,, Gdybym tylko wiedziała" Cz.15

Cz. 15
Sandra

Nie wiem czy to coś da, ale wpadłam na pomysł, jak moglibyśmy odnaleźć Anię. Albo przynajmniej rozgryźć osobę, która przyczyniła się do jej zniknięcia. Pomysł może i był głupkowaty, ale przynajmniej dawał jakąkolwiek szansę, że wpadniemy na jakiś trop, który nas do niej doprowadzi. Krzyśkowi nie bardzo się to wszystko podobało, ale ja czułam, że nie mamy innego wyjścia.
- Po prostu, zróbmy imprezę podobna do tej, co urządziła Ania.
Mina Krzyśka nie była zadawalająca, ale czekał na moje argumenty.
- A dlaczego mamy ją zrobić? Czy to nam ją przywróci? Wątpię. A na dodatek, znów będzie trzeba wszystko sprzątać i czyścić. Nie wiem czy pamiętasz, ale sporo czasu kosztowało nas, abyśmy doprowadzili ten dom do normalności. I nie zajęło to nam jednego dnia, a przecież już pojutrze będą tu twoi rodzice.
- Wiem, ale sam powiedz, może w ten sposób wypatrzymy kogoś, kto się podejrzanie zachowuje. Może znów ta osoba przyjdzie, albo nawet przyjdzie sama Ania, zastanawiając się, czemu zrobiłam imprezę bez niej- mówiłam gestykulując rękoma.
- I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki księżniczka zjawi się na balu w poszukiwaniu swojego księcia- zakpił, choć wcale mu się nie dziwiłam, dlaczego tak powiedział. W końcu przyszedł wtedy, aby wzbudzić w niej zazdrość, a dowiedział się, że planuje szybki skok z najpodlejszym gościem w mieście.
- Proszę cię- chwilowo zmieniłam front.- Pomóż mi. Być może to nasza jedyna szansa. Wiem, że mogłabym pójść na policję, ale i tak to niczego nie zmieni. Posprzątaliśmy w domu, więc zatarliśmy wszelkie ślady. Do tego, gdyby znaleźli nawet śladowe ilości tego, co wciągali inni, to nie wiem, czy najpierw nami nie chcieliby się zająć.
- Przecież ja jestem czysty. Ty też.
- No, ale jak wytłumaczysz funkcjonariuszowi, że mówisz prawdę? Przecież oni wszyscy z góry zakładają, że każdy kłamie na pożytek własny, więc nic by to nie wskórało. A na dodatek, gdyby tylko mama z tatą dowiedzieli się o całym zajściu, byłaby totalna klapa.
- Będzie większa, gdy nie odnajdziemy Anki.
Po raz pierwszy usłyszałam jak powiedział o niej twardo. Zawsze używał zdrobnień, ale w tym wypadku, chyba sam zaczynał tracić kontrolę nad czymś, co wcale nie miało się tak skończyć.
- Więc, pomóż mi. Spróbujmy zorganizować wszystko tak samo, jak wtedy ona.
- Ale skąd weźmiemy pieniądze? Przecież ona miała je ze sobą. Zresztą sama mówiłaś, że dali jej dwieście złotych, więc wątpię, czy w ogóle cokolwiek jej z tego zostało.
Może i miała, ale moja magiczna skrzyneczka posiadała okrągły tysiączek, który skrupulatnie zbierałam na coś, czego jeszcze sama nie potrafiłam sprecyzować. Spokojnie mogłam użyć swojego zapasu pieniędzy.
Przecież było to dla siostry.
- Poczekaj- powiedziałam i pognałam do swojego pokoju zaglądając do tajnej skrytki. Już miałam wpaść z uśmiechem na ustach, gdy otwierając ją, ujrzałam pustkę. Cały tysiączek zniknął. Pozostało tylko kilka groszy, za które nie da się kupić nawet chleba. – To nie możliwe!- Wykrzyknęłam tak głośno, że w oka mgnieniu zjawił się za mną Krzysiek.
- Co się stało?
Pokazałam mu pustą skrzyneczkę, która była skarbonką bardzo skrycie ukrywaną przed wszystkimi. Nie wiedział o niej nikt z wyjątkiem…
- To ona. Ona mi je zabrała…
Zdając sobie sprawę, że może tu chodzić o coś więcej, niż tylko zniknięcie nie potrafiłam wydukać ani słowa. Krzysiek też ilustrował mnie wzrokiem, chcąc jakoś pocieszyć, ale cokolwiek by nie powiedział, nic nie mogło się równać z wielkością mojego rozczarowania.
- A może to ktoś inny…
- Tak i zostawił nam resztę? Zrezygnowana klapnęłam na dywan, czując spadek sił na tyle wielki, że nie myślałam nawet już o czymkolwiek. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak ona mogła mi to zrobić. Moja siostra, moja własna rodzona… No chyba, że się dowiedziała i dlatego zniknęła. Może czuła się gorsza? Może widziała jak rodzice jej nadskakują, bo tak naprawdę nie była ich dzieckiem? Może to było powodem jej ucieczki…
- Nie chcę być niegrzeczny, ale dlaczego jesteś taka pewna, że to akurat ona ci je zabrała? Może to ktoś z tych ludzi, których pozapraszała? Przecież Ania taka nigdy nie była…
- Nie znałeś jej. Już ci to kiedyś powiedziałam. A poza tym…
Zamilkłam, bo wciąż wahałam się czy mu o tym powiedzieć.
- A po za tym?
Nabrałam powietrze w płuca chcąc jak najszybciej to z siebie wydobyć, choć nie wiem czy miałam takie prawo. To rodzice przecież powinni nam o tym w końcu powiedzieć, a nie czekać aż sami się o tym przez przypadek dowiemy. Wiem, że pewnie chcieli dla nas dobrze, ale ja tam wolałam prawdę. Najgorszą, ale prawdę.
Chwila ciszy zawisła między nami. Nie chciałam okłamać Krzyśka, bo za bardzo mi na nim zależało, ale z drugiej strony czy miałam prawo zdradzać tym samym swoją siostrę? No może nie biologiczną, ale siostrę. Była z nami tak długo, że nie chciałam myśleć o niej, jako o kimś, kto z nami mieszka, ale o siostrze, którą w brew temu wszystkiemu kochałam.
- Ania… To znaczy… Hmmm… Nie mam pewności, ale mam pewne podejrzenia…
Jąkałam się jak nigdy. Krzysiek czekał, aż to w końcu z siebie wyduszę, niczym mnie nie ponaglając. Czekał cierpliwie, aż wykrztuszę z siebie prawdę, która może go zaboleć, a najpewniej zszokować.
- Ona chyba jest adoptowana…
Patrzyłam na wyraz twarzy Krzyśka, który to teraz sam bił się z myślami. Szok na jego twarzy oznaczał, że o niczym nie wiedział, ale było w nim jeszcze coś, co dało mi do myślenia. Wyglądał, bowiem jak ktoś, kto też ma jakąś tajemnicę, ale równie szczelnie jej bronił, aby nie wydostała się na zewnątrz. Odchrząknął, zanim podjął watek.
- Jesteś tego pewna?
Jego niebieskie niczym obłoczki oczka błyszczały tajemnicą, której ja sama nie znałam. Nie wiem, skąd o tym wiedziałam, ale jak bym nie chciała tego sprecyzować, wszystko zbiegało się do tego, że zwyczajnie o tym wiedziałam. Zupełnie jak człowiek leżący w szpitalu i czujący, że to jego ostatnie chwile, tak ja wiedziałam, że Krzysiek wie o czymś, czego ja nie wiedziałam.
- Tak podejrzewam. Kiedyś podsłuchałam ich urywek rozmowy. Mówili szeptem, żeby żadne z nas nic nie słyszało. Zresztą, to było już dawno temu. Ale nie mów nic nikomu, błagam. Nie chcę, aby przez to czuła się niekochana. Bo ja kocham moją siostrę, wbrew wszystkiemu, co czasem wyczynia. A tak w sumie, to przyznam ci się, że już kiedyś wcześniej się nad tym zastanawiałam. To było chyba zaraz po tym, jak pierwszy raz nałożyłam na siebie ten makijaż. Już wtedy zdziwiło mnie, że ja jestem na niego uczulona, a Ania nie. Pytałam nawet o to rodziców, nie zdradzając się z własnymi przemyśleniami, dlaczego i po kim mogłam odziedziczyć tą wrażliwość. No niby powiedzieli, że po babci, ale skąd mogłam to wiedzieć, skoro nigdy wcześniej nikt z rodziny o tym nie napominał? A potem przyjrzałam się jej twarzy i zobaczyłam, że ja mam urodę bardziej dziecinną, tak jak moja mama i tata, a Ania już odkąd pamiętam, wyglądała zawsze doroślej, niż na swój wiek. No i nigdy nie lubiła po sobie sprzątać. A przecież mama zawsze powtarza, że porządek jest najważniejszy. Ona nawet nie uśnie, kiedy nie zdąży odkurzyć wszystkich pomieszczeń, a co dopiero mówić o dokładnym układaniu ubrań i segregowaniu prania na białe i kolorowe. Nawet tata kiedyś powiedział, że jestem wykapana mamusia. O niej nigdy nie powiedzieli w ten sposób. Nigdy jej do żadnego z nich nie przyrównali i zawsze dawali jej fory. Ona mogła mieć klucz do własnego pokoju, a ja nie. Ona mogła mieć swoje tajemnice, a ja? Mama często ze mną rozmawiała i wypytywała mnie o wszystko. Pytała, co lubię robić i kiedy mówiłam jej, to starała się mi to dawać. Ani niby też dawała, co chciała, ale jakoś niezbyt, a przynajmniej tak mi się wydaje, niezbyt ich interesowała. Jakby po prostu wiedzieli, że jest i im to by wystarczyło.
Czekałam aż coś powie, jednak jego mina wcale się nie zmieniła. Wciąż był zdumiony, jednak teraz dodatkowo przeczesywał włosy rękoma ukazując mi zdenerwowanie.
- No…
Znów odchrząknął, jakby nie wiedział, czy ma się podzielić ze mną swoją tajemnicą.
- No, co? Nie wiedziałeś o tym, bo nikomu o tym nie mówiłam.
- No, a Ania? Ona nigdy nie miała takich podejrzeń?
- Nie wiem. Ale przynajmniej nic mi o nich nie mówiła.
- I nie wyczułaś nigdy, że może być coś nie tak z jej strony?
Jeszcze nigdy nie rozmawiałam z nikim na takie tematy, ale ta rozmowa dobrze mi robiła. W końcu mogłam mówić wszystko to, co od zawsze chciałam, czyli, żeby ktoś mnie w końcu wysłuchał. I nigdy bym nie przypuszczała, że tą osobą będzie właśnie Krzysiek.
- Wiesz, w sumie, to niezbyt często ze sobą rozmawiałyśmy. Ania zawsze miała inne sprawy na głowie, a te inne sprawy wiesz jak miały na imię.
- Rafał…
- Rafał- powtórzyłam za nim mając nadzieję, że się na mnie nie obrazi.- A ty długo się w niej kochałeś?
Zamrugał gwałtowanie oczami, bo niespodziewanie zmieniłam temat. W sumie, to nie wiem, dlaczego go o to spytałam. Tak jakoś mi się wyrwało.
- No…, od jakiegoś czasu…
- Ale to czym cię zauroczyła?
Przeczesał palcami swoje włosy, bo najwyraźniej nie wiedział jak ma zareagować, ale po chwili opowiedział mi okoliczności złodzieja pięćdziesięciu złotych. Coś tam sobie przypominałam na ten temat, bo Ania wspominała, że wpadł na nią jakiś nieudacznik, ale dosłownie mu tego nie powiedziałam. Z jej perspektywy było zupełnie inaczej.
- A opowiadała ci o tym?
- Coś tam może wspominała…- wyjąkałam wiedząc, że wdeptuję w grząskie bagno.
- Ale zupełnie z innej perspektywy, prawda?
Chyba przejrzał mnie na wylot. Starałam się, aby nie odczytał emocji z mojej twarzy, ale udawanie w jego obecności nie szło mi najlepiej.
- Być może, ale czy to ważne? Było minęło, więc nie ma, co płakać nad rozlanym mlekiem. Póki, co ważne jest, aby się znalazła.
- Nie chcesz mi opowiedzieć, bo boisz się, że źle to przyjmę?
Boże! Czy on musiał być aż taki uparty? Westchnęłam i na jednym tchnieniu wyrzuciłam wszystko tak szybko, jak tylko potrafiłam, aby trudno mu było wszystko zrozumieć.
- No dobrze, no, bo faktycznie Ania nie była wtedy tam przypadkiem. Umówiła się tam z Rafałem na spotkanie, które zorganizowała jej jakaś koleżanka, no i gdy ty na nią wpadłeś, a szedł wtedy Rafał, chciała się mu podlizać i dlatego oddała ci kasę, a tak naprawdę chciała ją zatrzymać. A teraz już wszystko wiesz, ale nie gniewaj się na nią, bo ona taka po prostu była i koniec. Teraz możesz być na nią wściekły, ale błagam cię, pomórz mi ją znaleźć, bo w gruncie rzeczy, to dobra dziewczyna. I kocham ją, choć może nie jest moją siostrą.
Po wyrzuconym potoku słów, patrzyłam na niego żałując, że weszliśmy na jej temat. Ale z drugiej strony może lepiej, że dowiedział się, iż kobieta w której wtedy się zakochał, nigdy nie była tą z jego marzeń. Była zupełnie kimś innym. Kimś nie wartym jego uczucia.
- Ok., więc chcesz urządzić to przyjęcie, żeby odtworzyć wszystko od początku, tak?
- Tak.
Nie pytałam, dlaczego nie skomentował mojej wypowiedzi, ale pewnie tak było mu łatwiej. I mnie chyba też.
- No dobrze- zastanowił się.- Ale nie mamy na to żadnej kasy…- znów się zamyślił.- Ok., więc spadam, a ty zadzwoń do tych pięknych pań bez bielizny, tylko zapowiedź im, żeby wzięły ze sobą coś ekstra. Będą wiedziały, o co chodzi.
- Dobrze. A ty powiadomisz Rafała?
- Cóż, postaram się go przekonać, że będą jeszcze nieruszane panienki, więc jeśli jest zainteresowany, i zabierze ze sobą zaopatrzenie będzie mógł na coś liczyć.
Zdumiałam się. Krzysiek powiedział coś o panienkach nieruszanych i nie wypadło mu to najlepiej. Powiedziałabym nawet, że światło, które w nim widziałam nieco przygasło. Sądziłam, że szanuje kobiety…
- No…
Podszedł do mnie i rękoma objął moją twarz.
- Skarbie, wszystko będzie dobrze. A panienki, będziesz mi musiała pomóc nadmuchać, bo sam mogę sobie nie poradzić.
Pocałował mnie tak namiętnie, że prawie ugięły się pode mną kolana. Pragnęłam go, choć nie chciałam tego przyznać. Miałam przecież szesnaście lat, a on był trzy lata ode mnie starszy. Za jakikolwiek większy kontakt ze mną, miałby przechlapane, a nie mogłam do tego dopuścić. Chyba się w nim zakochałam.
Gdy oderwał usta od moich ust, pocałował mnie jeszcze w czoło i mocno przytulił. Ogarnęła mnie fala bezpieczeństwa, gdy mnie tak obejmował i nie chciałam, aby kiedykolwiek miała ode mnie odejść. Ciepło biło z jego serca, tak jak i moje serce biło dla niego.
- Kocham cię- powiedział nagle.- Poradzimy sobie. Zrobię, co mogę ze swojej strony, więc się nie martw. Będziesz miała imprezę, jakiej jeszcze nie mieli. Zobaczysz.
Po tych słowach tak szybko się zwinął i wyszedł, że nie zauważyłam jak usiadłam na kanapie rozpływając się w marzeniach. Czy on faktycznie powiedział, że mnie kocha? Czy się nie przesłyszałam? Tak szybko mi to wyznał, że nawet nie zdążyłam mu niczego odpowiedzieć. Powiedział też, że wszystko się ułoży. Och, jak chciałam mu wierzyć!
Weź się w garść- nakazałam sobie w duchu, bo przecież musiałam jeszcze powiadomić inne panny. Te nieruszane miały być dmuchanymi lalami. Nie pytałam skąd je ma, bo pamiętałam, jak kiedyś powkładali ich kilka nauczycielowi od matmy za to, że zrobił im niezapowiedzianą kartkówkę. Cała klasa dostała wtedy jedynki. Huczała o tym cała szkoła. Wieść rozeszła się nawet do damskiej szkółki, więc dziewczyny widząc pana od matematyki rechotały na korytarzu na jego widok. Tylko ja byłam poważna, bo w sumie mu współczułam. Odwdzięczył się wszystkim na koniec roku, stawiając im oceny dopuszczające. Ja jedyna miałam czwórkę. I nie, dlatego, że się nie śmiałam, ale dlatego, że na nią zasłużyłam.

Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2733 słów i 14426 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    No i proszę miłość zakwitła . Wprowadzasz jakieś wątki wtrącone jak ten o nauczycieli z matmy?.... pozdrawiam i zestaw na Tak

  • Obca

    @AnonimS Ale to tylko tak, aby reszta potem sie kleiła :-)