Kiedyś ci wystarczę - 12| Spóźniona prawda smakuje inaczej

Dzisiaj kończył się czas dany mi przez Sofíę, ale z całych sił starałem się o tym nie myśleć. Po kolejnym koncercie jak zwykle podpisaliśmy masę autografów, a Finn dostał swój upragniony wywiad – tym razem Sofía siedziała cicho. Wiedziała, że nie musi na mnie dodatkowo naciskać, skoro już wyznaczyła czas, jaki pozostał mi na decyzję. Cały czas na mnie zerkała, starając się chyba wyczytać z mojej twarzy, co postanowiłem, ale nie dawałem jej tej satysfakcji. Czekałem z boku razem z resztą, aż Finn skończy opowiadać dziennikarzom cały swój życiorys.
- Może pójdźmy na kolację bez niego – rzuciła w końcu Valentina, kiedy Finn przeszedł do szczegółowego omawiania detali jego perkusji. – Nawet nie zauważy, taki jest podniecony tym wywiadem.
- No, zaraz mu stanie – dorzucił Jackson, z rozbawieniem obserwując wypieki na twarzy Finna, który opowiadał:
- Mówię panu, to nie była byle jaka perkusja, tylko wyjątkowa, moja pierwsza. Nazwałem ją Daisy.
- Czy ja się przesłyszałam? – mruknęła Valentina. – Nazwał swoją pierwszą perkusję Daisy?
- I żyli długo i szczęśliwie – wtrąciłem. – Do czasu, aż jej nie rozwalił kopniakiem.
Finn chyba coś usłyszał, bo przerwał i zerknął na nas.
- Nabijacie się ze mnie, barany?  
- Ależ nie. – Jackson pokręcił głową z udawaną powagą. – Słuchamy uważnie tego, co mówisz. I wcale nie burczy nam w brzuchach.
Zerknąłem na Valentinę, która właśnie się roześmiała. Na sam widok jej uśmiechu sam się uśmiechnąłem, wspominając jednocześnie naszą wspólnie spędzoną „noc” na huśtawce ogrodowej. Nie rozmawialiśmy o tym. Nad ranem każdy poszedł do swojego pokoju. Byliśmy nieco zakłopotani, speszeni całą sytuacją, ale chyba oboje uznaliśmy ją za normalną; pojedynczy epizod, zresztą bardzo przyjemny. Poza tym nasze relacje raczej się nie zmieniły – przynajmniej na razie, bo znając Valentinę, nigdy nie mogłem być niczego pewien.
Dobiegły mnie jakieś stłumione podziękowania. Finn chyba w końcu skończył wywiad i podszedł do nas, zadowolony jak nigdy.
- No, w końcu udzieliłem pełnometrażowego wywiadu. Jutro mają o mnie pisać we wszystkich gazetach. – Wypiął dumnie pierś.
- Nie wątpimy – odezwał się Zack. – Wszystkie gazety będą się rozpisywać o tym, jak rozdziewiczyłeś Daisy. Kopniakiem – dodał i zachichotał. My zresztą też.
- To co, idziemy na tę kolację? – odezwała się Grace zniecierpliwionym tonem. – Kiszki mi marsza grają.
Dzisiaj już nie była na mnie tak uwieszona. Może coś do niej dotarło, a może wyczuwała moją niechęć. Nie wiem. Tak czy inaczej, nadal była uczepiona mojego ramienia jak mała, zagubiona sierotka, ale przynajmniej nie wisiała na mnie ostentacyjnie.  
- Hej. – Usłyszałem nagle męski głos za plecami. Przez chwilę nie mogłem skojarzyć, do kogo należał, ale odwróciłem się i wszystko stało się jasne. – Liam Miller?
- Jason Reyes! – Uścisnąłem mu dłoń jak staremu kumplowi, choć tak naprawdę słabo się znaliśmy. W tej branży trzeba było jednak zachowywać pozory. – Siema, stary, co ty tu robisz? Byłeś na naszym koncercie?
- Tak, akurat nagrywałem coś niedaleko i postanowiłem do was wpaść. Widzę, że się pniecie do przodu. Oby tak dalej.
Jason Reyes zaczynał swoją karierę piosenkarza mniej więcej w tym samym czasie, co my, z tym, że on nie potrzebował zespołu, bo robił wszystko sam. Zaczynał na YouTubie, nagrywając covery popularnych piosenek. Wkrótce zainteresował się nim jakiś agent i teraz Jason stopniowo zdobywał coraz większą sławę. Kiedyś spotkaliśmy się przelotnie, więc mimowolnie ucieszyłem się, że nas pamiętał.
- Nie przedstawisz nas? – wtrąciła Sofía. Słychać było podekscytowanie w jej głosie. Powstrzymałem się od wywrócenia oczu. Pewnie już miała kisiel między nogami.
- Sorry. Jason, to Sofía Perez. – Niechętnie dokonałem prezentacji. – To Valentina Martínez, promuje u nas swój film. A to… - Urwałem chwilowo, bo nagle dotarło do mnie, że nawet nie znałem nazwiska Grace. Poczułem się głupio, zwłaszcza wymieniając ją na samym końcu. – To Grace, moja koleżanka – dokończyłem. Jason po kolei witał się z każdą z dziewczyn i nie sposób było nie zauważyć, że wszystkie trzy nagle wlepiły w niego maślane oczy. Owszem, Jason był przystojny, nawet bardzo. Wiele osób się za nim oglądało. Połowa komentarzy pod jego filmikami dotyczyła jego wyglądu, a nie wokalu. Mimo wszystko, poczułem ukłucie zazdrości. Nie chodziło nawet o Grace. Chodziło o Valentinę. Nawet ona nieco się zająknęła, witając się z Jasonem, w dodatku oblała się rumieńcem. O mało co nie wpadłem między nich.
Kurwa. Serio? Byłem zazdrosny o Valentinę? Kiedy i jak to się stało?
- …lecę już do studia, ale fajnie było was spotkać. Życzę dalszych sukcesów.  
Jason po chwili odszedł, ale Grace, Valentina i Sofía dalej wpatrywały się w jego plecy.
- Jaki przystojny – westchnęła w końcu Sofía.
- Fakt… – odezwała się Grace jakimś nieobecnym głosem.
- Drogie panie, nie liczcie na nic – odezwałem się, by sprowadzić je na ziemię. Wszystkie trzy spojrzały na mnie z uniesionymi brwiami. – Jason jest gejem.
- Co? – odezwał się Zack, też wyraźnie zaskoczony. – Serio?
- Serio.
- Skąd o tym wiesz?
- Pytanie, dlaczego ty tego nie wiesz? Kiedy się ujawnił, wszędzie o tym trąbili.
- To nie fair – westchnęła nagle Valentina i automatycznie skierowałem na nią wzrok. Lekko się krzywiła. – Czemu akurat najprzystojniejsi faceci na tym świecie zawsze muszą być gejami?
Finn odchrząknął. Odrobinę za głośno.
- Nieprawda. Ja przecież nie jestem gejem.
Tym razem nie powstrzymałem się już od wzniesienia oczu ku niebu, Grace zaśmiała się lekko, a Jackson walnął Finna w bark. W końcu mogliśmy iść na kolację.  
Znaleźliśmy jakąś przyjemnie wyglądającą knajpkę, ale w sumie nawet gdyby był to burdel, to i tak bym wszedł, jeśli tylko by dawali dobre jedzenie. Byłem tak głodny, że zjadłbym nawet ten cholerny comber z jelenia, który zamawiała kiedyś Valentina. Wziąwszy do ręki menu, odruchowo zacząłem rozglądać się za carbonarą, ale stwierdziłem, że jedną porcją się nie najem, więc postanowiłem wziąć jeszcze spaghetti alla puttanesca, choć ta nazwa nic mi nie mówiła.
- Carbonara? – zagadnęła mnie Valentina. Zerknąłem na nią znad menu. Znowu się tak ślicznie do mnie uśmiechała.
- Zgadłaś. Jak dobrze mnie znasz – lekko zironizowałem, łagodząc sytuację uśmiechem. – I puttanesca – dodałem.  
Valentina roześmiała się głośno. Kompletnie nie wiedziałem, co ją tak rozbawiło.
- Co w tym śmiesznego?
- Wiesz, co to znaczy puttanesca? – zapytała, dalej szalenie rozbawiona. – Albo chociaż puttana?
- Nie mam pojęcia. W końcu to ty jesteś włoszką, a nie ja.
- Otóż jest to wdzięczne słowo oznaczające dziwkę. A dokładniej, kurwę. Dalej chcesz to jeść? Może być ostre. – Uśmiechnęła się szeroko, dalej wyraźnie zadowolona.
- Nie mam nic przeciwko czemuś ostremu. – Posłałem jej szelmowski uśmiech, zdając sobie sprawę, że nie mówimy już o niewinnym spaghetti.  
Poczułem, jak ostre paznokcie Grace nagle wbijają się w moje żebra, więc czym prędzej spojrzałem z powrotem w menu, decydując się ostatecznie załatwić sprawę z Grace. Dłużej nie mogłem tego ciągnąć. Musiałem to jednak odłożyć na inny dzień, bo dzisiaj miałem co innego do roboty – po powrocie do hotelu musiałem w końcu zdecydować, co zrobię w sprawie Sofii. Nie chciałem już czekać i sprawdzać, czy faktycznie zrobi to, czym mi groziła. Olewałem ją po całości, ale w mojej głowie powstawał już plan, który, miałem nadzieję, tym razem wypali.
Odnośnie wypalania, to póki co jedynie spaghetti alla puttanesca wypaliło mi dziurę w podniebieniu, ale było warto. W końcu napełniłem mój żołądek porządnym jedzeniem, popiłem zimnym, orzeźwiającym napojem i mogliśmy jechać do hotelu. Nieco się denerwowałem, że być może Sofía znowu mnie przechytrzy i tym razem moja kariera naprawdę zawiśnie na włosku, ale kazałem sobie wziąć się w garść. Nie było tu miejsca na nerwy ani błędy, musiałem działać.
Gdy dojechaliśmy do hotelu, Finn od razu poleciał do siebie, nawet się nie żegnając. Pewnie czekała tam już na niego kolejna dziewczyna od ręczników. My jeszcze chwilę pogadaliśmy, po czym każde rozeszło się w swoją stronę. Czułem na sobie wzrok Sofii, ale udałem, że go nie widzę. Odprowadziłem Grace, ponownie rzuciłem jej jakąś wymówkę, pocałowałem w policzek i podążyłem w przeciwną stronę, starając się zapamiętać, gdzie poszła Valentina. Chwilę błądziłem po korytarzu, aż w końcu zapukałem do drzwi pokoju, który chyba był jej. Otworzyła po dłuższej chwili, nieco zdziwiona moim widokiem.
- Właśnie miałam zamiar iść się umyć… – zaczęła, ale nie dałem jej skończyć.
- Musisz wyświadczyć mi przysługę – rzuciłem.
- Muszę? – Jej brwi podjechały do góry. – Ja nic nie muszę, Miller. Co najwyżej mogę. Może najpierw powiedz, o co chodzi?
- Nie mogę ci powiedzieć, jeszcze nie teraz. Musisz iść ze mną do mojego pokoju.
Jej brwi podjechały jeszcze wyżej.
- Wybacz, ale nie mam ochoty na trójkącik z tobą i Grace – rzuciła ironicznie.
- Co? – Byłem tak zajęty myśleniem, że dopiero po chwili dotarło do mnie, co powiedziała. – Skąd ci to przyszło do głowy? Nie chodzi o żaden trójkącik. – Przeczesałem włosy, które zdążyły mi już sporo odrosnąć od ostatniej wizyty u fryzjera. – Ale to naprawdę ważne, więc proszę cię, chodź ze mną.
Widać musiała zobaczyć w moich oczach jakąś desperację, bo posłusznie zamknęła drzwi i poszła ze mną we wskazanym kierunku. Otworzyłem drzwi, zapaliłem światło i szybko obrzuciłem wzrokiem okno.  
- Dobra. Wszystko wygląda w porządku – powiedziałem, przyglądając się zasłonom, które były długie i wyglądały na grube, więc na pewno nie prześwitywały. – To zabrzmi dziwnie, ale musisz się teraz schować za zasłoną. Tak, żeby nie było cię widać.
- Co? – prychnęła Valentina, przyglądając mi się nieufnie. – Oszalałeś? Nie będę się chować za zasłoną. To jakaś gra erotyczna? Bo zaczyna się słabo.
- Chryste, skończ już z tymi podtekstami. Nie chodzi o żaden seks. Chociaż właściwie… – Nagle zmieniłem zdanie. – Trochę chodzi. Ale nie ma to nic wspólnego z tobą – dodałem pospiesznie. Chciałem ją udobruchać, ale chyba odniosło to inny efekt niż planowałem.
- Naprawdę? – zapytała sucho. – Seks nie mający nic wspólnego ze mną? Bo jestem tak odpychająca?
- Boże, oczywiście, że nie. Wszystko zrozumiesz za chwilę, tylko proszę, schowaj się, bo to naprawdę ważne. I włącz nagrywanie w komórce – powiedziałem szybko, licząc, że w końcu mnie posłucha.  
- Nagrywanie w komórce? Po co? Żeby nagrać niezbite dowody zaczynającej się u ciebie choroby psychicznej? Bo tak właśnie brzmisz.
Nie odpowiedziałem jej. Wyciągnąłem komórkę i zacząłem pisać smsa do Sofii, której numer wziąłem wcześniej od Finna. Na szczęście nie interesował się, po co mi on.
LIAM: Wygrałaś. Przyjdź do mojego pokoju odebrać nagrodę. Liam
- Zdajesz sobie sprawę, że to brzmi naprawdę cholernie dziwnie? – Valentina dalej stała przede mną, buntowniczo krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Zdaję sobie z tego sprawę. – Zerknąłem na zegarek, sprawdzając godzinę. – Ale uwierz mi, że to naprawdę ważna sprawa. Jak chcesz, to będę ci winien kolejną kolację, kolejnego jelenia, cokolwiek. Ale błagam, idź się teraz schować za zasłoną i bądź cicho.
W końcu przestała ze mną dyskutować, choć prychnęła cicho, ale posłusznie poszła w stronę okna, chowając się za zasłoną. Upewniłem się, czy nie widać jej stóp lub włosów – w samą porę, bo chwilę później drzwi otworzyły się gwałtownie. Cholerna Sofía nawet nie pukała.
Odwróciłem się w jej stronę, usiłując wyglądać normalnie.
- No dobrze – stwierdziłem sucho, patrząc, jak Sofía zamyka powoli drzwi i podchodzi do mnie, szeroko uśmiechnięta. – Wygrałaś. Zadowolona? W końcu twój szantaż się opłacił.  
- Od początku wiedziałam, że tak będzie. Trzeba było cię jedynie troszkę przyszpilić.
- O tak, przyszpiliłaś mnie – rzuciłem. – Wyskokiem podczas wywiadu, rzucaniem się na mnie na tarasie i paradowaniem przede mną bez majtek. Uważasz, że właśnie dzięki temu się złamałem?
- Kto wie. Mało mnie to obchodzi. Ważne, że teraz dostanę to, co chcę. – Wzrok utkwiła w moim pasku i już wyciągała rękę, by go zdjąć. Ja jednak jeszcze z nią nie skończyłem.
- Na pewno właśnie tego chcesz? – Powstrzymałem ją, zaglądając jej głęboko w oczy. – Nie chodzi już nawet o mnie. Co z Valentiną?  
- Co z nią? – Spojrzała na mnie ze zniecierpliwieniem.
- Jeśli zniszczysz karierę mi, to ona nie będzie mogła promować u nas filmu. Jak pojawią się plotki na mój temat, to będą gadali też o niej. Chciałaś wmówić mediom, że jestem zboczeńcem i że cię zgwałciłem, choć nic takiego nie miało miejsca…  
- Nie jest ważne, czy miało miejsce – rzuciła zniecierpliwiona Sofía. – I dobrze o tym wiesz. Wystarczy puścić plotkę, a oni dopowiedzą sobie resztę. Po co o tym rozmawiamy?
Pozwoliłem jej rozpinać mój pasek, by zyskać na czasie.
- Bo może chcesz jednak zmienić zdanie. Zniszczyłabyś karierę także Valentinie. Kojarzyliby ją ze skandalem, nie wiadomo, czy ktokolwiek chciałby z nią później pracować. Ale zgodziłem się na twoje warunki. To oznacza, że nic nie powiesz, prawda?  
- To zależy od tego, jak często będziesz się zgadzał na moje warunki. Jeden raz mnie nie satysfakcjonuje. Jeśli potem będziesz odmawiał, ja z chęcią poopowiadam dziennikarzom różne ciekawostki.  – Posłała mi szeroki uśmiech. Tego się właśnie spodziewałem. Wiedziałem, że jeden seks nie załatwiłby sprawy.
- Valentina w to nie uwierzy – powiedziałem, zastanawiając się, czy to w ogóle była prawda. – Możesz sobie gadać mediom, ale ona ci nie uwierzy. Stracisz najlepszą przyjaciółkę. Warto? Dla paru bzyknięć?
Sofía westchnęła z irytacją.
- Valentina i Valentina. Wszyscy zawsze gadają tylko o niej. Jaka to ona miła, ładna, zdolna… – Jej twarz nagle wykrzywił grymas wściekłości. – A wiesz, jaka jest prawda? To głupia suka! – wyrzuciła z siebie, a ja autentycznie poczułem szok. Może i Sofía była wredna i podła, ale sądziłem, że naprawdę jej zależało na przyjaźni Valentiny. Wyraźnie się myliłem. Zdjął mnie nagły smutek na myśl, że Valentina w tej chwili pewnie też doznawała szoku i odrzucenia, ale najważniejsze że poznawała też prawdę o swojej tak zwanej przyjaciółce. – Zrobiła karierę, bo umie się wdzięczyć do kamery. Tylko tyle. Poszłam z nią na pierwszy casting, bo też chciałam spróbować swoich sił. Ale mnie nie wzięli. Zatrudnili ją – wysyczała. – Tę głupią dziewuchę, która nie ma w sobie krztyny charakteru. Uśmiecha się do kamery i jeszcze jej za to płacą. Ona nie umie się nawet dobrze zabawić. Płacze tylko po tym jej Connorze i nie docenia możliwości, które ma. Więc nie, nie obchodzi mnie, jeśli oberwie się jej rykoszetem. Może to i nawet lepiej. Ale nie mówimy tu o niej, tylko o tobie. – Wycelowała we mnie palec. – Umowa była prosta. Chcę twojego kutasa. Ty chcesz mojego milczenia. Dogadajmy się w końcu.
To było to. W tym momencie wiedziałem już, że nie mam już nic więcej do roboty. Odetchnąłem cicho i zapiąłem pasek z powrotem, uśmiechając się lekko. Spojrzałem na Sofíę, która patrzyła się na mnie rozzłoszczonym wzrokiem.
- Co jesteś taki zadowolony? Nabierasz ochoty?
- Nie. Czekam – odparłem.
- Na co?
- Na mnie. – Usłyszałem drżący głos Valentiny, która właśnie wysunęła się zza zasłony, podchodząc do nas. Na jej twarzy było widać ślady łez. Zerknąłem na Sofíę. Chyba po raz pierwszy widziałem, by tak zbladła.
- Val… – wyjąkała, patrząc to na Valentinę, to na mnie. – Ty… skurwielu, zaplanowałeś to! – Prawie rzuciła się na mnie z pięściami, ale złapałem ją mocno za nadgarstek i przytrzymałem.
- Koniec gry – warknąłem, przybliżając twarz do jej twarzy. – Koniec twoich szantażów. Valentina już wie, jaka jesteś naprawdę. Nic nie wskórasz, choćbyś bardzo chciała. Mamy wszystko nagrane. – Puściłem ją, a wraz z tym ruchem poczułem, jak kamień spada mi z serca. W końcu się udało. Sofía została zdemaskowana. Niestety, kosztem zranionych uczuć Valentiny, ale przynajmniej w końcu znała prawdę.
Sofía cała dygotała, po czym zerknęła na Valentinę, chyba próbując jeszcze coś ugrać.
- Val, słuchaj, ja przecież nie mówiłam na serio… – Uśmiechnęła się blado. – Tak tylko sobie żartowałam, znasz mnie przecież.
- Wynoś się – powiedziała Valentina zimnym głosem, tak oschłym, że prawie jej nie poznałem. Otarła łzy z twarzy i stanowczo podeszła do Sofii. – Wynoś się z tego pokoju, z tego hotelu, z mojego życia, ty parszywa, obłudna zdziro.
Sofía wyraźnie zaprzestała prób przekonania jej, bo wyprostowała się dumnie, choć nadal była blada. Obrzuciła nas nienawistnym spojrzeniem.
- Jesteście siebie, kurwa, warci. Dwa niedorozwoje – warknęła, po czym odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju, trzaskając drzwiami. Poczułem, jak w końcu schodzi ze mnie napięcie. Odwróciłem się w stronę Valentiny. Jeszcze przed chwilą zdawała się być naprawdę silna, ale teraz jej ciało nieco zwiotczało i miałem wrażenie, że znowu zacznie płakać.
- Przepraszam. Nie chciałem, żebyś dowiadywała się w ten sposób – powiedziałem delikatnie, chcąc ją przytulić, ale bałem się, że mnie odrzuci. – Ale to był jedyny sposób, żebyś poznała prawdę. Nie uwierzyłabyś mi, gdybym ci powiedział, że mnie szantażowała.
- Pewnie nie… - mruknęła Valentina ze wzrokiem utkwionym w dywanie. Widziałem, jak po jej policzku spływa kolejna łza. – Nie mogę w to uwierzyć…
- Przynajmniej teraz wiesz, jaka jest naprawdę – powiedziałem cicho, podchodząc do niej. Nie odważyłem się jednak jej przytulić. – Szantażowała mnie, że jak się z nią nie prześpię, to pójdzie do dziennikarzy i powie im, że ją zgwałciłem. Uwierzyliby. Moja kariera byłaby skończona. Musiałem ją zdemaskować.
- Rozumiem cię – przerwała mi, odwracając się do mnie plecami. – Nie mam żalu.
Chwilę staliśmy w ciszy, ale widziałem, że jej ciało drżało.
- Wszystko w porządku? – spytałem cicho, czując się, jakbym zadawał najgłupsze pytanie na świecie, ale nie umiałem sformułować tego inaczej.
- To była moja najlepsza przyjaciółka… – Usłyszałem, jak Valentina pociąga delikatnie nosem. Po chwili zaczęła ocierać sobie twarz. – Daj mi chwilę.
Dałem. Zrobiłem jej herbatę w hotelowym czajniku i siedziałem z nią przez kilkanaście minut w ciszy, kiedy siedziała w fotelu, piła powoli herbatę i dalej patrzyła się w podłogę. Nie odzywałem się, czekałem, aż ona coś powie. W końcu przerwała ciszę:
- Nie przespałeś się z nią? Naprawdę?
- Nie – zaprzeczyłem stanowczo i dopiero wtedy podniosła na mnie wzrok. – Nie mógłbym.
- Dlaczego? – Jej głos brzmiał strasznie smutno. – To atrakcyjna dziewczyna. Bardzo ładna.  
- Nie kręcą mnie takie jak ona.
- No tak… masz przecież Grace. – Valentina uciekła wzrokiem w bok, a ja złapałem się na tym, że odkąd odprowadziłem Grace do pokoju, w ogóle o niej nie pomyślałem. Myślałem tylko o tym, by Valentina poznała prawdę. Teraz jedyne, co mnie zajmowało, to jej smutek i łzy, które skapywały na jej cienką sukienkę. Pragnąłem ją przytulić i zapewnić, że znajdzie lepszą przyjaciółkę, tym razem uczciwą i szczerą. Ale nie miałem odwagi.
A niech cię szlag, Miller, od kiedy był z ciebie taki tchórz?
- Nie jestem pewien, czy z Grace to coś poważnego – odezwałem się, patrząc na Valentinę intensywnie, jakby po samym moim spojrzeniu miała się domyślić, kto tak naprawdę zajmował moje myśli. – Ale nie chcę jej ranić. Może dam jej jeszcze szansę.
- To dobrze o tobie świadczy. – Valentina znowu pociągnęła nosem, po czym odstawiła pusty kubek na stolik i wstała. – Chyba wrócę już do siebie. Mam nadzieję, że rano Sofii już nie będzie.
- Przepraszam – powiedziałem jeszcze raz, czując się, jakby to była moja wina, że straciła przyjaciółkę. – Nie chciałem niszczyć waszej przyjaźni, ale ona…
- Nie obwiniam cię – przerwała mi, podchodząc do mnie. – To tylko i wyłącznie jej wina. Nie musisz za nią przepraszać.
- Sprawiłem ci ból.
- Ona sprawiła mi ból. Ale nic mi nie będzie. – Wspięła się na palce i delikatnie pocałowała mnie w policzek. Aż przymknąłem oczy. To było niesamowite, że podczas tego jednego buziaka czułem więcej, niż podczas seksu z Grace. – Pójdę już do siebie.
- Śpij dobrze – rzuciłem, odprowadzając ją wzrokiem. Już była przy drzwiach, kiedy nagle zatrzymała się i odwróciła.
- Dziękuję, że się z nią nie przespałeś – powiedziała cicho.
Wydusiłem z siebie blady uśmiech.
- Nie ma za co.
Kiedy wyszła, głęboko odetchnąłem. Nie tyle z ulgi, co z faktu, że nie chciałem siedzieć sam w pokoju. Chciałem iść za Valentiną, upewnić się, że zaśnie, chciałem leżeć obok niej i przytulać ją, by nie była sama.
Przerażało mnie to. Kurwa, tak strasznie mnie to przerażało.
Bo co będzie, jeśli to znowu skończy się tak samo?
Usłyszałem wibracje mojej komórki, więc odblokowałem ekran i zobaczyłem, że mam smsa od Sofii:
SOFIA: Ja przynajmniej nie udawałam kogoś, kim nie jestem. Od początku mówiłam jasno, czego chcę. Źle wybrałeś, Liam. Valentina cię zniszczy.

935 czyt.
93%143
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 4060 słów i 22361 znaków, zaktualizowała 10 kwi o 20:22.

3 komentarze

 
  • Lilu

    Lilu · 9 kwietnia · 193143489

    O tak 😁 jeszcze niech ta Grace zamiecie 😂😑 i zobaczymy co Valentina zrobi 😘😘

  • Speker

    Speker · 8 kwietnia

    Nareszcie! Sofia aut czy ten Liam jest, aż tak atrakcyjny, że wszystkie za nim tak szaleją?  Ciekawe co teraz Grace i zespół na to?

  • agnes1709

    agnes1709 · 8 kwietnia

    Dałaś do pieca, nie ma co.