Serce waliło mi w piersi jak młot. W jednej ręce miałam wycelowany w sufit pistolet, w drugiej czułam lepki pot Roberta na karku. Adam stał przed nami, cały we krwi, widać było, że musiał się bić z ochroną. Patrzył na mnie wzrokiem pełnym paniki, ale w ręku trzymał telefon jak zbawienie. Ta kobieta, ta sucz, która przed chwilą pluła krwią, teraz wycierała usta wierzchem dłoni i śmiała się prosto w twarz. Wiedziałam, że nie kłamie. Wszystkie te filmy, jak klękam przed Robertem, jak pozwalałam im się przechodzić po sobie jak po meblach, to wszystko było w sieci.
- Adam, zamknij drzwi, na litość boską, zamknij te cholerne drzwi - krzyknęłam, bo słyszałam na korytarzu kroki.
Robert ścisnął mnie mocniej za biodra, czułam jak jego twardy kutas wbija mi się w pośladek przez materiał sukienki. Nie odsuwałam się. Czułam obrzydzenie, ale też dziwną, chorą podnietę, że to wszystko dzieje się naprawdę.
- Słuchajcie mnie uważnie - Robert rzucił zimnym głosem, nie patrząc na nikogo. - Adam, masz dostęp do serwera, ale nie masz czasu na wgrywanie tego do sieci. Oni mają ludzi na zewnątrz. Jeśli naciśniesz enter, w ciągu minuty spalą ten dom z nami w środku. Marta, masz wybór. Albo robisz to teraz, ostatni raz, dla nich wszystkich, albo kończymy to tak, że nie zostanie z nas nawet popiół.
- O czym ty gadasz, Robert? - wykrztusiłam.
Robert odwrócił mnie do siebie. Jego oczy były czarne, bez żadnych emocji.
- Zdejmuj tę sukienkę. Teraz. Pokaż im wszystkim, że jesteś nasza. Jak to zrobisz, dostaniesz hasła do kont w Szwajcarii i wyjedziecie z Adamem w nocy. Jak odmówisz, za minutę wpadną tu ci, którzy nie lubią się bawić w uprzejmości.
Adam patrzył na mnie. Widziałam w jego oczach rezygnację. Był złamany, widziałam, jak mu drżą ręce. Upadł na kolana, ciężko dysząc, krew z jego rozbitego nosa kapała na drogi dywan.
- Marta, zrób to - szepnął Adam. - Proszę. Ja już nie mam siły.
Zaczęłam zsuwać ramiączka sukienki. Materiał spłynął po moich plecach na podłogę. Zostałam w samej bieliźnie, która i tak była już w strzępach po poprzednich zabawach. Robert chwycił mnie za włosy i szarpnął do tyłu, zmuszając, żebym odchyliła głowę. Czułam jego oddech na swojej szyi.
- Klękaj - rozkazał.
Padłam przed nim na kolana. Kobieta, która nas szantażowała, podeszła bliżej. Wyciągnęła z torebki telefon i zaczęła nagrywać.
- Dalej, mała, pokaż nam, jak bardzo chcesz przeżyć - powiedziała, poprawiając sobie włosy.
Robert rozpiął spodnie. Jego kutas był gruby, pulsujący, twardy jak stal. Wzięłam go do ust, czując jego słony smak. Był obrzydliwy, a jednocześnie potrzebowałam go w sobie bardziej niż tlenu. Robert zaczął mnie uderzać w głowę w rytm ruchów bioder, a ja dławiłam się, jęcząc z bólu i przyjemności. Widziałam przez łzy, jak Adam patrzy na to wszystko z boku, jak ściska ten telefon, na którym jest nasze całe życie, całe nasze zniszczenie.
- Mocniej, suko - warknął Robert, chwytając mnie za szczękę.
W tym momencie drzwi od salonu wyleciały z zawiasów. Do środka wpadło dwóch facetów w czarnych kominiarkach. Adam podskoczył, próbując zasłonić ekran telefonu własnym ciałem, ale jeden z intruzów kopnął go prosto w żebra. Adam zwinął się w kłębek, wydając z siebie przeraźliwy jęk. Robert nie przestał. Wpychał mi go do gardła, aż łzy płynęły mi po policzkach.
- Kto pierwszy? - zapytał jeden z zamaskowanych, patrząc na mnie, jak klęczę przed Robertem.
Robert wyciągnął go z moich ust, a ja zaczęłam szybko łapać powietrze. Spojrzał na intruzów, potem na mnie, a potem wyciągnął rękę po telefon, który wypadł Adamowi z ręki.
- Marta, masz ostatnią szansę. Bierz go w usta, albo zaraz załatwią nas wszystkich na miejscu. Co wybierasz?
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz