Adam stał jak wryty, ręce latały mu jak opętane. Marek nawet nie drgnął, tylko poprawił marynarkę i spojrzał na niego z tym swoim chłodnym, jadowitym uśmiechem. Ojciec charczał na podłodze, a krew z rozbitego nosa plamiła jasny dywan. To był koniec gry w udawanie. Marek podszedł do Adama, nie bojąc się pistoletu nawet przez sekundę.
- Strzelaj, tchórzu, albo połóż tę zabawkę i patrz, jak twoja żona zdycha z rozkoszy, bo dzisiaj nie będzie litości, powiedział Marek, wyrywając mu broń jednym ruchem.
Adam puścił pistolet, jakby go parzył. Rozsypał się całkowicie. Opadł na kolana, patrząc na mnie tymi swoimi załzawionymi oczami. Wtedy coś we mnie pękło. Nie było już żalu, nie było miłości. Zostało tylko pożądanie i chęć zniszczenia wszystkiego dookoła. Podeszłam do Marka, czując jak między nogami robi mi się mokro od samego napięcia. Wyrwałam mu pistolet z ręki i rzuciłam w kąt salonu.
- Zrób to, szepnęłam prosto w jego twarz.
Marek złapał mnie za włosy i szarpnął do tyłu, aż jęknęłam. Kazał ochroniarzom wyprowadzić ojca i Adama do piwnicy. Mój mąż szedł jak zombie, nawet nie spojrzał na mnie, gdy go wlekli. Zostałam sama z Markiem w tym wielkim, sterylnym salonie. Zdarł ze mnie resztki ubrań, aż materiał strzelił w szwach. Rzucił mnie na stół, prosto na te wszystkie papiery, które kiedyś miały nas ratować.
Nie było żadnych czułości. Wbił się we mnie od tyłu, tak mocno, że aż zaparło mi dech. Czułam każdy centymetr jego kutasa, jak rozrywa mnie w środku. Krzyczałam, ale to nie był strach, tylko czysta, zwierzęca wściekłość. Marek nie pytał, tylko walił we mnie bezlitośnie, chwytając za biodra tak mocno, że wiedziałam, że jutro będę cała w siniakach.
- Jesteś moja, suko, wrzeszczał mi do ucha, pompując we mnie z każdym ruchem coraz szybciej.
Wbiłam paznokcie w blat, zginając się w pół. Czułam, jak cała ta sekta, te wszystkie szantaże i brudne sekrety, wszystko to skupiało się w tej jednej chwili. Nie obchodziło mnie, co stanie się za godzinę. Chciałam tylko, żeby to trwało. Po kilku minutach szaleńczego tempa, Marek wyciągnął się i uderzył mnie dłonią w tyłek, zmuszając do wstania.
- Idziemy do nich, musisz dokończyć to, co zaczęłaś, rzucił, poprawiając rozporek.
Zeszliśmy do piwnicy. W środku było duszno, pachniało potem i strachem. Adam leżał skrępowany na betonowej podłodze, a ojciec siedział na krześle, cały obity. Marek rzucił mi pejcz pod nogi.
- Pokaż mu, co teraz potrafisz, Marta, odezwał się zimno.
Wzięłam pejcz do ręki. Adam patrzył na mnie z niedowierzaniem. Podeszłam do niego, czując w żyłach czysty haj władzy. Z każdym ruchem ręki, każdym świstem skóry o skórę, czułam, jak definitywnie spalam za sobą wszystkie mosty. Nie było już odwrotu do starego życia. Złota klatka stała się moim jedynym domem. Marek stał obok, obserwując mnie z satysfakcją, jakbym była jego najlepszym narzędziem.
Uderzyłam Adama w klatkę piersiową, zostawiając czerwony ślad. Zaczął wyć, a ja poczułam, że jestem w końcu u siebie. Otworzyłam usta, żeby zapytać Marka, co teraz, ale on tylko wskazał palcem na Adama.
- Powiedz mu teraz, że go nienawidzisz, rozkazał.
Spuściłam wzrok na mojego męża, który był już tylko cieniem człowieka, i wiedziałam, że to jest dokładnie to, czego chciałam od samego początku. Władza smakuje lepiej niż jakikolwiek seks. Podeszłam do niego, pochyliłam się nisko i szepnęłam mu prosto do ucha, żeby każdy w tej piwnicy słyszał:
- Jesteś nikim, Adam, a teraz patrz, jak będę cię wykańczać.
Jeśli dotarłeś aż tutaj, to znaczy, że ta historia wciągnęła Cię tak samo jak jej bohaterów. Chcesz, żebym kontynuował tę lub inną serię? Zostaw wsparcie przez link w moim profilu! Ci, którzy wspierają, dają mi znać, że warto pisać dalej i mocniej.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz