Kiedyś ci wystarczę - 27| Kiedy świat się rozpadnie, będę trzymał cię w ramionach

Wkrótce przesiąkłem smrodem szpitala na tyle, że miałem ochotę zwyczajnie stamtąd wyjść, pojechać do domu i przebrać się w jakieś ciuchy, które pachniały zwyczajnym płynem do prania, a nie środkami dezynfekującymi. Wszędzie snuli się jacyś ludzie z rozpaczą na twarzach, czasem słyszałem jakiś odległy krzyk. Byliśmy na OIOM-ie – po wielu godzinach oczekiwania w końcu przywieźli mamę na salę pooperacyjną. Gdy ją zobaczyłem, poczułem, jak do gardła podeszło mi całe jedzenie z tego dnia. Ohydna żółć już prawie wyleciała z moich ust na nieskazitelnie czystą podłogę. Powstrzymałem się w ostatniej chwili. Patrzyłem na mamę i nie mogłem uwierzyć, że to ona. Wydawało mi się, że leży tam jakaś kukła, która ma jej wygląd. Zawsze wydawała się być taka silna. Jako dziecko patrzyłem na nią z podziwem, potem te uczucia nieco się zatarły, gdy podrosłem i zacząłem, jako nastolatek, się ich wstydzić. Tak czy inaczej, mama nigdy nie zwalniała. Zawsze dbała o nas wszystkich, swoje potrzeby zostawiając na sam koniec. Nawet kiedy było jej pełno i miałem jej dość, to i tak była najlepszą mamą na świecie.
Wszystkie kłótnie i jej kazania były jednak o stokroć lepsze niż ten widok, gdy leżała nieruchomo w łóżku, z zamkniętymi oczami i grubą rurką w gardle. Usłyszałem, jak tata wciągnął głośno powietrze, gdy ją zobaczył. Nie chciałem na niego patrzeć, więc odwróciłem głowę. On pewnie też nie chciał, bym na niego patrzył w takiej chwili. W dodatku ja nie chciałem, by ktokolwiek patrzył na mnie.
Patrzyłem na mamę i nie widziałem jej tam. Widziałem jedynie bladą skórę, płytki oddech, siniaki i rozcięcia. To nie była moja mama. Nie oddychała sama. Miałem wrażenie, że jej tam nie było. Starałem się nie myśleć, ale mój umysł sam podsuwał mi różne obrazy i fakty: ludzi, którzy nie obudzili się po wypadku. Ludzi, których narządy wewnętrzne roztrzaskiwały się o kości, bo tak silne było uderzenie. Jakie szanse ma człowiek w starciu z samochodem? Zerowe. Zazwyczaj.
Alexia ciągle płakała, raz głośniej, raz ciszej, ale ciągle pociągała nosem. Christopher pozostawał niewzruszony. Być może wychwyciłem jakąś subtelną zmianę w jego rysach, ale to było na tyle. Może jednak nie był całkowitym posągiem, bo lekko zmartwiał, gdy zobaczył mamę, ale i tak chciałem mu powiedzieć, żeby spierdalał z tej sali i z tego szpitala. Nie był dobry dla Alexii. Nie miałem na to żadnych dowodów, ale wiedziałem to. Nie chciałem, by zbliżał się do mojej rodziny, która mogła się w tym momencie pomniejszyć o jedną, cholernie ważną osobę.
Siedzieliśmy przy mamie tak długo, że straciłem już rachubę czasu. W końcu przypomniałem sobie, że przecież zostawiłem w mieszkaniu Valentinę z Ashley. Na dłuższą chwilę wyparłem to ze świadomości. Co się tam stało po moim wyjściu? Pokłóciły się? Pobiły? Nigdy nie uderzyłbym kobiety, nawet tak zdradliwej suki jak Ashley, ale nie byłem przekonany co do Valentiny. W ogóle bym się nie zdziwił, gdyby jednak jej przyłożyła. Ashley była cholernie irytująca, prowokowała każdego, w dodatku jej pojawienie się było jak wielki wybuch w mojej głowie. Czego ode mnie chciała? Przeprosić? Wrócić do mnie? Ale po co? Uważała mnie za kogoś niewartego uwagi, dlatego odeszła do Finna. On był według niej lepszym facetem, jakimś cholernym macho, który spełniał jej wszystkie zachcianki, zwłaszcza te łóżkowe. Skoro ja byłem dla niej nieodpowiedni, dlaczego wróciła? Czy w ogóle chciałem poznać odpowiedź na to pytanie?
Po jakimś czasie napisałem krótkiego smsa do Valentiny z wyjaśnieniem, co się stało i gdzie jestem. Pewnie się martwiła, ale nie chciała mi przeszkadzać. W sumie mogła myśleć o najgorszym – albo o tym, że wypadłem jak burza z mieszkania, bo nie chciało mi się konfrontować z Ashley. Cokolwiek jej przyszło do głowy, musiała znać prawdę.
VALENTINA: Mój Boże. Tak mi przykro, Liam. Chcesz, żebym przyjechała do szpitala?
LIAM: Nie musisz. Siedź w mieszkaniu. Tu jest okropnie i w dodatku śmierdzi.
Sam nie wiedziałem, dlaczego jej tu nie chciałem. Może nie chciałem jej się pokazywać w takim stanie, a może musiałem wszystko przemyśleć.
LIAM: Co z Ashley?
VALENTINA: Ucięłyśmy sobie krótką pogawędkę, po czym stanowczo ją wyprosiłam.
LIAM: Nie mam pojęcia, po co tam przyszła. Nie miałem z nią kontaktu od naszego rozstania. Powiedziała, że chce mnie odzyskać, ale mam nadzieję, że wiesz, że zależy mi tylko na Tobie.
VALENTINA: Wiem.  
Tylko tyle. Jedno słowo. Może uznała, że to nieodpowiedni czas na takie rozmowy, a może jednak mi nie wierzyła. Na obecną chwilę chyba jednak mnie to nie obchodziło. Byłbym w stanie przeżyć, gdyby Valentina mnie zostawiła. Jakoś bym się pozbierał. Nie wyobrażałem sobie jednak stracić mamę w tak młodym wieku. Co z tego, że byłem już po dwudziestce, co z tego, że byłem dorosły. W tym momencie byłem dzieckiem. Nawet tata stracił swoją pogodę ducha i wyglądał, jakby sam potrzebował rodzica. Siedział przy łóżku mamy niemal nieruchomo, trzymał ją za rękę, gładząc jej wierzch palcem i wpatrywał się w nią intensywnie, jakby miała się obudzić od samego spojrzenia. Okropnie mi się na to patrzyło. Zawsze oboje byli roześmiani i gadatliwi. Nawet kiedy się kłócili, szybko dochodzili do porozumienia. Nigdy nie było długich dni ciszy czy wielogodzinnych kłótni. Teraz to milczenie mnie przerażało.
Nagle tata odezwał się zachrypniętym głosem:
- Mam wrażenie, jakbym cofnął się o dwadzieścia cztery lata.
Nie od razu go zrozumiałem.
- O czym ty mówisz? – mruknąłem, poprawiając się na fotelu.
- O twoim wypadku. – Tata westchnął ciężko. – Wszystko wyglądało podobnie. Siedzieliśmy przy tobie po operacji. Przez długi czas się nie budziłeś, a my obwinialiśmy siebie nawzajem, czyja to była wina.
- Przecież cię nie obwiniam – zauważyłem. – Nie zrobiłeś tego specjalnie. Nie zapomniałeś specjalnie kupić jedzenia tylko po to, by mama poszła na zakupy.
- Ja sam siebie obwiniam. To taka głupota, a spójrz, co narobiła… – Jego głos lekko się załamał, więc postanowiłem już nic więcej nie mówić. Przypomniałem sobie coś, co dawno temu wyparłem z pamięci. Kiedyś, jak miałem około dwunastu lat, podsłuchiwałem jedną z kłótni rodziców. Nie zapamiętałem, o co im poszło, ale usłyszałem jedną rzecz, która zszokowała mnie bardziej niż wszystko inne. Nie od razu to zrozumiałem, musiałem sprawdzić to w Internecie. W końcu miałem pełen obraz sytuacji – dowiedziałem się, że mama została kiedyś zgwałcona. Przeraziło mnie to na tyle, że przekopałem chyba połowę Internetu, by dowiedzieć się wszystkiego na temat zgwałcenia. W końcu zacząłem się zastanawiać, czy tata na pewno był moim tatą, czy może byłem dzieckiem z gwałtu. Bałem się poruszyć ten temat z rodzicami, bo od zawsze uczyli mnie, że nie wolno podsłuchiwać. W dodatku ten temat nie był prosty i przyjemny. Nie chciałem sprawiać mamie przykrości, pytając o to. Spędziłem więc długie wieczory, gapiąc się w sufit i zastanawiając się nad moim istnieniem. W końcu doszedłem do wniosku, że chyba jestem podobny do taty, więc muszę być jego synem. Dla własnego świętego spokoju przyjąłem tę wersję, choć niepotwierdzoną, a potem wyparłem to z pamięci, bo było to dla mnie zbyt przerażające, bym codziennie o tym myślał.
Myślałem o tym teraz. Nie zastanawiałem się nad tym, kto jest moim ojcem – po tylu latach miałem pewność, że to tata mnie spłodził, a nie jakiś gwałciciel. Teraz moje myśli zaprzątał fakt, jak tata musiał się w tym momencie czuć – patrząc na unieruchomioną mamę, która była nieprzytomna, nie mogła się poruszyć, nie oddychała sama. Na pewno myślał o tym czasie, kiedy została zgwałcona. Nie znałem dokładnie przeszłości moich rodziców, ale w takich chwilach myślimy o najgorszych rzeczach. Skoro ja o tym myślałem, to tata tym bardziej.
Nie chciałem sobie wyobrażać mojej mamy w takiej sytuacji, ale mój umysł błądził już samoistnie, nie pytając mnie o zdanie. Wpatrywałem się w nieruchome ciało, myśląc o tym, co powiedział lekarz. Pęknięcie śledziony. Złamanie miednicy. Krwawienie podtwardówkowe. Operacja się udała, ale zawsze występowało ryzyko powikłań albo zakażenia. Powiedział, że powinna się obudzić. Powinna.  
Alexia w końcu miała już kompletnie zatkany nos od płaczu, w dodatku dostała czkawki i wyglądała, jakby bardzo bolała ją głowa, choć nic nie mówiła. Odkąd przyjechałem, nie powiedziała ani słowa. Siedziała skulona na fotelu, wyglądając jak mała dziewczynka, którą kiedyś się zajmowałem. W pewnym momencie zerwała się z krzesła i wybiegła z sali, jakby ją gonił sam diabeł. Nie miałem pojęcia, co się stało. Może zwyczajnie już nie mogła wytrzymać. Wbiłem w Christophera ostre spojrzenie.
- Pójdziesz za nią? – warknąłem. – Czy ja mam to zrobić?
Posłał mi spojrzenie pełne dezaprobaty, tak jakbym wypominał mu niekompetencję, po czym łaskawie wstał, odsunął drzwi i ruszył za Alexią. Odetchnąłem głęboko.
- Debil – mruknąłem.
- Liam. – Upomniał mnie tata.
- Co? To sama prawda. To skończony kretyn. Nie powiesz mi chyba, że go lubisz?
- Ciężko go poznać, więc i ciężko lubić. – Wzruszył bezradnie ramionami. – Ale Alexii na nim zależy i tego się trzymam. Jeśli ona jest szczęśliwa, to ja też.
- Ja nie – burknąłem, po czym też gwałtownie wstałem. – Idę po kawę. Przynieść ci?
- Nie, dzięki.
Wygrzebałem z kieszeni jakieś drobne i poszedłem do automatu, czując, jak strzelają mi stawy. Wrzuciłem monety do środka i kliknąłem średnie cappuccino. Automat zabuczał i po chwili wysunął się z niego kubek. Spodziewałem się, że napój będzie gorący, ale najwidoczniej coś się zepsuło, bo kawa była kompletnie zimna. Wkurzony, wypiłem ją dwoma szybkimi łykami, po czym wyrzuciłem kubek do kosza i postanowiłem poszukać Alexii. Ten dupek pewnie nawet do niej nie poszedł.
Zacząłem sunąć korytarzem, ale nigdzie ich nie widziałem. Dopiero, gdy dotarłem do szerokiego okna, zobaczyłem, że Alexia stała na zewnątrz, obejmując się ramionami, a Christopher coś do niej mówił. Dyskretnie wyszedłem drzwiami i schowałem się z boku, starając się słyszeć, o czym rozmawiali. Powietrze wokół pachniało deszczem, a kostka była jeszcze mokra.
- Nie wytrzymam tego – mówiła Alexia roztrzęsionym głosem. – Jak możesz tak mówić? To moja mama.
- Nie myśl o niej w takich kategoriach. To po prostu człowiek. Osoba po wypadku. Wypadki się zdarzają. Jeśli umrze…
- Nie chcę tego słuchać! – zawołała Alexia ochryple. – Nawet tak nie mów! Nie obchodzą mnie twoje kategorie. To moja mama. Jeśli umrze, mój świat się zawali… a dla ciebie jest tylko osobą po wypadku?
Usłyszałem ciężkie westchnienie.
- Nie będę dłużej o tym rozmawiał. Jesteś zbyt emocjonalna.
- A jaka, do cholery, mam być? Moja mama leży nieprzytomna, podłączona do jakiejś cholernej aparatury, która ciągle pika. – Głos Alexii brzmiał, jakby zaraz znowu miała się rozpłakać. – Proszę, nie idź.
- Zrozum, muszę. Nie jestem jakimś zwyczajnym pracownikiem, tylko szefem. Muszę być w firmie, a nie siedzieć przy nieprzytomnej kobiecie, którą ledwo znam.
Słuchając go, dostawałem skrętu kiszek, a mój poziom wściekłości szybko wybijał się ponad skalę. Kurwa mać. Od początku jej mówiłem, jaki z tego Christophera był idiota i cham. Mówiłem, że był dla niej nieodpowiedni. Jak zwykle mnie nie słuchała. Teraz traktował naszą mamę jak kogoś, kto niepotrzebnie zajmował łóżko. Za samo to powinien mocno dostać w ryj.
- Nie chodzi o to, jak dobrze ją znasz, tylko o to, byś był tu dla mnie! Jak możesz mnie tu zostawiać, wiedząc, jaka jest sytuacja?  
Serce mi się ściskało, kiedy słyszałem bezradność i ból w głosie siostry. Chciałem wyjść z ukrycia, ale coś mnie powstrzymywało. Chyba czekałem na ciąg dalszy, by Alexia w końcu przekonała się, że źle wybrała.
- A ty wiesz, jaka w firmie jest sytuacja? – Po raz pierwszy usłyszałem, by Christopher okazywał jakieś emocje. W jego głos wkradła się irytacja. – Beze mnie wszystko się tam wali. Nie możesz tego wiedzieć, bo jesteś tylko stażystką. Nie masz najmniejszego pojęcia o najważniejszych sprawach. Gdybyś rozumiała, już dawno zakończylibyśmy tę rozmowę i mógłbym wrócić do pracy. Zamiast tego sterczę tu i tracę jedynie czas na dziecinne rozmowy!
- Ty… – Głos Alexii ponownie się zatrząsł, a ja już zaciskałem dłonie w pięści. Dosłownie sekundy dzieliły mnie od obicia mordy temu draniowi. – Jesteś pierdolonym dupkiem, skoro zostawiasz mnie tu samą, w najgorszym momencie mojego życia! – wykrzyczała nagle przez łzy. – Słyszysz?! Jesteś zwykłym chamem! Firma jest dla ciebie ważniejsza? W takim razie się nie dziwię, że żona od ciebie odeszła!
Nagle gwałtownie urwała. Moich uszu dobiegł świst oraz ostry dźwięk plaśnięcia, a po chwili cichutki jęk bólu Alexii. Nie musiałem się zastanawiać, co to było. Dłużej już nie mogłem wytrzymać. Nie zastanawiałem się nad konsekwencjami. Niemal w sekundę dotarłem do Christophera i w końcu moja pięść wylądowała z łoskotem na jego twarzy. Byłem tak wkurwiony, że dopiero po paru sekundach do mojego mózgu dotarła wiadomość o bólu – w momencie, gdy Christopher leżał na mokrej ziemi, a ja stałem nad nim, dysząc z wściekłości. Ten jeden raz to było za mało. Zanim zdążył się podnieść, ja wymierzyłem mu kolejny cios, czując chorą satysfakcję, kiedy usłyszałem głośny trzask w jego nosie i gdy czerwona krew trysnęła obficie na jego śnieżnobiałą koszulę.
- Jak, kurwa, śmiesz mówić tak do mojej siostry? Jak śmiałeś ją uderzyć?! – krzyknąłem, nie przejmując się faktem, że byliśmy tuż obok szpitala. Raz za razem moja pięść lądowała na mocno czerwonej twarzy Christophera, a ja wciąż nie miałem dość. Usiłował się bronić, jednocześnie tamując krwotok z nosa, co niezbyt mu wychodziło. – Wypierdalaj stąd, skurwielu jeden! Żebym cię więcej, kurwa, nie widział w pobliżu mojej mamy albo siostry! – Zamachnąłem się, by oddać kolejny cios, kiedy nagle ktoś złapał mnie za przedramię. Obróciłem głowę i zobaczyłem bladą jak ściana zapłakaną twarz Alexii, która była wyraźnie przerażona.
- Liam, błagam – wyszeptała ze łzami w oczach. – Przestań.  
- Zasłużył na to – warknąłem, ale ona pociągnęła mnie mocniej. Christopher wykorzystał ten czas, by podnieść się pokracznie i odbiec w stronę parkingu, zostawiając za sobą smugę krwi. Przekląłem soczyście i też podźwignąłem się na nogi. – Cholera, Alexia, dlaczego mnie powstrzymałaś? Zasłużył sobie, skurwysyn jeden!
- Myślę o twojej karierze! – zawołała siostra, puszczając mnie. Nagle wydawała mi się jeszcze bardziej krucha i drobna, niż kiedykolwiek. Pociągnęła nosem, po czym dotknęła zaczerwienionego policzka. – Jakbyś mu coś zrobił, pewnie złożyłby oskarżenie i wylądowałbyś w więzieniu. Nie chcę, żebyś przez niego stracił wszystko, co udało ci się osiągnąć. Myślę o twojej karierze, o tobie – powtórzyła.
Nagle cała wściekłość mnie opuściła. Czułem tylko ból w ręce i wstyd, że wcześniej nie zrobiłem czegoś z tym cholernym Christopherem. Może gdybym wcześniej był bardziej stanowczy, Alexia nie musiałaby teraz cierpieć.
- A ja myślałem o tobie – przyznałem, masując dłoń. – Przepraszam. Poniosło mnie. Ale nie wytrzymałem, gdy zobaczyłem, co ci zrobił…
Alexia odgarnęła włosy z policzka bezwładnym ruchem i wzięła głęboki oddech, potem następny. Próbowała być silna, widziałem, że się starała, ale po chwili po jej policzkach znowu pociekły łzy. Automatycznie wyciągnąłem ręce, by przyciągnąć ją do siebie.
- Miałeś rację… – zaszlochała, wpadając w moje ramiona. Jej drobnym ciałem wstrząsały łkania. – Od początku miałeś rację…  
- Wszystko będzie dobrze – szepnąłem, przytulając ją mocno, choć sam wątpiłem w swoje słowa. Życie mamy wisiało na włosku. Równie dobrze wszystko mogło się skończyć katastrofalnie źle.  


650 czyt.
100%133
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3055 słów i 16735 znaków, zaktualizowała 14 maj o 17:14.

3 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame 15 maja

  • Lula

    Lula 14 maja

    Ha! Wiedziałam że to zwykły idiota cham i prostak z krisa 😊

  • agnes1709

    agnes1709 14 maja

    Brawo on!