"Loki"-Sezon 2-Rozdział 6

Pałac, jeśli w ogóle można go tak nazwać, składał się z wielkiej góry sięgającej, aż do warstwy chmur, z niej wylewały się liczne wodospady piekielnie gorącej lawy. Nie było murów, tylko wszystko wykute w jednym materiale. Między dwoma spadającymi wrzącymi kaskadami, ulokowana była ciężka bazaltowa brama otwierana za pomocą magii, strzeżona przez dwóch rosłych strażników w zbroi z kamienia, uzbrojeni w dwa jednoręczne topory.
Baldur zamierzał udać się właśnie tam, chcąc przejść przez marmurowy most, jednak staruszek powstrzymał go, mówiąc:
– Wstrzymaj konie mały, chyba nie chcesz utonąć w tej cieplutkiej magmie? Spójrz przed bramę, strażnicy wchodzą do środka, co znaczy, że poziom rzeki się podniesie, zalewając most i podchodząc, aż pod samo wejście. Odpocznijmy trochę, bo potrwa, zanim będzie można przekroczyć tę piekielną otchłań.
– Dużo wiesz, jak na zwykłego wieśniaka, Lothurze – odparł Magni, ściskając mocniej swój topór i z wielką nie ufnością spoglądając na niego. Starzec wzruszył ramionami i usiadł na wystającej skale, zajadając suchary ze swej torby. Drużyna rozdzieliła się, Leaf niczym liść niesiony na wietrze, popędziła w sobie znanym kierunku, Asgardczyk nie odkładając swojej broni, miał na uwadze Lothura, a Baldur trwał w zamyśleniu. Darkness usiadła przed nim i zirytowana swoją sytuacją, spytała:
– Kim wy jesteście i dlaczego znalazłam się w takim położeniu? Miałam wykonać proste zlecenie na jednym z lodowych olbrzymów.
– Więc jesteś morderczynią – Bardziej zadał pytanie, niż stwierdził fakty.
– Morderczynią, szpiegiem, kobietą do towarzystwa, uwodzicielką i co tam jeszcze chcesz, w skrócie najemnik. Jakoś nie wyglądasz na urażonego czy obrzydzonego tą wiadomością – Sprawdziła, czy nic z jej wyposażenia nie zniknęło, gdy została uwieziona.
– Jestem świadomy różnych profesji tego świata od tych najbardziej wartościowych, po te znienawidzone. Pytałaś, kim jesteśmy... Trudne mi jasno odpowiedzieć, mamy tu elfkę szukającą nowych wrażeń i swojego miejsca, Asgardczyka pragnącego mocy ponad wszystko, dziadunia, którego mogę określić iksem, bo nic o nim nie wiemy, prócz tego, że nie jest tym, na kogo wygląda, jestem jeszcze ja, lider tej bandy, o twarzy anioła i sercu demona, który jest obywatelem większości królestw. Mogę powitać cię w drużynie obłędu – odparł bez emocji, sprawdzając ostrość swych mieczy.
– Powiało grozą, myślałam, że wyskoczysz z jakimiś dobrze brzmiącymi frazesami, a tu taki pesymistyczne nastawienie. Skoro, tak się sprawy mają, to może wypuścisz mnie, co? – odparła, kokietując i nachylając się ku ziemi, eksponując swe walory. Twarz Baldura ozdobił uśmiech i rozbrajająco rzekł:
– Chciałbym, ale nie potrafię – Darkness zrzedła mina.
– Na odchodne Laufey powiedział mi, że każdy kontrakt jest inny i wymaga innego warunku do rozwiązania go.
– Czyli utknęłam z ludźmi, szukającymi nie wiadomo czego i jeszcze z tym staruchem, co ciągle gapi się bezczelnie w mój dekolt – Przyzwała swój miecz i machnęła nim w natręta. Ten wskoczył na nie ostry brzeg miecza i podbiegając do mrocznej elfki, pocałował ją w policzek, mówiąc:
– Wiesz, jesteś piękna, jak się złościsz – Dark zdenerwowała się jeszcze bardziej, przyzwała mniejszą broń do drugiej dłoni i zaczęła nacierać w jego kierunku, próbowała wszystkiego, magii, różnych ruchów z wielu szkół szermierskich, lecz jej ofiara, spokojnie uskakiwała przed wszystkim, rzucając sprośne uwagi. Baldur w międzyczasie nasunął swój hełm głębiej na oczy i zasnął.
Półgodziny później wstał wypoczęty, zobaczył, jak staruszek siedzi na kamieniu i gra na jakieś fujarce, a Darkness głośno dysząc, leżała z rozłożonymi rękami. Młodzieniec rozprostował kończyny i spytał:
– Skończyliście?
– Ten... Pokurcz... Jest... chyba... jakimś demonem, który wypełzł z najgłębszej dziury, by mnie męczyć – Wydyszała, podnosząc się z ziemi.
– Możliwe, kto tam wie. O jest i Leaf, coś ty tam długo robiła? – Skierował swe pytanie do nadbiegającej.
– A różne rzeczy – krótko odpowiedziała, prostując ubrania, Baldur wolał nie drążyć tematu, wiedząc, że siostry jej matki lubi eksperymentować.
– To ruszamy przez główną bramę.
– Zaraz, zaraz, czyś ty na głowę upadł? Wchodzisz do czyjegoś zamku, nie dbając o ostrożność? – Baldur cały się zaczerwienił, od niedawna był liderem i zapominał myśleć, jak zespół. Darkness ciężko westchnęła i rzucając krótkie:
– Będę was osłaniać z cienia – Wskoczyła do magmy i zniknęła. Syn Lokiego przypomniał sobie, że czarny kryształ dał mrocznym elfom wysoką odporność, stąd kąpiel w lawie, nie stanowiła dla ich nowej towarzyszki żadnego wyzwania. Wzruszył ramionami i udał się przez most, który pojawił się dosłownie chwile temu.
Ku ich zdziwieniu strażnicy otworzyli im bez słowa i pozwolili wejść dalej. Ukazały się im schody zmierzające w góre, mające uniemożliwić napastnikom szybsze przebycie drogi do środka, pokonawszy je, znaleźli się w wielkiej sali, na bokach u góry były odkryte korytarze z balustradami, w tle można było zobaczyć taras. Na środku znajdował się skalisty, gładko wyciosany tron, po jego prawej i lewej stronie były przejścia dalej. Szlachetne miejsce zajmowała istota, całkowicie czerwona, ubrana w lekką kamienną, płytową zbroję, jej włosy były żywym ogniem, a białe oczy nie wyrażały nic. Wzrost miał przeciętnego mieszkańca krainy Alfheimu czy Asgardu, emanował potęgą. Baldur uklęknął przed nim, reszta uczyniła to samo i rzekł:
– Witamy cię szlachetny władco Muspelheimu, przybyliśmy tu za moim ojcem, którego poszukujemy.
– Widzę, że twój język jest tak samo jadowity i pełen obłudy, jak u Lokiego – Magni słysząc ten głos, krzyknął:
– To pułapka! – I rzucił się na płonącego z toporem. Ognisty złapał za ostrze i pokręcił z niesmakiem głową, zmienił swoją rękę w szpikulec i przebił atakującego na wylot. Spomiędzy ust Magniego, wypłynęła strużka krwi, a on sam z głośnym jękiem został rzucony na ścianę. Jego martwe oczy wpatrywały się pusto w dawnych kompanów. Baldur przepełnił gniew, jednak zanim zdążył coś zrobić, otaczał ich płomienny okrąg, władca natury ze zdumieniem stwierdził, że nie może go kontrolować.
– Jestem Surtr, władca Muspelheimu! Moje płomienie są wypełnione nienawiścią, dlatego nie możesz ich kontrolować, synu Lokiego. Obserwowałem was, gdy tylko postawiliście swoją stopę tutaj, wiedziałem, że przybywacie podobnie, jak wcześniej on, z Jotunheimu. Umknął mojej zemście, zabierając nasze święte zapiski, lecz wy posłużycie, jako pokuta za śmierć mojego ojca Saurana w bitwie między sojuszem królestw, a Lokim. Teraz poleżycie w moim lochu, a ja wymyśle, dla was idealną śmierć – Leaf wraz z siostrzeńcem poczuli, jak z trudem się im oddycha, nigdzie też nie było staruszka. Ich świadomość zaczęła zanikać, a śmiech tryumfu Surtra towarzyszył im do końca.

2 komentarze

 
  • Almach99

    Emocjonujacy fragment. Lothar to jedna wielka zagadka. Pol godziny bawic sie w kotka I myszke z doswiadczona zabojczynia ...  
    Magni jak zawsze porywczy - glupia smierc mlodego Asgardczyka.

  • krajew34

    @Almach99 to typowy asgardczyka,  można powiedzieć, że było mu to pisane

  • emeryt

    Po przeczytaniu tego odcinka, doszedłem do wniosku że opisy akcji, intryg, oraz trzymania w napięciu twoich czytelników masz opanowane do perfekcji. Oby tak dalej, pozdrowienia z jesiennej Polski.

  • krajew34

    @emeryt dziękuje