Kiedyś ci wystarczę - 18| Jedna prawda, która wszystko czyni kłamstwem

Trasa już prawie dobiegała końca. Czekałem na to z utęsknieniem. Chciałem w końcu zrobić sobie wolne od ciągłego jeżdżenia Bóg wie dokąd, od głośnych koncertów. Brakowało mi domu i spokoju. Jednocześnie jednak myśl o końcu napawała mnie niepokojem, bo nie wiedziałem, co wtedy stanie się z Valentiną. Co stanie się z nami.  
Jej promowanie filmu nie mogło trwać wiecznie. Zapewne kończyło się wraz z końcem naszych koncertów. Wątpiłem, by została do nas dołączona na dobre. Skończymy ostatni koncert i… co potem? Wszyscy wrócimy do swoich domów, a ja już nigdy jej nie zobaczę? Nie wiedziałem nawet, gdzie mieszkała. Być może we Włoszech albo w Hiszpanii. To oznaczało inny kontynent, po drugiej stronie oceanu. Nie zamierzałem być tak daleko od niej.
Chyba że ona zamierzała? Sam już nie wiedziałem. Kim dla siebie byliśmy? Ciężko było mi to określić, bo zaraz po tym, jak całowaliśmy się jak szaleni przez kilka minut, Valentina po prostu oderwała się ode mnie i uciekła. Byłem lekko oszołomiony sytuacją, więc nie poszedłem za nią – zresztą zacząłem wychodzić z założenia, że jeśli chciałaby ze mną porozmawiać, to by nie odchodziła. Głupio mi było przyznać się do tego przed samym sobą, ale potrzebowałem jakiejś definicji. Nie chciałem już relacji bez zobowiązań. Chciałem się upewnić, że nie byłem dla Valentiny tylko zabawką. Potrzebowałem w końcu usłyszeć coś od niej, a nie od postronnych osób, które gówno wiedziały o tym, co było między nami.
Wkrótce przypomniało mi się, że przecież mieliśmy dalej jechać w trasę, więc powlokłem się do pokoju, złapałem walizkę ręką, która jeszcze mnie nie bolała i zszedłem na dół. Na widok Finna parsknąłem cicho pod nosem. Jego twarz wyglądała jak borówkowe ciasto, które za bardzo wyrosło w piekarniku. Sprawiło mi to dziką satysfakcję.
- Fajna ręka. – Usłyszałem jego złośliwy komentarz.
- Fajna twarz – odparowałem. Finn zmierzył mnie groźnym spojrzeniem, co nie za bardzo mu wyszło, bo jedno oko miał podbite i wyglądał niezbyt przerażająco.
Było mi dziwnie siedzieć w środku, jak gdyby nigdy nic, ale wsadziłem do uszu słuchawki, włączyłem w telefonie muzykę i odpłynąłem. Tak było lepiej. Nie musiałem patrzeć się na Finna ani znosić jego uwag. Mogłem w spokoju pomyśleć.
W końcu poczułem, jak Xavier zatrzymuje busa.
- Nowy Jork – oznajmił radośnie, gdy wszyscy wyszliśmy już na zewnątrz i ponownie wyjmowaliśmy walizki z bagażnika. – Miasto, które nigdy nie śpi.
- My i tak nigdy, kurwa, nie śpimy – mruknął Finn, dotykając delikatnie swojego nosa i krzywiąc się okropnie.
- Zresztą, Xavier, zdajesz sobie sprawę, że my tu mieszkamy? – dodał Jackson. – Dla nas to nie jest kolejny punkt na mapie nieznajomych miejsc.
- Mów sobie, co chcesz. Ja wychowałem się na przedmieściach miasteczka tak małego, że każdy znał każdego. Dla mnie to nadal coś. – Xavier rozglądał się dookoła, jakby był tu pierwszy raz, a ja myślałem o tym, że zostało nam tylko jeszcze parę koncertów i w końcu nadejdzie koniec. Przynajmniej na razie.
Siedząc wieczorem w kolejnym pokoju hotelowym, nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Czułem, jak buzują we mnie emocje, których nie czułem od dawna. Nie mogły znaleźć ujścia. Krążyłem po pokoju jak na haju, aż w końcu złapałem za długopis i notes. Musiałem jak najszybciej przelać na papier to, co czułem, bo wiedziałam, że inaczej wybuchnę. Długopis żył swoim własnym życiem, praktycznie wcale nim nie kierowałem.

You know I want you
It's not a secret I try to hide
I know you want me
So don't keep saying our hands are tied
But you're here in my heart
So who can stop me if I decide
That you're my destiny?  
What if we rewrite the stars?
Say you were made to be mine?

Pisałem jak w transie, po czym nagle stwierdziłem, że muszę pokazać to Valentinie. Zatrzasnąłem notatnik i niemal pobiegłem do jej pokoju. W głowie kołatała mi się jeszcze jedna sprawa, którą musiałem z nią przedyskutować.
Zapukałem mocno do jej drzwi, ale nikt mi nie odpowiedział. Zmarszczyłem brwi i zapukałem jeszcze raz. Nic. Czyżby nie było jej w pokoju? Ale gdzie mogła być o tej porze? I z kim? W żołądku poczułem nerwowe ssanie na myśl, że mogła gdzieś wyjść, w dodatku może z jakimś facetem? Po chwili wahania nacisnąłem klamkę. Ustąpiła. Czyli albo Valentina zapomniała zamknąć pokoju, albo tu była i nie słyszała pukania. Czując się jak intruz, powoli wszedłem do pokoju. Stwierdziłem, że skoro się całowaliśmy, chyba mam prawo wejść i sprawdzić, czy wszystko z nią ok, ale i tak czułem się, jakby zaraz miała przyłapać mnie policja.
Szybko ogarnąłem pokój wzrokiem. Łóżko było w nieładzie, leżała na nim książka z zakładką mniej więcej pośrodku, na szafce nocnej świeciła się lampka. Musiała tu być.
- Valentina? – zawołałem, czując w środku coś dziwnego. Zwykle zwracałem się do niej po nazwisku. Gdy tak spokojnie wymawiałem jej imię, brzmiało to wręcz nienaturalnie.
Usłyszałem jakiś szum.
- Tu jestem! – Dobiegł mnie nagle przytłumiony głos. Musiał dochodzić z łazienki. Istotnie, przez drzwi prześwitywało światło ze środka.  
- Poczekam, aż wyjdziesz. – Klapnąłem na jej łóżko.
- Nie musisz. Wejdź.
Nieco zdziwiła mnie jej odpowiedź, ale skoro pozwoliła mi wejść, to czemu miałem tu siedzieć i czekać? Wstałem i nacisnąłem na klamkę drzwi od łazienki. Spodziewałem się zastać Valentinę w piżamie, myjącą zęby, ale nie było jej przy umywalce, a złożona w kostkę piżama leżała na półce. Lekko ściągnąłem brwi, po czym zerknąłem na prysznic. Nawet się nie spodziewałem, że wejdę do łazienki w trakcie kąpieli Valentiny, ale tak właśnie było. Nie za dużo widziałem – szyba prysznica w dużej części miała coś w stylu ozdobnego wzorka w kształcie ogromnego prostokąta, ciągnącego się przez całą szerokość kabiny. Nie był przezroczysty, więc zasłaniał niemal całe ciało Valentiny. W sumie to nie dziwiłem się, że pozwoliła mi wejść. Faktycznie, nie widziałem nic, oprócz kawałka jej szyi wzwyż. Ale to i tak było na nic, ponieważ bardzo szybko zadziałała moja wyobraźnia. Co z tego, że ktoś nakleił na szybę nieprzezroczysty wzorek – Valentina i tak tam była, cała mokra, namydlona i naga. Oczywiście, miała świadomość tego, że wpuszczając mnie do łazienki, naraża mnie na tortury. Musiałem zaczerpnąć powietrza, podczas gdy ona się namydlała. Serio? I spodziewała się, że będę tu spokojnie stał? W tym momencie powinienem mieć na sobie spodnie co najmniej rozmiar większe.  
- Czemu zawdzięczam tę wizytę? – Valentina podniosła rękę, by wylać sobie szampon na wilgotne włosy.
Potrzebowałem chwili, by zejść na ziemię.
- Mam do ciebie dwie sprawy – wydukałem, kiedy w końcu sobie przypomniałem, po co właściwie przyszedłem. – Jedną właściwie możemy załatwić od razu.
- Słucham.
- Chciałbym wiedzieć, co znaczył ten pocałunek. Czy zmienia coś w naszych relacjach. Kim dla siebie jesteśmy.
Valentina jakby lekko się zdziwiła. Zwróciła twarz w moją stronę, lekko rozpłaszczając ją na prysznicowej szybie. W sumie, cała sytuacja była cholernie dziwna. Pytałem ją o nasze relacje w momencie, kiedy ona stała pod prysznicem, naga, a ja stałem tuż przed nią, ze wzwodem. Po prostu cudownie. Wpuśćcie tu jeszcze reżysera i operatora kamery.
- Potrzebujesz definicji? – zawołała do mnie przez kabinę. – Uważasz, że coś to zmieni?
Tak, cholera, potrzebowałem. Mimo że z Ashley niby miałem wszystko zdefiniowane, a na koniec i tak wszystko szlag trafił.
- Chciałbym wiedzieć, na czym stoję. Na kolejnej relacji bez zobowiązań? – Skrzyżowałem ramiona na klatce piersiowej. – To był jednorazowy pocałunek? Myślę, że nie był, skoro mówiłaś o otwieraniu nowego rozdziału, ale chciałbym się upewnić.
Valentina nie odpowiedziała od razu. Wzięła do ręki słuchawkę prysznicową i dokładnie spłukała sobie pienisty szampon z włosów, po czym wyłączyła wodę. Po chwili zdjęła z szyby przygotowany wcześniej ręcznik i owinęła się nim dokładnie. Otworzyła drzwi od prysznica. Gorąca para buchnęła prosto w moją stronę, a Valentina wyszła z prysznica na posadzkę, mocząc ją obficie. Z jej długich włosów kapała woda, więc wykręciła je porządnie i odrzuciła do tyłu. Było mi niesamowicie niezręcznie oglądać ją jedynie w cienkim ręczniku, w dodatku nie chciałem, by zauważyła moje podniecenie, ale ona chyba w ogóle nie czuła skrępowania.
- Poczekam na ciebie w pokoju – mruknąłem i wyszedłem, zanim zdążyła mnie powstrzymać. Ponownie usiadłem na łóżku i głęboko odetchnąłem kilka razy. Valentina chyba chciała mnie wykończyć.
Wyszła po chwili z łazienki. Już nie była owinięta ręcznikiem, przebrała się w piżamę, na którą składała się biała koszulka na ramiączkach oraz krótkie spodenki. Chyba miały wzorek w ananasy. Wolałem jednak nie przyglądać się bliżej rejonom jej ud, bo chyba bym nie wytrzymał. Włosy miała dalej wilgotne, chyba ich nie suszyła. Była bez makijażu, a i tak wyglądała pięknie.
- Chcesz definicji? – Stanęła przede mną w prowokacyjnej pozie. – Definicja oznacza obietnicę, a ja nie chcę ci nic obiecywać. Jeszcze nie teraz.
- Chcę tylko wiedzieć, na czym stoję – powtórzyłem. – Czy jestem dla ciebie zabawką, chwilową rozrywką?  
- A kim chciałbyś być? – Odpowiedziała pytaniem na pytanie. – Zdaje się, że jeszcze niedawno mnie nie lubiłeś. – Uśmiechnęła się figlarnie. – Pamiętasz jeszcze te czasy, kiedy chciałeś się mnie pozbyć?
Pamiętałem. Dziwiłem się teraz samemu sobie. To na Jamesa powinienem się wtedy wściekać, nie na nią.
- Pamiętam. Stare dzieje.
- Nie takie stare. Jesteś całkiem pewien, że już nie chcesz się mnie pozbyć? – Dalej mnie prowokowała.  
Serio? Tak chciała to rozegrać? Koniec tego. Szybko złapałem ją za biodra i zanim zdążyła zareagować, już leżała na skołtunionej pościeli, a ja unieruchomiłem jej nadgarstki.
- Jestem całkowicie pewien – powiedziałem z naciskiem, ledwo się kontrolując, gdy miałem ją tak blisko siebie. Jej skóra pachniała tak cudownie świeżo, że miałem ochotę wtulić się w nią i już nigdy nie odchodzić. – Minęło kilka tygodni. Zapomnijmy o pierwszym złym wrażeniu. Powiedz mi, co to dla ciebie było. Bo jeśli tylko tracę czas…
- Nie jesteś dla mnie chwilową rozrywką – przerwała mi Valentina, delikatnie wyswobadzając się z mojego uścisku. – Ale nie chcę nic definiować. Za wcześnie na to.
Właściwie miała rację. Co takiego chciałem od niej wycisnąć? Chyba chciałem tylko potwierdzenia, że nie traktowała mnie jak Sofía. Całą resztę mogłem przeżyć. Chciałem tylko, by któraś dziewczyna w końcu potraktowała mnie poważnie.
- W porządku – mruknąłem i podniosłem się, by już jej nie przyciskać. Ona natomiast usiadła obok mnie na łóżku po turecku i zapytała wesoło:
- A ta druga sprawa? O co chciałeś mnie jeszcze zapytać?
- A chciałem? – Nie potrafiłem myśleć, gdy ona była tak blisko mnie.
- Mówiłeś, że miałeś do mnie dwie sprawy i że jedną mogliśmy załatwić od razu – tłumaczyła cierpliwie jak małemu dziecku.
- A, rzeczywiście – przytaknąłem i wziąłem do ręki notatnik, który chwilowo odrzuciłem na bok. – Miałem przypływ inspiracji i napisałem coś… właściwie sam nie wiem, co. Ale pomyślałem, że chciałabyś do tego dopisać coś swojego. Moglibyśmy wspólnie stworzyć piosenkę i potem razem ją zaśpiewać. – Rozkręcałem się. – O ile, oczywiście, w ogóle coś z tego wyjdzie.
Valentina delikatnie przejęła ode mnie notatnik i chwilę wpatrywała się w słowa, które napisałem. Nic jednak nie odpowiadała. Nie potrafiłem odczytać jej miny.
- No i? – zapytałem w końcu, nieco zdezorientowany brakiem reakcji.
- Ładne. – Oddała mi notatnik, ale twarz miała nieprzeniknioną. – Jak tylko twój przypływ inspiracji przypłynie do mnie, to obiecuję, że też coś napiszę.
Mimowolnie skierowałem wzrok na jej szczupłe nogi. Dopiero jakby dotarł do mnie fakt, że siedziała po turecku, odsłaniając krocze. Nagle podskoczyłem jak oparzony.
- W porządku. To na razie. – Zgarnąłem notatnik i wypadłem z pokoju, czując, jak moje policzki stają się lekko czerwone. Stanowczo potrzebowałem zimnego prysznica.



Wychodząc spod prysznica owinąłem się ręcznikiem i zerknąłem na komórkę. Dioda świeciła się jak szalona. Wydawało mi się, że ktoś do mnie wcześniej dzwonił, ale szum wody wszystko zagłuszył. Komórka rozświetliła się ponownie i na wyświetlaczu zobaczyłem imię Jamesa. Westchnąłem ciężko i kliknąłem na zieloną słuchawkę oraz na ikonkę głośnika.
- Cześć, James.
- Jakie, kurwa, cześć? – wydarł się James, aż głośnik telefonu zaskrzeczał złowrogo. – Liam, kurwa, jak chcesz w coś przywalić, to idź na siłownię, a nie wyżywaj się na członkach zespołu!
Westchnąłem głośno.  
- Serio? Finn na mnie naskarżył? – Wycisnąłem włosy w ręcznik. – Co to, przedszkole?
- Wiesz, kto nie musi skarżyć? Faceci, których nie pobił kolega z zespołu! – ryknął James.
- O co się tak wkurwiasz?  
- O to, że teraz jest afera przez to, że przez chwilę nie potrafiłeś zapanować nad emocjami. Goście z hotelu chętnie udzielili dziennikarzom parę informacji i zdjęć. Finn jest na ciebie wkurwiony. Chce odejść, a jak to zrobi, to nie dość, że będę musiał szukać kogoś nowego, to nie licz, że fani będą zachwyceni nowym składem zespołu!
- James, kurwa, bądź człowiekiem. Nigdy w życiu nikomu nie przywaliłeś? Finn dostał w ryj, bo sobie zasłużył. Gówno mnie obchodzi to, czy zostanie, czy odejdzie. Może sobie iść w cholerę.
- Napraw to! Nie interesuje mnie, o co wam poszło. Macie się dogadać.
Połączenie się zakończyło, a ja poczułem rosnący poziom irytacji. James chyba naprawdę nie miał co w życiu robić, skoro tak się przejmował głupim Finnem. Jeśli chodziło o mnie, mogłem już teraz szukać nowego perkusisty. Finn nie był mi do niczego potrzebny.
Ledwo zdążyłem się ubrać, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. Powlokłem się, by otworzyć. Na korytarzu stał Finn we własnej osobie. Wyglądał dość śmiesznie ze spuchniętą twarzą i podbitym okiem, które łypało na mnie groźnie. Wywróciłem oczami na jego widok.
- Co tu robisz? Chcesz, żebym znowu ci mordę obił?
- Musimy pogadać. – Finn bezceremonialnie wszedł do środka. Prychnąłem i zamknąłem za nim drzwi.
- Naprawdę? Pogodzimy się teraz, bo tak każe James? Mam to w dupie. Chcesz, to odejdź, nie chcesz, to nie odchodź.  
- Kto ci powiedział, że chcę odejść? – Finn zmarszczył brwi i syknął z bólu.
- James.
- No to skłamał. Chyba go pogrzało, że odejdę z zespołu przez to, że raz mnie walnąłeś.
- To co tu robisz?
- Mówiłem. Chcę pogadać.
- Nie mamy o czym gadać. – Wyminąłem go i usiłowałem zachowywać się tak, jakby Finna tu nie było, ale on zaczął gadać:
- To nie miało tak wyjść. Znasz mnie, wiesz, że czasem się lubię podrażnić. Nie sądziłem, że jesteś taki nerwowy.
- Traktujesz Valentinę jak kolejną zdobycz do odhaczenia na liście – wysyczałem, odwracając się do niego i siłą woli powstrzymując się, by nie przywalić mi drugie oko. – Ona zasługuje na coś więcej, a ty mówisz o niej, jakby była tylko narzędziem do przetkania rury.
- Podoba mi się! To chyba nie zbrodnia?
- Tobie podoba się wszystko, co się rusza i ma długie włosy. Mało ci, że przeleciałeś Grace i Sofíę? A no tak, zapomniałem – dorzuciłem kpiąco. – Tobie zawsze jest mało. Ale o Valentinie możesz zapomnieć. Jest moja.
- Tak? – Finn zamrugał gwałtownie. – Niby od kiedy?
- Od teraz. Zbliż się do niej, a utnę ci rękę, kutasa, cokolwiek, czym ją dotkniesz.
Finn chyba wyczuł, że mówiłem poważnie, bo nie ciągnął tematu.
- Dobra, zapomnijmy o Valentinie – powiedział w końcu. – Chciałem wszystko wyjaśnić.
- Słucham z największą przyjemnością – mruknąłem.
- Po prostu… cholera, po prostu ja mam coś takiego, że jak mi się dziewczyna spodoba, to muszę ją mieć. Zresztą, chyba to wiesz.
- Wiem. Po chuja mi to mówisz?
- Muszę ją mieć, nawet jeśli innym się to nie podoba. Nawet jeśli mojemu kumplowi ta laska też się podoba…
O czym on, do cholery, gadał? Coraz mniej go rozumiałem.
- Czy ty mnie właśnie informujesz, że i tak przelecisz Valentinę? – warknąłem, już zaciskając pięść, ale Finn mi przerwał:
- Nie. Chodzi mi o coś innego.
- To wykrztuś to z siebie w końcu!
- Chodzi mi o to, że seks jest dla mnie ważny i to o nim najczęściej myślę, a nie o kumplach. Jak dostaję szansę, to ją wykorzystuję i tyle, bez niepotrzebnych gadek ani pytań. Rozumiesz już? – Wpatrywał się we mnie intensywnie.  
- Ani, kurwa, trochę – warknąłem. – Jesteś uzależnionym od seksu egoistą. I co z tego?
Finn wykręcał sobie palce, jakby się denerwował. Miałem wrażenie, że usilnie się nad czymś zastanawiał.
- To już czas, żebyś poznał prawdę – powiedział w końcu.
- Jaką prawdę? O Valentinie?
- Powiedziałem już, że nie mówię o Valentinie!
- Więc o kim, kurwa? Przyszedłeś tu nieproszony i jeszcze pierdolisz jakieś rzeczy bez sensu! – Zaczynałem się nieźle wkurwiać.
- Mówię o Ashley.
Zamarłem. Dosłownie. Nawet moja pięść rozluźniła się i luźno opadła wzdłuż mojego boku. O Ashley? Jakim cudem mógł mówić o Ashley? Co on w ogóle mógł mieć do powiedzenia na jej temat?
- To znaczy? – rzuciłem ostro.
- Masz mnie za dupka, ale chciałem ci powiedzieć, że nie tylko ja tu jestem winny…
- O czym ty mówisz? – krzyknąłem, wściekły do granic możliwości.
- Ashley cię zdradzała – wymamrotał szybko Finn i spuścił wzrok. Poczułem się, jakby trzasnął mnie piorun. Przez chwilę miałem kompletną pustkę w głowie. Jakaś myśl odbijała mi się echem po czaszce, ale nie byłem w stanie jej uchwycić. Jakby nagle całe ciało mi zdrętwiało.
- Co? – spytałem cicho. – Skąd to wiesz?
Finn westchnął ciężko, podniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy.
- Bo zdradzała cię ze mną.  

717 czyt.
100%155
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3465 słów i 18735 znaków.

5 komentarzy

 
  • AnonimS

    AnonimS · 25 kwietnia

    Stare porzekadło mówi że jak panienka nie da to facet nie wymusi. A wszyscy chcą lać faceta. A tu nawet w więzieniu mozna się bzykać jak żona  szefa Amber Gold . Czyli wina jest obustronna.

  • Mikki

    Mikki · 24 kwietnia · 230360658

    Ja nie mogę teraz to bym Finowi wpierdolila  

  • Lula

    Lula · 23 kwietnia

    A ja myślałam że dziewczyny kumpla się nie rusza....

  • agnes1709

    agnes1709 · 22 kwietnia

    A nie mówiłam, że przeleciał  Ashley? Brawo ja!: jupi: Czemu 18+???

  • Speker

    Speker · 22 kwietnia

    Coooo!!!?? Czy raz jeden jedyny, nie może się obejść bez zdrady z najlepszym kumplem? Mówią, że faceci to świnie, ale to co zrobiła Ashley i nie tylko ona, to najgorsze świństwo jakie można wyrządzić drugiej osobie. Zdrada boli, ale zdrada z bliską osobą to śmiertelny cios. Baaaardzo Cię proszę, dodaj kolejną część, bo umrę z ciekawości.