Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Złota Klatka 9

Stałam tam jak słup soli, gapiąc się na Adama. Ten facet, z którym dzieliłam łóżko przez trzy lata, wyglądał teraz jak rzeźnik z taniego horroru. Krew na jego koszuli nie była jego własna, to było pewne. Śmierdziało stęchlizną i metalicznym zapachem świeżej rany. Ochroniarz, ten cały Marek, trzymał gnat wycelowany prosto w pierś mojego męża, ale ręka mu drżała.

- Odłóż to, Adam, bo cię sprzątnę bez mrugnięcia okiem - rzucił Marek przez zaciśnięte zęby.

Adam zaśmiał się pod nosem, zupełnie ignorując lufę przed nosem. Zrobił jeszcze jeden krok, a pod jego butami chrzęściło szkło z rozbitej wazonów.

- Robert wziął twoje długi na siebie, kochanie. Ale wiesz, co to oznacza w tym miejscu? To znaczy, że nie jesteś już moją żoną. Jesteś towarem. Inwestycją, która musi się zwrócić z nawiązką - powiedział Adam, a w jego oczach nie widziałam nic poza chorą satysfakcją.

Poczułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła. Zdrada bolała, ale to, co usłyszałam, było czymś innym. To było upokorzenie, które smakowało jak żółć. Spojrzałam na Marka. Jego twarz była kamienna, ale widziałam, że też jest w to wplątany. Wszyscy tutaj byli w to wplątani.

- Ile? - wykrztusiłam. Mój głos brzmiał obco, jakby należał do kogoś zupełnie innego.

Adam przystanął. Przetarł twarz dłonią, rozmazując sobie krew na policzku. Wyglądał jak diabeł.

- Twoja cena to trzy noce z radą nadzorczą osiedla. I nie pytaj o szczegóły, bo wolałabyś nie wiedzieć, co ci ludzie robią, kiedy znudzą im się zwykłe numery w sypialni. Robert już czeka na dole. Chce cię osobiście powitać w nowej roli.

Marek nagle opuścił broń. Spojrzał na mnie z czymś, co przypominało litość, a potem odwrócił wzrok w stronę okna. Zrozumiałam, że nikt mi tu nie pomoże. Że to nie jest żaden thriller, tylko moja nowa rzeczywistość.

- Nie zrobię tego - powiedziałam, choć w środku już czułam, jak lęk miesza się z dziwnym, pieprzonym podnieceniem.  

Adam podszedł do mnie tak blisko, że czułam ciepło jego ciała i zapach alkoholu pomieszany z krwią. Złapał mnie za włosy i szarpnął głowę do tyłu. Ból był ostry, ale nie krzyknęłam.

- Nie masz wyjścia, Marta. Jeśli teraz wyjdziesz z tych drzwi, to jutro rano znajdą twoje zwłoki w jeziorze, a ja pójdę na kolację do Roberta świętować spłatę moich zobowiązań. Jeśli pójdziesz ze mną, będziesz miała wszystko, o czym marzyłaś, kiedy jeszcze liczyliśmy grosze do pierwszego. Wybieraj.

Przez chwilę w pokoju było tak cicho, że słyszałam tylko własny oddech. Marek zaczął się śmiać, cicho i bezbarwnie.

- Idź z nim, mała. Robert nie lubi czekać, a jak się wkurwi, to nie będziesz miała nawet szansy na kolację. Zacznie od razu od deseru.

Adam puścił moje włosy i poprawił kołnierz koszuli. Czekał na mój ruch. Czułam, jak puls wali mi w skroniach. Spojrzałam na otwarte drzwi, za którymi czaił się mrok korytarza, a potem na Adama, który stał tam z miną zwycięzcy.  

Wiedziałam, że jeśli przejdę przez ten próg, nigdy nie wrócę do Marty, którą znałam. Ale z drugiej strony, czy ta Marta w ogóle jeszcze istniała? Ta, która martwiła się o czynsz i marzyła o wakacjach nad Bałtykiem?

- Dobra - wyszeptałam.

Adam uśmiechnął się szeroko, pokazując białe zęby. Wyciągnął rękę w moją stronę.

- Grzeczna dziewczynka. Robert będzie zachwycony.  

Wyszliśmy na korytarz. Schody prowadziły prosto w dół, do salonu, w którym światła paliły się zbyt jasno, jak w gabinecie dentystycznym. Na dole siedział Robert. Miał na sobie szlafrok, w ręku trzymał szklankę z bursztynowym płynem, a na kolanach trzymał tablet, na którym przesuwał jakieś zdjęcia. Kiedy nas zobaczył, odłożył sprzęt i wstał.

- Marta. Czekałem na ciebie - powiedział niskim głosem, który sprawił, że przeszły mnie dreszcze.  

Podszedł do mnie i bez pytania położył dłoń na moim karku. Jego dotyk był ciężki i władczy.

- Adam mówił ci, jakie są zasady? - zapytał, wpatrując się prosto w moje oczy.  

Nie odpowiedziałam. Nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Robert uśmiechnął się, po czym przesunął dłonią niżej, zatrzymując się na krawędzi mojej bluzki, którą wciąż miałam rozpiętą od czasu, gdy Adam wtargnął do pokoju.

- Bardzo dobrze. Bo dzisiaj nie będziemy się bawić w grzeczne powitania. Dzisiaj będziesz mi udowadniać, że jesteś warta każdego grosza, który za ciebie zapłaciłem.  

Robert spojrzał na Adama.

- Wyjdź. Chcę z nią zostać sam.

Adam skinął głową, jakby to było najbardziej naturalne zlecenie świata, i wyszedł z pokoju, nie oglądając się za siebie. Zostaliśmy sami. Robert podszedł do barku, nalał coś do szklanki i podał mi ją.

- Wypij. Będziesz potrzebowała rozluźnienia. Przed nami długa noc i jeszcze dłuższa lista zadań. A zaczniemy od tego, co masz pod tą bluzką. Pokaż mi, czy jesteś równie piękna, jak mówili inni, kiedy cię podglądali pod prysznicem.

Dodaj komentarz