Serce waliło mi w piersi jak młot. Ciemność była totalna, ale zapach tej osoby mnie uderzył. Czułam woń drogiego tytoniu i taniej wody kolońskiej, takiej jakiej używał ochroniarz Marka. Ten, który wcześniej leżał na podłodze. Czułam, jak jego dłoń, szorstka i spocona, wgniata mi się w usta. Nóż na moim udzie nie drżał, ale czułam zimne ostrze przez materiał moich spodni.
"Cicho, szepnął mi ktoś do ucha, a ten głos należał do kogoś, kogo widziałam przed chwilą na podłodze."
Wiedziałam, że to nie był Adam. Adam był za słaby na takie numery. W mroku słyszałam tylko ciężki oddech faceta i krzyki z góry, które stawały się coraz bardziej gardłowe. Żona Marka darła się w niebogłosy, jakby ktoś ją właśnie kroił na kawałki. Mój przewodnik w ciemności pchnął mnie w przejście. Czułam pod palcami zimną, betonową ścianę. Weszliśmy w jakąś dziurę w murze, gdzie śmierdziało pleśnią i starymi kablami.
"Chcesz wiedzieć, co on ci ukrył w sejfie, kochanie, zapytał głos w ciemności."
Nie odpowiedziałam. Nie mogłam. Jego dłoń wciąż była na moich ustach. Wypchnął mnie do małego pomieszczenia, gdzie paliła się jedna, słaba żarówka. To była techniczna klitka, pełna serwerów i kabli. Zobaczyłam go. To był ten ochroniarz, którego Robert kopnął w brzuch. Miał rozwalony łuk brwiowy i krew na koszuli. Zamknął za nami metalowe drzwi.
"Dlaczego mnie tu ciągniesz, wyszeptałam, jak tylko puścił moją twarz."
Spojrzał na mnie, a w jego oczach nie było litości. Była tam tylko czysta nienawiść do tego miejsca i do nas wszystkich. Wyciągnął z kieszeni pendrive i rzucił go na stół.
"Marek nie trzyma tam tylko pieniędzy, Marta. Trzyma tam twojego męża. Widziałaś co on robił z tą laską wczoraj, prawda."
Zrobiło mi się niedobrze. Wiedziałam, o czym mówi. Widziałam nagrania na telefonie Roberta, ale to było co innego. To był mój mąż, który zawsze udawał świętego. Facet wziął mnie za podbródek i zmusił, żebym na niego patrzyła. Był wysoki, miał szerokie bary i wyglądał jak ktoś, kto nie cofnie się przed niczym, żeby wyrównać rachunki.
"Adam jest w to wplątany po uszy. Jeśli chcesz go odzyskać, musisz zrobić to, co ja ci każę. Teraz."
Nie czekał na moją zgodę. Przysunął się tak blisko, że czułam ciepło jego ciała przez ubranie. Jego dłonie zjechały na moje biodra i zacisnęły się na nich tak mocno, że aż jęknęłam z bólu. To nie było podniecenie, to był strach wymieszany z czymś brudnym, co sprawiało, że moje nogi robiły się jak z waty.
"Rozepnij bluzkę, powiedział cicho, a ja poczułam, jak moje palce same wędrują do guzików."
Z góry dobiegł huk wystrzału. Potem cisza. Totalna, głucha cisza. Spojrzeliśmy na drzwi. Ktoś szarpał za klamkę. Ktoś, kto nie miał zamiaru odpuścić. Mój towarzysz wyciągnął pistolet i wycelował go w stronę wejścia.
"Jeśli to on, to już po nas, szepnął do mnie, a jego oczy rozszerzyły się z przerażenia."
Drzwi ustąpiły. W świetle korytarza zobaczyłam sylwetkę. To był Adam. Miał na sobie białą koszulę, która była całkowicie czerwona od krwi, a w ręku trzymał nóż, który jeszcze przed chwilą był przy moim udzie. Spojrzał na nas, a potem na ochroniarza. Jego wzrok był pusty, jakby w ogóle mnie nie poznawał.
"Marta, odejdź od niego, powiedział głosem, który brzmiał jak szczekanie psa."
Zrobiłam krok w tył, potykając się o jakieś kable. Adam zrobił krok w naszą stronę. Ochroniarz napiął mięśnie. Wszyscy wiedzieliśmy, że zaraz wydarzy się coś, po czym nie będzie już powrotu do normalnego życia. Adam uśmiechnął się krzywo i powiedział prosto do mnie.
"Wiesz, co Robert zrobił z moim długiem, kochanie, bo chyba nie masz pojęcia, ile jesteś warta w tym burdelu."
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz