"Loki"-Rozdział czternasty

Przygotowania do uroczyści osiemnastych urodzin księżniczki Alfheimu trwały pełną parą, goście zaproszeni, las udekorowany wspaniałościami natury, od przepięknych kwiatów z polan po świeże pachnące gałązki krzewów. Jubilatka siedziała na krześle i szykowała się do ceremonii, gdzie zostanie nadane jej elfickie starożytne imię. Ktoś zapukał i po chwili wszedł:
– I jak córeczko gotowa?
– Jeszcze chwile ojcze.
– Skąd ten smutny uśmiech na twarzy? Dzisiaj jest twój wielki dzień, przybędą delegacje z Asgardu, Midgardu, Muspelheim, Svartalfheim. Czyżby chodziło o tego młodego Asgardczyka?
– Wczoraj dostałam dyplom ukończenia Akademii z rangą „S”, ostatnia czwarta klasa była niepotrzebna dla takiego poziomu mocy i umiejętności. Ale przez ten cały czas nie znalazłam żadnego jego śladu... Nie wiem, co robi i gdzie żyje.
– Pozwolę ci, poszukać go później. Dzisiaj jednak jest dla gości i swoich prezentów, a to dar ode mnie i twojej mamy – Zza pleców wyciągnął piękny srebrny łuk z wyrytymi różnymi zdobieniami i runami. Layla odebrała broń i z radością na twarzy powiedziała:
– Jest piękny, bardzo wam dziękuję.
– Niech ci służy, wykonany z najmocniejszego drewna lasów Alfheimu, wzmocniony starożytną magią, tylko uważaj na cięciwę, jest bardzo ostra. Myślę jednak, że dla tak wprawnej łuczniki nie będzie problemem używać go. A teraz chodź, jeśli mnie słuch nie myli przybyli goście – Księżniczka odłożyła szczotkę na miejsce i we wspaniałej błękitnej sukni ruszyła z rodzicem na przyjęcie.
Centralny punkt ceremonii znajdował się na placu przed pałacem, wkoło niego stały już stoły z wszelakim dostępnym jadłem z dziewięciu królestw. Były świeże warzywa z Alfeimu, pieczony asgardzki dzik przyprawiany ziołami Wanheimu, wędzona salamandra z Muspelheimu, ryba o wyłupiastych oczach z Helheimu, która pomimo wyglądu, posiadała niebiański smak, niepodobny do krainy, skąd pochodziła, przepyszne lody z Nilfeimu i Jotunhaimu, suszone grzyby z Svartalfheimu, czy też sarnina z Midgardu. Zanim jednak było można skosztować owe potrawy, trzeba było przejść do ceremonii.
     Zebrali się wszyscy dookoła runicznego okręgu, a para królewska stanęła przed Layla, która uklęknęła na jedno kolano wśród mistycznych symboli. Zapadła cisza, Elfrid zabrał głos:
– Moja droga córko, dziś jest jeden z najważniejszych dni w twoim życiu. Zamiast małej dziewczynki, stajesz się urodziwą dorosłą kobietą. Nie godzi się, byś jako przedstawicielka swojego ludu nosiła tylko imię, nadane ci od urodzenia. Niniejszym na podstawie praw naszej krainy nadaję ci miano Pani Wichru i niech ci ono służy ponad wieki, niosąc zagładę twoim wrogom oraz pojednanie przyjaciołom – Zabrzmiały oklaski, a okrąg zaświecił się i zgasł, stając się zwykłym kamieniem. Król elfów kontynuował:
– A teraz pora na najbardziej oczekiwaną cześć prezenty i uczta – Każda z delegacji złożyła stosowne życzenia i na ręce rodziców złożyła podarki. Czego tam nie było, wytrzymała lekka zbroja z Mithrillu, ostre dwa krótkie miecze, ogniste strzały, zioła lecznicze. Po chwili wszyscy zebrani zasiedli do stołów. Biesiada trwała w najlepsze, a alkohol lał się strumieniami.
Layla uśmiechała się, choć wewnętrznie czuła pustkę, odeszła od świętujących z daleka ich obserwując. Nagle usłyszała:
– Layla padnij! – Nie pytając, natychmiast to zrobiła, a wielki młot Thor przeleciał jej nad głową, rozbijając w pył napastnika czającego się na drzewie. Ku leżącej biegli właściciel broni oraz jego siostra Freja.
– Nic ci nie jest?
– Oprócz poplamionej sukni, wszystko dobrze. Co to na nieskończone światło, było?
– Sługa lodowych olbrzymów, jak mniemam – Pan Mjolnira podszedł do ciała zmasakrowanego przeciwnika.
– Odejdź od niego bracie! – ostrzegła go Freja.
– Dlaczego? To tylko truchło. – Siostra zignorowała jego uwagę i zakrywając twarz tkaniną, pokazała ostrzem miecza wydobywającą się z podobnego do człowieka, stwora ciemną maź.
– Co to jest? Na Odyna.
– Mroczna esencja, bardzo toksyczna. Musimy ostrzec naszych. Dotrzymasz nam kroku w tej sukience? – Layla wyłożyła z osłony krótki miecz i odcięła nim dół sukni, przyzywając ze zwoju dolną cześć garderoby. W końcu torba nieskończoności, podarunek od dyrektora, na coś się przydała.
     Pobiegli tam, gdzie inni się bawili, i tu były te stworzenia. Miały siną skórę, podobną do tej Lodowych Olbrzymów, chodziły na dwóch nogach i swoje kończyny przemieniali w broń. Layla krzyknęła do walczącego ojca:
– Tato, niech każdy założy osłonę na nos i usta, ci goście są jak grzyby Świetlistego Gaju! – Król szybko załapał, o co chodzi i wydał odpowiednie rozkazy, rośliny, o których krzyczała, wydzielają przy małym nawet dotknięciu otępiającą chmurę otępiającego pyłu. Po zastosowaniu odpowiednich środków przeciwko toksycznej esencji i zmuszeniu do tego Odyna, który jakiegoś tam dymu, się nie boi, walka potrwała krótko, a przeciwny nie byli jacyś potężni, czy błyskotliwi.
Wszechojciec podszedł do rodziny królewskiej:
– Uczta, taka jak w Asgardzie. Pojedliśmy, popiliśmy i skórę komuś przetrzepaliśmy.
– Myślisz, że to sprawka Laufeya?
– Tu nawet nie ma, o czym myśleć. Uderzmy na Jotunhaim w ramach kontrataku! – rzekł Thor gotowy do walki.
– W boju przydaje się ten twój ognisty temperament mój synu, lecz w polityce byłbyś skończony. Frejo, moja córko, co o tym sądzisz?
– Od agresorów czuć chłodem i lodem, ale w porównaniu do naszych dawnych wrogów, jest on bardziej mroczny i mrożący krew w żyłach. Jeszcze się z takim czymś nie spotkałam – Bogini miłości przypatrywała się martwym napastnikom. Odyn chwile pomyślał i przywołał swoją włócznię, dotknął nią jednego z poległych i głęboko się zamyślił.
– Takiego głębokiego zamyślenia, nie widziałem od czasu, gdy próbowałem cię nauczyć gry w szachy – odezwał się Elfrid.
– Nawet mi o tym nie wspominaj, diabelska gra. Dziwi mnie jedna rzecz, pochodzenie tych tworów.
– Da się to jakoś sprawdzić? – spytała Layla.
– Każdy sztuczny wytwór nosi w sobie magię danego miejsca. Tu za to wykrywam Wanaheim...
– Ojcze to niemożliwe, tam nie ma śniegu, ani lodu.
– Zgadzam się z bratem, moi przodkowie stamtąd pochodzą i jest to kraina obfitości i licznych pól, nad którymi ciągle świeci słońce. – wtrąciła się Freja.
– Od czasu przegranej z nami wojny, potężniejsi Wanowie opuścili tamto miejsce, a królestwo stoczyło się na dno, ale nic poza tym. Layfey też siedzi cicho, więc skąd ten mróz? Moje dzieci, macie rozkaz sprawdzenia, co tam się dzieje.
– Idę z nimi – Księżniczka wskoczyła do Bifrostu wraz z rodzeństwem, ku niezadowoleniu jej ojca.
     Przybyli na miejsce, lecz zdumienie odebrało im mowę, ciszę przerwała Freja:
– Bracie jesteś pewien, że wybrałeś właściwe wrota? – spytała, gdy ich oczom ukazały się wielkie masy śniegu, które przykrywały wszystko dookoła.
– Bifrost nie kłamie, to Wanaheim...

1 komentarz

 
  • Almach99

    I zabawa urodzinowa sie nie udala. Loki chyba jednak poddal sie swej mrocznej stronie duszy.  
    Gdzie Tu miejsce Na milosc?

  • krajew34

    @Almach99  dla Asgardczyka taka uroczystość to norma :)