Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Złota Klatka 1

Siedzieliśmy z Adamem w naszej starej toyocie, patrząc na bramę wjazdową. To osiedle wyglądało jak z filmu. Wysoki mur, kamery na każdym kroku i żywopłoty przystrzyżone co do milimetra. Ktoś z rodziny Adama, jakiś wujek, o którym nikt nie słyszał, kopnął w kalendarz i zostawił mu w spadku dom. Nie żaden domek na przedmieściach, ale willę. Podpisaliśmy papiery u prawnika dwa dni temu. Do dzisiaj nie mogłam w to uwierzyć. Mieliśmy na karku komornika, telefony z banków dzwoniły codziennie, a tutaj nagle trafia się takie coś.

Wjechaliśmy do środka. Strażnik przy bramie tylko skinął głową, nawet nie sprawdził dowodów. Adam zaczął się śmiać, ale to był taki nerwowy śmiech.  

- Marta, czujesz to? Koniec z jedzeniem zupek chińskich na obiad.  

Spojrzałam na niego. Miał podkrążone oczy i znoszoną koszulę, w której chodził od trzech lat. Żal mi go było, bo ostatnio w ogóle nie sypiał. Zawsze coś kombinował, żeby zdobyć kasę na spłatę długów, ale tylko bardziej się zapętlał.

Dom był wielki. Szklane ściany, czarny kamień na podjeździe, basen na tyłach. Kiedy weszliśmy do środka, w powietrzu unosił się zapach drogich perfum i czegoś jeszcze, może drogiego alkoholu. Nie było mebli, wszystko zabrali spadkobiercy, ale sam widok z salonu na las był niesamowity.  

Wieczorem przyszli sąsiedzi. Nie pukali nawet, weszli przez taras, jakby to był ich dom. Było ich czworo. Dwóch facetów w drogich garniturach i dwie kobiety. Jedna z nich, blondynka o imieniu Sandra, od razu podeszła do mnie z kieliszkiem wina. Miała na sobie sukienkę, która więcej pokazywała niż zakrywała.

- Witajcie w elicie, skarby. Słyszeliśmy, że macie trochę problemów, ale tutaj zapomina się o takich błahostkach.

Sandra wpiła się wzrokiem w Adama. Mój mąż stał jak wryty. Ta kobieta miała w sobie coś takiego, że od razu czułam się przy niej jak tania prostytutka, choć byłam ubrana przyzwoicie. Reszta ekipy też nas obserwowała, jakbyśmy byli nowymi zabawkami w ich kolekcji. Jeden z facetów, wysoki typ o zimnych oczach, podszedł do mnie i podał mi szklankę z czymś mocnym.

- Pij. To otwiera umysł na nowe znajomości.

Wypiłam to jednym łykiem, bo gardło mi zaschło. Smakowało jak drogi bourbon. Szybko poczułam ciepło w brzuchu. Oni zaczęli rozmawiać o rzeczach, o których nie miałam pojęcia, o jakichś zamkniętych klubach i prywatnych imprezach. Adam zaczął się rozkręcać. Widać było, że ta aura bogactwa go nakręca.  

Po godzinie atmosfera zgęstniała. Sandra usiadła obok Adama na sofie, którą przynieśli ze sobą, i zaczęła go dotykać po kolanie. Nie kryła się z tym wcale. Patrzyłam na to, a oni nawet nie próbowali udawać, że to normalna wizyta zapoznawcza.  

- Mój mąż lubi ryzyko, prawda Adamie? - rzuciła Sandra, patrząc mi prosto w oczy.

Adam nie odpowiedział. Patrzył na jej dekolt z takim wyrazem twarzy, jakby był w transie. Czułam, jak alkohol zaczyna uderzać mi do głowy. W tym domu było zdecydowanie za duszno. Chciałam wyjść na taras, żeby złapać oddech, ale Sandra złapała mnie za nadgarstek. Jej uścisk był zaskakująco silny.

- Nie uciekaj. Teraz zaczyna się najlepsza część wieczoru. Adam już się zgodził na mały zakład, teraz kolej na ciebie.

W tym momencie do salonu wszedł ten drugi facet, który został w kuchni. Niósł telefon i postawił go na stoliku, włączając nagrywanie.  

- Zdejmij tę sukienkę, Marta. Albo pokażemy wszystkim twoim wierzycielom, co tak naprawdę robisz w wolnym czasie.

Dodaj komentarz