"Loki"-Rozdział osiemnasty

Narada trwała drugi dzień, przybyły delegacje z większości królestw, Odyn proponował połączony atak na Wanaheim, za to Elfrid chciał znaleźć sposób na wyleczenie Lokiego. Przyjęto pomysł Wszechojca, każdy prócz elfów i jego przyjaciół uznało zbuntowanego Asgardczyka za wroga. Layla ze smutkiem słuchała rezultatów dyskusji od swojego ojca, odezwała się po chwili:
– Czyli co, Odyn ma gdzieś swojego syna?
– Skarbie to nie tak.
– A niby jak? – Do drzwi jej pokoju ktoś zastukał.
– Wejść.
– Witaj księżniczko – Do środka weszli Thor wraz z Freją.
– Witam, co was do mnie sprowadza.
– Nasz kochany ojciec. Po twojej minie widzę, że już zaczęłaś wieszać na nim psy. Publicznie masz rację, ale prywatnie Odyn nakazał nam znalezienie sposobu na uratowanie Lokiego – odezwała się bogini.
– Oprócz dobrych chęci, macie coś jeszcze?
– Wiemy, jak walczyć z lodowymi olbrzymami, lecz o nich samych nic nie wiemy – odparł Thor.
– Czyli musimy spytać u samego źródła. – Zamyśliła się Layla.
– Córko, mroźna kraina nie jest dla ciebie – wtrącił się Elfrid.
– Nie ma innego wyjścia. Ruszamy jutro, ile mamy czasu nim połączona armia wyruszy?
– Niecały tydzień.
– Przyszykujcie to, co trzeba i ruszamy.
– Laylo nie puszczę cię tam.
– Ojcze nie masz wyboru, wyruszam skoro świt – Król chciał zaoponować, jednak zamilkł, z tymi błyskami w oczach przypominała swoją babcię, a jego matkę, kobietę upartą, władczą, ale i wspaniałą królową i matką, dlatego nie próbował dalej oponować.
     Nim zapiał kogut, cała trójka była gotowa do drogi, Thor otworzył portal i już byli w Jotunheimie, krainie śniegu i mrozu. Krajobraz był zupełnie inny niż Wanaheimie, wszędzie były ostre góry i niebezpieczne przepaście. Gromowładny jako jedyny znał drogę do pałacu mroźnego władcy, kilka dni zeszło im na pokonanie tej drogi, w końcu zobaczyli swój cel. Ogromny pałac z wieloma wieżyczkami o błękitnej barwie, pan Mjolnira wpadł, jak burza do wnętrza, zanim kobiety zdążyły go powstrzymać. Laufey jak gdyby nic siedział na tronie, wyglądał identycznie do żołnierzy Lokiego, miał czerwone oczy, siną skórę i włosy, brodę koloru śnieżnobiałego, wyróżniał go jedynie wzrost, jak dwupiętrowego budynku, machnął ręką na swoich ludzi, by wracali do zajęć, a sam przemówił:
– Czym zawdzięczamy asgardzką wizytę.
– Nie rozśmieszaj mnie Laufey, przecież wiesz, z czym przyszliśmy.
– Chodzi wam o mojego rodzonego syna? Nie obchodzi mnie ten smarkacz, w końcu wiele razy mógł do nas dołączyć, jednak tego nie zrobił.
– Słyszałam, że wy lodowe olbrzymy uwielbiacie zakłady – odezwała się dotąd milcząca Layla.
– Zaciekawiłaś mnie elfko, skoro o tym wspomniałaś, możemy zrobić tak. Poddam cię trzem próbą, jeśli je przejdziesz opowiem ci o mocy Lokiego. Zgoda?
– Zgoda.
– Layla nie możesz – Lecz zanim Freja coś powiedziała, była zamrożona razem z bratem przez króla lodu.
– Zgodziłam się, ale jest jeden warunek.
– Jaki?
– Starożytny kontrakt, jeśli ja wygram, zdobędę informację, jeśli przegram, będę twoją niewolnicą.
– Córka króla Alfheimu na moje zawołanie? Zgoda, na święte prawa starożytnego przymierza zawiązuję niniejszy kontrakt na ustalonych wcześniej warunkach za zgodą obu stron – Na szyi księżniczki i Laufeya pojawiła się pieczęć, potwierdzająca kontrakt. Nim owiała ją ciemność, usłyszała:
– Niechaj zacznie się zabawa – Znajdowała się za lustrem, a w nim widziała Alfheim, ojca i jej elfickich przyjaciół, nagle przemówił głos:
– Na pewno chcesz go uratować? Lada dzień jego armia rozleję się niczym szarańcza na wszystkie dziewięć królestw, zabiją opornych, a resztę przemienią w bezmózgie marionetki, tego pragniesz? – Obraz zmienił się na leżące w kałuży krwi ciała bliskich ich osób, nad nimi stoi śmiejący się Loki.
– Powstrzymam go, nim to zrobi, moi krewni nie są, aż tak słabi, by dać się od razu zabić – Sceneria zmieniła się, znikło lustro, została biała pustka. Czekając na rozwój wydarzeń, spostrzegła swojego ukochanego, pobiegła do niego, lecz on się rozpuścił w jej ramionach. Otoczyły ją jego mroźne wersje:
– Opuściłaś mnie!
– To nie prawda.
– Wolałaś mojego brata niż mnie.
– Mylisz się.
– Jesteś egoistką, nie myślisz o innych, chcesz mnie dla siebie. Śmierć tylu istnień nic dla ciebie nie znaczy.
– Mogę uratować ich i ciebie.
– Narzucasz mi swoją miłość, choć nic od ciebie nie chce.
– Gdyby tak było, już dawno zabiłbyś mnie.
– Niby dlaczego?
– Bo cię kocham.
– A jeśli bez wzajemności?
– To poczekam, aż się we mnie zakochasz.
– Co cię kieruję do takiego działania??
– To miłość. Miłość jest cierpliwa, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nie ustaje. Ale co ty możesz, o tym wiedzieć, mając tak lodowate serce? – Zjawa krzyknęła, rozpływając się w powietrzu, zobaczyła, że znowu jest w pałacu. Laufey rzekł:
– Nie myśl, że wygrałaś. Twoi przyjaciele są w moich rękach, masz trzy opcję, raz, odchodzisz z nimi bezpieczna, bez potrzebnych informacji, dwa, ja zabijam Thora i jego siostra, ale mówię ci, to co trzeba, albo ostatnia, zostajesz moją niewolnicą, spełniając wszelkie moje zachcianki, również te w łożu na wiele wieków, a twoi przyjaciele odchodzą bezpieczni z danymi, jak uratować Lokiego. Wybieraj.

1 komentarz

 
  • Almach99

    Laufey gra nieczysto.

  • krajew34

    @Almach99 to olbrzym, lepiej uważaj bo pozory mylą, ale na wyjaśnienie tych zagadkowych słów musisz poczekać wraz nowym odcinkiem