Kiedyś ci wystarczę - 08| Jacy sprzymierzeńcy, taka przegrana

Okazało się, że nie, jednak nie było opcji, by Xavier przyjechał po nas wcześniej. Punktualnie o czwartej zjawił się pod hotelem, wydzwaniając do każdego z nas, choć ja oczywiście nie słyszałem dzwoniącego telefonu. Spałem jak zabity. Kiedy Sofía w końcu raczyła sobie pójść, padłem jak długi, kompletnie obojętny na jakiekolwiek bodźce. Miałem w końcu tylko jakąś godzinę snu. Właściwie mogłem sobie darować spanie, ale oczy same mi się zamykały. W końcu w mój sen wdarło się jakieś dudnienie. Nie od razu zlokalizowałem jego pochodzenie, przez chwilę leżałem, próbując ponownie zasnąć, ale dudnienie nie ustawało. W końcu mój zmęczony mózg ogarnął, że ktoś walił w moje drzwi. Ledwo stanąłem na nogi, tak zaspany, że nie mogłem do końca otworzyć oczu. Po omacku dotarłem do drzwi.
Dzisiaj chyba nawet Jackson nie był w dobrym nastroju.
- Ruszaj się, wszyscy czekają tylko na ciebie – rzucił, gdy tylko otworzyłem drzwi. Tylko pokiwałem głową i lekko się spoliczkowałem, by się obudzić.
Dziesięć minut później zwlokłem się na dół, gdzie nieco orzeźwiło mnie świeże powietrze, ale i tak dalej czułem się, jakby przejechał mnie walec.
- No, dzień dobry – odezwała się Sofía, ledwo wsiadłem do busa. – Chyba ktoś tu się nie wyspał. – Rzuciła mi wredny uśmiech. Miałem ochotę powiedzieć jej, by się zamknęła, ale obok dostrzegłem skuloną Valentinę, więc się powstrzymałem.
- Bywa i tak – rzuciłem więc, siadając ciężko na fotelu.
- Bo w nocy to się śpi, a nie szlaja nie wiadomo gdzie – dorzuciła jeszcze, samym tonem swojego głosu sugerując wszystkim, że późno wróciłem. Rzuciłem jej wściekłe spojrzenie. Tylko Jackson wiedział o moim wyjściu z Valentiną i wolałem, by tak zostało.
- Dzień dobry. – Usłyszałem zaspany głos Grace, która właśnie się do mnie dosiadła. Miałem wielką nadzieję, że nie słyszała słów Sofii. – Prowadzicie całkiem hardkorowy tryb życia – dodała, zerkając na moje podkrążone oczy.
- Tak to już jest.
- Możemy już jechać? – mruknął Zack, wykładając się na rozkładanym fotelu. – Chciałbym już iść spać.
- Brakuje Finna – zauważyłem.
- Poszedł po kawę – rzucił Jackson.
- O, jak dobrze – stęknąłem. – W końcu się na coś przyda. – Zerknąłem na Valentinę, przypominając sobie zeszły wieczór. – Jak twoja ręka? – spytałem przyciszonym głosem.
Skupiła na mnie zaspany wzrok i wzruszyła ramionami.
- Średnio. Szwy mnie ciągną.
- Niedługo powinno być lepiej.
- Oby… - Głowa lekko jej opadła, widać było, że też przysypiała. Za to Sofía wyglądała zaskakująco świeżo jak na kogoś, kto o drugiej w nocy urządzał sobie jeszcze pogawędki.
Oczy znowu same mi się zamknęły, ale w następnej chwili zobaczyłem coś, co całkiem mnie rozbudziło.
- O kurde, stary, co ci się stało? – Przetarłem ze zdumienia oczy, ale wzrok mnie nie mylił: ten ktoś, kto właśnie wsiadł do busa i rozdawał wszystkim kubki z kawą, to naprawdę był Finn. Myślałem, że mam zwidy, ale to działo się naprawdę: Finn miał na sobie bardzo dopasowany, ciemnoczerwony sztruksowy dres, w którym wyglądał jak starszy pan udający się na jogging. Miał przy tym tak zbuntowaną minę, że nie mogłem się powstrzymać i wybuchnąłem głośnym śmiechem.
- O kurwa… - wysapałem, ocierając łzy ze śmiechu. – Napadli cię, Finn?
- Spierdalaj – rzucił tylko, podając mi kawę.
- Proszę cię, Finn, zdejmij to, bo wyglądasz jak przejrzała truskawka. – Usłyszałem rozbawiony głos Valentiny i zacząłem się śmiać jeszcze głośniej.
- Dobra, kurwa, jak chcecie, to się śmiejcie. – Finn wypiął się dumnie, patrząc na nas urażonym wzrokiem. – Ktoś ukradł mi wszystkie ubrania z pokoju. Pewnie jakaś psychofanka, która teraz zadowolona wącha moje gacie. A to było jedyne, co hotel miał w asortymencie. – Zmarszczył gniewnie nos, ale dodał: - Może i nie jest to strój światowej klasy, ale na mnie leży idealnie.
- Czy ja wiem… - rzuciłem.
- Nie przeginaj, Liam, bo zaraz się zamienimy na ciuchy.
- Tylko jeżeli zedrzesz je ze mnie siłą – zauważyłem, po czym usłyszałem ciche chrząkanie Sofii. Boże, ona pewnie w myślach faktycznie siłą mnie rozbierała.  
- Możemy już jechać? – zawołał do nas Xavier.
- Tak, wszyscy w komplecie! – odkrzyknął mu Jackson.
- To przypinajcie się, jedziemy. Do Phoenix – dodał, zamykając swoje drzwi. – Zanim Liam zdąży zapytać, dokąd tym razem.
- No przepraszam, że nie mam w głowie całego harmonogramu – burknąłem, biorąc potężny łyk kawy.
- Kto właściwie zrobił go szefem zespołu? – mruknął Finn.
- Milcz, truskawko – rzuciłem, czym skutecznie ugasiłem humor Finna, po czym przymknąłem oczy i odpłynąłem.



Droga do Phoenix była długa i nudna, w dodatku w busie zrobiło się teraz tłoczno i ciężej było mi spać. Potrafiłem jakoś przeżyć chłopaków, ale teraz, gdy towarzyszyły nam trzy paniusie, już nie było tak kolorowo. Wkrótce Sofía zaczęła narzekać, że pewnie w ogóle się nie myjemy, bo w busie śmierdzi i w ogóle nikt tu nie sprząta. Słyszałem, że Jackson z nią o tym dyskutował, ale nie włączałem się, bo bym tylko pogorszył sprawę. Drzemałem, będąc w jakimś letargu i właściwie nie zwracając na nikogo uwagi. Czułem się cholernie zmęczony, oczy mnie szczypały i jedyne czego chciałem, to po prostu wrócić do domu.
- Czy wiadomo, ile zostajemy w Phoenix? – wymruczałem sennie do Jacksona.
- Raczej krótko. A co, przyzwyczaiłeś się już do luksusowych hoteli?
- Owszem. To nie fair, że nigdzie nie możemy zostać dłużej, chyba że James ma dobry humor. – Otworzyłem oczy, po czym przeciągnąłem się porządnie. – Napiszę do niego.
- Powodzenia. Przecież on nikogo nie słucha. Poza własnym żołądkiem.
Wyciągnąłem komórkę i najpierw napisałem smsa do Alexii:
LIAM: Cześć. Jestem kompletnie umordowany. Chciałbym być już w domu. Co u was słychać?
Wysłałem i zacząłem pisać smsa do Jamesa:
LIAM: Skoro dołączyłeś do nas Valentinę bez żadnej konsultacji ze mną, to przynajmniej załatw nam parę dodatkowych dni w Phoenix.  
Odpisał błyskawicznie:
JAMES: Nie przesadzasz trochę, Liam? To trasa koncertowa, a nie pieprzone wakacje.
Nie miałem sił z nim grzecznie dyskutować.
LIAM: A my nie jesteśmy pieprzonymi maszynami i czasem musimy odpocząć. Załatw nam trochę luzu albo zmienimy agenta.
To nie do końca była prawda, nie byliśmy chyba jeszcze na tyle popularni, by mieć różne kaprysy co do agentów i zmieniać ich jak rękawiczki. Postanowiłem jednak zagrać tą kartą, bo James jednak trochę by na tym ucierpiał. Byliśmy wschodzącymi gwiazdami, gazety jeszcze nie miały nas dość, więc się o nas rozpisywały, z korzyścią dla Jamesa. Gdybyśmy zmienili agenta, również jego umowa z agentem Valentiny byłaby nieważna. Piekł dwie pieczenie na jednym ogniu, a ja zamierzałem mu nieco ugasić ten ogień.
Chyba gorączkowo myślał, bo przez parę minut nie odpisywał. W końcu jednak przyszedł sms:
JAMES: Dobra, kurwa, macie te parę dni wolnego.
- Tak to się robi – oświadczyłem z zadowoleniem, podsuwając komórkę Jacksonowi.
Przeczytał smsy i cicho gwizdnął.
- Odważnie.
- Zbyt niewyspany jestem, żeby się z nim cackać.
- O co chodzi? – zainteresował się Zack.
- Zostajemy na kilka dni w Phoenix.
- Zajebiście!
- Jednak coś potrafisz, Miller.  
Zerknąłem na Valentinę, uśmiechając się kącikiem ust.
- A wątpiłaś w to, Martínez?
- Hm, no cóż, powiedzmy, że patrząc na ciebie, człowiek ma mieszane uczucia. – Też lekko się uśmiechnęła.
Starałem się nie patrzeć na Sofíę, wyraźnie niezadowoloną z obrotu spraw, i Grace, która patrzyła na mnie nieodgadnionym wzrokiem.



Po dotarciu do Phoenix musiałem wziąć długi i solidny prysznic. Finn właściwie też powinien, ale wolał polecieć do sklepu po nowe ubrania, zarzekając się, że od teraz będzie trzymał wszystkie w sejfie, by nikt mu go nie ukradł. Później wszystko potoczyło się standardowo – pojechaliśmy rozstawić sprzęt, zrobić krótką próbę, Valentina wciskała się w kolejną obcisłą sukienkę, a Grace razem z Sofíą stały pod sceną. Tym razem darowałem sobie posyłanie uśmiechów do Grace, bo Sofía pomyślałaby jeszcze, że to do niej. Sprawdzając mikrofon, przypomniałem sobie o moim planie i zszedłem ze sceny, by ująć zdziwioną Grace pod rękę, odejść z nią na bok i porozmawiać, póki nie było jeszcze tłumu rozwrzeszczanych fanów.
- Co robisz? – spytała zdziwiona, gdy odprowadzałem ją na bok.
- Chciałem pogadać. – Nie chciałem od razu wypalać z pytaniem, czy się ze mną umówi, dlatego obrałem nieco inny kurs: – Jak ci się tu podoba? Nie mieliśmy okazji dłużej pogadać, sama widzisz, że życie tutaj jest szalone. Chciałem zapytać, jak wrażenia. Z koncertów i nie tylko.
- Hm… - Grace się zamyśliła. – Szczerze mówiąc… - zawahała się. – Nie chcę cię urazić.
- Mów śmiało – zachęciłem ją.
- Podobają mi się koncerty i wasze piosenki, aczkolwiek nie sądziłam, że to wszystko będzie aż tak chaotyczne.
- Co masz na myśli?
- No wiesz, tak właściwie to macie ustalone tylko kolejne miasta i daty koncertów. Poza tym wszystko jest jednym wielkim bałaganem. Prawie nie śpicie, pijecie tylko kawę, pewnie nawet nie jecie nic porządnego… – Zaczęła wymieniać, a ja czułem się jak nastolatek ganiony przez mamę. – W dodatku strasznie przeklinacie – dodała.
- Sama kazałaś mi spierdalać, kiedy zauważyłaś mnie w pizzerii – zauważyłem.  
- Byłam wściekła. Wy przeklinacie cały czas.
- Cóż, może jesteśmy cały czas wściekli.  
- W dodatku ta cała Valentina… i ta druga, jak jej tam?
- Sofía.
- Właśnie, ona. Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że jest kompletną zołzą?
- Nie tylko ty. Ale Valentina jest milsza – dodałem, chcąc nieco bronić naszą nową koleżankę, choć właściwie w jakim celu?
- Nie byłabym tego taka pewna – stwierdziła sucho.
- Co masz na myśli?
Nie odpowiedziała, a mi kończył się czas, więc postanowiłem szybko zapytać ją o spotkanie, choć szczerze mówiąc, trochę mi się tego odechciało po jej wysłuchaniu.
- Słuchaj, tak naprawdę chciałem cię zapytać… umówisz się ze mną?
Otworzyła lekko usta i wytrzeszczyła oczy.
- Na randkę?
- Tak. – Czemu to było takie dziwne?
- Mówisz poważnie?
- Jakbym żartował, to widziałabyś za moimi plecami Finna, śmiejącego się do rozpuku. No jasne, że mówię poważnie. Skoro zostajemy w Phoenix trochę dłużej, moglibyśmy gdzieś wyjść jutro wieczorem. Co ty na to?  
- Chętnie – przytaknęła, choć nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wcale nie była na to taka chętna.
- Super. – Zerknąłem na zegarek na ręce. – Muszę już spadać, zaraz zaczyna się koncert. – Słychać było w tle nadchodzące tłumy.
- Pewnie. Powodzenia.
Odwróciłem się, by wrócić na scenę, choć po głowie chodziło mi tylko stwierdzenie Grace – „Nie byłabym tego taka pewna”… co ona mogła mieć do Valentiny?
Po głowie tłukła mi się jakaś myśl, której nie mogłem uchwycić, zwłaszcza że zaraz wszedłem na scenę i po raz kolejny zatonąłem w muzyce.



Ogłosiłem przerwę i zszedłem ze sceny, by się napić.
- Dajemy czadu! – wydarł się Finn, wyraźnie odzyskujący pewność siebie w nowych ubraniach. – Naprawdę nie wiem, dlaczego jeszcze nie poleciały w moją stronę żadne majtki!
Pokręciłem głową ze śmiechem, pobiegłem szybko do toalety, a później przechodziłem koło miejsca, gdzie Valentina ubierała się w sukienkę. Kusiło mnie, by coś podejrzeć, ale nie byłem jakimś zboczeńcem, więc zamierzałem iść dalej, kiedy nagle moją uwagę przykuły głosy:
- Val, wyglądasz obłędnie w tej sukience. Faceci powinni ci się słaniać u stóp.
- No co ty, przesadzasz.  
- Denerwujesz się?
- Właściwie nie, to już przecież kolejny raz. Kiedy się śpiewa w kółko tą samą piosenkę, to w końcu przestaje się odczuwać stres. Ciekawe, ile jeszcze będę musiała to ciągnąć. Czasem ciężko wytrzymać z tą bandą facetów.
- Hm… nie są tacy źli. Przynajmniej zawsze masz kogoś pod ręką.
- To znaczy?
- No wiesz… jakby trzeba było na szybko cię spenetrować. – Miałem wrażenie, że Sofía się oblizała, co wyobraziłem sobie na tyle plastycznie, że prawie odszedłem spod drzwi.
- Sofía! – Usłyszałem, jak Valentina krztusi się wodą, po czym się śmieje. – Jesteś zboczona!
- Jestem realistką! – Niemal widziałem, jak ta żmija odrzuca do tyłu włosy i przyobleka na twarz swój jadowity uśmiech. – No, gadaj. Przeleciałaś już któregoś?
- No coś ty!
- Poważnie? Val, rozczarowujesz mnie.
- Ja tu nie przyszłam promować filmu porno.
- Jesteś tu na chwilę, to idealna okazja, by się chwilę zabawić! W końcu potem już pewnie ich nie zobaczysz.  
- Nie jestem taka jak ty.
- Niestety. Chcesz mi powiedzieć, że nie miałaś nikogo od czasu Connora?
- Nie byłam gotowa. Zresztą, nie chcę o tym gadać.
- Stara, klin klinem! Nie płacz za nim, tylko ciesz się, że teraz możesz zaliczyć więcej kutasów!
- Jesteś niemożliwa… no, a ty? Przeleciałaś któregoś, skoro taka jesteś na nich chętna? – Valentina chyba się uśmiechała, ale słychać było ironię w jej głosie.
- Pracuję nad tym.
Po ostatnich słowach Sofii aż zjeżyły mi się włosy na karku. Błagałem ją w myślach, byle tylko nie mówiła Valentinie nad kim tak pracuje. Ja z chęcią popracowałbym nad odcięciem jej głowy.
- Ale wróćmy do ciebie. Żyjesz jak zakonnica, a przecież jesteś zajebista! Śliczna, w dodatku masz fajny tyłek i wszystko, czego pragną faceci. Wykorzystaj to, póki możesz, bo potem już nie będziesz taka piękna, cycki ci obwisną, a pochwa wyschnie i zamieni się w pył. Wtedy pożałujesz, że mnie nie posłuchałaś.
Zorientowałem się, że kończyła mi się przerwa, więc z żalem wróciłem na scenę, jednocześnie przetwarzając w głowie to, co usłyszałem. Wniosek pierwszy: Sofía była naprawdę popieprzona. Wniosek drugi: wyglądało na to, że Valentinę też ktoś kiedyś zranił. O ile taką księżniczkę jak ona można było w ogóle zranić. Chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej na ten temat, ale to nie była moja sprawa. No i nie było też tak, że co wieczór urządzaliśmy sobie pogaduszki, czesząc sobie nawzajem włosy. Swoją drogą, co dziewczyny miały z tymi komplementami? Gdybym ja powiedział Finnowi, że jest śliczny i ma fajny tyłek, to zaraz zbierałbym swoje zęby z podłogi.
Dość wnikliwie przyglądałem się Valentinie, kiedy śpiewała piosenkę. Usiłowałem wyobrazić ją sobie z podejściem, które miała Sofía, ale kompletnie mi to do niej nie pasowało. Była bardziej dostojna, sama jej postawa i mimika wskazywała na to, że ma do siebie szacunek, za to patrząc na Sofíę, od razu można było pokazać jej drogę do najbliższego burdelu. Tym bardziej nie rozumiałem, dlaczego one się przyjaźniły.  
Finn miał rację – tym razem naprawdę daliśmy czadu. Publiczność klaskała głośno i długo, a zaraz po zejściu ze sceny w naszą stronę rzucili się dziennikarze. Byłem nieco zaskoczony, bo dotychczas woleli jedynie pisać na nasz temat obszerne artykuły, podając informacje z plotek, ale widocznie przyszedł czas na informacje ze źródła. Zaczęli zadawać nam mnóstwo pytań, na początku nie wiedziałem nawet, na które odpowiadać. Pytali o wrażenia z koncertów, o szczegóły dalszej trasy, o sprzedaż płyty… wkrótce sam już nie wiedziałem, o czym aktualnie mówiliśmy. Pozwoliłem Finnowi przejąć inicjatywę, jednocześnie pobieżnie słuchając tego, co wygadywał, żeby nie narobił nam obciachu. Valentina stała nieco z boku, chyba nie wiedząc, czy dziennikarze chcieli rozmawiać również z nią. Wydawała się smutna, więc już nabierałem powietrza, by jakoś włączyć ją w rozmowę, kiedy obok mnie znikąd pojawiła się Sofía, przerywając jednocześnie wypowiedź Finna.
Dziennikarz zerknął na nią zblazowanym wzrokiem.
- A pani to kto? – zapytał uprzejmie, choć widać było, że się zirytował.
Sofíę wyraźnie oburzyło to pytanie.  
- Jestem Sofía Perez – powiedziała donośnie, wykorzystując fakt, że inny dziennikarz skupił się na jej osobie – czy może raczej na jej cyckach, bo miała sukienkę z tak głębokim dekoltem, że właściwie mniejszy efekt wywołałaby stojąc w samej bieliźnie. – Najlepsza przyjaciółka Valentiny Martínez. – Jednym ruchem złapała Valentinę i przyciągnęła do siebie.
- Świetnie – mruknął dziennikarz, który dalej miał wypisaną na twarzy irytację. – A teraz, jeśli pani pozwoli…
- Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś o naszym wspaniałym piosenkarzu, to chętnie powiem, jaki jest Liam w gronie przyjaciół! – Wyciągnęła rękę i ścisnęła moje ramię. Zmusiłem się do uśmiechu, choć serce zaczęło mi bić niepokojąco szybko. – On jest taki skromny, na pewno nie powie wam o sobie najciekawszych rzeczy. – Posłała mi szelmowski uśmiech. Kurwa. Nie sądziłem, że spełni swoje groźby, a jednak. Zaczekała na dobry moment i opłaciło jej się to. W głowie miałem gonitwę myśli, jak to powstrzymać, ale każdy sposób wydawał mi się idiotyczny.
- Tak właściwie to chcemy napisać o wszystkich członkach zespołu… – wtrącił dziennikarz, ale Sofii wyraźnie to nie obchodziło.
- Ale to w końcu Liam jest piosenkarzem, w dodatku jedynym, głową zespołu! – przerwała mu, nie reagując na oburzone miny chłopaków. Coraz mocniej ściskała moje ramię. – Muzyków jest wiele, ale nasz Liam tylko jeden. Dziewczyny go uwielbiają. A on uwielbia dziewczyny, jeśli pan wie, co mam na myśli… naprawdę wiele, wiele dziewczyn.
Dziennikarz chyba się zainteresował, już obracał kartkę w notesie, by coś zapisać. Nie, kurwa, tego już było za wiele. Ta przeklęta dziwka faktycznie chciała rozpierdolić mi karierę. Miałem nadzieję, że jeśli będę ją ignorował, to da sobie spokój, ale widocznie tylko zaostrzyłem jej apetyt. Koniec z tym, kurwa. Jeśli spieprzy mi opinię, pożałuje tego.
- Panowie wybaczą – warknąłem, wyrywając się z uścisku Sofii. – Ale spieszymy się na kolację z naszym agentem. Będziemy w Phoenix jeszcze jakiś czas, może dokończymy wywiad innym razem.
- Ale…
- Dziękuję, dobranoc. – Powiedziałem to tak stanowczym tonem, że dziennikarze umilkli i odeszli, mrucząc coś pod nosem. Sofía miała na twarzy coś pomiędzy irytacją a rozbawieniem, za to ja byłem tak wściekły, że niemal widziałem mroczki przed oczami. Na Valentinę nawet nie chciałem patrzeć.  
- Kurwa, stary, co to miało być?! – rozległ się krzyk Finna, ale nie zamierzałem mu odpowiadać.  
- Zamknij się, Finn! – warknąłem. – Powiedziałem, że dokończymy to innym razem.
- Ale… – Nie dokończył, bo odwróciłem się gwałtownie i zacząłem oddalać się w kierunku busa. – Kurwa! – Dobiegł mnie jeszcze jego wrzask, ale nie zwracałem na to uwagi. Najważniejsze było to, że chwilowo pozbyłem się zagrożenia, ale przestało mi się to podobać. Pieprzona Sofía. Manipulowała mną z taką łatwością, że czułem się jak pionek, przesuwany po szachownicy. To zabrnęło już za daleko.
Usłyszałem, że dostałem smsa od Alexii, ale nie miałem teraz do tego głowy.
Pomagałem Xavierowi załadować sprzęt, kiedy usłyszałem złorzeczącego Finna i całą resztę. Wsiedli do busa, większość cicha jak mysz pod miotłą, ale Finn dalej burczał coś pod nosem:
- Wreszcie, kurwa, mogliśmy udzielić porządnego wywiadu, ale nie, kurwa, bo Liamowi coś odjebało i ni z tego ni z owego…
- Przymknij się, Finn! – warknąłem znowu, wsiadając do busa i będąc na granicy wytrzymałości. – Jeszcze niejednego wywiadu udzielisz, ale teraz w końcu przestań gadać, jeśli nie chcesz mieć przestawionej szczęki.
- Ale ja cię, kurwa, totalnie nie rozumiem!
- I nie musisz. – Próbowałem się opanować, by nie dawać Sofii jeszcze więcej satysfakcji, ale nie potrafiłem. Rozpierała mnie wściekłość, tym bardziej, gdy widziałem jej pełen zadowolenia uśmieszek. Później dostrzegłem wzrok Valentiny. Spoglądała to na mnie, to na Sofíę. Miała zmarszczone brwi i wyraźnie zastanawiała się, czy coś nas łączyło. Świetnie, tylko tego mi brakowało.



Kiedy dojechaliśmy do hotelu, Finn od razu wyszedł z busa z miną obrażonego dziecka i odszedł, nie czekając na nikogo. Było mi to właściwie na rękę. Miałem coś do załatwienia, a im mniej świadków, tym lepiej. Wszyscy widzieli, że lepiej się do mnie nie odzywać, więc w ciszy rozeszli się do swoich pokoi. I dobrze. Ja zatrzymałem się w swoim tylko po to, by wrzucić do niego walizkę, a potem zamknąłem drzwi na klucz i udałem się do pokoju Sofii. Zapukałem do drzwi tak energicznie, że aż zabolały mnie kostki.
Otworzyła z uśmiechem godnym rozdania nagród.
- Co za niespodzianka – powiedziała donośnym głosem, chociaż jej ton sugerował, że się mnie spodziewała. – Chcesz wejść, Liam?
- Nie pytam cię o zgodę – burknąłem, po czym przepchnąłem się obok niej, by wejść do pokoju. Zamknęła spokojnie drzwi i odwróciła się w moją stronę. Dalej miała na sobie tę głęboko wyciętą sukienkę, choć miałem wrażenie, że jeszcze bardziej obciągnęła ją w dół, ponieważ jej piersi niemalże wyskakiwały z cienkiego materiału. Nie miała na sobie stanika. – Widzę, że nie odpuścisz – wysyczałem przez zaciśnięte zęby, próbując opanować złość.
- Dlaczego miałabym odpuścić? – Przeszła do włącznika światła, by nieco je przyciemnić. Wykorzystałem ten moment i szybko włączyłem nagrywanie w komórce. Schowałem ją do kieszeni tak, by głośnik nieco z niej wystawał. – Mówiłam ci, że w końcu dostanę to, czego chcę. Skoro nie sądziłeś, że mówiłam poważnie, musiałam ci to pokazać. – Odwróciła się, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Wydawało mi się, że była czujna, za czujna, by mój plan mógł się udać. Musiałem ją zdekoncentrować. Podszedłem do niej szybko, brzydząc się samym sobą, i przyparłem ją do ściany. Oddech mi przyspieszył – ciężko było powiedzieć, czy z powodu nerwów, czy patrzącego na mnie biustu Sofii.  
- Nienawidzę cię za to, wiesz? – warknąłem, składając delikatny pocałunek na jej szyi. Poczułem, jak jej klatka piersiowa gwałtownie się unosi. Chcąc nie chcąc, przeszedłem w dół, całując ją pod obojczykiem, w końcu docierając do piersi. Kurwa, gdyby tylko nie była taka popieprzona… – Przecież mogliśmy to wszystko rozwiązać inaczej. Nie musiałaś mnie szantażować.
- Chyba jednak musiałam… – wyjęczała, lekko sapiąc, gdy pocałowałem linię jej szczęki, zbliżając się do ust. – Nie chciałeś zrobić tego po dobroci, więc…
- Ale żeby od razu rozwalać mi karierę? Okłamywać media? Robić ze mnie zboczeńca? – Dalej naciskałem, prowokowałem ją do rozmowy, choć dalej sunąłem ustami po jej skórze, by niczego nie podejrzewała. Choć powtarzałem sobie, że to przecież Sofía, to moje ciało reagowało w naturalny sposób. Czułem nieznośną ciasnotę w spodniach i nie mogłem znieść, że Sofía mimo wszystko doprowadzała mnie do takiego stanu. Mógłbym zerwać z niej tę przeklętą sukienkę i załatwić sprawę, tu i teraz. Ale nie byłem taki. – Mogliśmy się dogadać inaczej. To właśnie przez ten szantaż nie chciałem tego zrobić.
Poczułem, jak jej dłonie wędrują do paska w moich spodniach. Dobra, może i chciałem ją zdekoncentrować, ale nie zamierzałem zabrnąć aż tak daleko. Już prawie miałem to, co chciałem.
- „Inaczej” nie dawało mi żadnej gwarancji. I tobie też nie da. A wiesz, dlaczego?
Nie zdążyłem odpowiedzieć, kiedy nagle poczułem, jak gwałtownym ruchem wyciąga z kieszeni moją komórkę. Kurwa. Już myślałem, że ją przechytrzyłem, ale to ona przechytrzyła mnie. Na jej twarzy odmalowała się wściekłość. Zanim zdążyłem wyrwać jej telefon, ona już skasowała nagranie.
- Kurwa! – Walnąłem pięścią w ścianę, tuż obok twarzy Sofii. Widziałem, że lekko się przestraszyła. Niepotrzebnie, bo nigdy bym jej nie uderzył, choć miałem na to ogromną ochotę. Odsunąłem się od niej, jeszcze bardziej wściekły niż poprzednio.  
- Zawiedziony? – spytała zimnym głosem, poprawiając ramiączko sukienki, które opadło. – Będziesz musiał się trochę bardziej postarać, by się mnie pozbyć – wysyczała. – Albo to, albo w końcu się dogadamy.  
- Ty pieprzona… – warknąłem, biorąc głęboki wdech. – W życiu cię nie przelecę, rozumiesz? Nawet mnie nie podniecasz.
Prychnęła głośnio.
- Twoje spodnie mówią co innego. – Uśmiechnęła się kpiąco. Miałem dość. Trzymając mocno komórkę, odwróciłem się i poszedłem w kierunku drzwi.
- Będę tu czekała, kiedy zdecydujesz się w końcu przestać odwlekać nieuniknione! – zawołała za mną, gdy trzaskałem drzwiami.

581 czyt.
93%145
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 4654 słów i 25555 znaków, zaktualizowała 1 kwi o 12:39.

5 komentarzy

 
  • Lifeisbrutal2

    Lifeisbrutal2 · 1 kwietnia · 193143490

    No i nie wyszło mu tak jak myślałam 😐😐 szkoda może następnym razem się uda 😀

  • agnes1709

    agnes1709 · 31 marca

    Ten Liam to kompletny nieudacznik, bez jajChłop zupełnie sobie nie radzi Valentina jest cool

  • enklawa25

    enklawa25 · 31 marca

  • Lula

    Lula · 31 marca

    Ale przespanie się z Sofia raz coś tak czuje że niczego nie załatwi 😄😁

  • Speker

    Speker · 31 marca

    A to menda jaka. Ona naprawdę jest do tego zdolna. Czemu Liam nie pogada z Jamsem, albo z kimś innym? Coraz to ciekawiej się robi.