Kiedyś ci wystarczę - 20| Z upadku rodzą się zmiany

wykorzystana piosenka: Zac Efron & Zendaya - Rewrite the stars
https://www.youtube.com/watch?v=RI-HOQ27QEM


Po koncercie byłem padnięty jak pies, ale i tak miałem jeszcze coś do zrobienia. Zgarnąłem Jacksona i Zacka i poszedłem z nimi w jakieś ustronne miejsce. Miałem nadzieję, że szybko pójdzie.
- Słuchajcie… – zacząłem, ale Zack mi przerwał:
- Oho, jakaś narada. A gdzie Finn?
- I Valentina? – dorzucił Jackson.
- To ich nie dotyczy. – Przełknąłem ślinę, bo miałem wrażenie, że moje gardło zmieniło się w pustynię. – Muszę wam coś powiedzieć. Finn odchodzi z zespołu.
Zackowi opadła szczęka, Jackson zmarszczył brwi.
- Że co?
Nie czułem się na siłach, by wszystko im opowiadać, więc postanowiłem przedstawić jedynie skróconą wersję:
- Wywaliłem go. Zasłużył na to. Chciał położyć łapy na Valentinie. Dodatkowo przyznał mi się, że sypiał z Ashley, jak jeszcze byliśmy razem.
Powiedzenie tego było łatwiejsze, niż się spodziewałem. Słowa wypłynęły ze mnie gładko, tak jakbym w kółko powtarzał jakąś rolę – tak długo, aż wypowiadane słowa straciły jakiekolwiek znaczenie.  
- Chyba żartujesz – wyjąkał Zack, wpatrując się we mnie szeroko otwartymi oczami.
- Nie żartuję. – Głos miałem spokojny, czułem w środku nużące zmęczenie. – Nie chcę go więcej widzieć. Nie potrzebuję w zespole zdrajcy. Znajdziemy nowego perkusistę.
- Kurwa, Liam… – Chyba po raz pierwszy usłyszałem, jak Zack przeklął. – Musiałeś go wywalać?
Uniosłem brwi do góry. Autentycznie się zdziwiłem. Zack nigdy się nie stawiał ani nie odzywał się w ten sposób do nikogo.
- Musiałem. O co ci chodzi, Zack? Ten kretyn sypiał z moją dziewczyną – syknąłem. – Myślisz, że mam ochotę codziennie patrzeć na jego gębę?
- To na Ashley powinieneś się wściekać, a nie na niego.
- Kto powiedział, że na nią nie jestem wściekły? Ale Finn był moim kumplem. Nie tyka się dziewczyny kumpla – warknąłem. – Od kiedy tak zaciekle go bronisz?
- Dobrze wiesz, że nie znajdziemy nikogo lepszego niż Finn! Cały zespół się posypie przez twoje osobiste sprawy! – Zack wyglądał na nieźle wkurzonego. – Do cholery, Liam, zduś to w sobie i po prostu go olej. Nie musicie się przyjaźnić, ale tu chodzi o dobro zespołu.
Wydawało się, że jednak ta rozmowa nie pójdzie tak szybko, jak zakładałem.
- Poważnie, Zack? Jakby przeleciał twoją dziewczynę, to też byś miał takie podejście? – rzuciłem, czując narastający poziom złości, ale nagle wtrącił się Jackson:
- Zamknijcie się oboje. Jesteśmy zmęczeni. Porozmawiamy o tym rano. – Chwycił mnie za ramię i odciągnął na bok, poza zasięg słuchu Zacka, który odwrócił się i odszedł, mamrocząc coś pod nosem. – Naprawdę wywalasz Finna?
- A co, myślisz, że robię wam kawał, bo to takie zabawne? – oburzyłem się. – Jackson, kurwa, on sypiał z Ashley. Miał w dupie mnie i mój związek z nią. Jak sam powiedział, wykorzystał okazję – prychnąłem.
- Co dokładnie powiedział? – Jackson wpatrywał się we mnie uważnie. – Ashley tak po prostu przyszła do niego i rzuciła mu się w ramiona?
- Powiedziała mu, że zerwaliśmy. Oczywiście, nic takiego nie miało miejsca.
- W takim razie Zack ma trochę racji – rzucił Jackson, a ja wytrzeszczyłem na niego oczy.
- Kurwa. Co wy go nagle tak bronicie? Nie dotarło do was to, co powiedziałem? – Z mojego zamierzonego krzyku wyszło bardziej chrząknięcie.
- Dotarło. Każde słowo. Ale to Ashley go zmanipulowała i zaciągnęła do łóżka, a nie na odwrót. Znasz Finna, nie powinieneś być zdziwiony, że nie wnikał, czy na pewno mówiła prawdę. Zresztą, trudno tego od niego wymagać.
- Serio? – Nie mieściło mi się to w głowie. – Jackson, to by miało sens, jeśli przespaliby się ze sobą tylko raz. Tych razy było więcej. Widział nas razem. Wiedział, że wciąż byliśmy parą, a i tak ją ruchał. – Walnąłem pięścią w ścianę. Chyba było to ostatnio moim ulubionym zajęciem. – Jak możesz go bronić?
- Nie bronię, tylko… – Wzruszył ramionami. – Sam nie wiem. Jestem zmęczony. Nie myślę racjonalnie. Ale uważam, że większą winę ponosi Ashley. Nie twierdzę, że Finn jest niewinny – dodał szybko, widząc moją minę. – Ale może zasługuje na drugą szansę.
Poważnie, nie wierzyłem własnym uszom. Jackson i Zack bronili Finna. Ciekawe, co by mieli do powiedzenia, gdyby postąpił tak z ich dziewczynami. W tej chwili nie byłem nawet w stanie myśleć o jakiejś drugiej szansie.
- Finn ma w dupie każdego, kto nie jest nim – powiedziałem po chwili. – Sam się do tego przyznał. Położył łapy na mojej dziewczynie, w dodatku ma chrapkę na Valentinę. Nie pozwolę, żeby ją tknął choćby opuszkiem palca. A będzie to łatwiejsze, jeśli tu zostanie. Po ostatnim koncercie pakuje się i już do nas nie wraca.
- A co Valentina powiedziała na to wszystko? – Jackson nieoczekiwanie zmienił temat.
- Nic. – Jak tylko pomyślałem o Valentinie, poczułem palący wstyd. – Nie powiedziałem jej. Jest na mnie wściekła, bo wydarłem się na nią bez powodu.
- Brawo.
- Powiedziała, żebyśmy zrobili sobie przerwę… – Przetarłem suche oczy. – Że jak się z tym uporam, dopiero wtedy mam z nią pogadać. Dopiero, jak będę pewny.
- I zgodziłeś się na tę przerwę? – Jackson wyglądał na zdziwionego.
- A dyskutowałeś kiedyś z kobietą? – odparłem z irytacją.
- Fakt – przyznał mi rację. – Ale dam ci dobrą radę.
- Wal, mistrzu – mruknąłem. – Tylko skończ już gadać o Finnie i drugich szansach.
- Chciałem ci tylko powiedzieć, żebyś nie zaczął teraz po nocach płakać za Ashley i rozmyślać o niej przez cały czas. To już przeszłość, a możesz przez to stracić Valentinę.
- Nie stracę jej – powiedziałem powoli, chcąc sam w to uwierzyć. – Tylko… – Coś chodziło mi po głowie. – Martwi mnie teraz inna rzecz.
- Jaka? – Jackson przyciągnął do siebie jakieś krzesło i usiadł na nim z ciężkim westchnieniem.
Zrobiłem to samo.
- Finn powiedział, że byłem dla Ashley… miękką kluchą. Taką ciotą. – Ledwo wyrzuciłem z siebie te dwa słowa. – Dokładnie tak powiedział. Że byłem fajny na początku, a potem się znudziła. Teraz zastanawiam się, czy Valentina podziela jej zdanie. Nie sądzę, by traktowała mnie poważnie…
- Rozmawialiście o tym? O was?
- Próbowałem z nią pogadać, ale nie dała mi żadnej definicji. Powiedziała, że nie może mi nic obiecać. – Westchnąłem głęboko, opierając się o tył fotela i czując, jak napięcie w kręgosłupie powoli puszcza. – Grace mnie przed nią ostrzegała. Sofía też… akurat w jej przypadku nie wiem, czy powinienem wierzyć w to, co plecie, ale w Valentinie jest coś takiego, czego nie potrafię rozgryźć. Mam wrażenie, że się mną pobawi i odejdzie. Jak Ashley. – Wpatrzyłem się w ciemny krajobraz.
- To już jest przeszłość. – Usłyszałem głos Jacksona, ale nie spojrzałem na niego. – Przyznaję, że kiedyś byłeś nieco… – Szukał przez chwilę słowa. – Dziecinny? Naiwny? Coś w tym stylu. Byłeś tak zakochany w Ashley, że potrafiłeś tylko się na nią gapić. Mało brakowało, a nad głową latałyby ci serduszka.
- To źle, że byłem zakochany?
- Nie, tylko że wtedy w twoim życiu nie było nic poza nią. Tak się od niej uzależniłeś, że gdy odeszła, została z ciebie kupka nieszczęścia. Teraz się zmieniłeś, jesteś inny. Silniejszy. Właśnie przez to, że cię zostawiła.
Jego słowa sprawiły, że jednak na niego spojrzałem.
- Faktycznie byłeś przy niej jak taki piesek – powtórzył Jackson. – Ale zostawiając się, uczyniła cię silniejszym. Już nie jesteś tamtym człowiekiem, a Valentina to nie Ashley. Nie nastawiaj się od razu na najgorsze.
- Sam nie wiem…
- To była wina Ashley, nie twoja. Ona cię okłamała i zdradziła. Do niczego się nie przyznała. Ty nie zrobiłeś nic złego. Może poza tym, że bezgranicznie jej ufałeś. – Jackson poprawił się nieco na krześle. – Rozumiem, że musisz poświęcić chwilę na przetrawienie tego. Byle ta chwila nie była zbyt długa. Nie warto.
Uśmiechnąłem się blado.
- Jesteś dobrym przyjacielem.
Jackson parsknął śmiechem.
- Jeden z nas musi być. A teraz chodźmy już stąd, bo padam na ryj.



Szybko dotarło do mnie, że Jackson oczywiście miał rację. Nie mogłem teraz nagle powierzać Ashley całego mojego czasu i moich myśli, bo ona była już przeszłością. Zdradzała mnie – trudno. Przyjąłem to do wiadomości. W końcu nasze rozstanie nabrało większego sensu. Zostawiła mnie, bo się znudziła. Właściwie to dobrze, że się dowiedziałem. Mogłem już przestać zastanawiać się, co zrobiłem źle. Mój związek z Ashley był lekcją, z której zamierzałem w końcu wyciągnąć wnioski. Zamierzałem być teraz ostrożniejszy i zamierzałem wybierać mądrzej.
Przez parę dni trzymałem się na dystans od Valentiny, bo coś czułem, że gdybym za wcześnie do niej przyszedł, to odesłałaby mnie z kwitkiem. Zresztą, te kilka dni w samotności mi się przydało. Odtworzyłem sobie w głowie po kolei cały ten czas – od dnia, kiedy zobaczyłem Ashley, aż do dnia, gdy trzasnęła drzwiami i już jej nie widziałem. Nie mogłem się nadziwić, ile czasu straciłem, będąc z kimś, kto miał mnie głęboko gdzieś. Byłem ciekawy, ile razy Finn ją posuwał. Po jakim czasie uznała, że już jestem nic nie warty i zaczęła mnie zdradzać na prawo i lewo? Ciekawe, czy spała tylko z Finnem. Na samą myśl potrząsnąłem głową. Idiota, jasne, że nie. Po co miałaby się zadowalać tylko nim, skoro mogła mieć więcej - zwłaszcza mając chłopaka, który w ogóle się nie zorientował, że coś jest nie tak. Myślałem o tym Liamie, który zawsze wpatrywał się w Ashley cielęcym wzrokiem. Może Jackson miał rację – chyba już taki nie byłem. I bardzo dobrze. Tym razem zamierzałem zostawić moje uczucie dla kogoś, kto w pełni na nie zasługiwał.  
Wykorzystałem też ten czas, by zadzwonić do Alexii. Nagle poczułem silną potrzebę, by powiedzieć jej, że zawsze będę po jej stronie. Nie sądziłem, że będę się tak czuł, a jednak – czułem się tak, jakby jakiś ciężar spadł mi z piersi. Wiedziałem, że to już prawie koniec mojej żałoby po Ashley. Czekałem z utęsknieniem na nowy rozdział z Valentiną. Chyba to właśnie ta perspektywa napawała mnie takim dobrym humorem.
Gdy odebrała połączenie, głos miała nieufny.
- Halo?
- Cześć, siostrzyczko. Co słychać?
- Siostrzyczko? – Wyraźnie była zdumiona, potem nagle zrobiła się podejrzliwa. – Czego chcesz?
- Niczego. Po prostu mam dobry humor i chciałem do ciebie zadzwonić. Jak tam z tym twoim chłopakiem? Jak on miał? Charles?  
- Christopher. – Poprawiła mnie siostra. – Świetnie. Dlaczego pytasz?
- No wiesz, pomyślałem sobie, że właściwie nie byłem zbyt wspierający...
- Poważnie? – mruknęła Alexia. Nawet przez telefon byłem w stanie zobaczyć, jak przewracała oczami.
- Chcę to zmienić. Niedługo wracam do domu. Pewnie go poznam. Obiecuję ci, że dam mu szansę.
- Naprawdę? – Głos mojej siostry stał się nieco wyższy.
- Tak. Ale jak tylko cię w jakiś sposób skrzywdzi, to...
- Oj, już nie bądź typowym starszym bratem! – wykrzyknęła, ale wyraźnie była zadowolona. – Cieszę się, że wrócił ci rozum.
- Naprawdę? A tobie wrócił?  
- Nie zaczynaj, Liam.
Pogadaliśmy chwilę, a później się rozłączyłem. Dobrze, że do niej zadzwoniłem - przynajmniej na chwilę przegoniłem ten obraz wiecznie poważnego i wkurzonego Liama.  
Przez chwilę nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Pukałem palcami w drewno, a później przypomniała mi się piosenka. Valentina dopisała swoją część – niezbyt optymistyczną, ale zawsze. Chciałem ją dokończyć. Zresztą, nikt nie mówił, że piosenka była o nas.

You claim it's not in the cards  
And fate is pulling you miles away  
And out of reach from me  
But you're here in my heart  
So who can stop me if I decide  
That you're my destiny?

All I want is to fly with you  
All I want is to fall with you  
So just give me all of you

Pisałem, aż skończyły mi się pomysły, po czym otworzyłem laptopa, przepisałem wszystko i wysłałem mailem do Valentiny. Później odchyliłem się na oparcie fotela i czekałem na jej odpowiedź.
Przyszła pół godziny później.

You know I want you  
It's not a secret I try to hide  
But I can't have you  
We're bound to break and  
My hands are tied

Powoli czytałem słowa, które mi odesłała i czułem, jak mój dobry humor powoli opada. Nagle znaleźliśmy się na dwóch różnych końcach. Ja w mojej części piosenki wyrażałem radość i nadzieję, a ona - rezygnację. Bardzo chciałem, by ta piosenka nie mówiła o nas, ale przecież sam to zacząłem. Słowa wyszły spod mojej ręki, podyktowane emocjami po pocałunku z Valentiną. Ona napisała swoją część po tym, jak okropnie ją potraktowałem. Nic dziwnego, że jej wersja różniła się od mojej, choć chyba miałem nadzieję, że to zmieni. Nie chciałem jednak tego na niej wymuszać, skoro właśnie to chciała zawrzeć w piosence. Zresztą, to były tylko słowa. Nie chciałem się nimi przejmować.
Skleiłem w całość moje i jej fragmenty i parę razy przeczytałem tekst. Później zacząłem cicho nucić pod nosem, co chwilę zmieniając melodię i intonację, starając się znaleźć odpowiednią. Bardzo chciałem kiedyś zaśpiewać tę piosenkę z Valentiną, sprawić, by stała się naszą piosenką.  
Chyba wyczuła, że nie byłem do końca zachwycony, bo nagle dostałem kolejnego maila:
„Chcesz, bym zmieniła swoją część?”
Natychmiast odpisałem:
„Nie. Jest dobrze.”
„Na pewno?”
„Na pewno. To twoja część. Nie wtrącam się”
„Ok.”
„Piosenka już jest. Co powiesz na krok drugi?”
„Będę u ciebie za dwadzieścia minut.”



Parę dni później w każdej wolnej chwili jeździliśmy do studia, by nagrywać piosenkę, do której wspólnymi siłami zdołaliśmy skomponować muzykę – Jackson i Zack oczywiście pomogli. Byłem bardzo zadowolony, zwłaszcza, że znowu miałem Valentinę obok siebie. Marzyłem, by ją przytulić, złapać ją za jej szczupłą talię, ale obiecałem sobie, że zrobię to dopiero, jak już nagramy piosenkę - a nie było to łatwe. Zwykle śpiewałem sam, więc musiałem się przestawić, że tym razem ktoś będzie mi wtórował. Było to z początku ciężkie, w dodatku musieliśmy się dopasować głosami, by śpiewać równo i czysto, ale po kilkunastu próbach w końcu nam się udało zrobić krok do przodu. Uwielbiałem słuchać śpiewu Valentiny, nawet jeśli jej tekst zasiewał ziarno niepewności w moim sercu. Miała wysoki i czysty głos, a ja nie mogłem się nadziwić, że kiedyś nie mogłem jej słuchać ani w ogóle jej znieść. Gdy śpiewała, przymykała lekko oczy, wczuwając się całkowicie w muzykę. Długie włosy odgarniała do tyłu, opadały kaskadą na jej plecy. Zawsze przed śpiewaniem zwilżała usta, by po chwili posmarować je bezbarwnym balsamem. Nauczyłem się jej gestów na pamięć i miałem wrażenie, że znowu wyglądałem jak zakochany szczeniak - nawet jeśli w środku hamowałem się, byle tylko nie powtórzyć dawnych błędów.  
W końcu piosenka była nagrana. Byliśmy padnięci, ale i zadowoleni. Po raz setny naciągnąłem słuchawki, by w końcu posłuchać piosenki w całości. Zerknąłem na Valentinę, która znowu miała zamknięte oczy i delikatnie przyciskała słuchawki do uszu. Właściwie nie było w tym nic dziwnego - piosenka wyszła nam świetnie. Sam byłem tym zdziwiony, zwłaszcza że pomysł był całkowicie spontaniczny i nie wiedziałem, czy cokolwiek z tego wyjdzie. Nawet, jeśli mielibyśmy nie dołączać tej piosenki do żadnej płyty, i tak się cieszyłem, że miałem coś, czego Valentina była częścią.
Odprowadzając ją do pokoju, widziałem, że była zmęczona, dlatego postanowiłem nie męczyć jej już rozmową. Delikatnie zatrzymałem ją jedynie przy drzwiach.
- Powiedziałaś, żebym przyszedł do ciebie, gdy będę gotowy – powiedziałem z naciskiem, gdy spojrzała na mnie lekko podkrążonymi oczami. Delikatnym ruchem odgarnąłem jej z czoła kosmyk włosów. – Jestem gotowy. Chciałbym z tobą porozmawiać po koncercie. Dobrze?
- Dobrze – przytaknęła cicho, a ja ograniczyłem się jedynie do pocałowania jej w czoło. Później zniknęła za drzwiami, a ja musiałem się zmusić, by spod nich odejść. Mimo wszystko dzień mogłem zaliczyć do udanych. Paradoksalnie, mówiąc mi tę okropną prawdę Finn tak naprawdę mi się przysłużył. Przez chwilę poczułem pokusę, by jednak z nim pogadać i zostawić go w zespole, ale zaraz wyobraziłem sobie jego zboczone łapy na drobnym ciele Valentiny.  
Moje przyjacielskie odruchy natychmiast zniknęły.

732 czyt.
100%123
candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 3123 słów i 17204 znaków, zaktualizowała 26 kwi o 19:59.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 26 kwietnia

    Ślimak, teraz będzie rok czasu podchody robił

  • AnonimS

    AnonimS · 26 kwietnia

    Typowy zadufany w sobie facet. Wszyscy winni tylko nie on. Pozdrawiam  

  • Lula

    Lula · 26 kwietnia

    Ten Liam to taka mieszanka emocjonalna że go prawie nie ogarniam 😂