnieniu tajnych informacji dotyczących obrazów i nie musiałam długo czekać, żeby Galeria stała się własnością ASK, czyli Ani, Sandry i Krzyśka. Żyłam wystarczającymi kłamstwami rodziców, aby wiedzieć, iż wszędzie i każdy ma jakieś tajemnice, które chce ukryć i wystarczyło tylko uderzyć w czuły punkt.
Kiedyś, gdy wspomnę sobie jak siedziałam sama w pokoju, wypatrując zadufanego Rafała, będzie mi to wspomnienie wydawać się tak odległe, jakby było jakąś książką, którą kiedyś przeczytałam. Wiem, że w życiu trzeba być lojalnym i na pozór tego wszystkiego, ja taka jestem. Jedyną różnicą jest to, że lojalność moja jest tylko w obrębie rodziny, czyli Sandry, Antosia i Zuzi, Krzysia i mnie samej. Reszta ludzi nie jest dla nas ważna, bo dobrymi chęciami i prawdą, żadnego pałacu się nie zbuduje. A ja mam teraz tylu adoratorów, że mogę przebierać w nich jak w ciuchach, które zalegają w mojej szafie.
Gdybym tylko wiedziała wcześniej, że tak kiedyś będzie…
Nie, nic bym nie zmieniła.
Los nas zmienił i to wystarczy.

Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 957 słów i 5119 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    Pocieszające..   pozdrawiam

  • Ewelina31

    @AnonimS  ;)