Kiedyś ci wystarczę - 14| Każdy wybór jest dobry na swój sposób

Po raz pierwszy od dawna rano poczułem, że faktycznie się budzę, a nie zmartwychwstaję. W nocy nie śniło mi się absolutnie nic, przespałem około osiem godzin pod rząd, co było niezłym sukcesem. Kolejny hotel, w którym byliśmy, bardzo przypadł mi do gustu, a zwłaszcza jego menu. Rano zszedłem do stołówki w dobrym humorze, który poprawił mi się jeszcze bardziej, gdy zjadłem ogromną porcję jajecznicy z kiełbasą. Popchnąłem to jeszcze omletem z szynką i popiłem wodą – miałem wrażenie, że moje narządy bardzo jej potrzebowały po tych kilku tygodniach wlewania w siebie kawy. Później nalałem jeszcze sobie świeżo wyciskanego soku i wyszedłem na patio, gdzie stały wygodne fotele w otoczeniu różnych kwiatów. Zaczynało być gorąco, upał dawał się we znaki, ale sok był mocno schłodzony, więc mogłem się nim chwilę podelektować. Usiadłem na fotelu i wystawiłem twarz do słońca. Czułem dziwny wewnętrzny spokój. Chwilowo nie myślałem o niczym – o nowym chłopaku siostry ani o Grace. Nawet nie myślałem o Valentinie. Czułem tylko błogi spokój.
Szybko został zniszczony przez dobiegający mnie smród. Zmarszczyłem brwi, otworzyłem oczy i zerknąłem w bok, gdzie osadziła się grupa palaczy. Nigdy nie rozumiałem, jak można było kopcić to świństwo i co im z tego dobrego przychodziło. Już zamierzałem się wynieść, gdy wśród ludzi dostrzegłem Valentinę. Ze zdziwienia prawie upuściłem szklankę.  
- Hej! – Machnąłem do niej ręką, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę.
Zerknęła na mnie pobieżnie, po czym wstała z fotela i przesiadła się bliżej mnie.
- Cześć, Miller. Już po śniadaniu? – Założyła nogę na nogę i wetknęła papierosa do ust, nie patrząc na mnie.
- Owszem. Co ty wyprawiasz?
- A co wyprawiam? – Dalej na mnie nie patrzyła.
- Od kiedy palisz? Nigdy wcześniej nie widziałem cię z papierosem.
- Bo nie paliłam.
- A teraz postanowiłaś zacząć?
- Nie twoja sprawa – rzuciła. Choć powiedziała to delikatnym tonem, i tak nieco mnie to zabolało. Przyglądałem się jej ze zmarszczonymi brwiami. Kompletnie jej nie poznawałem. Ten cienki zwój tytoniu w ogóle do niej nie pasował. Mimowolnie zerknąłem na jej strój. Zwiewna czerwona bluzka na ramiączka oraz jakaś wzorzysta obcisła spódniczka. Włosy wiły jej się falami na piersiach. Jak zwykle wyglądała kolorowo i pięknie. Wciąż zdumiewała mnie jej drobna postawa, ta kruchość i wrażliwość, która zupełnie nie pasowała mi do tego cholernego papierosa.  
- Wiesz, że to szkodzi? – Przekrzywiłem głowę.
- Masz mnie za idiotkę? – Znowu wetknęła do ust tego cholernego papierosa, zostawiając na nim ślad czerwonej szminki. – Myślisz, że palę to w celach zdrowotnych?
- Skoro wiesz, jakie to gówno, to dlaczego zaczęłaś palić? – drążyłem, nie mogąc pojąć, co w nią wstąpiło.
- Stres ma różne działanie. – Wzruszyła delikatnie ramionami, dopaliła papierosa i wrzuciła go do stojącej na stoliku popielniczki. – Jedni piją, drudzy palą, a jeszcze inni idą na maraton seksu. Ja widocznie jestem drugim typem.
- Stresujesz się? Niby czym? Chodzi o Sofíę?
- Nie tylko.
Głowiłem się przez chwilę, o co jeszcze mogło jej chodzić. O Connora? A może o tego chłopaka, na którego krzyczała przez telefon jakiś czas temu? Nie chciałem wchodzić z butami w jej życie, ale byłem naprawdę ciekawy.
- To może znajdź inny sposób na rozładowanie stresu – zasugerowałem delikatnie. – Bo z papierosów nie przyjdzie ci nic dobrego.
- Wiem to – syknęła, w końcu obdarzając mnie spojrzeniem. Była ewidentnie zirytowana.
- Może joga? – podsunąłem, licząc, że mnie posłucha. – Podobno dobrze działa, choć sam nie praktykowałem.
- Co za szkoda.
- Albo jakiś inny sport. Sam nie wiem… kickboxing? Może jakbyś posłała w worek treningowy jakiegoś soczystego kopniaka to…
- Daruj sobie, Miller – wysyczała znowu, gwałtownie wstając z fotela. – Nie masz pojęcia, co by mi pomogło, więc nie udawaj, że mnie znasz.
W sumie miała rację. Nie znałem jej. Ale czy ona nie widziała, że robiłem wszystko, by to zmienić? Chciałem ją poznać, skoro i tak spędzała z nami masę czasu. Pokonałem już przeszkodę w postaci Sofii. Nie sądziłem tylko, że to tak mocno wpłynie na Valentinę. Nie rozumiałem tylko, jak to palenie miałoby jej pomóc.
Postanowiłem nie zostawiać jej bez odpowiedzi.
- To może sama mi powiedz, co by ci pomogło? Skoro jestem dla ciebie wciąż nieznajomym i uważasz, że nie mam prawa wypowiedzi – wysyczałem, a ona była wyraźnie zaskoczona moim odzewem. Nagle wstąpiła we mnie jakaś złość. Dlaczego tylko ona miała prawo być dla mnie niemiła, choć nie robiłem jej nic złego? Czułem, że chyba zaraz powrócimy do naszych pierwotnych stosunków.  
- Pomogłoby mi, gdybyś się ode mnie odczepił! – warknęła, wymijając mnie gwałtownie. Uderzyła mnie chmura o zapachu jej perfum, ale nic poza tym. Może poczułbym się nawet lepiej, gdyby to mnie uderzyła. Zaczynałem mieć dość jej ciągłego odchodzenia, ignorowania mnie. Starałem się, chciałem poznać ją lepiej, zbliżyć się do niej, ale ona, kurwa, nie chciała mi pozwolić. Skoro tak, nie będę się jej narzucał. Oczekiwała, że będę biegł za nią jak pies? No to się pomyliła.



Wreszcie stało się coś, co przełamało choć na chwilę rutynę koncertów: pewien magazyn zaprosił nas na sesję zdjęciową. Chcieli napisać o nas duży artykuł i mieć oryginalne zdjęcia, których nie miał nikt inny. Zobowiązali się zapłacić za wszystko, więc oczywiście, chętnie się zgodziliśmy. Sesja miała się odbyć w plenerze. Finn oczywiście prężył się jak paw i miałem wrażenie, że jeszcze chwila, a wysypie na siebie pudełko brokatu. Gdy dojechaliśmy na miejsce, od razu porwały nas charakteryzatorki. Trochę protestowałem, Jackson krzywił się niemiłosiernie, ale i tak zostaliśmy nieco przypudrowani na twarzach, by się nie świecić na zdjęciach. Sesja była rano, by upał nam jeszcze szczególnie nie dokuczał, ale i tak było już ciepło, w dodatku nie wszyscy zdążyli się jeszcze obudzić.  
Pierwsza część sesji miała być na plaży. Kiedy w końcu charakteryzatorka się ode mnie odkleiła, zrobiłem sobie mały spacer, popijając lemoniadę, którą też zapewniła nam redakcja. Fajna sprawa. W sumie mogli dorzucić jeszcze śniadanie, ale i tak nie było źle.  
Było mi trochę głupio, bo gdy wyjeżdżaliśmy na sesję, Grace została w hotelu. Była wyraźnie smutna, no ale co miałem zrobić? Włączyć ją do zespołu? Nie była jego częścią, nie było sensu umieszczać jej na zdjęciach, bo na dobrą sprawę była tylko fanką, a zdjęcia z fanami to był osobny temat. Zastanawiałem się, czy się cieszyłem z faktu, że została w hotelu. Sam nie wiedziałem. Przynajmniej miałbym z kim pogadać, gdyby tu była. Chłopaki byli dalej obłapiani przez makijażystki, Valentiny nawet nie widziałem. Zresztą, chyba była na mnie obrażona.
Babki od charakteryzacji uparły się, byśmy wystąpili w samych spodniach, z gołymi klatami, bo – jak twierdziła – nasze fanki oszaleją, gdy zobaczą na okładce półnagich facetów i chętniej kupią magazyn. Finn oczywiście nie miał nic przeciwko, prawie zrzucił jeszcze spodnie i bokserki, ale charakteryzatorka spojrzała na niego z uniesioną brwią i powiedziała, że sam brak koszulki wystarczy. Finn z powrotem zapiął spodnie, burcząc pod nosem coś o niewykorzystanych możliwościach.
Usłyszałem, że chyba mnie wołają, więc wróciłem do miejsca, gdzie wszystko było rozstawione. Valentina też już tam była, ubrana w jakąś plażową sukienkę czy może tunikę – była na tyle luźna, że nieco latała na wietrze, odsłaniając jej nogi. Przełknąłem ślinę i skierowałem wzrok wyżej. Dekolt miała rozświetlony jakimiś kosmetykami, błyszczał się lekko. Jej twarz była tak pomalowana, że prawie jej nie poznałem. Nagle była jakby jeszcze szczuplejsza, a oczy nabrały jakiegoś dzikiego wyrazu. Włosy miała pokręcone – chyba jeszcze nigdy nie widziałem jej z lokami i chwilę mi to zabrało, zanim się przyzwyczaiłem. Ale i tak wyglądała ładnie. Jak zawsze.
Czułem się dziwnie, stojąc przed nią z nagim torsem, więc odszedłem do chłopaków, którzy już wyginali się w dziwnych pozycjach. Finn był dziwnie napompowany, chyba wcale nie oddychał.
- Co ty wyprawiasz? – spytałem, marszcząc brwi.
- Chyba chce, żeby ładnie mu mięśnie wyszły na zdjęciach – rzucił rozbawiony Jackson, stając obok mnie i też przyglądając się Finnowi. – Więc teraz wciągnął powietrze i błaga o wyjście swój nieistniejący sześciopak.
- Prędzej mu wyjdzie przepuklina – skwitowałem, też nagle rozbawiony wściekłym spojrzeniem Finna, który dalej się pompował.
Za chwilę podbiegł do nas facet z aparatem i zaczął nas ustawiać. Ciężko brodziło się po piasku, by spełnić jego oczekiwania, ale nie narzekał, tylko robił tysiące zdjęć. Później dołączyła do nas Valentina. Ciężko było mi się skupić, gdy stała obok mnie, ale z całych sił usiłowałem nie zwracać na nią uwagi.  
Ostatecznie fotograf wpadł na pomysł, byśmy we czwórkę wzięli Valentinę na ręce. Nie stanowiło to najmniejszego problemu – była chudziutka, a nas było w końcu czterech. Uśmiechałem się wciąż tym sztucznym uśmiechem i czułem, jak dostaję szczękościsku. Zezowałem w bok, na Finna i krew się we mnie zagotowała, gdy zobaczyłem, że prawie trzymał Valentinę za tyłek. Przez myśl przemknęło mi wspomnienie pierwszej kłótni z Ashley, co sprawiło, że byłem w stanie odwrócić wzrok od Valentiny. Poczułem ulgę, gdy w końcu odstawiliśmy ją na ziemię i fotograf zarządził przerwę.
Złapałem kolejną szklankę lemoniady, głównie po to, by mieć czym zająć sobie ręce, gdy nagle usłyszałem głos Valentiny:
- Od czego masz te blizny?
Odwróciłem się do niej gwałtownie. Wskazywała na moją klatkę piersiową. Zerknąłem w dół, na blizny, które w zasadzie były już minimalne, a jednak ona je dostrzegła.
- Jako dziecko miałem wypadek – odpowiedziałem, starając się, by mój ton był neutralny. – Spadła na mnie półka, czy coś takiego. Trzeba było mnie operować.  
- To straszne.  
Wzruszyłem ramionami.
- Teraz te blizny nie wyglądają nawet tak źle. Mama smarowała je specjalnymi maściami, żeby nie były takie widoczne.  
Valentina już nic nie odpowiedziała, jedynie skinęła powoli głową i odeszła, by też się napić. Wpatrywałem się w jej burzę włosów, z dziwnym uczuciem w środku. Dopiero po chwili dotarło do mnie, o co chodziło. Ani Ashley, ani Grace nigdy nie zapytały mnie o blizny. Spałem z nimi obiema, widziały mnie już bez koszulki, a także bez innych zbędnych ubrań, a mimo wszystko nigdy tego nie dostrzegły. Byłem w stanie zrozumieć Grace, ale byłem z Ashley kilka lat. Wiecznie przesiadywaliśmy razem bez ubrań. Nieraz robiłem jej śniadanie, będąc jeszcze w samych bokserkach. Często przesuwała palcami po mojej klatce piersiowej. Nigdy nie zapytała o blizny, nigdy się tym nie zainteresowała.  
Choć dalej tęskniłem za Ashley, to powoli zaczynało do mnie docierać, że bardzo źle wybrałem.



Sesja przeciągnęła się aż do późnego popołudnia, więc gdy w końcu wróciliśmy na stołówkę, rzuciliśmy się na jedzenie co najmniej tak, jakby nas głodzili przez tydzień. Valentina jadła powoli, wyraźnie rozbawiona naszym dynamicznym wrzucaniem jedzenia do ust, ale milczała, tylko się nam przyglądając. W końcu nas przeprosiła i wyszła ze stołówki, kierując się zapewne do miejsca dla palaczy. Z całych sił walczyłem ze sobą, by za nią nie pójść, ale przegrałem sam ze sobą. Wyszedłem.  
Podszedłem do niej akurat w momencie, gdy wiązała włosy i zapalała papierosa.
- Zgaś to – powiedziałem stanowczo, ignorując smród. Ona tylko spojrzała na mnie z uniesioną brwią.
- To strefa dla palaczy. Jak ci coś nie pasuje, to wyjdź. – Przyłożyła papierosa do ust.
- Nic dobrego ci z tego nie przyjdzie i wiesz o tym. Skoro dopiero zaczęłaś, nie będziesz miała problemów z rzuceniem tego. – Stanąłem przed nią, co nie było za dobrym pomysłem, bo zaraz poczułem, jak chmurka śmierdzącego dymu wlatuje prosto w moją twarz. Aż musiałem odkaszlnąć i nieco odsunąłem się w bok.
- To nie twoja sprawa, czy palę, czy nie. – Valentina wciągnęła dym do płuc, delikatnie strzepując papierosa. Patrzyła się nieobecnym wzrokiem w jakiś punkt za moimi plecami.
Miała rację. To nie była moja sprawa. Więc czemu się przejmowałem?
- Ale mi to przeszkadza.
- Och, Miller. – Zaśmiała się gorzko. – Żebyś wiedział, ile rzeczy mi przeszkadza… – Znowu wydmuchała dym, znowu na moją twarz. Tym razem zrobiła to specjalnie.  
- Zgaś tego cholernego papierosa! – warknąłem i wykonałem ruch, jakbym chciał jej go wyrwać z ręki. Valentina cofnęła się o krok i spojrzała na mnie wściekle.
- Czy ty nie masz nic innego do roboty poza zachowywaniem się jak mój cholerny ojciec? – syknęła. – Co ci tak zależy?
- Bo to cholerne gówno, cholernie śmierdzi i w dodatku niszczy twoje płuca.
Valentina utkwiła we mnie zimny wzrok.
- Może zamiast o moje płuca, martw się o swoje przyrodzenie – powiedziała oschle, a ja uniosłem brwi. – Może Sofía sprzedała ci jakąś wenerę. No i ta cała Grace – prychnęła. – Skoro chodzi do łóżka z byle kim, to na twoim miejscu bym uważała. – Uśmiechnęła się złośliwie.
Odruchowo chciałem bronić Grace, ale i tu Valentina miała rację. Grace niemal rzuciła się na mnie w klubie, nie pytając wtedy nawet o moje imię, nie zaprzątając sobie niczym głowy. Pewnie nie byłem jedynym, którego tak potraktowała. Zirytowałem się jednak, że Valentina określiła mnie mianem „byle kogo”.
- Co masz do Grace? – rzuciłem, nie dając się sprowokować. – Jest moim gościem na trasie, podobnie jak ty. Ja nie lubiłem Sofii, a jednak nie ubliżałem jej przy tobie.
- Jej już nie ma – powiedziała Valentina sucho, zerkając na mnie pobieżnie. – A Grace wciąż tu jest.
- No i co z tego?
- Nie lubię jej. Jest fałszywa i męcząca. Udawała obrażoną i niezależną, a teraz rzuca ci się w ramiona tak często, że niedługo się do ciebie przyklei – prychnęła.  
- Jesteś zazdrosna? – Nie wierzyłem własnym uszom.
- O ciebie? Na pewno nie. – Znowu dmuchnęła mi w twarz dymem.  
- Zgaś tego cholernego papierosa! – warknąłem. – Najlepiej w ogóle przestań palić!
Valentina lekko uniosła brew, jakby przyszło jej coś do głowy. Dopaliła papierosa, wrzuciła go do popielniczki i spojrzała na mnie poważnie.
- Zerwij z Grace – rzuciła. – To przestanę palić.
- Jaja sobie ze mnie robisz?
- Nie – odparła spokojnie, jakby mówiła o pogodzie. – Tobie przeszkadza dym z papierosów, a mi ona. Jest toksyczna, jak ten papieros. – Wskazała na popielniczkę.
- Serio? – prychnąłem. – Szantażujesz mnie? Mimo tego, co wcześniej robiła Sofía?
- Sam łazisz za mną i zmuszasz mnie do rzucenia palenia. Sam to zacząłeś, Miller. I to nie jest szantaż. Potraktuj to jako… transakcję wymienną. – Roześmiała się z własnego określenia.
- Robię to, bo palenie szkodzi i może zepsuć ci zdrowie. – Dlaczego ona tego nie rozumiała?
- To tak samo jak Grace. Od samego patrzenia na nią skręcają mi się flaki – rzuciła Valentina.
- Obrazowe porównanie – mruknąłem.
- Tak więc albo przestań się mnie czepiać, albo rzuć Grace. Wtedy ja rzucę palenie. Wszyscy będziemy zadowoleni.
- Oszalałaś. Nie będę spełniał twoich kaprysów.
- A ja twoich. – Dźgnęła mnie mocno w mostek. – To moja sprawa, czy palę, więc…
- Grace to osoba, a nie rzecz! – warknąłem, czując się w obowiązku, by bronić Grace. Owszem, sam chciałem z nią zerwać, ale teraz nie zamierzałem robić tego tylko dlatego, że Valentina tego chciała. Nie mogłem zrozumieć, co się z nią nagle stało. – A palenie cię zabije. Jak dostaniesz raka płuc, to wspomnisz moje słowa.
- I tak kiedyś umrę, prędzej czy później… – Wzruszyła ramionami. – A z miłości… zwłaszcza udawanej – zaakcentowała. – Też można umrzeć.
Miała rację i to mnie, kurwa, cholernie wkurzało. Miała rację, że Grace była męcząca, że ja udawałem swoje uczucia, na wszystko miała racjonalny argument. Ale nie chciałem ulegać jej słowom, bo czułem, że gdybym to zrobił, to Valentina stałaby się gorszą wersją siebie. Smuciła się po zdradzie przyjaciółki, żyła w stresie, więc chwilowo się zmieniła. Nie poznawałem jej w tej odsłonie. Denerwowała mnie, ale nie zamierzałem ułatwiać jej tej zmiany na gorsze.
- Mój związek z Grace to sprawa między mną a nią – powiedziałem powoli. – Nie możesz ode mnie żądać, żebym ją rzucił.
- Więc odczep się ode mnie! – fuknęła. – Nie chodź za mną, nie rozkazuj, bym nie paliła, bo to nie twój zasrany interes! Zostaw mnie w spokoju!
Znowu odeszła. Znowu za nią nie poszedłem. Prawdę mówiąc, straciłem na to ochotę. Valentina zmieniała się w kogoś, kogo nie poznawałem. Rozpaczliwie pragnąłem, by wróciła jej poprzednia wersja, bo dla tej obecnej, jak widać, byłem nikim.  

819 czyt.
92%123
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3239 słów i 17594 znaków.

3 komentarze

 
  • Lula

    Lula · 14 kwietnia

    Ostra kobieta z tej Valentiny 😁😘

  • agnes1709

    agnes1709 · 13 kwietnia

    Jaka troska o pikawę Liama, no beka. Ale to chyba jeszcze nie jest zazdrość... CHYBA. Podoba mi się jej zachowanie, jest pazur Tak trzym.

  • Speker

    Speker · 13 kwietnia

    Co się stało z Valentiną? Skąd ta zmiana? Czy powodem jest pseudo przyjaciółka? Czy to taka taktyka, żeby zbliżyć się do Liama?  
    Nawiązanie do szafki z dzieciństwa, rewelacja