,, Gdybym tylko wiedziała" Cz.20

Cz.20
Ania

Świat zbycia dużą, to znaczy normalną wygląda o wiele lepiej, jak istnieje szansa, że ci go ktoś odbierze. Ja będąc mała nauczyłam się samodzielności i waleczności o to, co moje. A przede wszystkim doceniłam fakt, że moi bliscy wokół mnie na prawdę mnie kochali. Martwili się o mnie, gdy mnie nie było i chcieli nawet zorganizować znów tą samą imprezę, abym tylko mogła wrócić do domu. W sumie, to sami liczyli na cud, a mi nie potrafią uwierzyć, że była mała. Na całe szczęście Bóg mnie wysłuchał i mam wobec niego wielki dług wdzięczności. Postanowiłam, że odrobię Mu, pomagając Krzyśkowi z załatwieniem pogrzebu jego mamy. Całe szczęście, że nic nie powiedziałam o swoich przemyśleniach dotyczących jego mamy, gdzie w moich wyobrażeniach, była bardziej wariatką, niż matką. Nie wiedziałam, że jego mama ciężko chorowała, bo niby i jak mogłam się tego dowiedzieć? Czasami przecież Krzysiek wspominał coś o mamie, ale nigdy nie mówił o niej, jak o obłożnie chorej kobiecie. Martwił się nią i robił jej zakupy i praktycznie wszystko, czego potrzebowała. Chyba bardzo ją kochał.
W dniach, gdy Krzysiek chodził pod mój dom, niepotrzebnie go odrzucałam. Teraz widzę, jakie to było próżne i gburskie z mojej strony. Nie doceniałam go, podczas gdy on miał na głowie takie problemy. A teraz jest z moją siostrą i chyba nie ładnie by było, gdybym stanęła między nimi. Nawet nie chcę o tym myśleć.
Oni pasują do siebie. Wzajemnie się uzupełniają i teraz, zwłaszcza teraz, Krzysiek potrzebuje jej wsparcia.
Idąc tokiem myślenia, że nic nie dzieje się bez przyczyny, postanowiłam, że nie będę się przejmowała kłótnią rodziców. Być może pokłócili się o coś ważnego, a być może była to tylko drobnostka, która na odległość, zmieniła się w mur nie do pokonania. Zresztą obydwoje nie odbierali swoich telefonów komórkowych, a Tatry jakoś nie były nam po drodze, więc za priorytet wzięłam zorganizowanie pogrzebu matki Krzyśka, bo w to, że tata mamę zdradził, za nic w świecie bym nie uwierzyła.
Tak prawdę powiedziawszy, to nie miałam o tym bladego pojęcia. Dlatego, gdy przyszłam do zakładu pogrzebowego, opowiedziałam mniej więcej jak bym chciała, aby wyglądał jej pogrzeb, a oni co mogą zrobić, aby zbliżyć się do mojego planu. Potem, gdy negocjacje dobiegły końca, zapisałam sobie wszystko w zeszycie, bo nie grzeszyłam pamięcią i mniej więcej opowiedziałam o tym Krzyśkowi.
- Ale nikt i tak nie przyjdzie na jej pogrzeb, bo nikt jej nie znał- powiedział mi ze smutkiem Krzysiek, gdy wieczorem pomagałam mu z siostrą wygrzebać jakieś ubranie na ostatnią drogę.
- Zostaw to mnie. Jestem ci to winna.
Pozostawiłam ich samych sobie, bo moja obecność raczej nie była im potrzebna i dyskretnie weszłam do pokoju, gdzie wcześniej spoczywała jego matka.
Już w samym progu, gdy tylko drzwi stanęły mi otworem, ujrzałam przepiękny pejzaż. Cały malutki pokoik przedstawiał jedną wielką krainę marzeń. Praktycznie na każdej ścianie były namalowane przeróżnie kwitnące kwiaty, gdzie na niektórych siedziały pszczółki, a innych motylki. Gdzieś tam w górze był skrawek nieba, na którym świeciło słońce i gdzie przelatywały bociany. Wodząc po całym pejzażu, czułam się jak w krainie tysiąca i jednej baśni, gdzie wszystko było możliwe. Tutaj nie sposób było być smutnym. Wszystko zachwycało kolorami i żywymi barwami, które sprawiały, że nigdzie nie było widać kątów kończącego się pokoju.  
Na wprost łóżka namalowane było wielkie okno, po którym chodziły biedronki i w tle stał średniej wielkości telewizor. Ustawiony był na małym stoliczku, który odmalowany na zielono przypominał łodygi kwiatów.
Chodziłam wokół pustego łóżka i zastanawiałam się, co czuła osoba będąc przykuta do niego, lecz otoczona takimi krajobrazami. Zastanawiałam się, czy brała je, jako tylko malunki, czy raczej rozkoszowała się ich widokami. Ja sama nigdy nie widziałam niczego takiego, choć oglądałam w telewizji nie jeden program o wystroju wnętrz. Zupełnie aż chciało się wąchać te kwiaty i uważać na pszczółki w locie, które wydawało się, że mogły ukąsić. Rozglądając się tak na boki, praktycznie kręcąc się wokół własnej osi, niespodziewanie dostrzegłam coś, co było czymś innym, niż przyrodą. Po lewej stronie łóżka, tuż przy kancie ściany na samym dole, było namalowane małe dziecko. Na oko miało może półtorej roczku, które stało tuż za liściem i przyglądało się z ukrycia. Miało wyciągniętą rączkę, jakby mnie nawoływało, więc nawet o tym nie wiedząc, podeszłam do niego i dotknęłam jego dłoni, choć była to tylko ściana. Zdumiałam się niemiłosiernie, bo nie miałam bladego pojęcia, kim jest chłopiec w pampersie, na boso stojący pośród tych traw. Byłam ciekawa, czy został on namalowany przez przypadek, czy też ktoś chciał uwiecznić konkretne dziecko.  
Wciąż stałam i dotykałam ściany w tym miejscu, gdy nagle za moimi placami usłyszałam czyjś głos.
- To on- powiedział Krzysiek i zamilkł.
- Ale kto? Kim jest to dziecko i kto to wszystko namalował?
Mówiąc okręcałam się wokół własnej osi, wskazując na każdy szczegół, który był absolutnie idealny. Krzysiek też obrzucił spojrzeniem pokój, po czym za jego plecami pokazała się Sandra.
- O matko- zdziwiła się kładąc ręce na ustach.- Ty to wszystko namalowałeś?
Nie powiedział nic, tylko potwierdzająco pokiwał głową.
- Nie możliwe! Przecież to jest cudowne! Na prawdę to ty wszystko zrobiłeś?- Pytałam, bo jak miałam wytłumaczyć, że zwykły chłopak z męskiej szkółki będzie takim artystą. Zwłaszcza, że utrzymywał, iż nie lubi malować.
- To wszystko było dla mamy. To ona poprosiła mnie o taki obraz, więc malowałem to, czego sobie życzyła.
Powiedział to tak, jakoby chodziło o posmarowanie chleba masłem. Nakładam i już, a przecież tu chodziło o coś więcej. Ktoś, kto tak malował musiał mieć niewyobrażalny talent malowniczy. Mógł na przykład zostać sławnym malarzem, jeśli by tylko chciał.
Sandra przytuliła go i on też ją objął, choć smutek nie znikał z jego twarzy.  
- A kim jest ten chłopiec?- Zapytałam.- Powiedziałeś, że to on. Kogo miałeś na myśli?
Sandra również spojrzała w kierunku małego dziecka, którego zapewne wcześniej nie zauważyła. I tak samo jak ja, podeszła do niego i chciała złapać za jego niewinną dłoń, lecz natrafiła na kawałek ściany.
- Ale ma piękne błękitne oczka. Jak ci się udało namalować je tak, żeby wyglądały jak prawdziwe?- Zapytała.
Wzruszył ramionami.
- Go też mama kazał ci namalować?- Zapytałam już nieco zniecierpliwiona.
- Nie. Jego namalowałem sam. To mój ojciec.
Miał poważny wyraz twarzy, ale widać było, że przeżywał to bardziej niż my obie. Dziwnie było patrzeć na maluszka, który miał być jego ojcem, bo tym samym zaraz wyobrażałam go sobie, jako starszego pana, którym nigdy, przez ten obraz nie będzie.
- A czemu jest taki mały? To znaczy młody?
Tylko ja potrafiłam zadać tak nietrafne pytanie.
- Bo nigdy go nie widziałem. Mama prawie nic mi o nim nie opowiadała. Wspomnienie jego było dla niej bolesne, a skoro i tak cierpiała już ciałem, to nie chciałem, aby cierpiała też duszą, dlatego nie pytałem o niego. Wiedziałem tylko, że była między nimi duża różnica wieku, zanim się poznali i że miał niebieskie oczy. I łagodny uśmiech, przy którym mama godziła się na wszystko. I tyle.
- Dlatego uwieczniłeś go jako dziecko. Bo tylko dziecko jest łagodne i ma niewinne spojrzenie. Resztę trzeba sobie wyobrazić samemu.
- Dokładnie. Tylko ona wiedziała jak wyglądał.
I nagle wpadł mi do głowy szalony pomysł. Może można by popytać wokoło i odnalazłoby się go. Może wciąż gdzieś tam jest i też zastanawia się, jaki jest Krzysiek i czy jest do niego podobny? A może nawet też go szuka?
- A czy…
- Już nie żyje. Umarł dawno temu. Możemy zmienić temat?
No i ostudził moje emocje. Już myślałam, że do czegoś się przydam, a tu klops. Chociaż, miałam w głowie jeszcze jeden pomysł. I to chyba lepszy od tego pierwszego.
- Więc, może zostałbyś malarzem? Mógłbyś malować dziką naturę, lub to wszystko, co zechcesz- zaproponowałam.
- Nie- odparł sucho.
- A dlaczego? Przecież jesteś w tym dobry, co robisz, sam spójrz.
Pokazałam mu ręką na pokój i na jego dzieło, którego chyba wartości nie dostrzegał.  
- Nie będę już malował, bo jej już nie ma, rozumiesz?
Jego nagły wybuch mnie zaskoczył. Tak jak i łzy, które zaczęły mu spływać po policzku i które Sandra zaczęła mu wycierać, tuląc do siebie jego załzawione i zbolałe po stracie matki ciało. Zrozumiałam, że na takie rzeczy jest jeszcze za wcześnie. Jednak, jako uparta oślica, musiałam mieć ostatnie zdanie, dlatego wychodząc mu je powiedziałam.
- Mógłbyś zrobić to dla mamy, jako swoją pamięć dla jej cierpienia.
Po czym odeszłam nie obracając się za sobą. Przechodząc obok kuchni również zerknęłam na pejzaż łąki, pieńka i krowy, lecz nie zatrzymywałam się dłużej. To chyba nie była odpowiednia chwila do takich pomysłów. Co nie oznaczało, że mu ich nie przypomnę później.  
Przecież taki talent nie mógł się po prostu tak zmarnować.

Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1800 słów i 9531 znaków.

1 komentarz

 
  • Eho

    Nice

  • Obca

    @Eho dziękuję :-)