Pani Dwóch Krajów cz. 55

LXXXVII
     Tej nocy także nie wrócił do przydzielonej sobie kwatery. Zdążył się już niemal przyzwyczaić, że w tym niezbyt obszernym pomieszczeniu bywa głównie za dnia. O ile apartamenty Amaktaris opuszczał zwykle przed świtem, gdyż uznał, że powinien jednak zachować resztki pozorów, o tyle Ana nie przejawiała w tym względzie żadnych skrupułów. Przeciwnie, zamierzała zapewne oznajmić wszystkim zainteresowanym swoje prawa małżonki oraz zamiar ich wykorzystywania. Zatrzymała Nefera w łożu, równie komfortowym jak i reszta wyposażenia jej komnat, po czym nakazała służbie podać spóźnione śniadanie. Musiał przyznać, że taki tryb życia nie jest bynajmniej nieprzyjemny. Ana wyraziła podobną myśl.
     „Skoro korzystamy już z uprzejmej gościnności Najjaśniejszej Amaktaris, Oby Żyła i Władała Wiecznie, to cieszmy się nią w całej pełni. W Abydos niczego takiego nie mieliśmy.”
     „Powinienem stawić się na placu ćwiczeń. Czekają tam na mnie...”
     „Ćwiczenia z pewnością ci nie zaszkodzą, mój mężu, nic się jednak nie stanie, jeżeli najpierw zjesz śniadanie w towarzystwie własnej żony. Ja z kolei zostałam zaproszona do odwiedzenia szpitala. Uczynię to z przyjemnością, nie mam zamiaru tkwić w pałacu bezczynnie. Ponieważ jednak Królowa znajduje rozrywkę w udawaniu tam zwykłej uzdrowicielki, to może też chwilę poczekać na inną adeptkę tej sztuki. Czy miałbyś ochotę nam towarzyszyć?”
     „Eee... raczej nie, nie znam się na uzdrawianiu...” - Tak naprawdę, nie chciał wystąpić w roli zwierzyny łownej pomiędzy dwiema lwicami. Pewnie i tak, prędzej czy później, nie da się uniknąć podobnego spotkania, każda chwila zwłoki wydawała się jednak warta zachodu.
     „Nie obawiaj się, Neferze. Nie pozabijamy się nawzajem. Darzymy się nawet pewną... sympatią. O ile można tak nazwać stosunki pomiędzy Panią Dwóch Krajów, a uzdrowicielką z prowincji. Może jednak istotnie będzie lepiej, jeżeli pójdziesz na plac ćwiczeń. Słyszałam, że wcale dzielnie poczynasz sobie z oszczepem... Potrafisz mnie zadziwić, nawet teraz, po tylu latach. Za to też cię kocham. Zobaczymy się później.”
     Odprawiony w ten sposób, znalazł schronienie na placu. Śniadanie spożyte w towarzystwie Any pozwoliło przynajmniej uniknąć wizyty w kuchni oraz wysłuchania najnowszej porcji plotek z ust Ahmesa, a musiałyby one dotyczyć głównie własnych poczynań Nefera. Nawet gdyby przyjaciel milczał w tej sprawie, kapłan i tak usłyszałby jego niewypowiedziane słowa. Harfan oraz inni żołnierze nie wzbudzali podobnych odczuć. Nadal jednak – nawet trzymając w ręku drzewce – czuł się bardziej zwierzyną oraz obawiał nieuniknionej konfrontacji z obydwoma łowczyniami, lwicami wcielonymi w postacie pięknych i dumnych kobiet. Może rzeczywiście powinien wybrać się na polowanie, obiecane przez Irias? Ta myśl też nie przyniosła jednak wytchnienia, przywołała bowiem obraz zaginionej dziewczynki oraz przypomniała o własnej bezsilności Nefera.
     Ćwiczył nadal zapamiętale, wyładowując niepokój na słomianych kukłach udających azjatyckich wojowników, gdy około południa nadeszło niespodziewane wezwanie. Nie zdążył nawet doprowadzić się do porządku, Królowa zażyczyła sobie bowiem natychmiastowego przybycia pułkownika Tereusa, Harfana i Nefera do Jej prywatnego gabinetu. Żołnierzom nakazała przy tym zabrać broń, co kapłan uznał za pozwolenie zachowania przy sobie hetyckiego sztyletu. W komnacie zastali jeszcze obydwu Mistrzów oraz Horkana, również uzbrojonego. Władczyni nie traciła czasu na ceremonialne powitania.
     „Dzieje się coś nowego w sprawie Irias. Ktoś stawił się przy głównej bramie pałacu i poprosił o osobistą audiencję. Twierdzi, że ma wiadomości o zaginionej dziewczynce.” - Amaktaris miała na sobie nieoficjalny strój uzdrowicielki, jak gdyby prośba o posłuchanie zaskoczyła Ją w szpitalu.
     „Kto taki?” - zapytał Tereus.
     Królowa skinęła na Mistrza Apresa.
     „Nie podał imienia, ale wygląda na kapłana.”
     „Ach tak, na kapłana...” - Ton głosu pułkownika dawał do zrozumienia, że nie żywi on szczególnej sympatii dla świątynnych hierarchów. Po chwili spojrzał jednak na Nefera i chrząknął z nietypowym dla siebie śladem zakłopotania.
     „Nieważne kim jest, jeżeli wie coś o Irias, przyjmę go bez zwłoki.” - zdecydowała Monarchini.
     „Może powinnaś przybrać bardziej oficjalny wygląd, o Pani, oraz przejść do małej sali audiencjonalnej?” - zasugerował Horkan.
     „Nie ma na to czasu. Nie mogę i nie chcę czekać. Podobno ten kapłan przebywa teraz w pomieszczeniach straży przy głównej bramie, sprowadźcie go natychmiast.” - Skinęła na setnika i Harfana.
     „Pani, zajmij przynajmniej miejsce na swoim siedzisku i pozwól, abym to ja przemawiał w Twoim imieniu.” - zaproponował Mistrz Apres.
     „Dobrze, niech tak będzie.” - odparła niechętnie Amaktaris, rozumiejąc jednak, że podkreślenie należnej Jej pozycji może okazać się przydatne podczas tej audiencji. Zasiadła za niskim stołem, przy którym zwykle pracowała, Mistrzowie stanęli przy Jej boku, a Tereus i Nefer zajęli miejsca pod przeciwległymi ścianami gabinetu.
     Po dłuższym czasie powrócili obydwaj żołnierze, wprowadzając do komnaty tajemniczego kapłana. Z chwilą, gdy przekroczył jej progi, przestał być tajemniczym, przynajmniej dla Nefera, a z pewnością także dla Najjaśniejszej. Takiej postaci nie dawało się łatwo zapomnieć. Ramose ze świątyni Chnuma w Nennesut, jedyny - jak dotąd - przeciwnik, który choćby chwilowo zdołał przechytrzyć Panią Obydwu Krajów. Tylko szczęśliwe zrządzenie bogów, zsyłających obfity wylew Rzeki, oraz szybkość działania Władczyni pozwoliły udaremnić jego próby wzniecenia niepokojów podczas podróży Amaktaris w górę Nilu. Z pewnością nie pojawił się w stolicy przypadkiem.  Obecność eleganckiego i pewnego siebie zarządcy dóbr Wielkiego Chnuma dowodziła, zdaniem Nefera, szerokiego zasięgu spisku, w który musiał być zaangażowany, o ile sam nie stanowił jego sprężyny. Najdostojniejsza także pojęła to prawdopodobnie w jednej chwili, dla pozostałych pozostawał jednak nadal nieznanym w Memfis, prowincjonalnym przedstawicielem stanu kapłańskiego. Tylko Horkan mógł jeszcze rozpoznać niespodziewanego przybysza ze swego miasta.
     „Kimkolwiek jesteś, podaj swoje imię oraz złóż hołd Najjaśniejszej Królowej, Pani Górnego i Dolnego Kraju, Obrazowi Izydy na Ziemi, Dawczyni Życia i Światła!” - wezwał przybyłego Mistrz Apres, podczas gdy Horkan i Libijczyk ustawili się za plecami kapłana, tuż przy drzwiach komnaty.
     „Jestem Ramose, ze świątyni Wielkiego Chnuma w Nennesut. Bądź pozdrowiona, o Najpotężniejsza z Władczyń i Najwspanialsza z Bogiń.” - Przybysz upadł na twarz i złożył stosowny akt adoracji Osoby Monarchini, jak zwykle okazując przy tym w jakiś przewrotny sposób dostrzegalne ślady lekceważenia. Mistrz nieznacznie zmarszczył brwi, Amaktaris zachowała natomiast kamienny spokój i gestem dłoni nakazała Towarzyszowi Prawej Ręki prowadzenie audiencji.
     „Możesz wstać, panie, i przedstawić Wielkiej Królowej wieści, które jakoby posiadasz.”
     „Najdostojniejsza Pani, Twoich wiernych poddanych zasmuciła wiadomość o zaginięciu na pustyni Twej wychowanicy, Irias, która jest jakoby księżniczką czy też królową jakiegoś barbarzyńskiego kraju w dalekich, północnych górach. Otóż pragnę Cię powiadomić, iż dziewczynka odnalazła się. Słudzy naszej świątyni natknęli się na nią w okolicach Nennesut, zaopiekowaliśmy się księżniczką i przywieźliśmy do stolicy. Przebywa teraz w świątyni Ozyrysa, pod troskliwą pieczą dostojnego arcykapłana Heparisa.”
     Nefer dostrzegł, że twarz Amaktaris pobladła, Władczyni z trudem opanowała emocje i pozwoliła przemawiać Mistrzowi.
     „Nasza Pani z radością przyjmuje te wieści i pyta, kiedy sprowadzicie do pałacu Jej wychowanicę, która istotnie, też jest królową swego ludu. Wdzięczność obydwu Władczyń będzie ogromna i wszyscy, którzy zajęli się Irias zostaną wynagrodzeni, stosownie do swoich uczynków.”
     „To będzie musiało chwilę poczekać. Dziewczynka, czy też raczej księżniczka, pozostaje co prawda w dobrym zdrowiu i niczego jej nie brakuje, niedawane przeżycia na pustyni nie pozostały jednak zupełnie bez śladu i czcigodny arcykapłan nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby odesłał ją do pałacu zanim całkowicie nie powróci do sił.”
     „Jak długo potrwa, twoim i arcykapłana zdaniem, ta rekonwalescencja?”
     „W dużej mierze zależy to decyzji Najwspanialszej z Bogiń oraz Jej woli dopomożenia w tym chwalebnym dziele...”
     „Dość tego!” - Królowa nie zdołała jednak opanować trawiących Ją emocji. - „Mów, czego chcecie za uwolnienie Irias?”
     „Ależ nie ma mowy o tym, abyśmy przetrzymywali Twoją wychowanicę, o Pani. Zapewniamy jej tylko bezpieczeństwo w tych niespokojnych czasach.” - Ramose nie pozwolił sobie nawet na cień uśmiechu, jego oczy rozbłysły jednak na krótką chwilę, ujawniając satysfakcję ze zburzenia fałszywego spokoju Władczyni. Oto raz jeszcze był górą i dyktował warunki. - „Co prawda, nawet w murach świątyni nie można obecnie czuć się całkowicie bezpiecznym. Zdarzyły się ostatnio pewne wypadki... W interesie nas wszystkich proszę tylko o to, abyś i Ty, Najpotężniejsza, dołożyła wszelkich starań celem zapobieżenia dalszym tego rodzaju incydentom. Gdy to już nastąpi, możliwe stanie się ustalenie innych szczegółów powrotu księżniczki Irias.”
     „Czy nie zdajesz sobie sprawy, kapłanie, że i w murach królewskiego pałacu nie można zapewne czuć się całkowicie bezpiecznym? Wiem o tym niejedno!”
     „Najpotężniejsza z Bogiń, liczę na Twoją wysławianą i zaiste niezrównaną mądrość. Księżniczka wraca do sił i niech tak zostanie.”
     Po tych słowach zapadła wymowna cisza. Amaktaris wpatrywała się w kapłana z nieukrywaną nienawiścią i dopiero po dłuższej chwili zdołała przybrać chłodny wyraz twarzy. Ramose zachował natomiast zimny spokój i Nefer mimo woli musiał podziwiać jego opanowanie oraz odwagę. Mieli przed sobą naprawdę groźnego przeciwnika. W dodatku, w tej chwili posiadał on wyraźną przewagę i o tym wiedział. W przyszłości może się to zmienić, a wtedy nic zapewne nie uchroni Ramose przed gniewem Władczyni, ale teraz najważniejszym zadaniem było uratowanie Irias. Królowa też musiała dojść do podobnego wniosku i odpowiedziała głosem głuchym ale pewnym.
     „Zanim odpowiem na którąkolwiek z waszych próśb muszę mieć całkowitą pewność, że księżniczka jest cała i zdrowa. Chcę, aby jeszcze dziś odwiedził ją w świątyni Mój zaufany sługa.”
     „Jak sobie życzysz, o Wielka. Arcykapłan Heparis z przyjemnością udzieli gościny Twemu wysłannikowi.”
     „Gościnność świątyni Ozyrysa potrafi przybrać osobliwą postać, dlatego ty z kolei, kapłanie, skorzystasz z gościny Królowej, dopóki Mój sługa nie powróci.”
     „Jak rozkażesz, Pani.” - Ramose nie okazał niepokoju.
     Władczyni ruchem ręki nakazała Horkanowi i Harfanowi aby wyprowadzili przybysza z komnaty.
     „A więc nareszcie coś wiemy, Irias porwali kapłani, a spisek jest szeroko rozgałęziony.” - rzuciła gniewnie Amaktaris. - „Nie daruję im tego!”
     „Musimy się najpierw dowiedzieć, czego właściwie chcą.” - zauważył Towarzysz Prawej Ręki.
     „Na początek tego, aby zostawić w spokoju świątynię Ozyrysa. Miałeś rację, Mistrzu. Co potem, zobaczymy. Uczynię prawie wszystko, aby uwolnić Irias, ale później...”
     „Ten Ramose jest śliski jak żmija i równie niebezpieczny, trzeba na niego uważać.”
     „Wiem coś o tym, Mój towarzyszu. Nie przypadkiem sprowadzono go z Nennesut, gdzie też podejmował się różnych machinacji. Horkan zebrał dowody fałszerstw Ramose, które ma teraz w ręku nomarcha. Może warto sprowadzić świadków i dokumenty do stolicy, tak na wszelki wypadek. Musimy założyć, że Meren i cała świątynia Chnuma też biorą w tym wszystkim udział. Inni zapewne także.”
     „To jednak nie przybliża nas do odpowiedzi na pytanie, jakie są ich żądania i jak możemy pomóc Irias.”
     „Tak jak zapowiedziałam, muszę wysłać kogoś do świątyni.”
     „Ja pójdę, moja Księżniczko!”- zgłosił się Tereus. - „Wiesz, jak bardzo kocham naszą małą wojowniczkę!”
     „To niemożliwe, pułkowniku. Jesteś dowódcą gwardii i nie wolno ci ryzykować. Masz inne obowiązki.”
     „Wiedziałem, że nie powinienem przyjmować tego awansu!”
     „Terusie, proszę, nie utrudniaj wszystkiego. Nawet jako sierżantowi też nie pozwoliłabym ci pójść. Gwardia i tak zawsze była na twojej głowie i dopóki tak jest, mogę całkowicie na niej polegać.”
     „Kogo chcesz więc posłać?”
     „Wielka Pani... Pozwól iść mnie.” - odezwał się Nefer, po raz pierwszy chyba zabierając głos podczas podobnej narady. - „Ja też kocham Irias, wiesz o tym, a w oczach arcykapłana Heparisa muszę być nikim.”
     „Na pewno nie, Neferze... Jeżeli tylko czcigodny hierarcha posiada choć odrobinę rozumu już dawno musiał przestać uważać cię za prowincjusza bez znaczenia. A głupcem, niestety, nie jest. Ta wizyta może okazać się niebezpieczne, pomimo tego, że mamy zakładnika...”
     „Pani, Irias pomagała mi i ratowała skórę, a nawet życie wiele razy... Sama pewnie nie wiesz, jak często.” - Dostrzegł przelotny cień zakłopotania na twarzy Mistrza Serpy, Towarzysz Prawej Ręki zachował natomiast kamienny spokój. - „Czas, abym i ja zrobił coś dla niej.”
     „On ma rację, o Pani. Ktoś iść musi, i to ktoś z rozumem godnym naszych wrogów. A tego z kolei nie można odmówić i Neferowi. Nie zajmuje też żadnego ważnego urzędu  czy stanowiska.” - Prośbę kapłana poparł Mistrz Apres.
     „Tu nie chodzi o pełnione urzędy...” - Przerwała i nie dokończyła rozpoczętego zdania. Podjęła za to inną myśl. - „Co jednak na to twoja żona, uzdrowicielka Ana? Zostawiłam ją w szpitalu.”
     „Nie ma czasu, aby powiadamiać i bez potrzeby niepokoić Anę. Jestem zresztą pewien, że nie mogłaby pochwalić swego małżonka, gdyby nie podjął się tego zadania, powodowany strachem czy obawą.” - Spojrzał na Amaktaris i dostrzegł ślad zakłopotania na twarzy Bogini. Doprawdy, okazywała podczas tego spotkania zadziwiająco wiele emocji. Czy jednak mogło to naprawdę zdziwić kogokolwiek z obecnych?
     „Dobrze, Neferze. Zamierzałam pierwotnie posłać Harfana, ale Mistrz ma zapewne rację... Może zdołasz lepiej wykonać tę misję. Mój brat akurat wyszedł, więc unikniemy przynajmniej zbędnej dyskusji... Lepiej pospiesz się jednak, zanim wróci i zechce cię zastąpić, a potrafi być uparty... Jeszcze jedno... W razie potrzeby zatrzymamy tu Harfana, z braku czasu nie powiadomimy też o niczym Any.” - Surowym wzrokiem omiotła obecnych. - „Ponieważ jednak masz reprezentować Osobę Królowej, życzę sobie, abyś przeznaczył chwilę na dokończenie porannej toalety i znalazł jakąś świeżą szatę. Możesz skorzystać z udogodnień Moich apartamentów.”

8 567 czyt.
100%2811
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 2512 słów i 15443 znaków.

11 komentarze

 
  • :)

    :) · 8 cze 2016 · 197789570

    @nefer  Kiedy kolejna część?

  • zazula

    zazula · 7 cze 2016

    Przecztałam już  połowę i korci mnie przeczytać tę część

  • Petrix

    Petrix · 4 cze 2016 · 198284698

    Bardzo szybko się przeczytało tę część a co do tego kapłana wysłannika -było do przewidzenia ta historia ma jedną charakterystyczną cechę, postacie które dokładniej opisujesz na pewno będą kimś znaczącym jeszcze w przyszłości
    Nie jest to błąd ani nic ale taka propozycja (do ewentualnie kolejnych historii) twórz wątki i postacie 3 plajowe w sensie takie które tylko raz soę pojawią
    W ten sposób czytelnicy czyli my będziemy bardziej zdezoriętowani i będzie więcej zabawy z czytania
    Mam nawet już teorie odnośnie tego wyzwania Nefera przed którym stanie żeby wszystkie bliskie osoby uratować ciekawe czy tym razem uda mi się przewidzieć Twój scenariusz Neferze-autorze

  • jerzyk

    jerzyk · 3 cze 2016

    Przyjemność w najczystszym wydaniu.

  • igor

    igor · 2 cze 2016

    Jak zwykle znakomicie  

  • nienasycona

    nienasycona · 2 cze 2016

    Chłopaki... Ja Was uwielbiam!!! Udam, że nie zauważyłam uśmiechów drwiących i ogłaszam, że jestem chętna. Biorę Was wszystkich- jedna osoba na pewno będzie moim śpiewem zachwycona- czyli ja Szariku, Ty mieszkasz na tyle niedaleko, że jak u neferowych drzwi będę przecudnie zawodzić, to usłyszysz mnie u siebie Teraz mi się przypomniało...pamiętacie Bajki Dla Potłuczonych? " Czy ty słyszysz, czy doceniasz? Ja się tutaj w barda zmieniam"... Jestem zachwycona

  • violet

    violet · 2 cze 2016

    Obiecująco zabrzmiały słowa Any o Amaktaris, aż się uśmiechnęłam do siebie w duchu   Uważaj na jakże drogiego nam Nefera  

  • Ramol

    Ramol · 2 cze 2016

    Do @nienasyconej: nie wiem, czy w obecnych czasach znów nie czas "na bibuły" wszelakie, bo na nich przedstawiane są najważniejsze wiadomości?  Do Autora: Świetny odcinek. W moim odczuciu Nefer (kapłan) nie musiał przekonywać/prosić Królową o pozwolenie odwiedzenia świątyni Ozyrysa. Dyskusję o wyborze posła traktuję jako "bryk" dla mniej uważnych czytelników tej sagi. Sądzę, że Nefer jest znany (i doceniany jako przeciwnik) przez klan kapłanów Górnego i Dolnego Kraju. Zadziwia mnie natomiast brak opanowania Amaktaris. Czy to miłość do Irias wzmocniona jeszcze tym, że królowa jest brzemienną?.... Czyta się jak zwykle świetnie! Wydaj tę sagę jako audiobook - jako suplement załącz popisy wokalne jednej z wielbicielek!      

  • Szarik

    Szarik · 2 cze 2016

    Podkręciłeś znów atmosferę. Zaczynam się powoli zastanawiać, jak objawi się gniew Królowej? A przy okazji, ucho mam słoniowe i wiele mnie nie rusza, ale groźba Nienasyconej brzmi poważnie

  • POKUSER

    POKUSER · 2 cze 2016

    Pięknie Mistrzu, ale dlaczego tak krótko...

  • nienasycona

    nienasycona · 2 cze 2016

    Zdecydowanie za krótko- pochłonęłam tę część w chwilę, a teraz tydzień będę dygotała z niecierpliwości. Kolejna znakomita część. Wielki pokłon dla Twojej wyobraźni i talentu. A na deser mała groźba- jeśli nie zdecydujesz się tego wydać, to usiądę pod drzwiami i będę śpiewała. Bardzo głośno. Wierz, mi po 10 minutach zdecydujesz się na wersję w twardej okładce