Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Złota Klatka 23

Wszystko zamarło w jednej sekundzie. Szefowa odskoczyła ode mnie jak poparzona, a jej dłoń, która jeszcze przed chwilą wpychała mi palce w krocze, teraz powędrowała w górę, w stronę sufitu. Robert, ten chuj, w ułamku sekundy wyłączył telefon i rzucił go gdzieś w kąt, pod sofę. Adam leżał pod moimi nogami, blady jak ściana, z kutasem wciąż sterczącym w górę, niezdolny do żadnego ruchu. Ja siedziałam na nim okrakiem, w samej rozpiętej sukience, z rozmazanym makijażem i piekącym bólem w środku. Nie zasłoniłam się. Nawet nie drgnęłam. Patrzyłam na faceta w kominiarce i widziałam w jego oczach czystą nienawiść.

- Na glebę, kurwa! Wszyscy na podłogę, ręce za głowę! - wrzasnął typ, celując lufą prosto w Szefową.

Monika zaczęła wyć, cicho i żałośnie, osuwając się na kolana obok mnie. Szefowa zachowała zimną krew, choć widziałam, jak jej pierś unosi się szybko pod drogą koszulą. Wiedziała, że jeśli to nie jest żart, to jesteśmy w czarnej dupie. W tym całym luksusie, w tym pierdolonym złotym więzieniu, nikt nie spodziewał się, że ktoś przyjdzie po nas z bronią. Robert zaczął coś mamrotać o pieniądzach, że wyda wszystko, żeby tylko wyjść z tego cało. Typ w kominiarce podszedł bliżej, kopniakiem odrzucił telefon Roberta w stronę okna, a potem lufą pistoletu przejechał mi po ramieniu, aż do piersi. Zimny metal zostawiał na mojej skórze piekący ślad.

- Marta, tak? - zapytał, a głos miał jakiś znajomy, chociaż zniekształcony przez maskę.

Nie odpowiedziałam. Czułam, jak Adam pod moimi udami zaczyna drżeć. Był tchórzem, zawsze był, ale teraz to już było żałosne. Czułam, jak z jego członka, który wciąż był wewnątrz mnie, wypływa gęsty śluz zmieszany z moją krwią. To było upokarzające, siedzieć tam, przed tym uzbrojonym typem, w tej pozycji. Typ w kominiarce zaśmiał się pod nosem, takim suchym, gardłowym śmiechem, od którego przeszły mnie ciarki.

- Piękny widok. Mąż patrzy jak żona daje się ruchać na zawołanie, a teraz żona patrzy jak mąż trzęsie się ze strachu. Szefowa, co powiesz? Może pokażesz mi, jak dobrze wykonujesz polecenia, skoro tak lubisz sterować tymi małpkami?

Szefowa zacisnęła zęby, ale wykonała ruch. Zaczęła czołgać się w stronę napastnika. Jej twarz była maską, która miała ukryć strach, ale widziałam, jak bardzo się boi. Robert próbował coś wybełkotać, ale dostał kolbą w skroń i zwinął się w kulkę, plując krwią na dywan. W pokoju unosił się zapach potu, strachu i spermy, który teraz mieszał się z jakimś metalicznym odorem broni.

- Złaź z niego, suko - warknął napastnik, wskazując na mnie lufą.

Zsunęłam się z Adama, czując jak kolana uderzają o twardą podłogę. Byłam mokra, wciąż podniecona tą całą sytuacją, bo ta groźba śmierci tylko podkręcała moje tętno. Czułam, że zaraz pęknę. Napastnik podszedł do mnie, jedną ręką złapał mnie za włosy i szarpnął do tyłu, zmuszając do spojrzenia mu w oczy. Drugą ręką odbezpieczył pistolet, przykładając lufę do mojego skroni.

- Chciałaś być królową? - szepnął mi prosto do ucha, a ja poczułam na karku jego gorący oddech. - To teraz pokaż wszystkim, co potrafisz zrobić, żeby przeżyć. Zacznij go ssać, na moich oczach, albo rozwalę mu łeb.

Spojrzałam na Adama. Leżał bez ruchu, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem. Nie widziałam w nim męża, widziałam tylko przedmiot, który miał mnie uratować przed kulą w głowie. Zaczęłam się śmiać, krótko i wulgarnie.

- Chcesz, żebym to zrobiła? - zapytałam, patrząc prosto w oczy napastnika.

Pistolet mocniej wbił się w moją skroń.

- Rób, kurwa, co mówię, albo oboje skończycie jako dekoracja tego pokoju.

Pochyliłam się nad Adamem, czując na twarzy oddech Szefowej, która wciąż była tuż obok, czekając na rozwój wypadków. Adam zamknął oczy, a ja wzięłam go w usta, czując w gardle jego słony smak. Napastnik warknął z satysfakcją, odciągając lekko zamek broni.

- Mocniej, szmato. Niech poczuje, że to jego ostatni raz. A potem, Szefowo, ty jesteś następna. Pokażesz mi, czy te twoje sekrety są coś warte.

Wtedy usłyszałam za oknem dźwięk, który sprawił, że krew w moich żyłach zamarzła. To była syrena, ale nie policyjna. To był dźwięk alarmu, który uruchamiał się tylko wtedy, gdy ktoś przekraczał główną bramę osiedla bez autoryzacji. Napastnik zawahał się, a lufa na moment odsunęła się od mojej głowy. Kto to mógł być? Jeśli to ochrona osiedla, to wszyscy jesteśmy martwi, bo oni nie biorą jeńców.

- Kto tam jeszcze jest? - wrzasnął napastnik do Roberta, kopiąc go w żebra.

Robert wykrztusił tylko jedno imię, a w pokoju zapadła cisza, w której słychać było już tylko ciężkie kroki na korytarzu. To był on. Lider. Szef tego całego pierdolonego burdelu. Wszedł do pokoju bez pukania, z taką miną, jakby to był tylko kolejny wtorek. Spojrzał na nas, na napastnika, na pistolet i w końcu na mnie, z tym swoim zimnym, martwym spojrzeniem.

- Kończ z tym cyrkiem - powiedział do napastnika - i powiedz mi, dlaczego jeszcze nie masz tej dziwki w bagażniku?

Dodaj komentarz