Zabawka była zimna i ciężka. Czułam jej chłód na skórze, kiedy kobieta wcisnęła mi ją do dłoni. Moje serce waliło tak mocno, że aż bolało mnie w klatce piersiowej. Patrzyłam na Adama. Leżał na betonie jak worek kartofli. Krew płynęła mu z rozciętej wargi i brwi, brudząc jasną posadzkę. Marek stał nad nim z rękami w kieszeniach, obserwując wszystko z miną faceta, który ogląda mecz w telewizji.
- Słyszałaś co powiedziała, Marta? Pytam czy rozumiesz zasady, zapytał Marek, wyciągając z kieszeni telefon.
Włączył nagrywanie. Obiektyw kamery wycelował prosto w moją twarz. Czułam, jak żółć podchodzi mi do gardła. Wiedziałam, że jeśli odmówię, to nie skończy się na pobiciu. Widziałam w oczach tego faceta, że on chce mnie zniszczyć, a potem wyrzucić jak śmiecia. Spojrzałam na tę kobietę, która jeszcze przed chwilą piła ze mną wino na tarasie, a teraz stała nade mną z sadystycznym uśmiechem na ustach.
- Rozumiem, wykrztusiłam.
- To dobrze, powiedziała i klepnęła mnie w policzek. - Pokaż nam, czego się nauczyłaś od swojego męża przez te wszystkie lata. Tylko tym razem postaraj się bardziej, bo inaczej oboje nie wyjdziecie stąd żywi.
Podeszłam do Adama. Czułam na plecach wzrok Marka i jego żony. Klękłam przy mężu. Był nieprzytomny albo udawał. Złapałam go za włosy i szarpnęłam, żeby podniósł głowę. Nie zareagował. Wtedy ona podeszła i wylała na niego kubeł lodowatej wody, który stał w kącie piwnicy. Adam wzdrygnął się gwałtownie, otworzył oczy i zaczął łapać powietrze. Wyglądał żałośnie.
- Marta, uciekaj, wycharczał, ledwo ruszając ustami.
Marek podszedł do mnie od tyłu i położył mi dłonie na ramionach. Ścisnął je tak mocno, że poczułam, jak kości trzeszczą. Jego oddech czułam na swoim karku.
- Słyszałaś go? Chce, żebyś uciekła. Co zrobisz, mała? Zostawisz go tutaj na pewną śmierć, czy zaczniesz zabawiać nas tak, jak ci obiecałem?
Czułam, jak dłoń Marka wędruje w dół, po moich plecach, aż do paska moich spodni. Miałam ochotę wymiotować, ale wiedziałam, że muszę grać w tę grę. Jeśli teraz wygram, jeśli sprawię, że będą chcieli mnie częściej, będę miała dostęp do ich telefonów, do ich kont, do tych wszystkich nagrań, którymi szantażują połowę osiedla. Zaczęłam rozpinać rozporek spodni Adama. Moje ręce drżały.
- Dobra dziewczynka, szepnął mi do ucha Marek.
Adam patrzył na mnie z niedowierzaniem. W jego oczach widziałam ból, nie fizyczny, ale ten drugi, gorszy. Upokorzenie. Czułam, jak łzy cisną mi się do oczu, ale nie pozwoliłam im wypłynąć. Ugryzłam się w wargę aż do krwi. Musiałam to zrobić. Pochyliłam się nad nim. Czułam smród krwi, potu i lęku.
- Nie patrz na niego, tylko na mnie, rozkazał Marek.
Spojrzałam w stronę kamery. Marek wziął telefon do ręki i podszedł bliżej. Światło lampy błyskowej oślepiło mnie na chwilę. Wtedy usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi na górze. Kroki na schodach. Ktoś schodził na dół, wyraźnie się śpiesząc. Marek przestał mnie dotykać i schował telefon do kieszeni. Jego żona poprawiła szlafrok i nagle zmieniła wyraz twarzy na zupełnie niewinny.
- Ktoś jeszcze miał przyjść? zapytałam szeptem, czując jak żołądek zawiązuje mi się w supeł.
- Niespodzianka, uśmiechnął się Marek, wycierając dłonie w chusteczkę.
Drzwi piwnicy otworzyły się z hukiem. Do środka wszedł człowiek, którego najmniej się spodziewałam. To był ten sam prawnik, który przygotowywał nam umowy po odziedziczeniu domu. Spojrzał na Adama w kałuży wody, potem na mnie, a na końcu na Marka. W ręku trzymał teczkę z dokumentami.
- Mamy problem, powiedział prawnik, ignorując kompletnie moją obecność. - Bank zaczął węszyć wokół waszych długów. Jeśli ona nie podpisze tego teraz, wszystko przepadnie.
Marek podszedł do niego, zabrał papiery i rzucił je prosto na moje kolana.
- Słyszałaś go? Podpisuj albo kończymy tę zabawę inaczej.
Patrzyłam na dokumenty. To było zrzeczenie się prawa własności do naszego domu. Wszystko było tam przygotowane, miejsce na mój podpis już czekało. Jeśli podpiszę, zostaniemy z niczym, z ulicą jako domem. Jeśli nie podpiszę, Adam pewnie zginie w tej piwnicy. Marek wyciągnął nóż i zaczął nim rytmicznie uderzać w betonową ścianę tuż obok mojej głowy.
- Masz dziesięć sekund, Marta. Zaczynam odliczać. Jeden. Dwa. Trzy.
Złapałam długopis. Adam próbował jeszcze coś wybełkotać, ale prawnik przycisnął butem jego dłoń do podłogi, aż tamten zawył z bólu.
- Czwarty, piąty, szósty, odliczał Marek, przysuwając nóż do mojej szyi.
Już miałam przyłożyć długopis do papieru, kiedy nagle usłyszeliśmy dźwięk syren policyjnych dochodzący z oddali. Marek zamarł. Prawnik zbladł. Wszyscy spojrzeliśmy w stronę małego okienka przy suficie. Zanim zdążyłam zareagować, Marek złapał mnie za włosy i przyciągnął do siebie.
- Jeśli to twoja sprawka, mała, to obiecuję ci, że to będzie ostatnia rzecz, jaką zrobisz w życiu, wycedził przez zęby.
Wtedy drzwi na górze wyważył potężny huk. Czyjeś ciężkie buty zaczęły biec w stronę piwnicy. Marek puścił moje włosy i wyciągnął pistolet. Adam spróbował się rzucić na prawnika. W piwnicy zrobił się chaos. Ktoś krzyknął moje imię, ale to nie był głos policjanta. To był głos kogoś, kogo miałam już nigdy nie spotkać.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz