"Loki"-Sezon 2-Rozdział 11

Baldur udał się do grobowca, do którego skierował go Loki, po drodze minął zniszczone posągi nieznanych mu postaci. Wreszcie ujrzał okazały marmurowy budynek z nieprzeniknioną ciemnością w wejściu. Z niechęcią zrobił następne kroki, zastanawiając się, czy dobrze zrobił, przychodząc tutaj.
     Zajrzał do środka i momentalnie zapaliły się magiczne latarnie w środku, niepewnie zaczął się skradać, kładąc rękę blisko miecza.
– Po co ci broń wśród umarłych młodzieńcze? – Baldur podskoczył, jak oparzony, wyciągając oręż z pochwy. Rozglądnął się wokół, lecz nikogo nie dojrzał.
– Twój ojciec nie był takim chojrakiem, przychodząc tu, w przeciwieństwie do ciebie. Popatrzmy na ciebie, hm... Rozumiem, strach, niepewność, brak wiary w swoje moce i obawa o pochłoniecie gniewem. Dlatego zamiast użyć pełni swoich mocy, zdecydowałeś się na katalizator w postaci zakazanej magii. Ty i ta mroczna elfka jesteście prawie identyczni, choć różni was historia. – Tubalny głos rozchodził się po pomieszczeniu.
– Kim jesteś? Jeśli nieprzyjacielem, to wiedz, że tanio skóry nie sprzedam. – Cofnął się do ściany, lustrując otoczenie.
– Jak to kim? Twoim nauczycielem młokosie. – Ze ściany obok, niczym duch stanął Malekith.
– Nie rozśmieszaj mnie, co taka zjawa, jak ty może? – Mroczne widmo dawnego króla pstryknęło palcem, a Baldur niesiony siłą przeleciał przez gruby mur, wylądował w świętym gaju i przyleciał z powrotem. Stało się tak jeszcze z dziesięć razy. W końcu młodzieniec nie wytrzymał, cały obolały powiedział:
– Dobra, dobra. Nie chciałem cię urazić, po prostu...
– Pamiętaj, że nawet relikty przeszłości mogą głosić historię aktualną dla teraźniejszego świata. Jesteś podobny do mnie młody obywatelu wielu krain. Twoja dusza po tamtych wydarzeniach zmieniła się, teraz jesteś zrozpaczonym chłopczykiem, który chcę wszystko zniszczyć, sięgając po jakąkolwiek moc. – Naprawił grobowiec swoją magią.
– Czy pragnienie mocy, zemsta za poległego towarzysza to błędy? – Twarz Baldura wyrażała tylko gniew.
– Największe, jakie można popełnić. – odpowiedział bez wahania Malekith.
– A skąd ty możesz to wiedzieć? – spytał zaczepnie.
– Stąd, że przez takie myślenie niemalże skazałem swój lud na wieczne cierpienia, sam własnoręcznie nieumyślnie zabiłem swoją żonę wraz z nienarodzonym dzieckiem, a teraz skażony mocą kryształu błąkam się po tym łez padole, nie mogąc powiedzieć swojej drugiej połówce, przepraszam i błagać o przebaczenie. Czy płacąc taką cenę, można powiedzieć, że było warto? – Na ciemnej twarzy elfa można było dostrzec smutek, a w oczach tlił się żal.
– Ty jesteś tym królem z opowieści matki, Malekith, zrozpaczony i skrzywdzony król, którego nienawidzą pokolenia. Przecież ty nie żyjesz – wyjąkał Baldur, patrząc na zjawę.
– We własnej osobie, choć mógłbym dodać władca kretynów i tępych durni, tylko takie określenia przychodzą na myśl, patrząc na moje czyny... Spójrz na mnie, czy w takim stanie, jakim jestem, można nazwać życiem? Owszem tułaczką, ale nie życiem. Wróćmy jednak do ciebie, boisz się swojej potęgi, prawda?
– Parę lat temu będąc jeszcze gówniarzem, chciałem pokazać kolegom potęgę syna Lokiego, by przestali go nazywać tchórzem, który porzucił swój kraj. Zbiłem ich z łatwością na kwaśne jabłko, lecz zamiast podziwu dostrzegłem tylko strach. Wtedy zrozumiałem, że wielka siła tylko teorii daje uwielbienie i chwałę, naprawdę wzbudza tylko zazdrość i niepewność u osób słabszych. Od tamtej chwili nie czuję się pewnie i zawsze stosuję zewnętrzne wspomagacze, ponieważ boję się tego, co we mnie siedzi – Baldur usiadł na ziemi z zamyślonym wzrokiem.
– Jednak bez tego nie uratujesz Magniego.
– On nie żyje, jest już w tej swojej Walhalli – Machnął lekceważąco ręką.
– Jednak ja nie słyszę, by jego zegar stanął, cofnął się to prawda, lecz nadal chodzi. Być może przeznaczenie chciało, by udał się tam i zaczerpnął ze źródła mądrości tamtejszych wojowników, pamiętaj, że zmarli mają więcej sekretów, niż żywym mogłoby się zdawać.
– Chcesz powiedzieć, że może wrócić? – U Baldura pojawiła się iskierka nadziei.
– A gdzie jest napisane, że wrota Walhalli otwierają się tylko w jedną stronę? Patrząc na ciebie i Darkness mam wrażenie, że oglądam dwie ledwo palące się świeczki, którym potrzeba tylko odrobiny pomocy, by znów odzyskały swój blask.
– Nie jestem taki jak ta zabójczyni...
– Jednak zareagowałeś, gdy działa jej się krzywda. – Uśmiechnął się Malekith.
– No dobra ma w sobie coś pociągającego, lecz nie tylko w kształtnym ciele, ale i w głosie, czy w zachowaniu.
– Widzę, że wpadłeś w najgorsze sidła, jakie mogą istnieć we wszechświecie, przez nie upadały królestwa, zabijani byli ludzie.
– Czy to jakaś klątwa?
– Nie to po prostu miłość.
– Nauczyciel raczy żartować? Ja do niej?
– Jesteście bardziej podobni, niż myślisz, przemyśl to sobie, a teraz rozpoczynamy trening...

     W Walhalli trwała uczta, potężne stoły uginały się od parującego jadła, w głębokich naczyniach stało najprzedniejsze wino, a najznamienniejsi bardowie przygrywali wesołymi melodiami, Magni ucztował z wieloma wspaniałymi wojownikami, Erykiem Rudym, Thornvaldem Sinozębnym i innymi. Gdy tak pili i jedli, dosiadł się Ragnar, inni odsunęli się z szacunkiem, by wódz mógł porozmawiać z niedawno przybyłym.
– Witaj Magni, synu Thora i wnuku Odyna.
– To zaszczyt cię poznać Ragnarze, skąd znasz moje imię najwspanialszy z wodzów?
– W końcu los przydzielił mnie, bym cię wytrenował. – Podniósł róg i opróżnił jego zawartość.
– Na co trening skoro już nie ma mnie wśród żywych? – Rudowłosy wiking zaniósł się śmiechem, klepnął młodziaka w plecy, z taką siłą, że niemal wleciał na stół.
– Jesteś w Walhalli, ale twój czas jeszcze nie nadszedł, zauważyłeś przecież, że odczuwasz pragnienia, a umarły powinien mieć to wszystko pod kontrolą bez ograniczeń swojego ciała.
– To, kim ja właściwie teraz jestem?
– Zamkniętą w czasie duszą, możesz jedynie czekać na pomoc towarzyszy z drużyny.
– Żeby tylko tego zechcieli, podczas naszej podróży nie pokazałem się ze zbytnio dobrej strony, w końcu jako pierwszy zginąłem z ręki Surtra. – Mięso przestało mu smakować i odrzucił je na talerz.
– Dobry lider nie pozostawia swoich ludzi na pastwę losu albo ich ratuje, albo ginie wraz z nimi. Przede wszystkim należy czekać, a nie siedzieć i obżerać się, pora nad tobą popracować małolacie. Długa droga przed nami.– Ponownie zaśmiał się głośno i klepnął Magniego w plecy, tak mocno, że wyleciał przez wejście do komnaty jadalnej.
Ragnar podszedł do niego, jedną ręką łapiąc go za odzienie i z łatwością podniósł go do góry, wsadzając go sobie pod pachę, niczym worek podróżny.
– Pierwsza lekcja to zmiana myślenia. Zadam ci pytanie, czym jest moc?
– To energia, którą pokonuje się przeciwników, niszcząc ich do cna – wykrzyknął Asgardczyk z dumą.
– Bzdury pleciesz, moc to siła płynąca prosto z serca, nie z mięśni, wspaniałego oręża, czy czarów.
– Prawdziwy Asgardczyk myśli, jak zniszczyć wroga.
– Skoro tak, to powiedz mi, co bardziej sławi się u wojownika czyny, czy tylko moc? – Odpowiedział mu cisza. Niezrażony kontynuował, brnąć w śniegu z żywym bagażem pod ręką.
– Na nic ci wielka siła, jeśli nie masz gdzie jej wykorzystać, najwięksi z największych są oznaczani czcią, ponieważ pokazali wielką odwagę i męstwo, a nie walką, tłukąc każdego przed oczyma. Ty nawet nie wiesz, jak używać poprawnie topora, którym nie wystarczy tylko machać. Walka to nasza powinność, lecz wystrzegajmy się głupoty, która jest jej partnerką. – Magni milczał, przyswajając sobie słowa nowego mistrza, nie był do nich optymistycznie nastawiony, w głębi serca jednak wiedział, że mogą być najczystszą prawdą.

1 komentarz

 
  • Almach99

    Caly czas zastanawialem Sie, dlaczego Magni nie zostal ocalony. To byla czesc utajonego planu zrobienia z mlodziakow odpowiedzialnych poszukiwaczy przygod😃

  • krajew34

    @Almach99  :) zwolniłem akcję, by dać więcej szczegółów, za kilka minut będę miał nowy epizod Silver Fangs, bo prawie skończyłem.

  • Almach99

    @krajew34 czekam 😃