Kiedyś ci wystarczę - 29| Muszę wiedzieć, czy to już koniec

wykorzystana piosenka: Nick Jonas & Robin Schulz - Right Now  


Kiedy mama w końcu mogła wrócić do domu, świętowaliśmy to na skalę Bożego Narodzenia czy innych świąt. Przeleżała w szpitalu jeszcze półtora tygodnia, ale to nie było aż takie ważne. Najważniejsze było to, że w końcu któregoś dnia otworzyła oczy i mogła już oddychać samodzielnie. Jej serce biło, nie miała ubytków neurologicznych – więc wszelkie gipsy, dreny, szwy i maszyny nie były problemem. Co prawda, chcieli ją zatrzymać w szpitalu jeszcze dłużej, ale miała dobre wyniki badań, więc w końcu lekarz ulitował się i ją wypisał. Dodał, że choć nie jest do końca przekonany, to jednak najlepiej zdrowieje się we własnym domu i wśród rodziny.  
Gdy w końcu mogłem się porządnie wyspać, przypomniało mi się to, co powiedziałem Alexii o Ashley. Powiedziałem to pod wpływem chwili, ale później zacząłem się nad tym poważnie zastanawiać. Właściwie, co miałem do stracenia? W tej chwili mogłem już tylko zyskać. Valentina odeszła, a ja miałem dość ganiania za nią. Ashley była obok, nagle chętna na moje towarzystwo. Wiedziałem, że nie będę miał z nią prawdziwego związku, ale przecież w ogóle nie o to mi chodziło – chciałem się nią zabawić, wykorzystać, tak jak ona zrobiła to ze mną. Byłem okrutny? Może. Miałem to w dupie. Nigdy w życiu nie zniżyłbym się do takiego zachowania, gdybym nie znał prawdy o Ashley. Skoro ona mogła, dlaczego ja miałem potraktować ją inaczej?
Po powrocie mamy do domu zadzwoniłem do Ashley, licząc, że nie zmieniła numeru. Odebrała niemal od razu.
- Liam! – Nie wydawała się zaskoczona, tylko bardzo zadowolona, jakby spodziewała się, że zadzwonię. Cóż, ostatecznie miała rację. – Nie spodziewałam się telefonu od ciebie.
- A jednak go dostałaś. – Mój głos był szorstki, pozbawionych jakichkolwiek emocji i było mi z tym dobrze. Czy jej to pasowało, miało się okazać. – Dalej chcesz mnie odzyskać, Ashley?
- Najbardziej na świecie – mruknęła do słuchawki.
- W porządku – powiedziałem, jakbym godził się na umowę kupna telewizora. – Ale pod paroma warunkami.
- Jakimi? – Chyba dopiero teraz ją zaskoczyłem.
- Nie będziesz wspominała o Valentinie.
- To ta księżniczka, którą u ciebie zastałam? – prychnęła.  
- Tak, to ona. Masz o niej nie wspominać.
- Z miłą chęcią. Co jeszcze?
- Jeśli naprawdę chcesz ze mną być, to musimy zmienić parę spraw. Nie będziesz się ze mną wykłócać o bzdury. Nie będziesz mieć do mnie pretensji o nic. Nie będziesz narzekać ani manipulować mną. Nic z tych rzeczy, które robiłaś poprzednim razem. Jesteś w stanie to zrobić?  
Chwilę milczała, wyraźnie zszokowana. Cierpliwie czekałem.
- Chyba tak – odparła w końcu. – Ale…
- Nie ma żadnego „ale” – przerwałem jej stanowczo. – Zrobisz którąkolwiek z tych rzeczy i odejdę. Natychmiast. Rozumiesz?
- Tak – wydukała.  
- W porządku. W takim razie wiesz, gdzie mnie szukać.
Rozłączyłem się, myśląc, czy moje słowa w ogóle miały dla niej jakiekolwiek znaczenie i czy faktycznie się do nich zastosuje, czy od razu poleci do Finna. Póki co, miałem pewną palącą potrzebę, która nie mogła czekać. Przed wyjściem zajrzałem jeszcze do mamy. Spała. Taty ani Alexii nie było w domu, więc zrobiłem jej herbatę, którą położyłem na szafce nocnej na specjalnej podstawce, którą podłączyłem kablem do kontaktu tak, by podgrzewała herbatę. Napisałem kartkę, że wrócę niedługo i że jakby co, ma do mnie dzwonić. Postawiłem kartkę opartą o herbatę, po czym po cichu wyszedłem, zabierając klucze do mieszkania.
Wchodząc do środka, poczułem się cholernie dziwnie. Dopiero co rozkładałem tu rzeczy swoje i Valentiny – teraz zostały już tylko moje, których jeszcze nie zabrałem przez wypadek mamy. Na blacie w kuchni wciąż stały nasze kubki, w których robiłem kawę, zanim zjawiła się Ashley. Ze złością wysypałem kawę do śmietnika, a kubki schowałem do szafek. Jeszcze nawet tu nie zamieszkałem z Valentiną, a jej obecność była wyczuwalna wszędzie. Nie byłem pewien, czy będę w stanie tu mieszkać, choćby krótko przebywać, myśląc o niej na każdym kroku.
Bolała mnie każda myśl o niej. Codziennie myślałem, czy mam do niej zadzwonić. Łapałem za telefon, a po chwili go odkładałem. Dzwonienie do niej nie miało sensu. Gdyby chciała, zostałaby ze mną. Gdyby pożałowała odejścia, sama by zadzwoniła. Może jej to pomogło, ale mnie na pewno nie. Nie chciałem Ashley. Chciałem ją, ale ona uważała, że wie lepiej, co siedzi w mojej głowie. Jak zwykle nie dawała nic sobie wytłumaczyć, więc jaki był sens próbować?
Siedziałem na łóżku, kiedy usłyszałem, że drzwi się otwierają. Specjalnie zostawiłem je otwarte, by nie musieć wstawać i iść do nich, witać Ashley jak w domu. Poczekałem, aż sama mnie znajdzie. Weszła niepewnie do sypialni, szukając mnie. W końcu zawiesiła na mnie wzrok, a ja ponownie poczułem dreszcz nostalgii. Po chwili jednak minął i znów mogłem patrzeć na Ashley zobojętniałym wzrokiem.
Miała poważną minę, która wyglądała u niej dziwnie. Wyglądała, jakby chciała porozmawiać, ale ja nie chciałem. Podniosłem się lekko z łóżka i stanąłem naprzeciwko niej.
- Rozbieraj się – rzuciłem, a ona wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Co? Nie, misiu, poczekaj. Muszę z tobą porozmawiać…
- Nie będziemy rozmawiać – powiedziałem szorstko, jednym ruchem wyjmując pasek ze szlufek spodni. Odrzuciłem go na podłogę, gdzie upadł z brzdękiem. Ashley wzdrygnęła się. – Wszystko jest już wyjaśnione. Chciałaś mnie z powrotem. Masz mnie. Wykorzystaj to.
Coś zapłonęło w jej oczach i wiedziałem, że drugi raz nie będę musiał powtarzać. Nie obchodziły mnie jej pobudki – miałem własne. Sprawnie wyskoczyła z dżinsów, a ja momentalnie zatęskniłem za sukienkami, które nosiła Valentina. Zawsze zwiewne, kolorowe, odsłaniające jej piękne nogi. Uwielbiałem na to patrzeć.
Chwilę później Ashley stała już przede mną kompletnie naga, więc musiałem przegnać Valentinę z myśli, jeśli miałem się skupić na tym, co zamierzałem zrobić. Pchnąłem ją na łóżko, w międzyczasie zdejmując koszulkę i rozpinając dżinsy. Położyłem się na świeżej pościeli i wtedy po raz pierwszy zwątpiłem, że dam radę. Ashley pachniała inaczej niż Valentina, wyglądała inaczej, jej ciało było inne w dotyku. Kiedyś znałem je na pamięć, teraz było dla mnie cholernie obce i to powodowało, że miałem ochotę ubrać się i wyjść.  
- Co jest, misiu? – Usłyszałem jej natarczywe pytanie. Wpatrywała się we mnie pytająco, już czekając z rozłożonymi nogami. Siłą woli zmusiłem się, by dokończyć to, co zacząłem. Wszedłem w nią szybko i gwałtownie, starając się nie myśleć o tym, że jeszcze niedawno na moim miejscu był Finn. Ashley pisnęła głośno, a ja zamknąłem oczy, przywołując obraz Valentiny, wyobrażając sobie, że to ona tu leżała, że wcale nie była tysiące kilometrów ode mnie…  
Dlaczego ode mnie odeszłaś?, pytałem jej odbicie, ale ona nic nie odpowiadała. Ashley wiła się pode mną i wbijała we mnie paznokcie, ale nawet nie byłem w stanie o niej myśleć. Niemal prosiłem, żeby to była Valentina. Już nie byłem pewny, czy dobrze robiłem.
Kilkanaście minut później leżałem bez ruchu, wpatrując się w sufit. Ashley tuliła się do mnie jak kotka, mówiąc, jak bardzo jej mnie brakowało. Coś potakiwałem, ale myślami byłem kompletnie gdzie indziej. Dopiero jej pytanie wyrwało mnie z zamyślenia:
- Czyli co, wprowadzam się? – Spojrzała na mnie z promiennym uśmiechem, jakby był to najwspanialszy pomysł świata, a ja automatycznie poczułem panikę.
- Nie tak prędko. Nie powiedziałem, że tu zamieszkamy. Sam nie wiem, czy tu zamieszkam. Moja mama miała wypadek. Jestem jej potrzebny w domu.
- Twoja mama miała wypadek? – zdziwiła się, a ja uświadomiłem sobie, że nawet jej o tym nie powiedziałem. Nie czułem potrzeby, by się z nią tym dzielić. Gdyby nie to, że jak każdy normalny facet potrzebowałem czasem kogoś do łóżka, w ogóle bym się do niej nie odezwał.
Koniec końców, odwiozłem Ashley do domu, a potem wróciłem do siebie, ścierając jednocześnie z ust jej szminkę. Zajrzałem do mamy, ale nadal spała, choć połowa herbaty zniknęła z kubka. Poszedłem do siebie, czując się kompletnie wypluty. Ponownie spojrzałem na komórkę, po raz setny rozmyślając o tym, czy do niej zadzwonić.
Nagle dostałem jakieś powiadomienie. Okazało się, że James chyba postanowił odpowiedzieć na prośby fanów, bo YouTube właśnie poinformował mnie, że została upubliczniona pełna wersja piosenki mojej i Valentiny. Klip samowolnie się uruchomił, ale ja wyłączyłem go po pierwszych sekundach. Nie mogłem słuchać tej piosenki, głosu Valentiny i tych słów, napisanych przez nią. Od początku nie miały pozytywnego wydźwięku, od początku czułem, że coś jest nie tak. Miałem, kurwa, rację, i to cholernie bolało.



W nocy wierciłem się z boku na bok. Nie mogłem spać. Zasypiałem na dwadzieścia minut, po czym się budziłem i tak w kółko. W końcu postanowiłem darować sobie próby zasypiania, bo to tylko bardziej mnie męczyło. Chwyciłem za telefon i kliknąłem w link, kierujący do naszej piosenki. Z wyciszonym dźwiękiem czytałem komentarze.

Anna: Piękna piosenka, wzruszyłam się. Nie sądziłam, że po początkowej niechęci zrobią razem coś tak cudownego.

Xxbestxx: Zwykle nie słucham tego typu piosenek, ale to jest sztos!

MissKatrina: Cudowna piosenka! PS. Czy ktoś ostatnio widział ich razem? :<  

Blabla69: Chyba się rozstali, a przynajmniej nic o nich ostatnio w mediach nie ma. Fajna piosenka.

Po każdym takim komentarzu prychałem coraz głośniej. Czy ci ludzie nie mieli własnego życia, tylko uparli się, by nas obserwować? Swoją drogą, dawno nie sprawdzałem artykułów na nasz temat. Przeszedłem na stronę plotkarską i wpisałem swoje nazwisko. Wyskoczył mi jakiś artykuł, gdzie ktoś sfotografował Valentinę na płycie lotniska. Nawet nie czytałem, co było napisane pod zdjęciem, bo zapewne tylko jakieś bzdury. Już zamierzałem wyjść z tej strony, kiedy spojrzałem ponownie na zdjęcie Valentiny. Chowała twarz, więc nie było jej widać. W tle ogromny zegar wskazywał godzinę piątą rano. Czyli to zdjęcie zostało zrobione po tym, jak przyszła do szpitala. Wykorzystała moment, kiedy mama prawie umarła, by perfidnie i tchórzliwie zwiać do Hiszpanii. Nienawidziłem jej za to i jednocześnie jeszcze bardziej za nią tęskniłem. Ona się tak nie zachowywała. Moja Valentina była inna. Czy to możliwe, by pojawienie się Ashley tak na nią wpłynęło, czy może chodziło o coś więcej?
Gdy w końcu usnąłem, przyśniła mi się nasza noc. Obudziłem się z lekko wilgotnymi oczami i zerknąłem na zegarek. Szósta rano. Byłem wyczerpany, pod oczami czułem piasek, ale wiedziałem, że zasypianie nie miało sensu. Czy pogrążony we śnie, czy nie, ciągle i tak myślałem o Valentinie. Może to był w końcu czas, by dać upust swoim uczuciom.
Przyciągnąłem do siebie notes i jakiś długopis. Chwilę myślałem, a potem po prostu przyłożyłem długopis do kartki i słowa zaczęły się ze mnie wylewać, jak w transie. Pisałem szybko, jedna myśl goniła drugą. Podobno ból i cierpienie pisały najlepsze piosenki. Może jednak coś w tym było. Gdy na trasie próbowałem pisać, musiałem się do tego zmuszać, a i tak nic mi nie wychodziło. Wmawiałem sobie, że cierpiałem po Ashley i może faktycznie tak było, ale ten ból, który czułem teraz, był inny, silniejszy. Po raz kolejny zawiodłem się na kobiecie, po raz kolejny złamała mi serce, choć tym razem myślałem, że będzie inaczej.
Widać myślenie nie wychodziło mi najlepiej.

Right now, you know I miss your body
So I won't kiss nobody until you come back home
And I swear, the next time that I hold you
I won't let you go nowhere
You'll never be alone, I'll never let you go



Po południu poszedłem na spotkanie z nowym perkusistą, Cameronem. Ostatecznie wziąłem go do zespołu, bo nie udało mi się znaleźć nikogo lepszego. Nie był Finnem, oczywiście, ale grał całkiem dobrze. Całkiem dobrze nie oznaczało jednak, że za nami nadążał, czy wpasowywał się w rytm naszych piosenek, więc zwołałem Zacka i Jacksona, byśmy wspólnie trochę pograli, by Cameron mógł się do nas dopasować. Chłopaki nie byli do końca zadowoleni z nowego członka zespołu i wiedziałem, że mieli do mnie żal. Ja sam też go do siebie miałem, a przynajmniej w jakimś stopniu.  
Graliśmy prawie trzy godziny, aż w końcu zdecydowaliśmy, że chyba trzeba coś zjeść. Cameron przeprosił nas i wyszedł na papierosa. Wtedy Jackson posłał mi wymowne spojrzenie.
- No, wal – burknąłem, odstawiając mikrofon. – Widzę, że wyraźnie masz mi coś do powiedzenia.
- A żebyś wiedział. Ten gość… – Wskazał na drzwi, przez które wyszedł Cameron. – Kompletnie do nas nie pasuje.
- Nie jest zły.
- Nie powiedziałem, że jest zły, tylko że do nas nie pasuje. – Jackson był lekko rozzłoszczony. – Myli się, gdy tylko muzyka powinna przyspieszać, nie pamięta piosenek, które mamy grać. W dodatku prawie z nami nie rozmawia, o nic nie pyta. I to ma być zespół? Trzech kumpli i jedna znajda, nie wiadomo skąd?  
Miał rację, dlatego po próbie czułem się jeszcze gorzej niż przed. Zmęczony i wściekły, zmierzałem w stronę domu. Było nieznośnie gorąco, wręcz parno, jakby zanosiło się na burzę. Sądziłem, że czasy upałów już przeminęły, ale najwyraźniej przyszła do nas jeszcze jakaś gorąca fala, bo aż ciężko mi się oddychało. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w domu, włączyć wiatrak, rzucić się na łóżko i nie myśleć już o niczym – czy może raczej pomyśleć, jak mam uratować swój zespół i swoje życie.
Kiedy w końcu zamknąłem drzwi wejściowe i znalazłem się w chłodnym wnętrzu, prawie zderzyłem się z Alexią. Miała na sobie sportowy strój i właśnie zawiązywała buty.
- Co robisz? – spytałem z zaskoczeniem.  
- Idę pobiegać.
- Teraz? Wieczorem? Zaraz się ściemni, w dodatku jest cholernie gorąco. Zresztą, od kiedy biegasz?
- Odczep się, Liam – burknęła i wyminęła mnie gwałtownie, otwierając drzwi. Zniknęła za nimi, zanim zdążyłem powiedzieć jedno słowo.
Widać Alexia miała swój własny sposób na radzenie sobie z bólem.



Dokończyłem piosenkę podczas kolejnej nieprzespanej nocy, a gdy wybiła czwarta nad ranem zacząłem się trochę nudzić, więc zadzwoniłem do Ashley. Odebrała, lekko zaspana i zła, ale nie wiedzieć czemu, zgodziła się na spotkanie. Chyba bardziej liczyłem na to, że zwymyśla mnie od nienormalnych. Bo to było nienormalne – dzwonić do kogoś o czwartej nad ranem i umawiać się na seks. Niemal chciałem, by mi odmówiła, bo może wtedy potrafiłbym zejść na ziemię. Zmieniałem się i to nie na dobre. Nie miałem też żadnej motywacji, by wracać na poprzednią ścieżkę – brałem, co chciałem, a jeśli mi nie odmawiano, brałem jeszcze więcej.
Pojechałem do mieszkania, a tam nie pozwoliłem Ashley nawet dojść do słowa. Przeleciałem ją szybko i brutalnie, licząc, że chociaż to mnie jakoś uśpi, ale nic z tego. Ona po wszystkim patrzyła się na mnie badawczym wzrokiem i pytała, co mi jest – co i tak było sporym przejawem empatii, jak na nią – ale olewałem jej pytania. To rozwścieczyło Ashley na tyle, że chwilę później znów leżała z rozłożonymi nogami, a ja wchodziłem w nią szybkimi ruchami i nie czułem kompletnie nic.
Parę razy myślałem, by rzucić jej w twarz oskarżeniami. Powiedzieć, że wiem o Finnie i o tym, co wyprawiała. Nawet chciałem się z nią skonfrontować, zobaczyć jej minę i posłuchać tłumaczeń, ale to by wszystko zniszczyło – a Ashley była chwilowo moją ucieczką. Nie za skuteczną, ale zawsze. Nie chciałem się jej pozbywać. Chciałem ją mieć, by móc zadzwonić do niej o czwartej nad ranem, gdy potrzebowałem seksu. Wciąż nie wiedziałem, dlaczego wróciła, ale nie pytałem, a ona też chyba nie chciała mi się zwierzać.
Rano wróciłem do domu, wciąż nie odpowiadając na żadne z pytań Ashley. Wszedłem do kuchni, gdzie Alexia jadła naleśniki – sama, co było dziwne.
- Gdzie rodzice? – rzuciłem, podchodząc do ekspresu i włączając go.
- Pojechali do szpitala.
Odwróciłem się w jej stronę tak gwałtownie, że aż zabolała mnie szyja.
- Co? A ty tak spokojnie raczysz się naleśnikami? Dlaczego pojechali?
- Mamie wdało się zakażenie w ranę. Niezbyt poważne, ale tata zabrał ją od razu, żeby nafaszerowali ją antybiotykami, zanim się rozwinie.
Nieco się uspokoiłem, choć wiedziałem, że zakażenie pooperacyjne to czasami niebezpieczna rzecz. Postanowiłem się jednak nie martwić na zapas, bo wiedziałem, że jak zacznę, to mózg w końcu mi eksploduje. Gdy ekspres buczał donośnie, robiąc mi kawę, wyjąłem komórkę i przeczytałem jeszcze raz tekst mojej nowej piosenki. Zanim zdążyłem się rozmyślić, wysłałem go do Jacksona i Zacka, prosząc o skomponowanie muzyki. Nie wiedzieć czemu, chciałem jak najszybciej wydać tę piosenkę. Może chciałem, by Valentina ją usłyszała i zrozumiała, jak mocno mnie zraniła.
- Gdzie byłeś? – Usłyszałem chłodne pytanie Alexii.  
- W naszym starym mieszkaniu.
- A z kim i po co?
Westchnąłem, chowając komórkę do kieszeni. Alexia jak zwykle chciała wiedzieć wszystko.
- Byłem z Ashley. Po co, sama się możesz domyślić.
- Domyślam się. – Z hukiem odstawiła na stół kubek kawy. – To obrzydliwe.
- Dla mnie obrzydliwy był ten twój cały Christopher, ale nie mówiłem ci tego wprost, bo…
- Mówiłeś za to inne rzeczy! Więc nie oczekuj, że ja będę siedziała cicho, podczas gdy ty rozpieprzasz sobie życie, na własne życzenie męcząc się z Ashley. – Wstała, patrząc na mnie ze złością.
- Ja sobie rozpieprzam? – powtórzyłem. – Czemu mówisz to tak, jakby to była moja wina? – Ekspres zagrał cichą melodyjkę, dając mi do zrozumienia, że kawa była gotowa, ale nawet po nią nie sięgnąłem. – To Valentina mnie zostawiła. To ona odeszła. Od początku w coś ze mną pogrywała. Ja byłem fair.
- Nie, nie byłeś! Valentina nie mogła na tobie polegać.
Poczułem się, jakby Alexia wylała na mnie właśnie kubeł zimnej wody.
- Naprawdę? – spytałem chłodno. – Tak ci powiedziała? Widzę, że się mocno zaprzyjaźniłyście.  
- Owszem. Opowiedziała mi kawałek swojej historii, a ty widzisz tylko jedną stronę medalu. Nie dawałeś jej pewności. Skakałeś z kwiatka na kwiatek. Nie lubiłeś jej, a gdy poczułeś, że zaczynasz coś do niej czuć, przygruchałeś sobie tę całą Grace. – Prychnęła głośno z pogardą. – By móc ją pieprzyć na boku i chcieć, żeby to była Valentina.
- Jestem twoim bratem – rzuciłem szorstko. – Nie mów o mnie jak o starym zboczeńcu. – Czułem jednak palący wstyd, bo Alexia miała rację – tylko nie w kwestii Grace, a Ashley.
- Ona nie chciała odchodzić – mówiła dalej Alexia. – Ale wiedziała, że ty dalej będziesz myślał o Ashley i że ostatecznie to właśnie ją wybierzesz.
- Czemu wszystkie uważacie, że wiecie lepiej, co siedzi w mojej głowie? Nie wybrałem jej! – Grzmotnąłem pięścią w blat kuchenny.
- Naprawdę? – zapytała Alexia ironicznie. Spuściłem lekko głowę w dół, za wszelką cenę nie chcąc przyznać siostrze, że ma trochę racji. – Valentina miała kiedyś bardzo poważny problem – dodała nagle spokojniej, a ja gwałtownie uniosłem głowę. – Cierpiała jeszcze bardziej, niż ty po Ashley. Niż ja po Christopherze. Nie masz o niczym pojęcia.
- Skoro ty masz, to może łaskawie mi powiedz, o co, do cholery, chodzi w tym wszystkim! – wykrztusiłem, czując się, jakbym miał zaraz dostać gorączki. – Od początku czułem, że coś jest nie tak. Wydzwaniał do niej jakiś dziwny koleś. Krzyczała, że ma dać jej spokój. O to chodzi? Alexia, do cholery, powiedz…
- Nie mogę ci tego powiedzieć. To jest jej tajemnica. Gdyby chciała, sama by ci powiedziała. To ona musi ci o tym powiedzieć, gdy będzie gotowa. – W głosie siostry usłyszałem nutę żalu. – Ja ci tylko przedstawiam zarys sytuacji, młotku, żebyś całkiem nie zniszczył sobie życia. Powinieneś o nią walczyć. Valentinie na tobie zależy. Musi tylko mieć pewność, że nie myślisz o Ashley, ani o żadnej innej, tylko o niej. Więc jeśli nie potrafisz tego zrobić, to zostaw ją w spokoju. Ale jeśli potrafisz… – Zawiesiła na chwilę głos, a ja miałem w głowie totalną pustkę. – To jeszcze możesz być szczęśliwy. Choć jedno z nas powinno być z tym, kogo kocha. – Głos lekko jej się załamał. – Ja zawsze źle wybieram. Najpierw Finn, potem Christopher…  
- Nie wybierasz źle – odparłem automatycznie. – To po prostu oni byli dla ciebie nieodpowiedni. Nie zasługiwali na ciebie. Jeszcze znajdziesz szczęście. Zobaczysz.
Chciałem ją przytulić, ale tylko pokręciła głową i mnie odepchnęła.
- Wypij kawę, bo ci całkiem wystygnie. I zastanów się nad tym, co mówiłam – rzuciła szybko i wybiegła z kuchni, zostawiając mnie samego, jeszcze bardziej bezradnego niż wcześniej.

712 czyt.
100%134
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4048 słów i 21796 znaków, zaktualizowała 17 maj o 22:10.

4 komentarze

 
  • Iga21

    Iga21 · 18 maja

    No niezle

  • agnes1709

    agnes1709 · 18 maja

    Młoda pięknie mu dogadała

  • Lula

    Lula · 18 maja

    Noo Liam dasz radę 😙😙

  • agnes1709

    agnes1709 · 17 maja

    Ale kozaki kawałek!!! Zawijam. Dzięki