,, Gdybym tylko wiedziała" Cz.23

Cz. 23
Sandra

Gdy wróciłam do domu, czułam się jakoś nieswojo. Wiem, że Ania na pewno zauważyła moją nocną nieobecność i nie wiem tylko jak zareaguje na mój widok. Rozglądam się w holu, szukając jej pytającego spojrzenia, jednak nigdzie jej nie widać. Przez sekundę mam nadzieję, że może jednak o niczym nie wie, lecz ta sekunda jest tak krótka, że po chwili umyka wraz z pytającym wzrokiem mojej siostry schodzącym ze schodów.
- Nie gniewaj się na mnie. Wiem, że jesteś zła, ale …
Już mam dokończyć, gdy zdaję sobie sprawę, że to nie mój widok ją tak męczy i to nie mnie pyta o wyjaśnienie, lecz obrazu, na którym jest mama z tatą, a który namalował im portrecista, gdy byli na wycieczce poślubnej na Helu. Gdy siostra jest bliżej zauważam, że płakała i nie wiem czy mam o to zapytać, bo jakiś dziwny grymas towarzyszy jej mimice. Dopiero, gdy jest dostatecznie blisko obrazu i zdejmując go ze ściany uderza nim o lampkę nocną, czym robi w środku wielką dziurę. Nie wytrzymuję i powstrzymuję ją samą, nie wiedząc, przed czym jeszcze.
- Ania! Daj spokój, to tylko obraz!
Nie wiem, czemu wypowiadam akurat te słowa, bo myślę zupełnie inaczej. Miałam raczej krzyczeć pytająco, czemu w ogóle niszczy naszą pamiątkę po rodzicach, ale wychodzi mi coś zupełnie innego. To tak, jakbym przeczuwała, że stało się coś złego, co ma z nimi związek.
- Zostaw mnie!- Drze się, gdy przytulam ją od tyłu blokując jej ręce przed wszystkim i niczym.
- Nie zostawię cię! Aniu, co ci się stało? Dlaczego jest w tobie tyle złości? Czemu niszczysz twarze naszych rodziców?
Zaraz po tych słowach Ania przestaje się szamotać, więc odwracam ją w swoją stronę. Zamiast swojej siostry, dostrzegam demona złości i rozpaczy. Jej lśniące zawsze oczy już nie błyszczą, tylko są matowe. Zupełnie, jakby ktoś wyrwał z nich życie. Jakby opuściła je dusza, bez której nie wiedzą, co dalej począć. Jej podkrążone i zapłakane, choć już suche oczy mówią mi, że stało się coś, czego nie da się już cofnąć. I tu wydaje mi się, że nie ja jestem powodem jej zachowania.
- Aniu- staram się nadać swojemu drżącemu głosowi delikatny ton.- Dlaczego jesteś taka zła? Przecież jestem tu z tobą.
Przez chwilę patrzyła na mnie, lecz potem odwróciła wzrok na zniszczony obraz i lampę, które wciąż są złączone. Potem znów spojrzała na mnie i czułam, że zaraz coś powie.
- To jest straszne- mówi i widzę, że zbira jej się na płacz.
- Co jest straszne? Aniu?
- To- mówi i wskazuje na obraz, którego nie da się już naprawić. Nie mówię jej, że zniszczyła jedyną pamiątkę, na której rodzice byli szczęśliwi, bo boję się, że jej złość powróci. A tylko Bóg wie, jakie by mogły być tego skutki.
- Trudno. To nie twoja wina. To tylko nerwy się w tobie zebrały, ale one już nie wrócą, rozumiesz?
- Ty nic nie rozumiesz. Ty nic nie wiesz. To nie byli nasi rodzice!
Wykrzykuje to tak szybko i głośno, że z przerażenia znów zaciskam dłonie wokół jej talii, nie wiedząc, dlaczego tak powiedziała.
- To nie tak. To byli nasi rodzice, którzy nas kochali. Z jakichś powodów zginęli i nic już tego nie zmieni. Nie ważne, co myślałyśmy sobie wcześniej. Ich już nie ma i nie mamy prawa psuć ich spokoju, rozumiesz?
Siostra dziwnie przekrzywiła głowę na bok, słuchając pilnie moich słów. Docierałam do niej i to się dla mnie liczyło. Kochałam ją i ona powinna to dostrzec.
- Ale tyle spraw pozostało niewyjaśnionych. Nie jesteś ich ciekawa?
- Nie. Dla mnie liczy się tylko tu i teraz. Pomyśl, zostałyśmy same. Cokolwiek kiedyś było, już nic tego nie wróci. Pozwólmy odejść zarówno im, jak i tajemnicom, których nie powinniśmy roztrząsać. No, sama powiedz, co mi teraz da fakt, że dowiem się jakimś cudem, że byłam adoptowana? Albo, że ty też byłaś? Albo, że tylko miałyśmy innego ojca? Co to zmieni? Wciąż będziemy szukały odpowiedzi na kolejne pytania, które będą nas nurtować i być może dowiemy się czegoś, czego nie powinnyśmy.
- Ale może to coś być dla nas ważne. Nie chciałabyś poznać prawdy?
- Prawdą jest to, że nasi rodzice nie żyją. I kropka.
Wzrok Ani sprawiał wrażenie, jakby coś wiedziała, albo była bliska rozwiązania jakiejś zawiłej zagadki. Oczywiście wciąż nie powiedziała mi, dlaczego zniszczyła obraz, który sprawiał iż nie czułam się samotna, ale widocznie miała jakiś powód.
- A czy nie każdy z nas ma jakieś tajemnice? No sama powiedz, czy możesz teraz powiedzieć, że ja wiem wszystko o tobie? I czy chciałabyś, abym, jeśli coś takiego jest, dążyła do rozwikłania zagadnienia, które tobie sprawiłyby straszliwy ból? Czy chciałabyś tego, Aniu?
Zapewne tysiące słów i informacji przelatywało teraz przez jej głowę, bo wzrok nagle opuściła i nieświadomie patrzyła na pusty kawałek ściany. Każdy z nas miał jakieś tajemnice i ja też je miałam, dlatego tak bardzo chciałam, aby zamknęła temat tajemnic.
- Więc jak? Mam po prostu udawać, że nic się nie stało? Że nie mam podejrzeń względem naszego pochodzenia?
Wciąż trwałyśmy w uścisku, a mnie ani się śniło ją puścić.
- Nie. Pozwól im po prostu odejść. Pozwólmy odejść im, jako naszym rodzicom i zamknijmy wreszcie nasze domysły. Żyjmy własnym życiem, bo ich już nie ma, ale my musimy z czegoś żyć. Musimy jeść i pić, i trwać, bo tego by od nas oczekiwali. Przecież kochali nas, a tego chyba nie zaprzeczysz?
Tego dnia odbyłam z siostrą długie pogawędki na tematy trudne i niestety musowe. Oczywiście na sam koniec obie się popłakaliśmy i obie poprosiłyśmy Boga, aby nam przebaczył.
Ja szczególnie prosiłam Go, aby rozgrzeszył mnie z grzechu, którym karmiłam moją siostrę, gdyż bałam się konsekwencji mojego wyznania.
Ania zwierzyła się mi, że jej złość na rodziców była spowodowana szokiem o ich nagłym odejściu. Czuła się bezradna w świecie, gdzie niestety wciąż rządził pieniądz. Zrozumiałam ją, gdyż ja też byłam zła na mamę za to, że spłodziła Anię z kelnerem, a mnie z przypadkowym bezdomnym. Wiedziałam o tym wszystkim, gdyż pierwsze, co mi przyszło wtedy do głowy, zaraz po oddaniu nam rzeczy należących do naszych rodziców, to żeby znaleźć pamiętnik mamy, o którym oczywiście wiedziałam od zawsze. Wiedziałam nawet gdzie go trzymała, ale nigdy nie miałam śmiałości do niego zajrzeć, bo nie był mój. Szanowałam prywatność mamy, choć ona moim zdaniem nie szanowała siebie. Nie mogę jednak być na nią zła, bo gdyby nie to wszystko, gdyby nie jej pokręcony tok myślenia nie było by teraz tu mnie, ani mojej siostry. Zła jestem tylko za to, że napisała to w miejscu, gdzie każdy mógł przecież się o tym dowiedzieć. Aż trudno mi jest sobie wyobrazić jakie wielkie zaufanie do matki musiał mieć mój ,,ojciec’’, że nigdy nie przeczytał jej sekretów, które chowała w szafie pod butami. I pewna jestem też, że tamtego dnia, on to przeczytał i dlatego wpadł w furię. Może nawet od początku ich wyjazdu o tym wiedział i dlatego potem jechali do Gdańska, aby przerwać coś, co tam się właśnie zaczęło. Chciał być tam, gdzie matka poczęła Anię i spojrzeć temu gnojkowi, a jej biologicznemu ojcu w oczy i zastanowić się, dlaczego mu to zrobiła. Być może nawet ojciec specjalnie nie prosił się nas o zabranie na te wakacje, gdyż chciał sam z mamą uporządkować ich przyszłość, która teraz dla wszystkich jest już przeszłością.
Nigdy nie powiem o tym siostrze, bo kocham ją bardziej, niż by chciała przyznać. To, że nie mamy tych samych ojców, nie musi zostać ujawnione. Rodzice niech lepiej spoczywają w spokoju i tam na górze niech trzymają kciuki za naszą przyszłość, bo będzie to nam potrzebne.

Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1513 słów i 7935 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    Ciekawe Autorko czy ty piszesz pamiętnik?  :P pozdrawiam

  • Obca

    @AnonimS chyba raczej nie. Gdy byłam mała to pisałam ale mama go znalazła i przestałam😜

  • AnonimS

    @Obca dobrze że tylko mama  :P