Kiedyś ci wystarczę - 21| Podczas planowania przyszłości zaskakuje teraźniejszość

Po śniadaniu zacząłem się nieco rozglądać za perkusistą na miejsce Finna. Było to dość trudne, ponieważ większość takich osób była już we własnych zespołach albo nie wykazywała chęci współpracy. Zniżyłem się do tego, by oglądać w Internecie różne covery piosenek i tam wyłapywać perkusistów – amatorów. Problem był jednak taki, że nie potrzebowaliśmy amatora. Potrzebowaliśmy kogoś z umiejętnościami Finna, tylko bez jego charakteru. W teorii mogłem to zajęcie przekazać Jamesowi, ale wiedziałem, że mi nie pomoże, bo sam zabronił mi wywalać Finna. Być może sam byłem sobie winien, ale nie zamierzałem się poddać, jeszcze nie.

Byłem umówiony z Valentiną na spacer. Trochę się stresowałem, co najmniej jakbym miał właśnie stanąć przed ołtarzem. Z Valentiną wszystko było zawsze nieprzewidywalne. Miałem nadzieję, że mi uwierzy, że jestem w końcu gotowy i że nie będzie snuła swoich domysłów.

Miała na mnie czekać przed hotelem, więc uzbroiłem się w blady uśmiech i powoli zmierzałem w jej kierunku. Upał był nieznośny, choć lato już prawie zmierzało ku końcowi.

Valentina, jak zwykle, była ubrana w sukienkę. Zacząłem się zastanawiać, czy kiedykolwiek widziałem ją w spodniach. Nie miałem pojęcia. Odkąd pamiętałem, nosiła sukienki lub spódniczki. Zawsze zwiewne, kolorowe, w których wyglądała jak promyk słońca. Dziś upięła włosy wysoko, pewnie było jej gorąco. Nie mogłem sobie wyobrazić życia z tak długimi włosami. Zbliżałem się do niej powoli, ale mój blady uśmiech po chwili zgasł, bo zobaczyłem, że kłóciła się z kimś przez telefon.

- Nie! – krzyknęła tak, że jej głos potoczył się echem dookoła. – Ile razy mam powtarzać? To nic nie znaczyło! Mówiłam ci o tym od początku! Przestań mnie nękać!

Podszedłem bliżej, lekko zaniepokojony. Wyglądało na to, że znowu kłóciła się z tą samą osobą, co parę tygodni temu. Nigdy jednak nie wyrażała się w tak dosadny sposób. Ktoś ją nękał? Zdałem sobie sprawę, że te rozmowy na pewno były częstsze, nawet jeśli nie byłem ich świadkiem.

- Co się dzieje? – spytałem ją cicho. – Pomóc ci jakoś?

- Zamknij się! – Nawet nie zareagowała na moje pytanie, tylko dalej krzyczała do telefonu. – Nie będę tego słuchać. Odczep się ode mnie wreszcie! – Po tych słowach rozłączyła się, odetchnęła głośno i zerknęła na mnie. – Przepraszam, mówiłeś coś?

- Pytałem, czy jakoś ci pomóc. O co chodzi? Kto tak do ciebie wydzwania?

- Nieważne.

Ze zdumienia aż uniosłem brwi.

- To nie może być nieważne, skoro drzesz się do telefonu tak, że wszyscy dookoła cię słyszą – zauważyłem chłodno.

- Ok, masz rację – prychnęła. – Powiedzmy, że jest to ważne, ale nie chcę o tym rozmawiać.

Mój dobry humor prysł jak bańka mydlana. Rozumiałem, że poprzednim razem nie chciała mi mówić, o co chodziło i z kim się tak kłóciła, ale myślałem, że teraz byliśmy już w lepszych stosunkach. Miałem nadzieję, że w końcu uchyli rąbka tajemnicy odnośnie siebie, swojego życia i charakteru, tymczasem ona nie chciała mi nawet powiedzieć, z kim się kłóciła. Nie tego się spodziewałem.

- Dlaczego? Co ci szkodzi? – drążyłem temat, nie zamierzając odpuścić.

- Nic mi nie szkodzi. Po prostu nie chcę. – Wzruszyła ramionami, wyraźnie zirytowana. – Jest to żałosna sprawa, nie warta opowiadania.

- Gdyby tak było, to nie wykłócałabyś się z kimś przez telefon.

- Mówisz, jakbyś nigdy nie podniósł głosu – zirytowała się Valentina, chowając komórkę do kieszonki sukienki. – A podnosisz go, Liam. W dodatku nie tylko głos, ale też pięści. Jakim prawem więc mnie pouczasz?

- W ogóle nie o to mi chodziło. Chciałem się po prostu dowiedzieć.

- To nie twoja sprawa.

Zamierzałem być miły, ale nie potrafiłem się już opanować. Valentina naskoczyła na mnie bez powodu i nie chciałem być jej dłużny.

- Przepraszam, że założyłem, że godząc się na związek z tobą, mam prawo wiedzieć, co się dzieje w twoim życiu – syknąłem. W końcu powiedziałem to na głos – związek. Dziwnie brzmiało. Zwłaszcza, że Valentina w ogóle mnie do siebie nie dopuszczała.

Sądziłem, że załagodzę sytuację, ale się pomyliłem. Oczy Valentiny zmieniły się w wąskie szparki.

- Godząc się na związek ze mną? – wycedziła. – Brzmi to, jakbyś był przymuszany. Jeśli to dla ciebie taki problem, nie musisz się na to godzić.

Boże, dlaczego kobiety zawsze musiały przekręcać znaczenie wypowiedzi facetów?

- Nie o to mi chodziło. – Złapałem ją za rękę i zmusiłem, by na mnie spojrzała. – Dobrze o tym wiesz. Chciałbym cię po prostu lepiej poznać, a ty dalej traktujesz mnie jak wroga.

Jej spojrzenie nagle złagodniało.

- Masz rację. Przepraszam. Tyle że naprawdę nie chcę o tym rozmawiać. – Splotła swoje palce z moimi i ścisnęła lekko. – Zapomnijmy o tym. W porządku?

Przytaknąłem, choć szczerze mówiąc sam nie wiedziałem, co miałem sądzić o tych tajemniczych rozmowach. Skoro jednak nie chciała mi nic mówić, to nie mogłem jej przecież zmusić. Nie oznaczało to jednak, że zamierzałem o tym zapomnieć. Chwilowo postanowiłem jednak wrócić do pierwotnego tematu:

- Chciałaś, bym przyszedł do ciebie, gdy już uporam się z moimi problemami. Zrobiłem to. Potrzebowałem chwili, by przetrawić wszystko, ale teraz już nie obchodzi mnie Ashley. Zapomniałem o niej, a finalnie zamknę ten rozdział piosenką na ostatnim koncercie, tak jak mi radziłaś. – Pochyliłem się i złożyłem na ustach Valentiny krótki, acz czuły pocałunek. – Jestem gotowy na nowy rozdział, z tobą. Jeśli tylko ty tego chcesz.

- Chcę – powiedziała cicho, jakby nieśmiało, zerkając na mnie ostrożnie. – Ale…

- Wiem, że to początki. Nie musimy się z niczym spieszyć – zacząłem mówić, chyba bardziej wyrażając swoje własne obawy niż te jej. – Zrobimy wszystko tak, jak będzie nam wygodnie. Tylko nie odsuwaj się już ode mnie – poprosiłem, czując, jak nagrzane słońce grzeje mnie w kark. To chyba była średnia pora na takie poważne rozmowy. Właściwie mogliśmy to zrobić na przykład po kolacji – przechadzać się po parku późnym wieczorem, przy blasku księżyca. Dziewczyny chyba lubiły takie bzdury. Teraz czułem, jak się pociłem, skórę miałem maksymalnie nagrzaną i wcale nie było mi komfortowo mówić o tym, jaki to byłem gotowy na związek i zakochany. – Nie zniosę tego. Nie rób tego więcej.

- Dobrze – przytaknęła cicho, po czym wspięła się na palce i pocałowała mnie delikatnie. Miała chłodne usta, które smakowały jakby szampanem. Była prawdziwą ulgą w ten gorący dzień. – Chcesz mi opowiedzieć, co takiego powiedział ci Finn?

Gdy tylko to powiedziała, poczułem palącą potrzebę, by jeszcze raz to opowiedzieć, tym razem jej. Wylać ponownie swój żal i powiedzieć, jak bardzo nie spodziewałem się tego po Ashley. Ale poczułem, że chyba nie powinienem. W końcu zamknąłem ten rozdział, prawda?

- Nie – odparłem, obejmując ją ramieniem. – Nie chcę o tym mówić. Już o tym zapomniałem. A teraz, chodźmy w końcu na ten spacer.

  



Niemal cały dzień spędziłem z Valentiną. Po naszym spacerze musiałem koniecznie wziąć zimny prysznic. Valentina poszła do siebie. Nie miałbym nic przeciwko wspólnemu prysznicowi, ale ona jedynie uśmiechnęła się i powiedziała, że muszę na to dopiero zasłużyć. Wobec tego poszedłem do siebie i umyłem się sam. Później, już odświeżeni, poszliśmy na kolację. Czułem się wspaniale, mogąc w końcu objąć Valentinę w pasie lub złapać ją za rękę. W stołówce odsunąłem jej krzesło i przyniosłem wodę. Zostałem za to obdarzony szerokim uśmiechem, więc miałem nadzieję, że powoli punktowałem. Oboje zjedliśmy lasagne, która była dziś serwowana w dwóch wersjach – Valentina wybrała tę ze szpinakiem, a ja z mięsem.

- Fuj, szpinak. – Skrzywiłem się na widok zielonej papki na jej talerzu.

- Nie lubisz szpinaku?

- Nienawidzę.

- Naprawdę? W takim razie nie możemy być razem. – Valentina udała przerażenie, wpychając sobie do ust kawałek makaronu.

- Przecież to jest ohydne.

- Nieprawda. Nie istnieje ohydny szpinak, tylko ewentualnie źle przyprawiony – droczyła się ze mną. – Kiedyś jadłam takie serowe kulki ze szpinakiem w środku. Były pyszne. – Aż westchnęła. – Oddałabym nerkę, by jeszcze raz je zjeść.

- Ja oddałbym nerkę za blok czekoladowy – rozmarzyłem się nagle.

- Blok czekoladowy?

- To mój ulubiony deser. Ma pewnie z milion kalorii, ale totalnie jest tego wart.

- I widzisz, tu się różnimy. – Valentina upiła łyk wody. – Ja myślę o szpinaku, a ty o bloku czekoladowym. Gdybym się odżywiała tak jak ty…

- To co?

- Powiedzmy, że nie miałabym takiej figury.

- Sugerujesz, że jestem gruby? – oburzyłem się, a Valentina roześmiała się perliście.

- Skądże. Ale nauczę cię jeść szpinak. – Zanim zdążyłem zareagować, nadziała na widelec kawałek szpinaku i wepchnęła mi do ust. Nie zdążyłem ich zacisnąć i po chwili przeżuwałem lasagne w wersji wegetariańskiej.

- I jak?

- Okropny – wymamrotałem, choć w rzeczywistości nie był taki zły.

- Akurat. – Valentina wydawała się szalenie rozbawiona. – Tak tylko mówisz, ale ta lasagne jest fantastyczna. W moich żyłach płynie włoska krew, więc wiem, co mówię.

Rozmawiało nam się tak wspaniale, że humoru nie był w stanie zepsuć mi nawet Finn, który wtoczył się później do stołówki i łypał na mnie złowrogo. Nasza rozmowa od jedzenia popłynęła w stronę wspólnej, czysto hipotetycznej przyszłości.

- Nie będę zmywał naczyń. – Zaznaczyłem od razu. – Muszę mieć w domu zmywarkę. Inaczej to nie będzie mój dom.

- W takim razie będziesz mył okna – targowała się Valentina. – Nienawidzę tego robić.

- A jest ktoś, kto w ogóle lubi myć okna?

- Dobre pytanie. A co ze zwierzętami?

- Pies i kot – odparłem bez namysłu. – Wychowamy je od małego, tak, aby się nawzajem polubiły.

- Zawsze chciałam mieć królika. Może i on dołączy do wesołej gromadki zwierząt.

- A co z dziećmi? – rzuciłem luźno, ale Valentina nagle zesztywniała. Nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego. Wydawało mi się, że chciała mieć dzieci, ale chyba się pomyliłem. Jej rysy nagle spoważniały i mruknęła jedynie:

- Może.

Od tego momentu atmosfera zrobiła się cięższa i zachodziłem w głowę, co powiedziałem nie tak. Zdawało się, że Valentina miała kolejną tajemnicę, której nie chciała mi zdradzić. Może nie istniał żaden powód, może zwyczajnie nie chciała mieć dzieci, ale coś mi mówiło, że kryło się za tym coś większego. Nie chciałem jednak naciskać. Valentina była podobna do mnie – skryta, nie zwierzała się nikomu ze swoich problemów. Choć sam taki byłem, nagle mnie to irytowało. Czemu nie mogła niczego mi powiedzieć? Jak niby miałem ją bliżej poznać? Nie chciałem mieć relacji jak z Grace, gdzie interesował mnie tylko jej tyłek. Valentina była inna, zasługiwała na szacunek, a nie powierzchowne zainteresowanie. Szkoda tylko, że wcale nie ułatwiała mi tego zadania.

Potem poszliśmy na kolejny spacer, nieco krótszy, ale przynajmniej nie było już tak upalnie. W końcu usiedliśmy na pobliskiej ławeczce i patrzyliśmy w rozgwieżdżone niebo, już nic nie mówiąc. Gdy odprowadzałem Valentinę pod drzwi pokoju, miałem ogromną ochotę wejść razem z nią, ale wiedziałem, że mi na to nie pozwoli. Spodziewałem się raczej tego, że minie jeszcze sporo czasu, zanim pozwoli się dotknąć. Chyba byłem w stanie to wytrzymać – o ile nie zamierzała dalej mnie torturować swoim widokiem pod prysznicem.

Pocałowała mnie na pożegnanie, a ja wróciłem do siebie, niepocieszony. Nie chciało mi się jeszcze spać, więc przyciągnąłem do siebie laptopa i chwilę popatrzyłem na artykuły na stronach plotkarskich, posłuchałem jakiejś muzyki. Potem nagle coś wpadło mi do głowy. Znalazłem w wyszukiwarce film, w którym wystąpiła Valentina i którego piosenkę u nas promowała. W końcu grała tam główną rolę, a skoro była teraz moją dziewczyną, musiałem na bieżąco śledzić jej karierę.

Odpaliłem film i próbowałem zorientować się w fabule. Była typowa, momentami nieco drętwa: ot, zwyczajna dziewczyna i chłopak, ich przypadkowe spotkanie, ona z początku go nie chce, ale później powoli się do niego przekonuje. Gdyby nie Valentina, raczej nie wytrwałbym na tym filmie do końca – nic dziwnego, że musiała go promować, bo chyba nie odniósł znaczącego sukcesu. Sama gra aktorska Valentiny robiła jednak wrażenie. W filmie była cichą myszką, nieśmiałą, niewyróżniającą się z tłumu, wiecznie bąkającą coś pod nosem – kompletnie inna niż w rzeczywistości. Jej uroda została przyćmiona – charakteryzacja była porażająca. Nosiła luźne bluzki, workowate dżinsy, duże okulary, a włosy miała wiecznie ulizane w jakiegoś kucyka. Oczywiście, fabuła w pewnym momencie pozwoliła jej pokazać swoje prawdziwe „ja” na dyskotece – ten obraz Valentiny był mi bardziej znajomy. Piękna sukienka, rozpuszczone, wyprostowane włosy, delikatny makijaż. Wyglądała pięknie, aż musiałem przysunąć się bliżej monitora. W pewnym momencie złapałem się na tym, że się uśmiechałem – delikatnie, ale zawsze. Usta rozciągnęły mi się w uśmiechu na sam jej widok. Oj, piękna była, naprawdę.

Mój uśmiech automatycznie zgasł, gdy bohater filmu złapał ją w tańcu, po czym stanowczo ujął jej twarz w dłonie i namiętnie ją pocałował. Poczułem skurcz, co najmniej jakbym miał zwymiotować. Miałem ochotę sięgnąć ręką do tego kolesia i udusić go.

To tylko film, powtarzałem sobie. Nic wielkiego. Gra aktorska. A jednak palące uczucie zazdrości nie mijało – dalej się całowali, kamera robiła zbliżenie na ich usta. Valentina miała przymknięte oczy, na jej twarzy widziałem błogość i szczęście. Mocno obejmowała chłopaka i całowali się coraz namiętniej. Kurwa, czułem się niezręcznie i coś mi mówiło, że czułbym się tak, nawet nie będąc z Valentiną. Ich pocałunek był pełen pasji i tak gorący, że miałem wrażenie, jakbym im przeszkadzał.

Poczułem ulgę, gdy w końcu się od siebie oderwali, ale moja wyobraźnia ruszyła już do przodu i nie mogłem jej zatrzymać. Czy to aby na pewno była tylko gra aktorska, czy może byli dla siebie kimś więcej? Ile razy słyszało się o takiej sytuacji – dwoje pierwotnie nieznajomych ludzi nagle wchodzi w związek po tym, jak coś do siebie poczują na planie. Czy tak właśnie było z Valentiną i tym chłopakiem?

Wyszukałem go w Internecie. Nie był to na pewno Connor, jej były. Chłopak nazywał się Marcus O’Reilly i był dość popularny, a przynajmniej tak twierdziły media. Ja go nie znałem, ale to nie była moja branża. Był dość przystojny, co znacznie utrudniało sytuację. Chciałem zapytać o niego Valentinę, ale coś mi mówiło, że nic by mi na ten temat nie powiedziała – jak na każdy inny.

W końcu położyłem się spać, ale przed oczami dalej miałem ich pocałunek, ich uścisk, ich spojrzenia. Mówiłem sobie, że to tylko film, ale jakoś w to nie wierzyłem. Inna sprawa była taka, że jeśli Valentina dalej zamierzała grać w takich filmach, gdzie była obcałowywana niemal od stóp do głów – to mieliśmy spory problem.

687 czyt.
100%101
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2923 słów i 15755 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 29 kwietnia

    Pierwsza!