Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Złota Klatka 24

Napastnik zamarł z pistoletem w dłoni. Widać było, że facet obsrał zbroję na sam widok lidera. Szef wszedł do środka, poprawił mankiety swojej drogiej marynarki i nawet nie drgnął, widząc wycelowaną broń. Miał w oczach taką pustkę, że aż mnie skręciło. Robert leżał na podłodze, charcząc z bólu, a ja klęczałam przed napastnikiem, z rozporkiem w ręku i rozmazanym makijażem na twarzy. Czułam się jak zabawka, którą zaraz ktoś wyrzuci do śmietnika.

- Pytam po raz ostatni, gdzie ta suka? - Szef powtórzył pytanie, patrząc prosto na mnie.

Napastnik wycofał lufę z mojej skroni i rzucił spluwę na kanapę. Jego ręce latały, był wściekły i przerażony jednocześnie.

- Ona miała być uległa, a ta szmata kombinuje - rzucił w moją stronę.

Szef podszedł do mnie, złapał mnie za włosy i szarpnął głową do tyłu. Zasyczałam z bólu, ale nie odważyłam się odezwać. Jego dotyk był zimny, techniczny, jakby sprawdzał jakość towaru w sklepie.

- Marta, wstań - rozkazał.

Podniosłam się na trzęsących nogach. Spódnica mi się podwinęła, majtki miałam gdzieś w kącie. Nie dbałam o to. Szef spojrzał na Roberta, który wił się na ziemi.

- Masz jeszcze jedną szansę, żeby pokazać, że jesteś coś wart. Weź ją tutaj, na środku. Pokaż mi, jak bardzo chcesz przeżyć tę noc.

Robert spojrzał na mnie z podłogi. W jego oczach widziałam czysty strach, ale też obrzydliwe podniecenie. To było chore, jak wszystko w tym miejscu. Szef usiadł w fotelu, wyciągnął z kieszeni telefon i zaczął coś klikać, ignorując nas zupełnie.

- No na co czekasz? - warknął do Roberta.

Robert wstał, wycierając krew z nosa. Podszedł do mnie, złapał za włosy i przyciągnął do siebie tak mocno, że prawie straciłam równowagę. Czułam jego ciężki, gorący oddech na szyi. Wbił palce w moje biodra, miażdżąc skórę. Był brutalny, bo wiedział, że Szef patrzy.

- Klękaj - warknął mi do ucha.

Nie protestowałam. Wiedziałam, że to jedyny sposób, żeby wyjść z tego cało. Zaczęłam go rozbierać, moje palce były niezdarne, ale on nie miał cierpliwości. Sam rozpiął spodnie, wywalając swojego kutasa prosto przed moją twarz. Był twardy, nabrzmiały od adrenaliny. Wzięłam go do ust, czując smak potu i strachu. Robert jęknął, wbijając palce w moje włosy i rytmicznie pchając się w moje gardło. Było ciasno, dławiłam się, ale on się tym nie przejmował.

Szef patrzył na nas, nie mrugając.

- Mocniej, Robert. Niech poczuje, kto tu rządzi - rzucił lodowatym głosem.

Robert zaczął się poruszać szybciej. Każde jego uderzenie w moje usta było jak cios. Czułam się brudna, ale jednocześnie ta władza Szefa nad nami wszystkimi mnie nakręcała. Robert po chwili nie wytrzymał, złapał mnie za głowę i zaczął wchodzić we mnie od tyłu, prosto na czworaka. Nie było gry wstępnej, nie było pieszczot. Tylko ostre, bolesne wejścia w moje ciało, aż czułam, jak moje wnętrzności wibrują.

- Błagaj mnie - wyszeptał mi w kark, dławiąc się własnym oddechem.

- Proszę, nie przestawaj - jęknęłam, chociaż nienawidziłam siebie za te słowa.

Szef wstał z fotela, podszedł do nas i zaczął mnie dotykać w miejscach, które sprawiały, że traciłam kontakt z rzeczywistością. Jego dłonie były silne, pewne siebie. Czułam, jak Robert wylewa się we mnie, gorący i gęsty, a w tym samym momencie usłyszałam pukanie do drzwi.

Nie, to nie było pukanie. Ktoś wyważał drzwi od korytarza. Szef odsunął się od nas, wyciągnął broń i spojrzał w stronę wejścia z uśmiechem, który był gorszy niż jakiekolwiek przekleństwo.

- No proszę, mąż wreszcie wrócił do domu - powiedział, celując w drzwi.

Dodaj komentarz