Serce waliło mi tak mocno, że myślałam, iż zaraz pęknie mi klatka piersiowa. Adam leżał na podłodze, zwinięty w kłębek, a jeden z tych typów w kominiarce deptał go butem po dłoniach. Czułam zapach potu i taniej wody kolońskiej, która mieszała się z metalicznym aromatem strachu w pokoju. Robert nie spuszczał ze mnie wzroku. Jego członek był twardy, żyłkowaty i gotowy do dalszego użycia.
- No już, Marta, nie mam całego dnia, dawaj - warknął Robert, poprawiając się w fotelu.
Spojrzałam na niego, potem na zamaskowanego faceta, który podszedł do mnie i złapał mnie za włosy, brutalnie wyginając moją głowę do tyłu. Moje gardło było jeszcze obolałe po tym, co działo się przed chwilą, ale nie było odwrotu. Jeśli odmówię, to pewnie zrobią z nami coś znacznie gorszego niż tylko upokorzenie. Wzięłam go do ust. Smakował jak sól i coś jeszcze, coś obrzydliwego. Zaczęłam go pompować tak, jak kazał. Robert jęczał, zaciskając dłonie na moich włosach. Czułam, jak jego nasienie podchodzi mu do gardła.
- Patrz na niego - rozkazał jeden z intruzów, pokazując palcem na Adama.
Adam podniósł głowę, a w jego oczach widziałam czystą nienawiść zmieszaną z totalną rezygnacją. Wiedział, że go zdradzam, ale wiedział też, że nie mamy wyjścia. Robert nie przestawał mnie szturchać, wpychając się coraz głębiej, aż zaczęłam się dławić. Wtedy jeden z napastników podszedł do Adama i przycisnął mu lufę pistoletu do skroni.
- Teraz ty - powiedział napastnik, patrząc na Adama. - Pokaż nam, jak bardzo cenisz życie swojej żony.
Adam zaczął się trząść. Jeden z typów w kominiarkach wyciągnął swoje spodnie, odsłaniając to, co miał pod nimi. Był wielki, gruby, pulsujący krwią. Kazał Adamowi klęknąć przed nim. Mój mąż zawahał się, ale po uderzeniu kolbą w żebra posłusznie osunął się na kolana. Widok mojego męża, który zmuszony jest do takich rzeczy, wywołał we mnie coś dziwnego. Zamiast czystego obrzydzenia poczułam falę gorąca w dole brzucha. To była chora adrenalina.
- Dalej, ruszaj się - wycedził napastnik, wpychając mu swoją pałę w twarz.
Robert wciąż był we mnie, a ja czułam, jak moje ciało zaczyna reagować na ten chaos. Zaczęłam go ssać agresywniej, chcąc pokazać Robertowi, że potrafię być taką suką, jakiej oczekuje. On uderzał mnie w potylicę, a ja przyjmowałam to jak zwierzę. Czułam, jak w środku staję się mokra, mimo że w pokoju było zimno od otwartych drzwi.
- Marta, jesteś niesamowita - sapnął Robert, gdy doszedł do końca wytrzymałości.
Wytrysnął mi prosto w usta. Krztusiłam się, połykając wszystko, co wlewał w moje gardło. Czułam, jak spływa po moim podbródku, lepki i gorący. W tym samym momencie Adam, zmuszany przez napastnika, zaczął robić to samo. Słyszałam jego zduszony oddech i mlaskanie. To było chore, to było poniżające, ale było też najbardziej podniecającą rzeczą, jakiej doświadczyłam w całym swoim nędznym życiu na tym osiedlu.
Robert odsunął się, wycierając sobie wierzch dłoni o moje włosy. Spojrzał na napastników, potem na Adama.
- Dobra, wystarczy - powiedział Robert, poprawiając pasek. - Teraz czas na część właściwą. Marta, wstań.
Wstałam na trzęsących się nogach. Moja sukienka była podarta, czułam na sobie lepkość nasienia. Napastnik, który stał przy Adamie, odwrócił się w moją stronę. Wyjął z kieszeni telefon i włączył nagrywanie.
- Teraz będziesz miała go przed oczami męża - powiedział chłodno, wskazując na drugiego napastnika.
Adam zaczął szlochać, zasłaniając twarz dłońmi. Robert podszedł do mnie, złapał za biust i wykręcił sutki tak mocno, że aż krzyknęłam z bólu.
- Co wybierasz, mała - zapytał Robert, szepcząc mi do ucha. - Zrobisz to z nim, czy mam pozwolić im go zastrzelić na twoich oczach?
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz