Kiedyś ci wystarczę - 09| Niezdecydowanie to też decyzja

Musiałem ponownie pożyczyć koszulę od Jacksona, tym razem nieco inną, jaśniejszą. Pytał się, czy znowu wychodzę z Valentiną, czy może z Sofíą. Aż prychnąłem, słysząc to imię.
- Zaskoczę cię. Wychodzę z Grace.
- Jeszcze inna… oficjalnie mogę ci pogratulować. Zaliczasz wszystkie po kolei. – Przyjaciel uśmiechnął się kpiąco.
- Nie zaliczam żadnej. – Aż wzdrygnąłem się na myśl, że Jackson mógłby się dowiedzieć o tym, co zaszło wczoraj w pokoju Sofii.
Chyba czytał mi w myślach, bo zapytał:
- Wyjaśnisz mi, o co chodziło z tym przerwaniem wywiadu?
- Lepiej nie.
- Lepiej tak, bo to się już robi dziwne. Finn jest na ciebie wściekły.
- Niech sobie będzie. Przyda mu się trochę emocji.
- Ta Sofía… pokłóciliście się czy co?  
Ponownie prychnąłem. Niedomówienie roku.
- Ja się z nią nie kłóciłem. To ona jest nienormalna.
- To znaczy?
- Nieważne. – Chętnie bym powiedział Jacksonowi o wszystkim, ale musiałem mieć dowód, którego niestety nie udało mi się zdobyć. Musiałem wymyślić coś lepszego. – Dzięki za koszulę.
Wróciłem do siebie, by się przebrać. Miałem nadzieję, że Grace pamiętała o naszym spotkaniu. Miałem wrażenie, że nie była do końca chętna. Być może dalej była na mnie wściekła albo chciała już wrócić do Los Angeles. Cokolwiek by to nie było, zaczynałem mieć dość tych bab. Grace wydawała się być w porządku, dlatego ją mogłem znieść, ale Valentinę razem z Sofíą miałem wielką ochotę posłać na inną planetę.
Kończyłem zapinanie guzików, kiedy do moich drzwi ktoś zapukał. Grace? Zerknąłem na zegarek. Jeszcze trochę za wcześnie na naszą randkę, ale może wolała przyjść wcześniej. Poszedłem do drzwi i spojrzałem przez wizjer. Nieźle się zdziwiłem, kiedy zobaczyłem Valentinę.
Otworzyłem.
- Cześć – powiedziałem, lekko zdziwiony, bo raczej nie mieliśmy w zwyczaju odwiedzać się nawzajem w pokojach. – Wejdź. Potrzebujesz czegoś?  
- Właściwie to nie. – Wzruszyła ramionami, wchodząc do środka. – Tak tylko chciałam do ciebie zajrzeć.
Zamknąłem za nią drzwi i zmarszczyłem brwi.
- Naprawdę?
- Takie to dziwne?
- Tak. – Skrzyżowałem ręce na klatce, taksując ją wzrokiem. Miała dość niepewną minę. Włosy zaplotła w luźnego warkocza. Do twarzy jej z nim było, ale nie o tym chciałem myśleć. – My ot tak nie zaglądamy do siebie. Czegoś chcesz. Czego chcesz?
Prychnęła, unosząc głowę do góry.
- No dobrze, mam do ciebie pytanie.
- Tak myślałem. Słucham.
- Co cię wczoraj ugryzło podczas wywiadu?  
Boże, czemu wszyscy uparli się, by zadawać mi to pytanie?  
- Nic mnie nie ugryzło. Zwyczajnie chciałem już wrócić do hotelu.
- Akurat ci uwierzę! – Też skrzyżowała ręce na klatce, patrząc na mnie prowokacyjnie. – Powiedziałeś, że spieszymy się na kolację z agentem. Skłamałeś. Dlaczego? Bałeś się, że Sofía narobi ci obciachu?
- O to już musisz zapytać Sofíę – stwierdziłem sucho.
- Pytałam. Nic nie chce mi powiedzieć.
Szok.  
- W takim razie nie ma o czym mówić. – Nienawidziłem swojego szorstkiego tonu, ale na pewno nie zamierzałem spowiadać się Valentinie z pierdolniętych pomysłów jej przyjaciółki.  
- Nie jestem głupia. Coś się dzieje między wami.
- Nic się nie dzieje.
- Kłamiesz.
- Nawet jeśli, to chyba nie twój interes. – Zerknąłem na nią pobieżnie, dopinając guziki koszuli. Spodziewałem się, że się obrazi, ale jedynie patrzyła na mnie dociekliwym wzrokiem.
- Przestań się na mnie gapić jak alkoholik na drinka – burknąłem.  
- Źle zapiąłeś guziki.
Zerknąłem w dół. Rzeczywiście, góra koszuli była krzywo zapięta. Zanim zdążyłem zareagować, Valentina do mnie podeszła i rozpięła mi źle zapięte guziki, by po chwili zrobić to poprawnie. Dziwnie się czułem. Jakby mnie rozbierała.
- Proszę – odparła po chwili, na nowo się ode mnie odsuwając.
- Dzięki.
- Wychodzisz gdzieś?
- Tak, z Grace. Mówiłem ci.
- Nie sądziłam, że to na serio – odparła prawie zdziwionym tonem.
- A czemu nie? Jest fajna i miła.
- No, nie wiem.
Co się działo z tymi dziewczynami? Jedna coś miała do drugiej, druga do pierwszej, ale nie chciały powiedzieć, o co im konkretnie chodziło. Tylko Sofía widziała jedynie czubek własnego nosa. Ewentualnie też mojego penisa.  
- Jak wyglądam? – Uśmiechnąłem się blado, chcąc rozluźnić atmosferę.
- W porządku. – Ton jej głosu był raczej chłodny.
- Tylko tyle masz do powiedzenia? Rozumiem, że na okładkę magazynu to się nie nadaję, ale mogłabyś okazać minimalny entuzjazm.
- To właśnie jest mój minimalny entuzjazm. – Uniosła delikatnie brew, uśmiechając się leciutko.
- W takim razie nie chcę wiedzieć, jak wygląda zerowy.
Wsunąłem do kieszeni komórkę i portfel i właściwie byłem już gotowy. Valentina w milczeniu przyglądała się mojej krzątaninie. Zastanawiałem się, czemu tu jeszcze stała.
- No, to idę – powiedziałem w końcu, kierując się do drzwi i gestem zapraszając ją, by wyszła. Przekroczyła próg i chwilę jeszcze stała obok mnie, gdy zamykałem drzwi.
- A prezerwatywy wziąłeś? – zapytała nagle.  
Myślałem, że żartuje, ale chyba pytała całkiem serio. Przynajmniej miała uśmiech na twarzy.
- Jasna sprawa. – Poklepałem się po kieszeni, w której miałem portfel. – To mój podstawowy ekwipunek na randkę. Chociaż szczerze mówiąc, nie wiem, czy mi się przydadzą.
- Bo już ją przeleciałeś?
- W sumie… tak – przyznałem jej rację.
- Czyli na naszej kolacji też miałeś ze sobą prezerwatywy? – Uniosła wysoko brwi.
- To nie była randka.
- Ale je miałeś.
- Miałem – przyznałem.
Nagle usłyszałem z boku donośne prychnięcie i jakieś złorzeczenia. Oboje spojrzeliśmy w bok, by ujrzeć starszą panią, przechodzącą korytarzem i patrzącą się na nas morderczym wzrokiem.
- Skaranie boskie, co za niemoralne dzieciuchy… - mamrotała pod nosem, mijając nas w tempie żółwia.  
- Przepraszam, coś pani nie pasuje? – wtrąciła Valentina niewinnym głosem. Ja się nie odzywałem, uważałem, że facetom raczej nie przystoi się kłócić ze starszymi babciami.
Staruszka zatrzymała się i zmierzyła Valentinę nieprzychylnym wzrokiem.
- Oczywiście, że mi nie pasuje! Jeszcze się pyta! Co to za pokolenie! – zaczęła lamentować, a mi nagle zachciało się śmiać. W bardzo złym momencie. Starsza pani spojrzała na mnie tak, jakby chciała zdzielić mnie torebką. – Tylko by się gździły! Bez ślubu, bez uczuć! Wstydźcie się!
- A pani to popędów nie miała, jak młoda była? – rzuciła Valentina, a ja prawie udławiłem się powietrzem.
- Robiłam to tylko po to, by dzieci rodzić! – oświadczyła starsza pani z dumą. – A nie, żeby sobie dogadzać!
- No widzi pani, czasy się zmieniły. Teraz dzieci robią automaty, a seks jest tylko dla przyjemności.
Lekko wybałuszyłem oczy na Valentinę, podobnie jak starsza pani. Po chwili odeszła od nas, dalej gderając coś pod nosem.
- Jesteś szurnięta! – stwierdziłem z rozbawieniem, patrząc na Valentinę z podziwem.
- Jestem po prostu bezpośrednia. – Odrzuciła włosy do tyłu. – Tak jak ona.
- I pyskata.
- Owszem. Odkryłeś to dopiero teraz? Myślałam, że ci to przeszkadzało.
- Jeśli tylko nie jesteś pyskata w stosunku do mojej osoby, to mi nie przeszkadza.  
Staliśmy tak chwilę, patrząc się na siebie w milczeniu, a ja dopiero po chwili przypomniałem sobie, co miałem zrobić.
- No… na mnie już czas – powiedziałem kulawo.
Valentina skinęła nieznacznie głową.
- Połamania nóg. Byle nie czego innego. – Uśmiechnęła się lekko złośliwie, po czym odwróciła się i zaczęła odchodzić korytarzem w stronę swojego pokoju. Chwilę gapiłem się na jej odsłonięte nogi, po czym skierowałem się w stronę pokoju Grace. W końcu to tylko na niej powinienem się skupić.
Zapukałem i już po chwili otworzyła mi drzwi.
- Hej – powiedziałem, uśmiechając się. – Gotowa?
- Sekundę. Wezmę tylko torebkę.
Czekałem, w milczeniu taksując ją wzrokiem. Chyba podświadomie spodziewałem się, że będzie ubrana w sukienkę. Przyzwyczaiłem się do tego – Valentina bez przerwy je nosiła, w dodatku było lato. Grace jednak miała na sobie zwykłe ciemne dżinsy i dopasowaną jaskrawą bluzkę. Włosy wyprostowała, a w uszach miała małe kolczyki. Nie wyglądała brzydko, ale… trochę zwyczajnie. Szliśmy w końcu na randkę. Czemu ubrała się w dżinsy? Może nie chciała się dla mnie stroić albo zwyczajnie właśnie tak się ubierała. Właściwie, co mi to przeszkadzało? Chyba nic, ale gdybym wiedział, że preferuje luźniejszy styl ubierania się, to nie pożyczałbym od Jacksona koszuli, w której było mi cholernie niewygodnie.
- Idziemy? – Jej głos sprowadził mnie na ziemię.  
- Tak. Panie przodem. – Puściłem ją przed sobą, co skwitowała bladym uśmiechem. Serio? Zamierzała być taka zblazowana przez cały czas? Prędzej spodziewałbym się tego po Valentinie, ale akurat kolacja z nią mi się podobała. Grace jednak zachowywała dystans, choć myślałem, że już się na mnie trochę otwierała.
Po drodze minęliśmy Finna, który obrzucił mnie wkurzonym wzrokiem.
- Gdzie idziecie? Nie, poczekaj, nie mów – dorzucił. – Na pewno nie na wywiad.
Prychnąłem cicho, nawet mu nie odpowiadając.  
- Jest na ciebie wściekły – zauważyła Grace.
- Mam to gdzieś. Ja już wiele razy byłem wściekły na niego, a nigdy się tym nie przejmował.
- Swoją drogą, dlaczego zakończyłeś wywiad w połowie?
Kurwa, czy to było pytanie dnia?
- Bolała mnie głowa po koncercie, gardło w sumie też, marzyłem tylko o tym, by się położyć, a nie rozmawiać z dziennikarzami – odparłem szybko, ale Grace wyglądała, jakby jej to nie obchodziło.  
Do restauracji dojechaliśmy w milczeniu. Próbowałem ją zagadywać, ale odpowiadała mi pojedynczymi słówkami, co szczerze mówiąc, zaczynało mnie irytować. Po co się zgadzała na tę randkę, skoro nawet nie zamierzała ze mną porozmawiać jak człowiek?  
Przy wejściu zatrzymaliśmy się na chwilę, bo grupa nastolatek koniecznie chciała dostać mój autograf. Spieszyłem się z tym, bo Grace stała obok z nieco nachmurzoną miną, a ja nie chciałem pogarszać sytuacji. Weszliśmy do środka i chwilę wczytywaliśmy się w menu.
- Wybrałaś już coś? – spytałem w końcu po około pięciu minutach milczenia.
- Jeszcze nie… – Jej wzrok przesuwał się leniwie po karcie. Nawet na mnie nie spojrzała.
Momentalnie zatęskniłem za Valentiną. Cholera, w życiu bym się nie spodziewał, że będzie mi brakowało jej obok, ale taka była prawda – Grace była dziś w wyjątkowo dziwnym nastroju i nie bardzo już wiedziałem, jakie tematy mam zarzucać, by w końcu się trochę rozgadała. Valentiny nie trzeba było zachęcać, co momentami było irytujące, ale ta cisza przebijała wszystko.
W końcu Grace zdecydowała się na któryś makaron, ja standardowo zamówiłem carbonarę, po czym pogrążyliśmy się w czekaniu. Stukałem palcami o stolik, czekając, czy Grace się odezwie. Nie odezwała się, więc z ciężkim sercem zagadnąłem ją:
- Może powiesz mi coś o sobie? Tak naprawdę nic o tobie nie wiem.
- No, nie byłabym tego taka pewna. W końcu już dogłębnie zajrzałeś w moje wnętrze – powiedziała ironicznie. Speszyłem się lekko, ale postanowiłem nie dać tego po sobie poznać.
- Myślałem, że już wyjaśniliśmy tę kwestię – odparłem spokojnie.
Grace westchnęła.
- Masz rację, to było wredne. Przepraszam. No więc… sama nie wiem, co ci powiedzieć. Nie jestem za ciekawą osobą.
- To na pewno nieprawda. Może najpierw powiedz, skąd pochodzisz – zaproponowałem.
- Z Los Angeles. Urodziłam się tam i nigdy nie wyjeżdżałam poza granice miasta.
- Dlaczego? Nie lubisz podróżować?
- Nigdy nie miałam na to czasu. Najpierw szkoła, potem studia, w końcu jakaś praca. Życie jest krótkie, wiecznie brakuje mi czasu.
- No właśnie, życie jest krótkie, więc trzeba czerpać z niego garściami.
- To może ty mi opowiedz, jak zostałeś piosenkarzem.
Od słowa do słowa jakoś zaczęliśmy się dogadywać, choć nadal miałem wrażenie, że Grace wolałaby być gdzie indziej. Tym babom w żaden sposób nie dało się dogodzić. Uprawiałem z nią seks po imprezie – źle. Chciałem naprawić swój błąd, poznać ją, zabrałem ją do restauracji – też źle. Kurwa. Może jednak powinienem był przyjąć zaproszenie tamtego geja. On rzeczywiście precyzyjnie wyrażał swoje pragnienia. Kobiet nie byłem w stanie zrozumieć.
Czas wyjątkowo mi się dłużył – w odróżnieniu od kolacji z Valentiną, gdzie parę godzin przeleciało w mgnieniu oka. Gdy wyszliśmy z restauracji, zapytałem:
- Masz może ochotę na spacer?
- Sama nie wiem… – Wzruszyła lekko ramionami. – Chyba chciałabym wrócić do hotelu, jestem zmęczona.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o tę „randkę”. Nie byłem z niej zadowolony. Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego Grace była wobec mnie taka chłodna. Znudziło mi się dalsze próbowanie. W milczeniu wróciliśmy do hotelu i odprowadziłem ją pod drzwi. Tam zawahałem się lekko. Normalnie w takiej sytuacji pocałowałbym dziewczynę w policzek, może nawet w usta, jeśli randka poszłaby dobrze. Teraz musiałem się jednak porządnie zastanowić nad moim kolejnym ruchem. Uprawiałem z tą dziewczyną seks. Zwykły buziak byłby chyba tutaj nie na miejscu, zwłaszcza że Grace nie była zbytnio zachwycona naszym spotkaniem. Byłem w pieprzonej kropce.
Postanowiłem spróbować ten ostatni raz.
- Mam nadzieję, że ci się podobało – rzuciłem, opierając się o framugę drzwi. W międzyczasie na korytarzu światła nieco przygasły. – Wiem, że mieliśmy skomplikowany początek, ale ja naprawdę chciałbym poznać cię lepiej. Chciałbym, żebyś trochę się na mnie otworzyła. Nie jestem złym facetem, tylko czasem po prostu za mało myślę. Staram się to zmienić – mówiłem, a Grace patrzyła na mnie wzrokiem bez wyrazu. – Więc byłoby fajnie, gdybyś dała mi szansę. – Pochyliłem się i delikatnie pocałowałem ją w policzek. Zamierzałem odejść, ale ona nagle złapała mnie za nadgarstek i gwałtownym ruchem wciągnęła do pokoju. Nie zdążyłem zapytać, co się dzieje, a ona już rozpinała mi guziki koszuli tak gwałtownie, że chyba parę się urwało. Trudno, najwyżej będę musiał odkupić Jacksonowi koszulę. Za bardzo podobał mi się ten nieoczekiwany zwrot akcji, żebym się martwił jakimiś guzikami, dlatego zrzuciłem z siebie koszulę i zabrałem się do rozpinania dżinsów Grace. Chyba jednak poprawił jej się nastrój. Nie pytałem, dlaczego. Korzystałem. Może jednak dobrze, że wziąłem te prezerwatywy.
Opadliśmy na łóżko, spleceni mocnym uściskiem. Zrzuciłem z Grace dżinsy, które zaplątały się jej wokół kostek, po czym sięgnąłem po prezerwatywy.
- Nie trzeba – szepnęła do mnie, przygryzając mój płatek ucha. – Biorę tabletki.
Nieco się zdziwiłem, ale nie chciało mi się nad tym zastanawiać. Ta informacja wręcz poprawiła mi humor. Seks w kondomie nie należał do najprzyjemniejszych. Z uśmiechem rozpiąłem jej stanik, by dostać się do piersi. Chwilę później Grace jęknęła głośno, gdy w nią wszedłem. Czułem lekką ulgę, że tym razem nie byliśmy pijani i że generalnie sprawy miały się coraz lepiej.
Ale nagle zobaczyłem przed sobą Ashley, tę z mojego snu. Chwilę później jej miejsce zajęła Sofía, a na samą myśl o niej prawie mi opadł. Dlaczego nie mogła zostawić mnie w spokoju? Usiłowałem oczyścić umysł, by myśleć tylko o Grace, która jęczała mi pod uchem. A jednak coś mnie blokowało. Pomyślałem o Valentinie. O tych seksownych nogach i o tym, że była dla mnie niedostępna. Nie chciałem o niej myśleć jak o panience na jeden raz, ale tylko to miałem jej do zaoferowania. Grace zresztą też.
Przez moją cholerną Ashley.
Nie miałem czasu na roztrząsanie przeszłości, bo czułem nadchodzącą falę orgazmu. Grace jęczała głośno, wbijając mi paznokcie w plecy. Wykonałem ostatnie pchnięcie, po czym opadłem ciężko na nią, czując, jak moje serce galopuje w nieznośnie szybkim tempie.
- To było… – Grace odetchnęła głęboko.  
- Tak – przytaknąłem, nie wiedząc nawet, co zamierzała powiedzieć. Moje tętno się już uspokoiło i nagle poczułem się cholernie zmęczony. Chciałem pójść spać, ale nie mogłem przecież wyjść. Nie teraz. Nie po tym, jak po naszym ostatnim seksie od razu zostawiłem Grace samą. Chciałem jej w końcu to wynagrodzić, więc chyba powinienem zostać. Tak?
- Pójdę się umyć – szepnęła. Wysunęła się spod mojego ciała. W półmroku widziałem, jak wstaje i przechodzi do łazienki. Opadłem na bok łóżka i zastanawiałem się, czy mam wyjść, czy tu zostać. Właściwie było mi wszystko jedno, gdzie spałem, ale nie chciałem robić Grace nadziei. Umówiłem się z nią pod wpływem chwili, a teraz czułem, że mogło mnie to zaprowadzić do bardzo niebezpiecznego miejsca.
Wciągnąłem na siebie bokserki i wstałem, dokładnie w momencie, kiedy Grace wyszła z łazienki.
- Wychodzisz?
Nawet na nią nie patrząc, słyszałem żal w jej głosie.
Odwróciłem się i zmusiłem do uśmiechu.
- Zostaję.
Posłała mi szeroki uśmiech, a ja poczułem się jak ostatni skurwysyn. Chociaż, tak na dobrą sprawę, niczego jej nie obiecywałem. Poszliśmy na randkę, podczas której była zimna jak lód, potem nagle rzuciła się na mnie jak lwica. Sama nie wiedziała, czego chciała, więc dlaczego ja miałem to wiedzieć?
Wtuliła się we mnie, więc objąłem ją ramieniem i niedługo później zasnąłem, nękany irracjonalnymi wyrzutami sumienia.

551 czyt.
93%143
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 3310 słów i 18024 znaków.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 3 kwietnia

    Łobuzy, babcia dobrze gadała

  • Lula

    Lula · 2 kwietnia

    Jak już Liam wybrałby geja..
    😄😂😂

  • Speker

    Speker · 2 kwietnia

    Coś mi się zdaję, że za chwilę Liam zostanie nominiwany do bycia ojcem. Tak coś podświadomie czuję, że Grace dogadała się z Sophie i teraz nagle jednak nie bierze tabletek i Liam zostanie tatusiem.
    Ciekawy zwrot akcji.