Kiedyś ci wystarczę - 15| Jeśli chcesz rządzić, upewnij się najpierw, że masz rację

użyta piosenka: Ashley Tisdale - Love me & let me go  
https://www.youtube.com/watch?v=Wj6gVn2WBfM


Grace zsunęła się ze mnie z leniwym uśmiechem. Widziałem krople potu na jej dekolcie. Położyła się obok mnie, oddychając ciężko.
- Było mi to potrzebne – westchnęła, po czym obróciła się i wtuliła we mnie niczym kotka. Z irytacją zacisnąłem usta. Chciałem iść do toalety, ale objęła mnie niczym diabelskie sidła i nie puszczała. Zresztą, jak zwykle. Zastanawiałem się, po co właściwie dziś do niej przyszedłem. Naprawdę aż tak potrzebowałem seksu? Przecież chciałem to zakończyć. Nagle jednak nie wiedziałem, czy powinienem. Valentina kapryśnie tego ode mnie zażądała w zamian za rzucenie palenia. Idiotyczny układ. Ja dbałem o jej zdrowie, a ona co? Tak mi się odpłacała? Nie chciałem teraz zrywać z Grace, bo wyszłoby na to, że jestem pieskiem Valentiny i spełniam jej każde życzenie. O nie, do tego nie zamierzałem dopuścić. Od kiedy to kobieta miała nade mną władzę?

- Nie chcę iść do kina. – Ashley zacisnęła usta w wąską kreskę. – Posiedźmy w domu.
Westchnąłem, z całych sił próbując się nie wkurzyć.
- Jak ostatnio siedzieliśmy w domu, to marudziłaś, że chcesz wyjść.
- Wtedy był piękny dzień, a my zamulaliśmy niczym staruszki! – Uderzyła pięścią w poduszkę. – Dziś mam okres, boli mnie brzuch i nie chcę wychodzić!
- Dopiero co gadałaś o tym filmie! – Już za nią nie nadążałem. – I mówiłaś, że chcesz pójść go obejrzeć, zanim go wycofają.
- Nie mówiłam, że chcę go oglądać, kiedy boli mnie brzuch!  
- Dobra, nie pójdziemy. – Odwróciłem się i opadłem na kanapę, włączając telewizor. – Tylko potem mi nie mów, że nie poszliśmy z mojej winy.
- Nie martw się o to – prychnęła Ashley i położyła się na łóżku, zwinięta w kłębek.
Chyba przysnąłem. Pokój był cały pogrążony w ciemności, a ja czułem delikatne szturchania między żebrami.
- Misiu, obudź się.
- Co się dzieje? – mruknąłem, nie otwierając oczu.
- Czuję się trochę lepiej. Może jednak pójdziemy do kina?
- Serio? – wymruczałem z niezadowoleniem, otwierając jedno oko i patrząc na Ashley z dezaprobatą. – Jest pieprzony wieczór. Nie wiadomo, czy jeszcze jest jakiś seans. Naprawdę nie mogłaś zdecydować się wcześniej?
- Wcześniej źle się czułam! – Zrobiła minę obrażonego dziecka, a ja cicho wypuściłem powietrze.
- Dobra. Sprawdzę godziny seansów i jeśli jeszcze jakiś będzie, to możemy pójść.
Potrzebowałem dobrej chwili, by się rozbudzić, przez co do kina dojechaliśmy spóźnieni. Dziewczyna za kasą oznajmiła nam, że już nie ma biletów, bo wszystkie miejsca są zajęte. Ashley aż poczerwieniała ze złości.
- Oczywiście, musiałeś się tak grzebać? – wysyczała do mnie, gdy wsiedliśmy w autobus powrotny. – Gdybyś był łaskaw trochę szybciej się ogarnąć, pewnie byśmy zdążyli i siedzielibyśmy teraz na filmie!
- Nie wiesz tego. Może wszyscy wykupili bilety wcześniej, przez Internet – zauważyłem.
- No to i my mogliśmy tak zrobić! Ale nie, musiałeś zasnąć, a później wybierać się jak sójka za morze. Pewnie już nie zobaczę tego filmu. – Odwróciła wzrok, a ja zaczynałem mieć powoli dość tego dnia.
- Przecież niedługo będzie dostępny online.
- Chciałam obejrzeć go w kinie – syknęła, wyraźnie obrażona. Nawet nie zareagowałem. Zacisnąłem dłoń w pięść i odwróciłem się do okna, oddychając głęboko, by się uspokoić. Jakim cudem to zawsze ja byłem tym złym?


- Muszę się przewietrzyć – rzuciłem automatycznie, ledwo zdając sobie z tego sprawę. Szybkim ruchem odsunąłem się od Grace i zacząłem się ubierać.
- Mogę pójść z tobą. – Grace już się podnosiła, ale zastopowałem ją:
- Nie, nie ma takiej potrzeby. Potrzebuję być chwilę sam.
Jej twarz nagle się zmieniła. Jeszcze przed chwilą się uśmiechała, teraz wyglądała, jakby miała ochotę mnie zabić.
- Sam, czyli z Valentiną? – syknęła, a ja uniosłem brwi.
- O co ci chodzi?
- O to, że mnie okłamujesz! – Wstała gwałtownie z łóżka. Kołdra opadła na podłogę, a Grace zaczęła nerwowo szukać swoich spodni. – Ciągle mówisz, że chcesz być sam, a tak naprawdę jesteś z nią.
- Kolegujemy się – powiedziałem ze znużeniem, sam nie wierząc w swoje słowa. – Jest chwilowo częścią naszego zespołu. To chyba nie zbrodnia, że z nią rozmawiam?
- Powinieneś rozmawiać ze mną. – Założyła majtki i wbiła we mnie wściekły wzrok. Miała odrobinę racji, ale tylko odrobinę – a ja miałem dosyć tego, że kobiety rządziły mną, jak tylko chciały.
- Niczego ci nie obiecywałem, Grace – rzuciłem, zasuwając rozporek w spodniach i biorąc do ręki koszulkę. – Żadnej wyłączności. Pamiętaj o tym. – Po tych słowach ruszyłem do drzwi i po chwili trzasnąłem nimi głośno. Zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem, mówiąc jej to, ale do cholery, w końcu taka była prawda. Nawet Grace musiała w końcu to zrozumieć.
Poszedłem do siebie po notatnik i długopis, po czym wyszedłem, kierując się w stronę stołówki. Chyba był to w końcu czas na nową piosenkę.



Uzbrojony w filiżankę z kawą, wyszedłem przed hotel, by znaleźć sobie jakieś odosobnione miejsce. Natknąłem się na chłopaków, którzy akurat grali w siatkówkę z jakimiś innymi facetami. Jackson mnie zauważył i zszedł z boiska, przy okazji łapiąc butelkę wody z najbliższego stolika.  
- Hej, dołącz się do nas – rzucił na mój widok, odkręcając butelkę.
- Dzięki, jakoś nie mam nastroju.
- Piszesz coś? – Zerknął na mój notatnik.
- Próbuję, ale mi nie wychodzi. – Wzruszyłem ramionami. – Może powinniśmy zatrudnić kogoś, kto pisałby nam piosenki, a my będziemy je tylko wykonywać.
- Chciałbyś. To już by było zbyt piękne. Wymyśl choć trochę, my coś potem dopiszemy. – Jackson z powrotem zakręcił butelkę. – Na pewno nie chcesz chwilę z nami pograć? Przydałaby się nam jeszcze jedna osoba, bo przegrywamy, a wiesz, jak bardzo Finn nie lubi przegrywać.
- Biedny Finn. – Uśmiechnąłem się złośliwie. – Może lepiej zamiast grać, popatrzę, jak się wścieka.
- No tak. – Teraz Jackson uśmiechnął się nieco zgryźliwie. – Nasze towarzystwo ci już nie odpowiada. Wolisz Valentinę, co?
- Co? Skąd ci to przyszło do głowy?
Jackson w odpowiedzi tylko się zaśmiał i poklepał mnie po plecach.
- Całkowitym przypadkiem widziałem, że szła w tamtą stronę. – Machnął ręką w stronę hotelowego ogrodu. – Ale przecież na pewno tam nie pójdziesz.
Nie było sensu udawać przed Jacksonem – za dobrze mnie znał. Powoli ruszyłem we wskazaną mi przez niego stronę, udając, że nie słyszę, jak się śmieje.
Istotnie, Valentina siedziała na leżaku rozłożonym wśród kwiatów. Była odwrócona do mnie plecami. Włosy miała związane w wysokiego koka. Przystanąłem, nie bardzo wiedząc, co mam zrobić. Poszedłem tu instynktownie, ale przecież kazała mi się odczepić i zostawić ją w spokoju. Miałem się jej narzucać? O nie, na pewno nie.  
Już miałem wracać do pokoju, kiedy odwróciła się i jej wzrok spoczął na mnie. Cudownie. Zapewne wyglądałem jak pieprzony stalker. Ta myśl jednak szybko zniknęła z mojej głowy, kiedy Valentina lekko wychyliła się z leżaka i zobaczyłem, że miała na sobie bikini. Najwyraźniej się opalała.  
Cóż, to już był koniec moich szarych komórek. Po raz pierwszy widziałem ją w tak skąpym stroju. Szczerze mówiąc, aż zaparło mi dech. Pożałowałem, że nie miałem okularów przeciwsłonecznych, za którymi mógłbym ukryć mój maślany wzrok.
- Co za niespodzianka – mruknęła Valentina, z powrotem opierając się o leżak. – Czy w tym hotelu nie da się być samym choć przez pięć minut?
Wyraźnie była niechętna mojemu towarzystwu, ale nie zamierzałem się zbyć tak łatwo.
- Nie przyszedłem tu do ciebie – skłamałem. Wyhaczyłem wzrokiem kolejny leżak parę metrów dalej i podszedłem do niego zdecydowanym krokiem, plecami odwrócony do Valentiny. – Potrzebowałem ciszy i spokoju, a tylko tu udało mi się je znaleźć.
- Mogłeś je znaleźć u siebie w pokoju. – Usłyszałem jej ironiczny głos.
- Potrzebowałem też powietrza.
- Mogłeś otworzyć okno.
- Zabraniasz mi tu przebywać? – Odwróciłem się i uniosłem brew, starając się wyglądać na kompletnie niezainteresowanego jej biustem.
- Ależ nie. Możesz robić cokolwiek twoja dusza zapragnie, Miller. – Z powrotem położyła się na leżaku, wystawiając do słońca swoje długie nogi. Zamknęła oczy, a ja chwilę przyglądałem się, jak jej skóra lśni w słońcu. – Gapisz się na mnie? – dodała, nie otwierając oczu.
- Skąd. – Znowu skłamałem. Poważnie, Liam? – Szukam inspiracji.
Otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
- Znowu piszesz piosenkę?
- Trochę zaszalałaś z tym słowem – mruknąłem, opierając się wygodnie o leżak i otwierając notatnik. – Ani „piosenka” ani „znowu” kompletnie tu nie pasują. To nawet nie przypomina piosenki, a ja właściwie nawet nie zacząłem jej pisać. Zdaje mi się, że obiecałaś mi w tym pomóc. – Zerknąłem na nią, dalej udając niewzruszonego.
- Mhmmm… – wymruczała, ponownie przymykając oczy. – Ale co będę z tego miała?
- Moją wdzięczność? – mruknąłem.
- Wiesz, co by mnie uszczęśliwiło? Gdybyś pozbył się Grace.
- Znowu zaczynasz? Chyba już o tym rozmawialiśmy – zauważyłem.
- Spoko. Tak tylko mówię. – Wzruszyła niedbale ramionami. – To byłaby świetna zapłata za moją pomoc w piosence.
Już miałem jej powiedzieć, żeby wsadziła sobie gdzieś te swoje kaprysy, kiedy nagle westchnęła i wstała z leżaka. Wzięła z trawy jakąś tunikę, naciągnęła ją na siebie i podeszła do mnie zdecydowanym krokiem.
- Posuń się – zażądała, stojąc nade mną jak kat. Posłusznie – aż za posłusznie – przesunąłem się w bok, by mogła usiąść. Gdy to zrobiła, dotknęła mnie swoją nagrzaną skórą i miałem wrażenie, że sam zacząłem płonąć.
Ledwo mieściliśmy się na tym leżaku, ale wyraźnie jej to nie przeszkadzało.
- No dobrze… – Wyjęła mi z ręki notatnik oraz długopis, który zbliżyła do ust i zaczęła przygryzać. – O czym zwykle piszesz piosenki?
- Bo ja wiem… –  bąknąłem, nie mogąc się skupić, gdy siedziała obok mnie. – Chyba powinnaś to wiedzieć, skoro jesteś na naszym każdym koncercie.
- No pewnie, bo przecież jestem największą fanką i stoję pod sceną, gotowa rzucać w was stanikiem. – Przymrużyła lekko oczy.
- Finn byłby wniebowzięty. Zwłaszcza, jeśli dorzuciłabyś majtki.
- Fetyszysta kobiecej bielizny?
- Finn? Zawsze. Zwłaszcza, jak leży na podłodze.
- Mniejsza z tym. – Ponownie skierowała wzrok na notatnik, chwilę milczała, po czym zaczęła coś pisać. Po chwili podsunęła mi notatnik. – Co powiesz na to?
Zacząłem czytać.

I'm feeling lights out, I’m feeling shut down
And when I speak up, nothing wanna come out
I been chained up to my mind
I'm tryna wake up, and find a new love
And tell the old me that I've had enough

Przełknąłem ślinę, czytając jej drobne pismo i zastanawiałem się, czy to możliwe, byśmy byli do siebie aż tak podobni. Czyżbyśmy przeżyli to samo? Czy ona przeżyła z Connorem to, co ja z Ashley? To, co napisała, idealnie oddawało moje myśli od czasu, kiedy Ashley mnie zostawiła. Tak strasznie korciło mnie, by ją o to zapytać, chciałem poznać ją historię, ale wiedziałem, że mi jej nie opowie. Może na to nie zasługiwałem, a może ona też miała trudności z opowiadaniem swojej przeszłości.  
- I co sądzisz? – Dobiegło mnie jej pytanie.
- Hm… – Udałem, że się zastanawiam. – Całkiem nieźle. Przyznaję, że ci to wyszło.
- „Całkiem nieźle?” – Poczułem, jak walnęła mnie swoją drobną pięścią w ramię. – Oddawaj to, pacanie. Nie zasługujesz, bym ci w tym pomagała. Przywłaszczę to sobie i wtedy pożałujesz.
- Ani mi się waż. – Notatnik upadł na trawnik, kiedy złapałem Valentinę wpół i zacząłem łaskotać. Zaczęła się głośno śmiać, niemal histerycznie. Próbowała mnie odepchnąć, ale wyraźnie miała duże łaskotki, bo nie miała na to siły. Po chwili niechcący zrzuciłem ją z leżaka – a może sama spadła, chcąc uwolnić się od tortur. Postanowiłem dać jej spokój, choć naprawdę ucieszyłem się na widok jej uśmiechu – tego cudownego, szczerego uśmiechu, za którym tak tęskniłem. Wyrzuciłem z głowy Valentinę z papierosem, niemiłą, stawiającą mi warunki – ten widok rekompensował mi wszystko.
- Chcesz… mnie… zabić? – wydusiła, podnosząc się drżąco z trawnika. Kilka razy głęboko odetchnęła. – Nigdy więcej mnie nie łaskocz albo następnym razem tak ci przywalę, że…
- Że co? – spytałem z rozbawieniem, też się podnosząc. Podobało mi się, jak nad nią górowałem. Była przy mnie malutka, mógłbym z łatwością przerzucić ją przez ramię i tak z nią chodzić. – Pobijesz mnie tak, że już nie wstanę? Będę miał fioletową całą twarz? Błagam, nie rozśmieszaj mnie. – Jej twarz zaczęła przybierać buntowniczy wyraz, więc dalej ją podjudzałem: –  Tymi małymi piąstkami nic mi nie zrobisz. Bardziej zaboli to ciebie niż mnie.
Fuknęła ze złością, tupiąc w trawnik jak mała dziewczynka, co tylko poszerzyło mój uśmiech.
- Żebyś się nie zdziwił, jak którejś nocy obudzisz się z prześcieradłem wetkniętym w gardło – burknęła, wygładzając tunikę.  
- Och, ale się boję. – Udałem przestraszonego. – Ale dobrze wiedzieć, że chcesz zakradać się do mnie nocą.
Otworzyła szeroko oczy, jakby dopiero zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała, po czym zacisnęła pięść i znowu walnęła mnie w ramię.
- Łaskotało – rzuciłem.  
- Nie doceniasz mnie. – Oddychała szybko, jakby biegała. – A to błąd.  
- Nie no, doceniam. Naprawdę. Boję się. – Udawałem, że się skulam. – Masz mięśnie o większej objętości niż moja głowa. Nie mam z tobą szans.
- Dobrze, że masz tego świadomość – prychnęła i podniosła z trawnika notatnik. – Piszemy to dalej, czy masz ochotę się jeszcze ze mnie ponabijać?
- Nie śmiałbym. – Do głowy przyszedł mi pomysł, zapewne bardzo głupi, ale chciałem w pełni wykorzystać dobry humor Valentiny. Szybko złapałem ją wpół i przerzuciłem sobie przez ramię. Tak jak sądziłem, była leciutka. Wydała z siebie głośny pisk.
- Boże! Liam! Postaw mnie! Wariacie jeden! – Jednocześnie krzyczała i śmiała się, a ja poczułem dziwne ciepło, gdy zdałem sobie sprawę, że chyba po raz pierwszy zwróciła się do mnie po imieniu, a nie po nazwisku. Zaczęła się jednak tak wierzgać, że ciężko było mi ją utrzymać, więc szybko, acz delikatnie przewróciłem ją z powrotem do pozycji pionowej i położyłem na trawie. Lekko się potknąłem, więc upadłem i połową ciała opadłem na nią.
- O Boże – zajęczała. – Złaź ze mnie. Nie mogę oddychać.
- Sugerujesz, że jestem ciężki?
- Sugeruję, że… – Urwała, bo nagle dobiegł nas krzyk:
- Ej, dzieciaki, co wy? Ruchać się będziecie?
Valentina poczerwieniała, a ja miałem ochotę wyrwać Finnowi z gęby jego niewyparzony język. Szybko się podnieśliśmy, co najmniej jakby przyłapano nas na zakazanych igraszkach. Posłałem Finnowi mordercze spojrzenie, ale on tylko uśmiechnął się szyderczo i rzucił:
- Idziemy na obiad. Zabieracie się z nami? Czy wolicie dokończyć?
- Idiota – wymamrotałem pod nosem.
- Chodźmy na ten obiad. – Usłyszałem nagle głos Grace gdzieś z boku i zamarłem. Kurwa mać. Od kiedy ona tu była? Widziała całe zajście z Valentiną? Zerknąłem na nią, ale minę miała nieprzeniknioną, więc ciężko było mi powiedzieć, czy wkopałem się jeszcze bardziej i czy będą mnie potem czekały jakieś wyrzuty.
W milczeniu podniosłem notatnik razem z długopisem i zerknąłem na Valentinę. Rumieniec zdążył już zejść z jej twarzy, ale bałem się, że przez ten pieprzony tekst Finna znowu zacznie mnie unikać. Spodziewałem się, że zaraz ode mnie ucieknie i będzie udawała, że nic nie miało miejsca, ale ona zerknęła na mnie z szelmowskim uśmiechem i szepnęła:
- Finn chyba zazdrości, chciałby spuścić z kija, a nie ma z kim.
Zaśmiałem się głośno, a wtedy ona podbiegła do chłopaków i zaczęła razem z nimi iść w kierunku stołówki. Obserwowałem jej falującą tunikę i łabędzią szyję. Nagle do głowy wpadła mi pewna myśl, cholernie przerażająca: chyba mógłbym się zakochać w tej dziewczynie.

533 czyt.
100%113
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3142 słów i 16966 znaków, zaktualizowała 15 kwi o 19:45.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 16 kwietnia

    Urocze, jak zabujane nastolatki Miller już coraz bliżej, tu łaskotki, tu się potyka...

  • Speker

    Speker · 15 kwietnia

    Liam romantyk? Grace będzie uradowana zaistniałym faktem. No, no się dzieję się.

  • Lula

    Lula · 15 kwietnia

    Jaki slodki Liam 😍😍😘😙