Kiedyś ci wystarczę - 19| Rozdrapana blizna boli bardziej

wykorzystana piosenka: Zac Efron & Zendaya - Rewrite the stars  
https://www.youtube.com/watch?v=RI-HOQ27QEM


Wiedziałem, że w tym momencie powinienem go uderzyć. Przywalić mu ponownie w tę zdradziecką gębę. Powinienem. Ale nie mogłem. Stałem jak wmurowany, miałem wrażenie, że na chwilę przestałem oddychać. Czy to w ogóle była jawa? Czy Finn naprawdę powiedział to, co usłyszałem?
- Co, kurwa? – Ledwo udało mi się wykrztusić te dwa słowa. – Co powiedziałeś?
Finn znowu westchnął.
- Sorry, stary, ale nie chciałem dłużej tego ukrywać. Powiedziałem prawdę. Ashley spała ze mną, kiedy jeszcze byliście razem. Przyznaję, wzięła mnie podstępem.
Jego słowa były dla mnie jak jakaś blada chmurka na niebie, już po chwili rozpierzchły się i znikły. Nie mogłem ich złapać. Odbijały się echem w mojej głowie, ale w ogóle do mnie nie docierały.  
- Podstępem?
- Powiedziała mi, że zerwaliście. – Finn wzruszył ramionami. – Mówiłem już, że nie zadaję zbędnych pytań, tylko korzystam z okazji.
Jakimś cudem odzyskałem władzę w kończynach. Poczułem się, jakby wylał na mnie kubeł zimnej wody.
- Serio, kurwa? – warknąłem, czując falę nadchodzącego bólu, który miał smak przeszłości. – Powiedziała, że zerwaliśmy, więc się z nią przespałeś. Potem zobaczyłeś nas razem. I co? Nie wydało ci się to, kurwa, dziwne?!
- To jej sprawa! – Finn zaczął się bronić. – To ona była z tobą w związku, a nie ja! To ona skłamała!
- A ty wykorzystałeś okazję, jak prawdziwy dżentelmen – wysyczałem, zaciskając pięść, która aż mnie świerzbiła. Przed oczami miałem mroczki.
- Nie będę się tłumaczył dlatego, że robię, co chcę. To na nią powinieneś się wściekać. – Finn wyglądał na nieugiętego.
Coś nagle wpadło mi do głowy.
- To dlatego mnie zostawiła? – Bardzo się starałem, by w moim głosie nie było słychać bólu, ale chyba niezbyt mi to wyszło. – Bo wybrała ciebie?
- Słuchaj, może najpierw ochłoń i dopiero potem…
- Gadaj, kurwa! – ryknąłem tak, że nie poznałem własnego głosu. Finn chyba lekko się przestraszył. Rzadko bywałem w takim stanie. Może nawet nigdy. Moje stare rany, które myślałem, że się zagoiły, otworzyły się ponownie i boleśnie krwawiły. Musiałem poznać prawdę, choćbym miał je rozdrapać jeszcze bardziej.  
- Powiem, ale tylko, jeśli obiecasz, że znowu mi nie przywalisz.
- Uważasz, że możesz się ze mną targować? – syknąłem. – Spałeś z Ashley. Z moją dziewczyną! Nie masz prawa dyktować mi warunków.
- Dobra. Jak chcesz, kurwa. – Finn podniósł ręce do góry. – Ale to zaboli.
- Naprawdę? Bo przecież to, co mówiłeś do tej pory, było jak otulenie mnie ciepłą kołderką – zakpiłem. – Mów wszystko albo cię rozszarpię!
- Byłeś dla Ashley miękką kluchą! – wykrztusił nagle Finn, a ja ponownie umilkłem. W głowie miałem jeden wielki znak zapytania.
- Że co?
- Źle to brzmi, ale tak było. Jak się poznaliście, skakałeś wokół niej jak piesek. Uważała, że byłeś słodki i całkiem przystojny. Godny jej. Ale potem się jej znudziłeś, a ponoć nie trafiały do ciebie żadne jej słowa, kiedy próbowała ci przekazać, że nie jest szczęśliwa. – Finn patrzył na mnie z niepokojem, jakby się bał, że zaraz znowu oberwie. – Mówiła, że byłeś tylko małym, słodkim chłopaczkiem, a nie mężczyzną. Dlatego w końcu przyszła do mnie. Powiedziała, że woli mnie, mój charakter, bo byłem męski, a ty… – Zawiesił głos. – No cóż… nazwała cię miękką fają. Słabeuszem. Dusiła się przy tobie. Mówiła, że nawet nie potrafiłeś jej porządnie wyruchać. A ja, no cóż, potrafiłem. W końcu miała cię dość. Tak między nami… – dodał szybko. – To niezła była z niej suka.
- Dość – przerwałem mu. Moje gardło zacisnęło się tak mocno, że ledwo byłem w stanie cokolwiek mówić. – Ani słowa więcej.
- Chciałeś wiedzieć.
- Chciałem. Dowiedziałem się, jaki był z ciebie wielki kumpel, Finn. Bzyknąłeś moją dziewczynę za moimi plecami. Brawo. – Głos mi drżał od powstrzymywanych emocji.
- Mówiłem ci już, że powiedziała, że zerwaliście… – zaczął Finn, ale nie byłem w stanie go słuchać.
- Milcz, kurwa.
- To nie była moja wina!
- No pewnie! Ty jesteś święty! Ani przez sekundę nie pomyślałeś o mnie! – Z nadmiaru emocji gruchnąłem pięścią w stolik, który aż się zatrząsnął. Spadła z niego szklanka i rozbiła się z hukiem o podłogę. –Mieliśmy być zespołem!
- Ale…
- Zamilcz, do chuja! Najlepiej stąd wypierdalaj.
- Liam…
- Wypierdalaj! – Ponownie ciężko było mi poznać swój własny głos. Dyszałem ciężko, gdzieś w środku czułem obezwładniający ból. Wcześniej bolała mnie niewiedza, fakt, że nie wiedziałem, dlaczego Ashley odeszła. Teraz się dowiedziałem i to było o stokroć gorsze. – Nie potrzebuję tu zdrajców, którzy pieprzą się z moją byłą dziewczyną!
- Nie możesz mnie wywalić! – Finn wybałuszył na mnie oczy i poczerwieniał. – James mówił…
- Gówno mnie obchodzi, co James mówił – warknąłem. – Znajdę na twoje miejsce tysiąc lepszych perkusistów.  
- Znajdziesz ich w kilka dni? Kto będzie grał na ostatnich koncertach?
Miał rację, ale to nie stanowiło dla mnie problemu.
- Zagrasz aż do końca trasy koncertowej, a potem odejdziesz z zespołu – powiedziałem spokojnie, bo chyba zdarłem już sobie gardło. – A teraz zabieraj swoją pokierszowaną mordę. Nie chcę cię więcej widzieć.
Czułem ucisk w piersi. Nagle wszystko mi się zawaliło. Poznałem prawdę o Ashley i o Finnie. Nigdy nie byliśmy szczególnie bliskimi kumplami, ale jednak przez kilka lat tworzyliśmy zespół. Wspólnie pracowaliśmy, graliśmy, spędzaliśmy niezliczone wieczory razem z Jacksonem i Zackiem. Poniekąd traciłem przyjaciela. Przyjaciela, który nie miał odwagi mi powiedzieć, co zrobił za moimi plecami. Co zrobiła Ashley. Oboje mnie okłamywali z zimną krwią.
Finn rzucił mi spojrzenie, w którym kryła się odrobina żalu, ale odwróciłem się do niego plecami i czekałem, aż wyjdzie. Po chwili trzasnęły drzwi. Poczułem, jak drżą mi ramiona, kiedy oparłem się nimi o stolik. Oczy mnie piekły, jakbym zaraz miał się rozpłakać. Nie chciałem tego. Nie chciałem wylewać łez jak jakiś żałosny chłopczyk. I to z powodu kobiety.  
Tylko dlaczego to tak cholernie bolało?
Pomyślałem nagle o Alexii. Co by zrobiła w takiej sytuacji? Pewnie zrobiłaby mi herbatę i siedziała ze mną, przytulając się do mnie. Ponoć przytulanie oddziałuje na nasz układ współczulny, przez co stajemy się spokojniejsi. Pewnie dobrze by mi zrobiło, gdyby ktoś mnie teraz przytulił.
Tyle że nie chciałem tego. Nie chciałem czuć na sobie żadnego dotyku, żadnej kobiety. Nie byłem nawet w stanie myśleć nawet o Valentinie. W głowie odbijały mi się słowa Finna. Byłem dla Ashley kimś słabym, niewartym uwagi czy choćby prawdy. Pobawiła się mną, a gdy się jej znudziłem, odeszła. Nagle wszystko zaczęło nabierać sensu. Nasze wszystkie kłótnie, jej ostre słowa, którymi doszczętnie mnie raniła. Po co w takim razie w ogóle ze mną była? Tylko po to, by kogoś mieć, gdy się jej nudziło? Seks zapewniał jej Finn. Po co byłem ja? Byłem tylko zabaweczką, przy której odgrywała jakąś rolę? Bawiło ją to? Wyobraziłem ją sobie, leżącą obok Finna. Nagą. Opowiadała mu o mnie, być może się ze mnie wyśmiewała, a on jej wtórował.  
Poczułem, jak zbiera mi się na wymioty. Już miałem iść do łazienki, kiedy ktoś cicho zapukał do drzwi. Westchnąłem ciężko. Nie chciałem otwierać, ale pukanie rozległo się ponownie.
- Liam? – Przez drzwi usłyszałem niepewny głos Valentiny. Serce lekko mi się ścisnęło. Nie teraz, błagam. Nie miałem teraz do tego głowy. Nie po tym wszystkim. – Jesteś tam?
Odepchnąłem się od stolika i z trudem poszedłem do drzwi. Otworzyłem je, starając się przybrać w miarę normalny wyraz twarzy.
- Nie czuję się dobrze – wymamrotałem, jak tylko padło na mnie jasne światło z korytarza. – Wybacz, muszę się położyć.
- Myślałam, że… – zaczęła Valentina niepewnie.
- To nie myśl! – przerwałem jej ostro, aż się wzdrygnęła. Nie mogłem się powstrzymać. Emocje się we mnie kumulowały. Nie tak chciałem dać im ujście, ale nie potrafiłem tego kontrolować. – Kobietom średnio to wychodzi, więc przestań. Daj mi spokój. Jestem zmęczony, więc daj mi się położyć i zostaw mnie!
Umilkła, a na jej pięknej twarzy odmalowało się zdumienie i ból. Nic nie powiedziała, jedynie cofnęła się o krok, po czym uciekła korytarzem. Trzasnąłem drzwiami, czując się jak największy dupek na świecie. Skronie pulsowały mi bólem, jednak to było nic w porównaniu z tym, co działo się w moim sercu.  



Nie mogłem spać, choć desperacko pragnąłem uciec od wspomnień i nękających mnie myśli. Rzucałem się na łóżku, choć była trzecia nad ranem. Byłem zmęczony i spocony, spojówki miałem wyschnięte do granic możliwości, głowa pulsowała mi bólem, a jednak wciąż nie mogłem spać. W końcu przyciągnąłem do siebie laptopa i włączyłem go. Nie spodziewałem się tam zobaczyć niczego, co poprawiłoby mi humor – i miałem rację. Nagłówki artykułów na stronach plotkarskich jedynie jeszcze bardziej mnie rozwścieczyły.

KRĄŻĄ PLOTKI, ŻE FINN WALSH MOŻE ODEJŚĆ Z ZESPOŁU! CZYJA TO DECYZJA? JEGO, CZY LIAMA MILLERA?

FINN WALSH WIDZIANY Z PODBITYM OKIEM. ŚWIADKOWIE TWIERDZĄ, ŻE TO SPRAWKA LIAMA MILLERA. O CO POSZŁO?

CZY „THE CASE” SIĘ ROZPADA? TYLKO U NAS: CZY FINN WALSH ZREZYGNUJE Z KARIERY PERKUSISTY?

Takich tytułów można było mnożyć. Nie miałem nawet ochoty klikać w artykuły. W większości były to zapewne wyssane z palca plotki, a ja i tak wiedziałem, jak było naprawdę. Prawda była taka, że Finn był mi potrzebny jeszcze tylko przez kilka dni, potem mógł iść w cholerę.
Wszedłem jeszcze tylko na pocztę, choć prawdę mówiąc, nie sądziłem, bym miał tam coś ważnego. Przeleciałem wzrokiem po tytułach maili, kiedy nagle dostałem nową wiadomość. Nadawcą była Valentina Martínez. Samo to sprawiło, że serce podeszło mi do gardła. Przypomniałem sobie, jak ją potraktowałem. Teraz bardzo tego żałowałem. Czemu nie spała? Kliknąłem w maila i przez chwilę patrzyłem na treść wiadomości, nie bardzo wiedząc, co czytałem. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że patrzyłem na jej część piosenki. I, cholera, nie była ona podobna do mojej ani do wersji, której się spodziewałem.

You think it's easy?
You think I don't want to run to you?

No one can rewrite the stars
How can we say you'll be mine?
Everything keeps us apart
And I'm not the one you were meant to find

It's not up to you
It's not up to me
When everyone tells us what we can be
And how can we rewrite the stars?

Moja część piosenka była wypełniona nadzieją i pozytywnymi emocjami, które buchały we mnie po naszym pocałunku. Valentina musiała napisać te słowa dopiero teraz, po tym, jak się na nią wydarłem. Czytałem je z rosnącą goryczą. Do tej pory myślałem, że wszystko pójdzie gładko; że zapomnę o Ashley i zacznę nowy rozdział z Valentiną. Pragnąłem jej i wmawiałem sobie, że ona też mnie pragnęła. Dopiero czytając jej część piosenki, uświadomiłem sobie, że chyba oboje chcieliśmy czego innego i że tu nic nie było tak proste, jak myślałem.  



Jeden z ostatnich koncertów. Śpiewając, zastanawiałem się, czy publiczność widziała, że byłem jak struty. Kompletnie straciłem tę siłę i moc, której używałem do śpiewania, straciłem chęć do robienia tego, co kocham. Myślałem o tej piosence dla Ashley. Valentina radziła mi ją zaśpiewać, ale w tej chwili nie byłem przekonany, czy powinienem. Może powinienem w ogóle wyrzucić tę piosenkę do kosza. Zapomnieć o Ashley, już o niej nie myśleć.
Tyle że nie potrafiłem. Gdy tylko o niej myślałem, czułem ból gdzieś w sercu. Gdy myślałem o Finnie, pięść sama mi się zaciskała, by ozdobić jego twarz jeszcze większą ilością siniaków. Na scenie starałem się w ogóle na niego nie patrzeć, zapomnieć, że tam był. Musiałem jeszcze pogadać z chłopakami o jego odejściu.  
Valentina ignorowała mnie przez cały czas. Usiłowałem złapać jej spojrzenie, ale uparcie patrzyła w inną stronę. Na pewno było jej przykro i miałem ochotę strzelić sobie w łeb za to, jak się do niej odezwałem. Jak to możliwe, że wciąż popełniałem błąd za błędem?
Po skończonym koncercie usiłowałem ją złapać i pójść gdzieś w ustronne miejsce, by pogadać, ale bardzo szybko zniknęła mi z oczu. W końcu znalazłem ją, jak próbowała wymknąć się drzwiami ewakuacyjnymi.
- Nie tak prędko. – Złapałem ją za nadgarstek i stanowczo przyciągnąłem do siebie. Zaskoczona, odbiła się ode mnie lekko. Zaraz jednak złapała pion i odsunęła się ode mnie z poważną miną. – Valentina, przepraszam…
- Za to, że zachowałeś się jak skończony kretyn? – przerwała mi i odepchnęła mnie. Jej pofalowane włosy tworzyły wokół jej głowy wzburzoną aureolę. – Że odezwałeś się do mnie totalnie po chamsku, mimo że nie dałam ci ku temu żadnego powodu?
- To był zły moment… – zacząłem mówić, ale ponownie mi przerwała:
- Gówno mnie to obchodzi! Nie zasługuję na takie traktowanie! Jeśli masz problemy, zawsze możesz ze mną porozmawiać, ale nie masz prawa się na mnie wyżywać!
- Wiem! – W końcu udało mi się wejść jej w słowo. – Wiem! Przepraszam! Pożałowałem tego, jak tylko poszłaś! Po prostu Finn… – Potrząsnąłem głową. – Powiedział mi coś okropnego. O mojej przeszłości. O Ashley. Coś, co cholernie mnie zabolało.
Spojrzenie Valentiny jakby nieco złagodniało.
- Chcesz o tym porozmawiać?
Nie. Nie chciałem. Skrzywiłem się nieznacznie na myśl, że musiałbym wszystko to wypowiedzieć na głos. Wtedy stałoby się to realne, a wolałem póki co myśleć o tym w kategoriach nierzeczywistych.
- Sam nie wiem… – zawahałem się, a Valentina odetchnęła głośno, jakby skończyła się jej cierpliwość. Uniosła brew, spojrzała na mnie krytycznie i powiedziała chłodno:
- Dobrze. W takim razie zrobimy tak: jak się z tym uporasz, możesz zawsze do mnie przyjść i pogadać. Ale nie teraz. Dopóki nie dojdziesz do siebie i nie będziesz miał pewności, że nad sobą panujesz, zachowaj to dla siebie. Nie dam się traktować jak gówno.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Że powinniśmy zrobić sobie przerwę. – Jej słowa były jak ostry sztylet, wbijający się w moje i tak już lekko krwawiące serce. Serio? Przerwę? Ledwo cokolwiek zaczęło się między nami dziać i już się kończyło? W jednym miała rację – źle ją potraktowałem. Ale dlaczego musiała się ode mnie odsuwać?
- Nie. – Pokręciłem gwałtownie głową. – Nie zgadzam się. Nie odejdziesz ode mnie.  
Twarz Valentiny nabrała jakiegoś złowrogiego wyrazu.
- Żeby od ciebie odejść, musiałabym najpierw przy tobie być. Na to się nie zanosi.
- Nie rób tego! – Złapałem ją mocno za nadgarstek. – Każdy mnie zostawia. Chociaż ty tego nie rób.
Miałem wrażenie, że w jej oczach zabłysły łzy, ale po chwili zacisnęła usta w wąską kreskę i wyrwała się z mojego uścisku.
- Uporaj się ze swoimi problemami, Liam. Dasz sobie z tym radę. Nie jestem ci do niczego potrzebna.
Zanim zdążyłem powiedzieć, że właśnie jest mi potrzebna, odwróciła się i szybko uciekła drzwiami. Poczułem przypływ wściekłości, tak silny, że zacisnąłem pięść i z całej siły walnąłem nią w twarde drewno.
- Kurwa! – jęknąłem, gdy fala bólu przeszła od mózgu do mojego nadgarstka. Chyba coś sobie złamałem. Czując pulsujący ból, zastanawiałem się, ile jeszcze rzeczy przyjdzie mi spieprzyć, zanim w końcu będzie dobrze.

575 czyt.
100%124
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3035 słów i 16248 znaków.

4 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 26 kwietnia

    Szalejesz

  • Lilu

    Lilu · 25 kwietnia · 381258671

    Wowowo się porobiło 🙄😶😯😯 ok może popełnia non stop te same błędy. Ale mam nadzieję że go wyleczysz z z tego dupkkwatego rozumku.... Nie jest pępkiem świata aby się nad sobą tak uzalac.  Nie on jeden na świecie ma złamane serce i nie jego jednego dziewczyną lub chłopak zdradził z najlepszym przyjacielem. Niech zacznie myśleć bo wtedy i Valentina się na niego wypnie. Lubię go ale zaczyna być dla mnie ciotą inny chłopak by miał to w dupie zwyzywał by laskę od najgorszych i żył by dalej.

  • AnonimS

    AnonimS · 25 kwietnia

    Czy tylko ja mam takie wrazenie ze ten Liam to dupek? Nie wyciàga wniosków. Niedawno sie dowiedział ze Ashley go zostawika bo byl za miękki i robi ten sam błąd. Swoją drogą bardzo.ciekawie to opisujesz Autorko. Jestem pod wrażeniem.  Dalbym z pięć łapek ale można tylko jedną. Pozdrawiam  

  • Michałauu

    Michałauu · 24 kwietnia · 198285624

    Grubooo