Kiedyś ci wystarczę - 25| Ile już razy w życiu myślałeś, że to koniec?

Ten rozdział był pisany w wielkim bólu spowodowanym ostrym zapaleniem miazgi, więc proszę go docenić xD




Valentina wyjechała. Odprowadziłem ją na lotnisko i długo ściskałem, aż w końcu wymamrotała, że spóźni się na samolot i byłem zmuszony ją puścić. Przebiegła szybko do wejścia, a ja stałem i patrzyłem, jak samolot odlatuje. W końcu westchnąłem ciężko, wyszedłem z lotniska i wróciłem do domu, czując się, jakby mnie zostawiała już na dobre. Miałem jednak w głowie wspomnienie ostatniej nocy.
Gdy po kolacji odwiozłem ją do hotelu, byłem przygotowany na natychmiastowy odwrót. Gdy całowałem Valentinę na dobranoc, ona nagle przejechała ręką od mojego ramienia aż po zamek od spodni. Nie spodziewałem się tego, więc przez chwilę byłem pewien, że zaraz każe mi sobie pójść. Ona jednak rozpięła mi guzik od spodni, po czym przeciągnęła moją rękę na swoje plecy, do suwaka od sukienki. Nie potrzebowałem dużo czasu, by być gotowym, choć musiałem przyznać przed samym sobą, że czułem większą niż zazwyczaj ekscytację. To nie była przelotna przygoda, jak z Grace. Nie było też tak, jak z Ashley, która oddała mi się niemal od razu. Valentina przetrzymała mnie na tyle długo, że właściwie nie byłem pewien, czy w ogóle do czegoś między nami dojdzie. Byłem jednak w stanie wytrzymać, bo bardziej doceniłem ją, jej osobowość. Mój szacunek do niej znacznie wzrósł. Była po prostu inna od reszty – w najlepszym tego słowa znaczeniu.
- Jesteś pewna? – spytałem ją cicho na wszelki wypadek. Skinęła tylko głową, a sekundę później jej granatowa sukienka opadła na podłogę. Gdy zobaczyłem ją w koronkowej bieliźnie, przestałem myśleć. Miała piękne ciało, gładką skórę i w momencie, gdy delikatnie rozchylałem jej nogi, wiedziałem, że nigdy nie będę miał jej dosyć. Miałem ten obraz przed oczami, żegnając się z nią na lotnisku.
Postanowiłem jednak nie jęczeć niczym pięciolatek, tylko dobrze wykorzystać ten czas na bycie z rodziną. Mama ostatecznie się rozchorowała, więc siedziała w domu, a ja razem z nią; przynosiłem jej leki i herbatę. Oglądaliśmy razem filmy, choć gust mamy znacznie się różnił od mojego. Wieczorem siedziałem z tatą. Zaliczyłem z Alexią kino i basen. Któregoś wieczora wybraliśmy się nawet wspólnie na kręgle. Alexia chciała zaprosić Christophera, ale ostatecznie zrezygnowała – i dobrze, bo wtedy cały wieczór miałbym zapewne popsuty. Poza tym wątpiłem, by ten człowiek w ogóle potrafił rzucać kulą. Musiałby wtedy porzucić swoją sztywną postawę, a tego nie potrafiłem sobie wyobrazić.
Spotkałem się też z perkusistą chętnym do zajęcia miejsca Finna, ale nie urzekł mnie swoim talentem, choć wydawał się bardzo pewny siebie. Zaprosiłem na to spotkanie Jacksona i Zacka, by zdecydowali razem ze mną, ale oni też nie byli zachwyceni. Podziękowaliśmy chłopakowi, mówiąc, że się odezwiemy, ale dobrze wiedziałem, że tego nie zrobię. Powoli zaczynałem żałować wywalenia Finna. Nigdy nie pomyślałem, że to powiem, ale brakowało mi go, tej irytującej gęby, która mimo wszystko miała cholerny talent.
James dalej był na mnie wściekły i chyba chciał choć na chwilę uciszyć plotki o odejściu Finna, bo zaatakował z innej strony: któregoś dnia upublicznił w Internecie kawałek piosenki mojej i Valentiny. Było to zaledwie trzydzieści sekund. Pewnie specjalnie uciął piosenkę, by wzbudzić w fanach niedosyt. Choć sam nie wiedziałem, czy chciałem wypuszczać tę piosenkę jako singiel, nie miałem nic przeciwko temu fragmentowi. Z przyjemnością czytałem komentarze, pojawiające się nagminnie pod filmikiem: większość ludzi pisała, że nasze głosy idealnie ze sobą współgrają i że chcą usłyszeć cały kawałek. Wyświetlenia nabijały się w zastraszającym tempie.  
Oczywiście, rozmawiałem z Valentiną, ale te rozmowy nigdy nie były za długie z powodu różnicy czasu. Wysyłała mi zdjęcia z Hiszpanii i widać było, że cieszyła się z powrotu, przez co wątpiłem, że wróci do Nowego Jorku, ale nic nie mówiłem. Nie chciałem na nią naciskać.  
Któregoś razu sama poruszyła kwestię mieszkania, jako że tak naprawdę do końca nie obgadaliśmy tej sprawy. Skupiłem się tylko na tym, by tu wróciła, ale nie przemyślałem szczegółów. Jeśli wynajmowałaby mieszkanie sama, czynsz pewnie byłby kosmiczny. Nigdy nie musiałem się tym przejmować, mieszkając z rodzicami, ale chyba nieuchronnie zbliżał się czas, by wylecieć z rodzinnego gniazda. Chciałem zamieszkać z Valentiną, ale nie byłem pewny, czy była na to gotowa. Kombinowałem, jak subtelnie ją o to zapytać, ale ona zrobiła to pierwsza. Zaczęliśmy szukać mieszkania do wynajęcia, kiedy nagle mnie olśniło. Gdy tata wybudował nam dom, odkupił od właściciela mieszkanie w bloku, w którym wcześniej mieszkaliśmy. Od tamtej pory rodzice często je komuś wynajmowali i mogliśmy na tym zarabiać. Czasem jednak stał pusty i wtedy stawał się moim drugim domem, na przykład kiedy w okresie nastoletnim kłóciłem się z rodzicami i chciałem pobyć sam. Brałem wtedy klucze i jechałem do mieszkania, w którym co prawda było dużo kurzu i zero jedzenia, ale chociaż była cisza i przestrzeń. Czasem przyjeżdżałem tam z Ashley. Nie było to oczywiście żadnym argumentem, by zamieszkać tam z Valentiną, ale cieszyłbym się, mogąc znów przebywać w starych kątach.
Przed powiedzeniem tego Valentinie poszedłem spytać się taty, czy aktualnie ktoś tam mieszkał.  
- Nie – odpowiedział, posyłając mi pytające spojrzenie. – Ostatnio wynajmowaliśmy je jakiemuś Włochowi, ale wrócił do kraju i póki co stoi puste. Dlaczego pytasz?
- Chciałbym się tam wprowadzić z Valentiną.
- No, no… – Tata uniósł brwi. – Odważny krok, synu.
- Do odważnych świat należy, czy jakoś tak. – Wywróciłem oczami.
- Valentina się zgodziła?
- Jeszcze z nią nie rozmawiałem – przyznałem. – Chciałem wiedzieć, czy nikt aktualnie nie wynajmuje mieszkania.
- W takim razie pogadaj z nią i powiedz mi potem, co postanowiliście.
Skinąłem głową, wróciłem do pokoju, przyciągnąłem do siebie laptopa i zacząłem pisać wiadomość do Valentiny:
LIAM: Możemy wynająć mieszkanie od moich rodziców. To mieszkanie w bloku, w którym kiedyś mieszkaliśmy. Jest naprawdę super. W dodatku jest blisko i nie musielibyśmy się użerać z jakimiś szalonymi właścicielami pytanie tylko, czy naprawdę tego chcemy?
Musiałem poczekać na odpowiedź do rana, ponieważ w Hiszpanii był już środek nocy i Valentina zapewne spała. W końcu i ja poszedłem spać, a kiedy się obudziłem, już czekała na mnie wiadomość.
VALENTINA: Chcemy   
Szczerze się ucieszyłem. Bałem się, że znowu spanikuje, ale wyraźnie ta rozłąka dobrze nam robiła. Teraz musiałem już tylko zaczekać na jej powrót.
Dzień przed jej przylotem cholernie się nudziłem. Miałem już dosyć oglądania filmów, zastanawiania się, co będzie z zespołem i dosyć czekania. Zajrzałem wieczorem do Alexii, by zaproponować jej jakieś wspólne wyjście, ale akurat stała przed lustrem i szykowała się na randkę.
- Trochę za duży ten dekolt – skomentowałem, opierając się o framugę drzwi i patrząc na jej odbicie w lustrze.
- Cicho, Liam. Jestem dorosła – zauważyła siostra, czesząc włosy i odrzucając je wdzięcznie od tyłu. – Poza tym, Christopher i tak już widział wszystko, co jest pod tą sukienką.
- Fuj. Alexia, nawet mi nie mów takich rzeczy. – Sama wizja Christophera dobierającego się do mojej siostry sprawiła, że miałem ochotę mu przyłożyć. – Boże, Alexia, co ty w nim widzisz? Pociąga cię to, że jest twoim szefem?
- Nic mnie to nie obchodzi! Pociąga mnie jego charakter, a nie posada. Jak możesz tak mówić? – Siostra obróciła się w moją stronę i posłała mi spojrzenie, które mogło zabijać.
Podniosłem ręce do góry w ramach kapitulacji.  
- Po prostu cię nie rozumiem.
- Ja też wiele razy cię nie rozumiałam, a jednak nie obrażałam twoich dziewczyn. Choćby Ashley, która jest wredną suką.
- Czyli słyszałaś o Finnie – mruknąłem.  
- Owszem. Tata mi mówił – odparła zgryźliwie Alexia. – Twoja dziewczyna też nie przypadła mi do gustu, a mimo to nic ci nie mówiłam na jej temat. Mógłbyś zrobić dla mnie to samo.
Zrozumiałem, że ta kłótnia do niczego nas nie doprowadzi, więc się wycofałem. Chyba po raz pierwszy aż tak się kłóciłem z Alexią. Oczywiście, gdy byliśmy mali, tych kłótni były setki, nawet tysiące, ale kiedy dorośliśmy, nasze stosunki wyglądały kompletnie inaczej. Aż do teraz.
Następnego dnia pojechałem po Valentinę na lotnisko, kupując po drodze duży bukiet czerwonych róż. Wydawało mi się to oklepane, ale róże wyglądały ładnie i intensywnie pachniały, więc je wziąłem, notując w głowie, by zapytać Valentinę, jakie lubi kwiaty. Stojąc na płycie lotniska, czekałem cierpliwie, aż w końcu ją zobaczę. W końcu dostrzegłem jej długie brązowe włosy, kiedy rozglądała się dookoła, targając za sobą dwie duże walizki. Miałem wrażenie, jakbym nie widział jej od kilku lat. Zamachałem gwałtownie, a kiedy mnie dostrzegła, puściła się w moją stronę tak szybko, że ledwo zdążyłem ją złapać. Wpadła z impetem w moje ramiona, walizki przewróciły się na podłogę. Objąłem ją mocno, starając się nie pokłuć jej kolcami róż i wdychałem jej cudowny zapach. Staliśmy tak przez chwilę, po czym odsunąłem się od niej i szepnąłem:
- Witaj w domu.



Podjechaliśmy jeszcze na chwilę do domu rodziców, bo musiałem wziąć swoje rzeczy i klucze do mieszkania. Alexia od razu porwała Valentinę na jakieś babskie ploty, a ja siedziałem w kuchni, popijając szybką kawę. Mama patrzyła na mnie z nieodgadnioną miną.
- Mój syn się wyprowadza – westchnęła w końcu. – Wiedziałam, że ten dzień nadejdzie, ale nie byłam przygotowana.
- Nie wyprowadzam się na koniec świata – zauważyłem. – Będę w naszym starym mieszkaniu. W tym samym mieście.
- Wiem, ale mimo wszystko… i tak rzadko cię widujemy, a teraz pewnie będziesz do nas przyjeżdżał jeszcze rzadziej. – Westchnęła ponownie, po czym się wyprostowała. – Dobra, muszę wziąć się w garść. Dałabym wam coś do jedzenia, ale nie mamy nawet obiadu, bo oczywiście ojciec zapomniał kupić. – Spojrzała na tatę ganiącym wzrokiem. – A mówiłam ci kilka razy, żebyś poszedł do sklepu.
- Zapomniałem – mruknął tata, odwracając wzrok.
- Ciekawe. Za to jeśli chodzi o harmonogram meczy, to twoja pamięć zdumiewająco się regeneruje – prychnęła mama. – Najwyżej pójdę teraz na zakupy, ugotuję coś i podrzucę wam wieczorem. – Zwróciła się z powrotem do mnie.
- Naprawdę nie trzeba. Poradzimy sobie jakoś.
- Pamiętasz, Camilla, jak twoja matka ciągle nam podrzucała jedzenie? – wtrącił tata, uśmiechając się. – Wpadała do nas o ósmej rano ze słoikami. I bez przerwy gadała.
- Rzeczywiście. – Mama nagle się roześmiała, a potem wytrzeszczyła lekko oczy. – Boże, czy to znaczy, że zmieniam się we własną matkę?
W międzyczasie w Internecie pojawiły się nowe artkuły na mój temat. Ktoś sfotografował mnie i Valentinę, obściskujących się na lotnisku. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nagle dziennikarze nie odkopali moich starych zdjęć z Ashley. Nie było ich za dużo, bo wtedy jeszcze nie byliśmy tak popularni, jednak czasami komuś udawało się uwiecznić nas na jakiejś imprezie. W jednym artykule porównywali Ashley do Valentiny, co szczególnie mi się nie spodobało.

Love is in the air... Liam Miller wyraźnie nie marnuje czasu. Valentina Martinez ostatnio towarzyszy mu na każdym kroku. Chyba to jednak coś poważnego. Przypomnijmy, że ostatni związek Millera trwał kilka lat i zakończył się raczej burzliwie. Nie znamy tożsamości jego ówczesnej wybranki, ale na pierwszy rzut oka (patrz zdjęcia poniżej) od razu widać, że jego panny mocno się od siebie różnią. Krągła blondynka czy smukła ciemnowłosa piękność? Która ostatecznie skradła serce piosenkarza?

Nie byłem w stanie dłużej czytać tych bredni. Postanowiłem w ogóle nie wspominać Valentinie o tym artykule. Kto w ogóle wpadł na pomysł, by porównywać ją i Ashley? Kto uważał, że miał prawo aż tak wtrącać się w moje życie? To były te chwile, w których żałowałem, że byłem popularny.
Podczas gdy Valentina kończyła rozmowy z Alexią, ja cierpliwie czekałem w samochodzie. W końcu Valentina otworzyła drzwi i wślizgnęła się na siedzenie obok mnie.
- Naprawdę to robimy? – zapytała jakby z niedowierzaniem, zamykając drzwi.
- Naprawdę. Dorosłe życie czeka. – Wyszczerzyłem się do niej jak wariat. Upewniłem się, że mam klucze i odpaliłem silnik. Chyba faktycznie zaczynałem nowy rozdział w życiu i to całkiem poważny – kto by się tego po mnie spodziewał.
Nieco zmachaliśmy się, wnosząc po schodach nasze walizki i torby, ale w końcu się udało. Otworzyłem drzwi i znalazłem się ponownie w czterech znajomych ścianach. Z lekką nostalgią omiotłem mieszkanie wzrokiem. Nie mieszkałem tu jakoś bardzo długo, ale wystarczająco, by mieć zachowane dobre wspomnienia.
- Ładnie tu. – Usłyszałem głos Valentiny, kiedy rozglądała się dookoła.
- Owszem. Tylko trzeba trochę poodkurzać – stwierdziłem, widząc zalegający kurz na meblach. Odwróciłem się, by spojrzeć na Valentinę i w końcu ujrzałem to, co właściwie było nieuniknione – zwątpienie pomieszane ze zdenerwowaniem. – Co jest?
Westchnęła ciężko i odwróciła się w moją stronę.
- Przepraszam. Sama nie wiem. To dość poważny krok, a my… my prawie się nie znamy. Przez pierwsze tygodnie znajomości skakaliśmy sobie do gardeł – mówiła beznamiętnym tonem, a ja z każdym jej słowem traciłem nadzieję na wspólne mieszkanie. – Nie wiem, czy to dobry pomysł, Liam. Może najpierw powinniśmy mieszkać osobno, poznać się, a dopiero potem…
- Hej… – przerwałem jej. – Nie panikuj. Nie zamknę cię tu, przykutej kajdankami do łóżka. Spróbujemy. Jeśli to nie wypali, w każdej chwili będziesz mogła wrócić do Hiszpanii. Albo znajdziemy inne rozwiązanie. Proszę cię tylko, byśmy spróbowali. Byś się na mnie otworzyła.
Valentina powoli skinęła głową, ale to mnie nie uspokoiło. Znów wróciła do mnie myśl, że ona nie traktuje mnie poważnie. Wracała do mnie jak bumerang. Rozumiałem problemy z zaufaniem – sam je miałem – ale Valentina zbyt często w nas wątpiła. Jeszcze raz popatrzyłem na mieszkanie, w tym momencie niepewny, czy było warto w to wchodzić. Nagle zalała mnie fala wspomnień.

Wracaliśmy z Ashley z imprezy. Było już druga w nocy, a my byliśmy pijani. I napaleni. Miałem ochotę pohałasować, a wiedziałem, że w domu nie mogę sobie na to pozwolić. Całowaliśmy się na ulicy, gdy nagle wpadłem na pewien pomysł.
- Poczekaj – wydyszałem, odsuwając się od Ashley. – Mam pomysł.
Miałem zapasowy klucz od naszego starego mieszkania. O ile mnie pamięć nie myliła, obecnie stało puste. Czym prędzej ruszyliśmy w jego stronę. Nieco zziajani, dotarliśmy w końcu do drzwi, przez które przedarliśmy się z głośnym piskiem Ashley, gdy potknęła się o próg.
- Gdyby ktoś tu teraz mieszkał, zapewne dostałby zawału. – Chichotała, nie mogąc się opamiętać. Objąłem ją mocno i opadliśmy na kanapę. Nie chciało nam się nawet przejść do łóżka – od razu zaczęliśmy zdzierać z siebie ubrania. Alkohol wciąż szumiał mi w głowie i czułem się cholernie szczęśliwy. Miałem przy swoim boku cudowną dziewczynę, którą kochałem i nie potrzebowałem niczego więcej.

- Twoja kolej. – Ashley siedziała naga, owinięta jedynie cienkim prześcieradłem. Byliśmy na tyle leniwi, że nie chciało nam się ubierać. Ja wciągnąłem na siebie tylko bokserki, kiedy szedłem do drzwi odebrać pizzę. Teraz zajadaliśmy się nią w łóżku, grając w Monopoly. – Ha! Wygrałam!
- Wcale nie wygrałaś, tylko po prostu muszę ci zapłacić – odparłem, prychając cicho i czując się jak dziecko.
- Owszem, bo wszedłeś na moją działkę, co było nieuniknione, bo mam ich tu z piętnaście. Przegrałeś, Miller! – zapiała głośno, ale nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bo gwałtownie odsunąłem planszę i rzuciłem się na nią, łaskocząc ją, gdzie tylko się dało. Zaczęła śmiać się w niebogłosy. – Przestań! Proszę! Oddam ci każde moje pole, tylko przestań!
- Czyli jednak ja wygrałem. – Uśmiechnąłem się tryumfalnie, posłusznie odsuwając się do tyłu.
- Ale ja zjem ostatni kawałek pizzy. – Ashley porwała go z pudełka, zanim zdążyłem zareagować. – Więc ja wygrałam pyszne jedzenie, a ty tylko sztuczne pieniądze. No i co powiesz na to?

Tak, to było jedne z nielicznych wspomnień z okresu związku z Ashley, które mogłem zaliczyć do udanych. Wydawało mi się to dziwne, że myślałem o Ashley, będąc tu z Valentiną, ale przecież to nie ja hamowałem się przed zamieszkaniem tu z nią.  
Ostatecznie zaczęliśmy się rozpakowywać. Najpierw zaczęliśmy od sprzątania. Zeszło się z tym dłużej, niż sądziłem, więc w połowie zadzwoniłem do pizzerii, by zamówić nam dużą pizzę z dostawą do domu. Później powoli zapełniliśmy szafę i łazienkę. Nie rozmawialiśmy za dużo, ale właściwie nie było nam to potrzebne. W końcu zaproponowałem, że zrobię nam kawy. Valentina przystała na tę propozycję i opadła na krzesło w kuchni. Ledwo zdążyłem nasypać kawy do kubków, kiedy rozległ się dzwonek u drzwi.
- Pizza. – Ucieszyłem się, bo byłem już wściekle głodny. Chwyciłem portfel i podbiegłem do drzwi. Otworzyłem je szybkim szarpnięciem, już wyciągając pieniądze z portfela, kiedy zobaczyłem, kto stał przede mną i zamarłem.
Oczy były większe niż zapamiętałem, a włosy dłuższe i nieco jaśniejsze. Twarz w kształcie serca była taka sama. Omiotłem wzrokiem ten pamiętny pieprzyk na szyi, który zawsze całowałem. Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek go zobaczę.
Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek zobaczę ją.
- Cześć, misiu – powiedziała Ashley uradowanym głosem pełnym słodyczy, uśmiechając się do mnie szeroko. Nie uśmiechała się tak do mnie od dawna. Zapamiętałem jej twarz wykrzywioną w gniewie, oczy rzucające gromy, które teraz wpatrywały się we mnie, tak jasne i błyszczące jak w dniu, kiedy się poznaliśmy. Stałem jak sparaliżowany, nie mogąc się poruszyć. Czy to się działo naprawdę? – Tęskniłeś?  

2 207 czyt.
100%124
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3473 słów i 18970 znaków.

4 komentarze

 
  • 1Aurofantasja

    1Aurofantasja · 12 maja

    mam nadzieję, że masz się lepiej

  • Lula

    Lula · 11 maja

    Czego to babsko od nie może chcieć...😤😤 czekam na rozwój sytuacji i szybkiego powrotu do zdrowia 😘

  • agnes1709

    agnes1709 · 10 maja

    Wiedziałam, że torba sie pojawi prędzej czy później A co do bólu to podobno jak boli, włącza się piękny proces tworczy Zdrówka życzę

  • Speker

    Speker · 10 maja

    Ja pierdziele !!!!. No to teraz zaszalałaś no teraz to nie będziesz miała życia. Pisz dalej, teraz, od razu! Rewelacja wracaj do zdrowia!