Serce waliło mi w piersi jak młotem, a w ustach wciąż czułam metaliczny posmak nasienia Jurka. Spojrzałam na okno, za którym migały niebieskie światła kogutów. Robert wstał z fotela, jego twarz była biała jak ściana. Eliza rzuciła się do wyjścia, zrzucając szpilki w biegu. W pokoju nagle zrobiło się pusto, tylko ja klęczałam na dywanie, wciąż z rozchylonymi ustami i obsraną ze strachu dupą. Ten facet w garniturze, który wcześniej przerwał zabawę, podszedł do mnie i złapał mnie za włosy, podnosząc moją głowę do góry. Jego oczy były zimne, bez cienia paniki.
- Szybko, Marta. Masz dwie minuty, żeby się ogarnąć, albo wchodzą tu i widzą cię w takiej pozycji. Jeśli puścisz parę z gęby o tym, co tu robiliśmy, twój mąż zginie w jakimś wypadku na trasie, rozumiesz mnie, suko?
Skinęłam głową, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Czułam, jak spływa po mnie resztka śliny Jurka. Wstałam na trzęsących się nogach, czując ból w kolanach od twardego parkietu. Facet wepchnął mi do ręki jakąś tabletkę, którą wyciągnął z kieszeni.
- Połknij to, uspokoi cię. I załóż sukienkę, masz wyglądać jakbyś właśnie wyszła z kąpieli, a nie z piekła.
Wpadłam do łazienki, zmywając z twarzy resztki makijażu i ślinę. Ręce mi się trzęsły, ale wiedziałam, że jeśli teraz spanikuję, to po nas. Wyszłam do salonu, gdzie słychać było już pukanie do drzwi. Robert stał przy wejściu, poprawiając krawat. Wyglądał jak stateczny przedsiębiorca, który właśnie czytał gazetę.
- Otwórz - rzucił w moją stronę, z cieniem uśmiechu na ustach.
Moje serce niemal stanęło. Podeszłam do wielkich dębowych drzwi i przekręciłam zamek. Za progiem stało dwóch mundurowych. Patrzyli na mnie podejrzliwie, mierząc wzrokiem mój rozchełstany dekolt i spuchnięte usta.
- Dobry wieczór, pani Marto. Mieliśmy zgłoszenie o awanturze w tej rezydencji. Sąsiedzi słyszeli krzyki - powiedział młodszy z nich, zaglądając mi przez ramię do środka.
Robert wyszedł do przodu, wyciągając dłoń w powitalnym geście.
- Panowie, przepraszam za zamieszanie. Mieliśmy małe nieporozumienie z żoną, to tylko rodzinna kłótnia. Nic, czego nie dałoby się naprawić w sypialni. Prawda, kochanie?
Robert złapał mnie za kark i przyciągnął do siebie, ściskając tak mocno, że poczułam ból. Wbił mi paznokcie w skórę, dając znać, że mam potwierdzić tę bajeczkę. Czułam na sobie wzrok policjanta, który błądził po moich piersiach, nie do końca wierząc w tę wersję.
- Tak, to tylko... mała sprzeczka. Przepraszam, że musieli państwo przyjeżdżać - wydusiłam z siebie, starając się nie płakać.
Mundurowy jeszcze raz spojrzał w głąb salonu. Zauważył w rogu rozrzucone ubrania Elizy, które nie zdążyła sprzątnąć w pośpiechu. Zastygł na sekundę, a w pokoju zapadła cisza, w której słychać było tylko mój świszczący oddech. Policjant zrobił krok do przodu, przekraczając próg, jakby chciał wejść do środka bez zaproszenia.
- Pani Marto, czy jest pani tutaj dobrowolnie? - zapytał, ignorując Roberta.
W tej samej chwili w korytarzu rozległy się kroki. To był Adam, mój mąż. Wyglądał na wściekłego, ale kiedy zobaczył mundurowych, jego twarz zesztywniała. Zatrzymał się tuż za mną, jego dłoń spoczęła na moich plecach, ale nie była to opiekuńcza dłoń. Czułam, jak wbija mi palce w kręgosłup, przypominając o długach, o których nie mogłam zapomnieć nawet na chwilę.
- Co tu się dzieje? - warknął Adam, patrząc na mnie, a potem na Roberta, który wciąż nie puszczał mojego karku.
Policjant spojrzał na Adama, potem na mnie, a potem na Roberta. W tym układzie wszyscy byliśmy zakładnikami. Nagle zza pleców Adama wychyliła się Eliza, ubrana tylko w narzucony na szybko szlafrok, z rozmazaną szminką na ustach. Wyglądała jakby dopiero co skończyła zabawę, której nie zdążyła dokończyć.
- Och, przepraszam, nie wiedziałam, że mamy gości - powiedziała słodkim, przeciągłym głosem, celowo ukazując gołe nogi.
Policjant zawahał się, patrząc na scenę, która przed chwilą była thrillerem, a teraz zmieniała się w tanią farsę. Wtedy Robert puścił mój kark i wyciągnął z kieszeni plik banknotów, rzucając je na konsolę przy drzwiach.
- Panowie, chyba czas już kończyć tę wizytę. Mam dość prywatną sprawę do omówienia z moimi gośćmi. Czy to wystarczy na wyjście?
Policjant spojrzał na pieniądze, potem na mnie, a w jego oczach zobaczyłam coś, czego się nie spodziewałam. Pożądanie. To nie była zwykła łapówka. On chciał czegoś więcej.
- Wystarczy - odparł cicho, nie odrywając ode mnie wzroku. - Ale wrócimy sprawdzić, czy wszystko w porządku.
Kiedy drzwi się zamknęły, Adam dopadł do mnie i odwrócił mnie gwałtownie w swoją stronę, uderzając mnie w twarz.
- Co ty, kurwa, z nimi robiłaś, zanim weszli? - wycedził przez zęby, a jego oczy płonęły z wściekłości i podniecenia.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz