Zastygłam w pół ruchu. Adam odskoczył ode mnie jak oparzony, poprawiając spodnie drżącymi rękami. Monika przestała jęczeć, a Robert wyciągnął swoje kutasa z niej, nie patrząc nawet w stronę kobiety w progu. W salonie śmierdziało potem, spermą i tym tanim dymem, który Szefowa zawsze paliła. Była bezlitosna. Weszła do środka, rozgarniając butem rozrzucone na dywanie ciuchy. Podeszła prosto do mnie, złapała mnie za podbródek i zmusiła, żebym patrzyła jej w oczy.
- Wyglądasz jak śmieć, Marta. Ale masz jeszcze trochę oleju w głowie, więc przestań się trząść i słuchaj. Adam to skończony idiota, który wpieprzył nas wszystkich na minę tymi swoimi lewymi fakturami.
Spojrzałam na męża. Stał pod ścianą, biały jak ściana, z opuszczonym wzrokiem. Wiedziałam, że to koniec jego gry w osiedlowego samca alfa. Szefowa puściła moją twarz, podeszła do barku i nalała sobie whisky. Wypiła duszkiem i rzuciła na stolik plik papierów.
- To są dowody na przekręty każdego z was tutaj. Ktoś musi polecieć, żeby reszta mogła spać spokojnie. Albo poświęcamy Roberta, albo Adama. Głosujcie, bo nie mam całego wieczoru na wasze żałosne dramaty.
Cisza w salonie była tak gęsta, że prawie nie dało się oddychać. Monika zaczęła cicho szlochać na kanapie, wycierając resztki spermy z ud jakimś kawałkiem materiału. Robert stał zacięty, widać było, że wylicza w głowie swoje szanse. Ja czułam tylko chłód. Podeszłam do Szefowej, czując na sobie wzrok wszystkich pozostałych. Wiedziałam, co muszę zrobić. Jeśli chcę zostać w tej klatce i piąć się wyżej, muszę wyeliminować słabsze ogniwo.
- Wybierzcie Adama - powiedziałam głosem, który nie drżał ani trochę. - Jest bezużyteczny. Nawet w łóżku ostatnio tylko sapie i szybko kończy.
Adam rzucił się w moją stronę, ale Robert złapał go w pół i przygwoździł do ściany. Nie było w tym żadnej litości. Szefowa uśmiechnęła się szeroko, tym swoim zimnym, pozbawionym duszy uśmiechem. Podeszła do Adama, wsadziła mu dłoń w krocze i mocno ścisnęła, aż mój mąż wygiął się z bólu i jęknął.
- Słyszałeś swoją żonę, kochanie? Jesteś nudny i masz długi. A teraz pokaż nam, jak potrafisz być przydatny, zanim wyślemy cię do piwnicy na przesłuchanie.
Szefowa wyjęła z torebki małe, czarne pudełko i rzuciła je na podłogę. To był paralizator.
- Marta, weź to. Jeśli chcesz udowodnić, że zasługujesz na miejsce w tej społeczności, zrób mu krzywdę. Niech to będzie lekcja posłuszeństwa.
Podeszłam do Adama. Czułam, jak krew pulsuje mi w skroniach. Nie było we mnie żalu, tylko czysta, pierwotna satysfakcja. Adam patrzył na mnie z niedowierzaniem, jakby liczył na to, że w ostatniej chwili zmienię zdanie. Chwyciłam paralizator, włączyłam go i słyszałam ten charakterystyczny, elektryczny trzask. Zbliżyłam się do niego, widząc pot na jego czole.
- Proszę, Marta, nie - wykrztusił, ale jego oczy błagały o coś zupełnie innego.
Wbiłam mu końcówkę w udo, nie zastanawiając się ani sekundy. Adam zawył, padł na kolana, a jego ciało zaczęło się wyginać w konwulsjach. Monika zaczęła się śmiać, nerwowo, niemal histerycznie. Szefowa podeszła do mnie od tyłu, objęła mnie w pasie i wsunęła dłoń pod moją sukienkę, gładząc mnie między nogami.
- Dobra dziewczynka. A teraz dokończ to. Niech cię przeleci na oczach wszystkich, brutalnie, żebyś poczuła, jak to jest być niczym przed końcem. Potem go wykończymy.
Adam leżał na podłodze, dysząc ciężko. Podeszłam do niego, rozpięłam pasek od spodni i zrzuciłam go na kolana. Nie patrzyłam mu w oczy, kiedy go wyciągałam. Czułam na karku oddech Szefowej, która nie przestawała mnie dotykać.
- Dawaj, Marta, pokaż nam, jak bardzo chcesz być tutaj królową - rzuciła Szefowa, a Robert wyciągnął telefon, żeby zacząć nagrywać.
Weszłam na niego z góry, czując ból, bo nie byłam gotowa, ale nie obchodziło mnie to. Chciałam, żeby czuł, jak go niszczę. Nagle do pokoju wpadł ktoś jeszcze, wyważając drzwi z hukiem. W progu stanął facet w kominiarce z pistoletem w ręku.
- Nie ruszać się, to napad!
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz