Kiedyś ci wystarczę - 02| Nieufność szybko przechodzi w niechęć

Wróciłem do hotelu, umordowany jak nigdy. Chłopaki dopytywali się mnie o Valentinę, ale odesłałem ich do Jamesa. W głowie mi się nie mieściło, dlaczego postanowił, że dołączenie do nas Valentiny będzie świetnym pomysłem. Jak on to sobie wyobrażał? Że nagle do czwórki chłopaków dołączy dziewczyna, niemająca nic wspólnego z naszym zespołem, z naszymi piosenkami i stylem życia? Ona tylko promowała swój film, czyli w dużej mierze była aktorką, a nie piosenkarką. Owszem, musiałem przyznać, że głos miała nawet ładny, choć nie wsłuchiwałem się w niego za bardzo. Później obejrzałem jednak wrzucone do Internetu nagrania, by przekonać się, jak to wszystko wypadło. Choć było już grubo po północy, a oczy same mi się zamykały, to nie mogłem spać. Czytałem opinie.

USER837: Zapowiadali swoją nową piosenkę, a nagle na scenę wkroczyła Valentina Martínez! Liam Miller chyba nie był zadowolony z tego powodu. Ciekawe, czy odstawili szopkę pod publikę, czy coś poszło niezgodnie z planem.

HAPPYGIRL: Koncert był świetny, zwłaszcza z powodu nagłego pojawienia się Valentiny. Dodało to iskry do całości.

BADBOY69: Valentina Martínez dobrze wie, jak zrobić wejście. Niezła dupa.

Musiałem się mocno powstrzymywać, by nie prychać ze złości. Wszystkie komentarze były podobne. Wszyscy skupiali się tylko na pojawieniu się Valentiny, tak jakby było to wydarzenie roku. Pocieszałem się myślą, że nie wiedzieli o jej obecności, kupując bilety na koncert, ale nie uspokoiło mnie to. Za długo pracowaliśmy z chłopakami na nasz sukces, żeby teraz nam go rozwaliła jakaś hiszpańska panienka. Pewnie nawet sama nie napisała tej piosenki. Wszystko zrobił ktoś za nią, a ona tylko uśmiechała się ładnie i śpiewała dany tekst. Nie miała pojęcia o prawdziwych wystąpieniach, pewnie nigdy nie doświadczyła żadnej blokady twórczej, tak jak ja, kiedy próbowałem pisać piosenkę, i choć wiedziałem, co chcę w niej zawrzeć, najczęściej coś mi nie wychodziło, a goniły mnie terminy. Nie raz i nie dwa bywało tak, że siedziałem do rana, kombinując ze słowami oraz nutami, kreśliłem każde słowo, wyrzucałem do kosza pogniecione kartki, a i tak nie byłem ostatecznie zadowolony z rezultatu.  
Miałem już iść spać, ale wpisałem jeszcze w Google imię i nazwisko Valentiny. Po chwili wyskoczyły mi pobieżne informacje na jej temat. Urodzona dwudziestego lipca aktorka hiszpańsko-włoskiego pochodzenia, znana głównie z ról w komediach romantycznych. Pięknie, James. Świetny ruch z twojej strony. Ta dziewczyna nie miała pojęcia o śpiewaniu, o byciu artystą. Wdzięczyła się jedynie do kamery i całowała się z kolesiami, z którymi potem chodziła na premiery filmów i to była cała jej praca. Pasowała do nas jak pięść do nosa.
Nie chciałem jej w naszym zespole. Nie pasowała do nas, a jednak stanowiła zagrożenie. Dlaczego każdy skupiał się tylko na niej? To o nas tu chodziło, o mnie, Jacksona, Finna i Zacka. To my tworzyliśmy ten zespół. Nie potrzebowaliśmy początkującej piosenkarki. Zatrzasnąłem laptopa i postanowiłem rano jeszcze raz pogadać z Jamesem.



Spałem aż do dziesiątej, kiedy standardowo obudziło mnie walenie do drzwi. Już wiedziałem, kto za nimi stał.
- Czego? – rzuciłem, otwierając drzwi. – Dzisiaj nie mamy koncertu. Mogę spać, ile chcę.
- Nie możesz, bo właśnie idziemy na śniadanie. – Jackson posłał mi blady uśmiech. – Zaraz zamkną stołówkę, a James właśnie wysłał nam wiadomość, że mamy się niezwłocznie tam stawić.
- A po jaką cholerę? Możemy przecież zjeść na mieście.
- Najwyraźniej ma być to integracyjne spotkanie z nową członkinią zespołu.
- Kurwa, nie nazywaj jej tak. – Na samą myśl o Valentinie poczułem ból głowy. – Jamesowi coś się w głowie poprzestawiało. Ona nie może do nas dołączyć. Czytałeś komentarze?
- Czytałem. Ale wiesz… oni się tak nią podniecają, bo to było nowe i niespodziewane – zauważył rozsądnie. – Jeśli by do nas dołączyła, przyzwyczailiby się i nie byłoby już problemu. Znowu skupiliby się na nas.  
- Ja jej u nas nie chcę. Nie jest nam do niczego potrzebna. To tylko chory wymysł Jamesa. A ty co o niej sądzisz?
Jackson wzruszył ramionami.
- Sam nie wiem. Nie rozmawiałem z nią. Ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Za to na pewno Finn będzie miał dużo do powiedzenia na jej temat, jeśli wiesz, co mam na myśli…  
- Dzień dobry – usłyszałem śpiewny głos i za Jacksonem nagle pojawiła się Valentina, ubrana w zwiewną sukienkę i z ciemnymi włosami związanymi w wysoki kucyk. Uświadomiłem sobie, że stałem w drzwiach jedynie w samych bokserkach, kiedy jej wzrok spoczął na mojej klatce piersiowej. – Proszę, proszę, co my tu mamy. – Nagle jej ciepły uśmiech zrobił się złośliwy. – Zawsze tak otwierasz ludziom drzwi?
- Pewnie, nie mam się czego wstydzić – burknąłem. – Idźcie, zaraz do was dołączę.
Zatrzasnąłem drzwi, po czym zacząłem przecierać oczy. Jeszcze dobrze się nie obudziłem, a oni już mnie ciągnęli na jakieś śniadanie, w dodatku z kompletnie niepotrzebną damską ozdobą. Powariowali.
Ubrany i nieco ogarnięty, pięć minut później zszedłem na stołówkę. Była pusta. Tylko jeden stolik był zastawiony, wyraźnie tylko dla nas. Naliczyłem sześć miejsc.  
- No, nareszcie jesteś, ile można czekać? – James pojawił się nagle znikąd za moimi plecami i klepnął mnie po ramieniu, tak jakbym nie był na niego cholernie wściekły. – Siadajcie.  
Valentina sfrunęła jak kolorowy promyk, siadając wdzięcznie obok Jamesa. Opadłem na krzesło jak najdalej od niej. Obok niej usiadł oczywiście Finn, co mnie wcale nie zdziwiło. Nikt nie zdążył jeszcze nawet otworzyć ust, kiedy zaczął coś do niej mruczeć:
- Liam chyba nie przywitał cię za ciepło, ale my to naprawimy. – Posłał jej jeden ze swoich „uwodzicielskich”, w jego opinii, uśmiechów.  
- Liam się poprawi – wtrącił James, też się uśmiechając, ale w jego spojrzeniu czaiła się groźba. Posłałem mu wściekłe spojrzenie i nic nie powiedziałem.  
- Czyli jednak dołączasz do nas na stałe? – Zack, jak to Zack, jedynie się uśmiechał. Jackson na razie nic nie mówił.
- No cóż, nie wiem, jaką decyzję podejmie mój agent. – Valentina zmarszczyła delikatnie swoje cienkie brwi. – Ale myślę, że jeden występ nie będzie go satysfakcjonował.  
- Raczej pojedyncze pięć minut, a nie występ – powiedziałem, nie mogąc się powstrzymać.  
- Liam – upomniał mnie James, jakby był moim ojcem.
- Ma rację – wtrąciła Valentina, posyłając mi złośliwy uśmieszek. – Moje pięć minut było za krótkie. Powinnam mieć więcej.
Cholera. Podstępna franca. Jakim cudem właśnie obróciła wszystko przeciwko mnie?
- Pamiętaj, że jesteś gościem w naszym zespole, a nie nową członkinią – powiedziałem gniewnie, mając gdzieś, co powie James. – Promujesz tylko film. Nie zajmujesz się śpiewaniem zawodowo.
- A co, sprawdzałeś mnie? – Uśmiechnęła się słodziutko. – Cóż, może to jednak czas, bym się tym zajęła na poważnie. Czytałam komentarze. Ludzie chyba mnie polubili.
Czemu nikt oprócz mnie nie widział, jaka była fałszywa? Finn wpatrywał się w nią tak intensywnie, że niemal leciała mu ślinka. Zack szczerzył się jak nienormalny, o Jamesie nawet nie było sensu wspominać. Tylko Jackson był moją nadzieją.
- W takim razie załóż własny zespół albo rozpocznij karierę solo. My mamy inny styl. – Gdyby spojrzenie mogło zabijać, Valentina leżałaby już pod stołem.  
- Wszystko się okaże, nie wybiegajmy za daleko w przyszłość – wtrącił James, chcąc zapewne powstrzymać moje dalsze wypowiedzi. – No, może coś zjedzmy. Potem będziecie mieli czas wolny.
- Super. Jak na szkolnej wyciecze – prychnął Finn. – A godzina policyjna?
- Nie jestem twoim cholernym ojcem, Finn. Złoję ci dupę dopiero, gdy się nie zjawisz na koncercie, a poza tym, rób co chcesz. – James nagle zerknął na Valentinę i posłał jej przepraszający uśmiech. – Panienka wybaczy ten język. Czasem już po prostu nie mogę wytrzymać z tymi chłopami.
- Doskonale to rozumiem – odpowiedziała, posyłając mi znaczące spojrzenie. Udałem, że tego nie widzę i mocno wbiłem widelec w kawałek nektarynki.
- Coraz ciekawiej to wygląda – mruknął do mnie Jackson.
- Zamknij się.  



Po skończonym śniadaniu przez jakiś czas nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Tak dawno nie miałem czasu wolnego, że zabrakło mi pomysłów na jego spędzanie. Wyszedłem najpierw na hotelowy taras, by pooddychać świeżym powietrzem, po czym uznałem, że to w sumie dobry moment, by zadzwonić do Alexii. Odebrała niemal od razu.
- Witaj, stary bracie.
- Witaj, stara siostro. Co tam?
- Co tam? To ja się powinnam pytać o to ciebie! – wrzasnęła do słuchawki, aż musiałem odsunąć telefon od ucha. – Czemu nie powiedziałeś mi o Valentinie Martínez?
- Czy na tym świecie nie ma już innych tematów? – prychnąłem. – Boże, Alexia, czemu wszyscy się tak nią jarają?
- Bo jest super! Obejrzałam wszystkie filmy z nią. Nie wiedziałam, że też śpiewa.
- Bo nie śpiewa. James zwariował i chce ją do nas dołączyć, żeby wypromowała swój film.
- Mówisz poważnie?
- Niestety.
- Niech cię szlag, Liam, że nie zabrałeś mnie ze sobą. Miałabym idealną przyjaciółkę.  
- Zaprzyjaźnij się z nią, a cię wydziedziczę – zagroziłem. – Rozpieprzyła nam cały koncert. Finn zaczął się do niej od razu ślinić, a James uważa, że ona idealnie do nas pasuje. Przecież to jakieś jaja.
- Finn się do niej ślinił?  
No tak, mogłem się spodziewać, że po imieniu „Finn” już nic innego nie dotrze do mózgu mojej siostry.
- Finn ślini się do wszystkiego, co się rusza i ma długie włosy.
- Nie mów tak. – Alexia zawsze go broniła, czego nie mogłem zrozumieć. Żeby chociaż miała do tego jakieś podstawy. Finn był cholernym zboczeńcem.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę, kazałem jej pozdrowić rodziców i rozłączyłem się. Wciąż nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić, dlatego siedziałem i po prostu gapiłem się przed siebie. Świetny pomysł na spędzenie czasu wolnego – gapienie się w krajobraz. Mój umysł nie był niczym zajęty, dlatego myśli szybko pofrunęły w stronę Ashley. Piosenka o niej nie ujrzała światła dziennego. Ciekawe, czy gdybym jednak ją zaśpiewał, to zorientowałaby się, że jest o niej?

- Ashley, poczekaj! – Złapałem ją za rękę, gdy wściekłymi ruchami wrzucała rzeczy do walizki. – Pogadajmy!
- Odpieprz się, Liam! – Odepchnęła mnie gwałtownie. – Wyprowadzam się.
- Poczekaj, pogadajmy o tym…
- O czym tu gadać? – Wyrwała mi się, wzburzona. Jej blond loki były rozwiane od gwałtownych ruchów. – Nie chcę cię już, nie potrafisz tego zrozumieć?!
- Nie, kurwa, nie potrafię! – krzyknąłem w końcu. – Jak niby mam to zrozumieć? Wszystko było ok, aż nagle przestałem ci pasować?! Nie zaakceptuję tego. Nie zgadzam się!
- Nie pytam cię o zgodę! – Wróciła do pakowania się. Stałem jak wmurowany, obserwując jej drobną posturę. Blond loki, niebieskie oczy, buzia w kształcie serca. Istny anioł. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Nigdy nie sądziłem, że ta drobna, idealna kobieta będzie w stanie mnie zranić. A jednak jej się udało.
- Jeśli teraz wyjdziesz bez żadnego wyjaśnienia, to stracisz mnie na zawsze – powiedziałem, za wszelką cenę starając się nie dopuścić do drżenia głosu. – Więc lepiej dobrze to przemyśl.
Prychnęła donośnie.
- I bardzo dobrze. – Zasunęła głośno walizkę. – Nie chcę cię już nigdy więcej oglądać.
Minęła mnie, nawet na mnie nie patrząc. Drzwi trzasnęły głucho, a po moim policzku potoczyła się samotna łza.  

- Czemu siedzisz tu sam?
Chryste, znowu ona. Obserwowałem, jak Valentina siada na fotelu obok. Złapałem się na tym, że gapię się na jej nogi, więc czym prędzej odwróciłem wzrok.
- Lubię być sam.
- I dlatego jesteś w zespole z trzema innymi facetami?
- Umiem tylko śpiewać. Ewentualnie komponować. Sam tekst bez muzyki jest nic nie warty.
Nie chciało mi się już na nią warczeć. Wspomnienie ostatnich chwil z Ashley na chwilę osłabiło moją złość na Valentinę. Tak właściwie to nie była jej wina, tylko Jamesa. Nie chciałem prezentować się jej jako kompletny dupek, więc przygryzłem wargę i mruknąłem:
- Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie.
- Łał – skomentowała, zakładając nogę na nogę. Nie patrz tam, Liam, kurwa, patrz na to błękitne niebo. – Nie sądziłam, że jesteś zdolny do wypowiedzenia takich słów.  
- Czasem jestem dupkiem, ale nie aż takim.
- Czyli zakopujemy topór wojenny?  
- Na razie tak – odparłem, zerkając na nią z ukosa. Cholera. Ładna była. Wcześniej byłem zbyt urażony, by zwrócić na to uwagę. Dopiero teraz, w blasku południowego słońca udało mi się dostrzec te jej egzotyczne korzenie. Miała idealne rysy twarzy, w sam raz na okładkę magazynu. Długie ciemne włosy też były niczego sobie. No i te nogi… kurwa. Przecież dopiero co miałem ochotę ją wywalić z naszego wspólnego śniadania, a teraz fantazjowałem o jej nogach? – Chociaż nadal cię nie lubię – dodałem.
- Ja też cię nie lubię – powiedziała z uśmiechem. – Ale nic nie wspominałam o przyjaźni, tylko o toporze wojennym.
- Zakopany. Na razie.
- To dobrze, bo inaczej nasza współpraca wyglądałaby nieciekawie – odezwała się, zmuszając, bym oderwał wzrok od jej nóg i skierował go na twarz. Wysoki kucyk odsłaniał jej opaloną szyję, ozdobioną dwoma pieprzykami.  
- Niby jak ma ona wyglądać? Ty promujesz film. My nie mamy z nim nic wspólnego – zauważyłem.
- Moglibyście mieć.
- W jaki sposób?
- Sama nie wiem. Jeśli będzie druga część, może któryś z was się do niej załapie. Wtedy nagramy kolejną piosenkę, tym razem wspólną.  
- Ja i aktorstwo? – Zaśmiałem się pod nosem. – O nie. Na pewno nie.
- Dlaczego?
- Nie widzę się w tym.
- No cóż, jeśli nie ty, to może Finn. Ma dość proporcjonalną twarz.
- On co najwyżej mógłby zagrać w filmie porno – skomentowałem.
- Aż taki z niego macho?
- On tak uważa, ja się nie będę wypowiadał. – Nagle gwałtownie wstałem. Nie chciało mi się tu siedzieć i gadać z Valentiną o Finnie. W ogóle o niczym nie chciało mi się z nią gadać. Była specyficzna. Nieco pyskata. Irytowała mnie, choć nie do końca potrafiłem powiedzieć, dlaczego. – Pójdę się przespać.
- W porządku – odparła i została na tarasie, podczas gdy ja wróciłem do hotelu.  



Wieczorem spełniło się marzenie Finna. Wyciągnął nas na imprezę, zadowolony jak nigdy. Normalnie pewnie bym odmówił, ale dzisiejsze bolesne wspomnienie o Ashley sprawiło, że właściwie miałem ochotę na jakiś czas zapomnieć.
O dwudziestej pierwszej weszliśmy do klubu. Finn wypinał do przodu klatę, rozglądając się za dziewczynami. Ja z Jacksonem i Zackiem usiedliśmy przy barze, zamawiając piwo. Barman dziwnie się na nas patrzył. Być może nas rozpoznał, ale mimo wszystko chyba nie byliśmy na tyle popularni, by wszyscy w klubie nagle rzucali się w naszą stronę po autografy. A szkoda.
Czasem jednak pojawiały się różne artykuły i plotki na nasz temat, dlatego i tak musieliśmy uważać. Łatwo było zniszczyć sobie reputację.  
- Poprosimy jeszcze jedno! – zawołał Zack do barmana.
- Przecież jeszcze nawet nie wypiłeś – zauważyłem.  
- To nie dla mnie, tylko dla Valentiny – powiedział prawie przepraszającym tonem. – Spóźni się.
- To ona też tu przychodzi?
- Integracji ciąg dalszy.
Do cholery. Nie chciałem jej tu. W ogóle nigdzie jej nie chciałem. Mogłaby już wrócić do tej swojej Hiszpanii albo promować film gdzie indziej. Byle z daleka ode mnie.
- Zajebiście – mruknąłem.  
Nagle na krzesło obok mnie z hukiem opadł Finn.
- Co właściwie masz do Valentiny? – ryknął mi do ucha, jakbym stał kilometr dalej. – Jest spoko!
- Nie dla mnie.
- Pierdolisz. Pewnie chcesz ją przelecieć i tylko udajesz, że jej nie lubisz.
Wywróciłem oczami, pociągając haust piwa.
- Masz zadziwiające teorie co do mojego życia seksualnego, Finn.
- Bo to, kurwa, nienormalne jest, żeby nie chcieć przelecieć takiej dupeczki!
- Jesteś pierdolnięty – skwitowałem, po czym dopiłem piwo, wstałem i stanowczo wkroczyłem na parkiet, byle już nie siedzieć z tymi dupkami. Zamierzałem znaleźć sobie lepsze towarzystwo.
Jedno piwo nie było na tyle mocne, by zawrócić mi w głowie, więc popchnąłem je jeszcze kilkoma kieliszkami wódki. Zwykle nie mieszałem, ale dzisiejszy dzień nie przebiegał za kolorowo, więc w sumie było mi już wszystko jedno. Po tych kilku drinkach wszystko stało się znacznie łatwiejsze. Wkrótce wykonywałem jakieś dzikie tańce z seksowną Brytyjką, która widocznie chciała czegoś więcej. Nie byłem jak Finn, nie zamierzałem skończyć z nią w obskurnej toalecie, ale gdy wepchnęła mi ochoczo język do ust, nie protestowałem. Nawet poczułem ciasnotę w spodniach, więc stwierdziłem, że małe obmacywanko jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Pozwoliłem, by ręka dziewczyny zjechała w dół. Swoją położyłem na jej tyłku. Był całkiem spory. Nie gruby, po prostu zgrabny. Ashley miała małe pośladki, których się wstydziła, ale ja uważałem, że były urocze.
Mimowolnie zacząłem się zastanawiać, jaki w dotyku był tyłek Valentiny.  
Kurwa. Co mnie to obchodziło?
- Idziemy do mnie? – wymruczała dziewczyna.  
Nie znałem nawet jej imienia. Nie chciałem być jak Finn, ale, do cholery, też miałem swoje potrzeby.  
- Do mnie – odparłem, gryząc ją w płatek ucha. Wolałem być na swoim gruncie, w dodatku miałem pewność, że użyję jeszcze zdatnych prezerwatyw i laska nie wrobi mnie w ojcostwo. Dziewczyna ochoczo skinęła głową i już po chwili wychodziliśmy z klubu, mijając po drodze Valentinę. Była ubrana w obcisłą czerwoną sukienkę i uważnie mi się przypatrywała. Chcąc nie chcąc, poczułem, że staje mi jeszcze bardziej. Kurwa. Nie. Nie chciałem się nią podniecać.  
Posłałem jej jedynie kpiący uśmiech, mocniej ściskając tyłek Brytyjki.
- A jednak jesteś dupkiem – mruknęła Valentina, kiedy ją mijaliśmy. Nie skomentowałem tego. Naprawdę? Ja byłem dupkiem? Ciekawe, co by powiedziała, gdyby wiedziała, co wyprawia Finn. Może to akurat ją dzisiaj przeleci. Miałem to gdzieś.
Z hukiem otworzyłem drzwi od pokoju hotelowego. Nagle wezbrała we mnie jakaś wściekłość. Wściekłość na Valentinę, bo była pyskata i bezczelna. Wściekłość na Ashley, bo mnie zostawiła bez słowa wyjaśnienia. Na Jamesa, który rozwalił mi koncert i nie pozwolił na moment, który miał być przełomowy, razem z przełomową piosenką.  
- Rozbieraj się – rzuciłem do dziewczyny, wyjmując jednocześnie prezerwatywę z szuflady. Dziewczyna posłusznie rozsunęła suwak sukienki i rzuciła ją na ziemię. Nie miała na sobie bielizny, co mogłem zauważyć w słabym świetle latarni świecącej przez okno. Szybko pozbyłem się spodni, bokserek i koszulki, po czym pchnąłem dziewczynę na łóżko. Dalej nie wiedziałem, jak ma na imię. Może jednak byłem dupkiem, ale w tej chwili mało się to dla mnie liczyło. Gwałtownie rozchyliłem jej nogi. Jeśli chciała czułości, to musiała się rozczarować. Nie byłem w nastroju. Mocno przygryzłem jej sutek, na co jęknęła. Jęk przeszedł w okrzyk, kiedy dostałem się mocnym pchnięciem do jej środka. Złapałem ją za ręce i przycisnąłem mocno do łóżka. Wykonywałem równomiernie pchnięcia, wyobrażając sobie, że to Ashley.  
Parę minut później stoczyłem się z niej, dysząc ciężko. Zużytą prezerwatywę wyrzuciłem do kosza i założyłem bokserki, wstając z łóżka, by się czegoś napić. Nie miałem głowy, by teraz zabawiać dziewczynę, która siedziała przykryta pościelą na łóżku i wyglądała, jakby nie wiedziała, co ma robić.
- Sorry, kochana – powiedziałem, popijając wodę. – Nie urządzam tu nocowania.
- Mam sobie iść? – spytała, a ja nie mogłem uwierzyć, że na jej twarzy autentycznie wymalowała się obraza.
- A czego się spodziewałaś?
Prychnęła donośnie i zaczęła się ubierać. Przyglądałem się temu beznamiętnie. Czego oczekiwała? Że po dzikim seksie wezmę ją w ramiona i oznajmię, że nagle stała się miłością mojego życia? Nawet Julia dłużej znała Romea.  
- Dupek z ciebie – rzuciła, przechodząc obok mnie i wychodząc przez drzwi, którymi donośnie trzasnęła.
Tak. Już to dziś słyszałem.

1 022 czyt.
93%154
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3774 słów i 20990 znaków.

4 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 20 marca

    Chamisko bezczelne. Niedaleko pada jabłko...  

  • Lolissss

    Lolissss · 20 marca · 369223569

    Jaki ojciec taki syn jak to mówią XD ale No cóż, jakoś ta valentina mi nie pasuje i wolałabym u niego spokojna dziewczynę która nie wie ze liam jest sławny oby szybko do następnej kochana!

  • Speker

    Speker · 20 marca

    A to coś w rodzaju rockpolo? fajne to, to xd
    Duży przeskok w historii. Opowiadanie zapowiada się baaardzo ciekawie.

  • Lula

    Lula · 20 marca

    Ach ten Liam 😂😁