Nowy Świat Czarownic, cz. 8

8

     Pomimo nakazanego przez margrabinę pośpiechu prace nad portretem trwały trzy dni, zajmując cały czas Marcusa. Jedynie wieczorami mógł zajrzeć do stajni oraz Demona, którym Sudrun zajmowała się z miłością i oddaniem. Lady Miranda zdobyła się na ten drobny gest życzliwości wobec syna i zezwoliła na tymczasowe przekazanie konia pod opiekę gwardzistki. Nadal nie potrafił pogodzić się z myślą o utracie przyjaciela, ale te wieczorne wizyty stanowiły jedyną miłą chwilę wśród pasma drobnych złośliwości i upokorzeń, których nie szczędził młodzieńcowi sir Roland. Czyżby nadal odczuwał zazdrość? A może rozładowywał w ten sposób własną złość? O ile Marcus wiedział z plotek służby, pan Pierwszy wciąż jeszcze czekał na zaproszenie do odwiedzenia komnat swojej pani i małżonki. Chłopak domyślił się, że Lady Miranda czeka z kolei na ukończenie portretu. Wiedział już, że matka potrafi postępować w taki właśnie sposób i to tłumaczyłoby w jakimś stopniu zły nastrój oraz niechęć sir Rolanda. Obydwaj ucieszyli się więc z ukończenia pracy. Pani Międzyrzecza przyjrzała się krytycznie uzyskanemu efektowi, pochwaliła zarówno pierwszego męża jak i syna oraz poleciła natychmiastowe wyekspediowanie malowidła do księstwa Siedmiu Bram. To znaczy, miejsca przeznaczenia przesyłki domyślał się tylko Marcus, sir Rolandowi nie udzielono tej informacji. Zapewne wcale zresztą nie był jej ciekaw, szczęśliwy z tego, że zdołał zadowolić swoją panią i małżonkę i może teraz otrzyma wyczekiwane wezwanie... O to z kolei zupełnie nie dbał uwolniony od uciążliwego pozowania model.
     Przynajmniej dzięki trzydniowej nieobecności na lekcjach u mistrza Matteo chłopaka ominęło układanie kilkunastu sonetów sławiących urodę oraz pozostałe zalety różnych młodych księżniczek, przypuszczalnych narzeczonych. Nauczyciel uznał może, że oboje mają i tak zbyt mało czasu na dokończenie innych elementów edukacji i sprawa nieszczęsnych wierszy odeszła w niepamięć. Marcus żałował niekiedy, że nie zdołał poznać szczegółów dotyczących wyglądu Bereniki, koloru jej oczu i włosów, o czym wspominał swego czasu mistrz Matteo i których to wiadomości z pewnością byłby w stanie podopiecznemu udzielić. Wydawało się jednak wątpliwe, by układanie tych rymowanych pochwał mieli zacząć akurat od najmniej, zdaniem nauczyciela, prawdopodobnej kandydatki, a przecież chłopak nie mógł zdradzić się z tym, że zna imię przyszłej pani i małżonki. Na komponowanie sonetów dotyczących innych młodych dam nie miał natomiast najmniejszej ochoty. Wolał już snuć własne fantazje na temat pięknej jakoby, a z pewnością śmiałej i dzielnej wojowniczki, którą miał poślubić. Wyobrażał ją sobie jadącą konno na czele zbrojnego oddziału, prowadzącą szarżę na bandę pokracznych barbarzyńców, zagrażających północnej granicy Królestwa, biorącą udział w polowaniu... Przecież musiała znakomicie jeździć konno... Ach, gdyby tak pościgać się z nią, mając pod siodłem Demona, pogalopować po lesie czy nawet pokrytych śniegiem górach... Był pewien wygranej, a przynajmniej tego, że łatwo by skóry nie sprzedał... Widział już siebie samego, towarzyszącego pani i małżonce w tej szarży na hordę barbarzyńców, pędzącego u jej boku, ich oboje, odnoszących wspólnie wielkie zwycięstwo... Przecież całkiem zręcznie władał orężem, a ona rzucałaby na wroga ogniste kule, czy co tam potrafią czynić magowie wojny... Moc czerpałaby z jego własnego nasienia, wieczorami, w zamkowej komnacie albo w obozowym namiocie... W takich okolicznościach i dla takiego celu oddawałby ją chętnie i żadne ochraniacze czy dziewki służebne nie byłyby do niczego potrzebne... Walcząc w ten sposób ramię przy ramieniu poznaliby się i polubiliby o wiele bardziej, niż zdołałby to sprawić najpiękniejszy nawet sonet...
     Snucie takich fantazji, zazwyczaj bardzo przyjemnych, kończyło się coraz częściej silnym bólem w przyrodzeniu, powodowanym przez przeklęty ochraniacz. Co dziwne, im bardziej dotkliwe okazywały się te ataki, tym wyraźniej zdawały się przywoływać obraz nadal tajemniczej, ale  wyczarowywanej za pomocą wyobraźni Bereniki, zwłaszcza w chwilach, gdy on sam obdarzał dziewczynę mocą, podobno niezwykle potężną, jak przyznała ostatnio z dumą margrabina.      Żyjąc w stanie narastającego napięcia, niemal z ulgą przyjął zaproszenie, czy też wezwanie, do stawienia się na komnatach matki, przyniesione przez służkę – oczywiście młodą i urodziwą – bezpośrednio po zakończeniu lekcji. Tym razem nie dostrzegł nigdzie wiadra z lodem, nie zanosiło się więc na zdejmowanie krępującego przyrodzenie przyrządu. O dziwo, odczuł pewien zawód. Starał się unikać towarzystwa jakichkolwiek dziewcząt, z wyjątkiem spotykanej w staniach Sudrun, ale i tak od dłuższego czasu narastał w nim dziwny niepokój. Czy i moc również? Jeżeli nawet, to i tak nie potrafił jej wykorzystać.
     - Witaj, Marcusie. Rada jestem powiadomić cię, że z Siedmiu Bram nadeszły dobre wieści. Twój portret bardzo się spodobał, jak się tego spodziewałam. Także siła twojego nasienia musi wywierać odpowiednie wrażenie. Linia krwi Międzyrzecza ma swoją wartość, nigdy o tym nie zapominaj, mój synu. Księżna Berengaria podjęła decyzję i postanowiła jak najszybciej doprowadzić do waszego małżeństwa z Bereniką. W tym celu przybędzie tu osobiście.
     - Księżniczka Berenika? - spytał, nie potrafiąc ukryć ciekawości i podniecenia.
     - Nie, Marcusie. Zaszczyci nas wizytą sama księżna Berengaria, jej obecność w zupełności wystarczy dla przeprowadzenia wszelkich formalności, a nawet zawarcia małżeństwa przez pierścień. Szczerze mówiąc, zaproponowałam taką właśnie formę zaślubin. Dbam o twoją pozycję i godność, mój synu. Wyruszysz do Siedmiu Bram już jako poślubiony, pierwszy małżonek Lady Bereniki, przyszłej pani księstwa.
     - Ach tak... - odparł, trochę jednak rozczarowany.
     - To wielki zaszczyt, że księżna fatyguje się osobiście. Takie sprawy załatwia się zwykle przez pełnomocników.
     - Ale dlaczego nie mogła zabrać ze sobą córki?
     - Z taką niecierpliwością wyglądasz swojej obiecanej pani i małżonki? To dobrze wróży na przyszłość, Marcusie. A może ciąży ci ochraniacz? To zrozumiałe, ale powściągnij jeszcze pożądanie. Wytrzymasz, a wywrzesz dzięki temu najlepsze wrażenie. Oczywiście, otrzymasz też bogate wiano.
     - Matko i pani, miałbym prośbę w tej sprawie. - Dostrzegł okazję przeprowadzenia swojego planu.
     - Jakąż to, synu?
     - Chciałbym zabrać ze sobą Demona... Proszę!
     - Lepiej zapomnij o tym koniu, już to mówiłam. To nie jest wierzchowiec dla poślubionego pana szlachetnej krwi.
     - Nie dla siebie, Sudrun nadal by się nim opiekowała... Ją też chciałbym zabrać...
     - To nie jest najlepszy pomysł, Marcusie. Czy spytałeś ją choćby o to?
     - Tak, matko i pani. Nie miałaby nic przeciwko, a mnie przydałby się ktoś zaufany... - dodał nieopatrznie.
     - Masz zdobyć miłość i zaufanie księżniczki Bereniki, przyszłej pani i małżonki. Przychylność księżnej Berengarii też na pewno ci się przyda. Nie, Marcusie, to zdecydowanie zły pomysł. Muszę odmówić. W zamian możesz wybrać sobie jakieś inne, spokojniejsze konie. I do tego kilku stajennych albo pomocników łowczego. - W tym wypadku margrabina zdawała się nie przejmować brakiem zgody i wiedzy ewentualnych członków świty syna.
     - Ale...
     - Dość tego, Marcusie. Już postanowiłam w tej sprawie. - Rozpoznał ton głosu Władczyni. - Na coś takiego musiałaby zgodzić się także księżna Berengaria, a nie życzę sobie żadnych komplikacji w związku z naszym układem.
     - Aż tak bardzo zależy ci na tym sojuszu, pani i matko? Jaką cenę wykupu wynegocjowałaś? - spytał rozgoryczony.
     - To nie twoja sprawa, Marcusie... Ale dobrze, jak przypomniałeś, jestem twoją matką i powiem ci, podobnie jak zdradziłam przed czasem imię narzeczonej. Marchia Międzyrzecza powiększy się o pewne ziemie na pograniczu z księstwem Siedmiu Bram. Księżna Berengaria zgodziła się je oddać.
     - Ale to przecież same dzikie góry, niewiele zyskasz za swego syna, Szlachetna Pani!
     - Nie tobie o tym rozsądzać, Marcusie. Nie znasz się na polityce, a ja muszę dbać o interesy i bezpieczeństwo naszego władztwa oraz naszych poddanych.
     - Chyba tylko twoich i Mirelli, Dostojna Pani!
     - Marcusie, ty z kolei jesteś moim synem i musisz zawsze o tym pamiętać. Masz swoją wartość, wartość krwi Międzyrzecza i wiedz, że z pewnością nie oddałabym cię za darmo. Księżna Berengaria, a i młoda Berenika również, powinny wiedzieć, że wniosły za ciebie cenny dar wykupny. I tego dopilnuję.
     - Jak uważasz, Wielmożna Pani.
     - Marcusie, nie mów, proszę, w taki sposób. Nie mogę spełnić twojej prośby, ale mam dla ciebie prezent, który powinien cię zainteresować.
     - Cóż takiego, pani?
     - Otóż poprosiłam, by w zamian za twój portret przysłano z Siedmiu Bram podobiznę księżniczki Bereniki. To nie jest przyjęte i zwykle się tego nie robi, ale księżna Berengaria spełniła nasze życzenie. Pomyślałam, że chciałbyś wiedzieć jak wygląda twoja przyszła pani i małżonka. Jest rzeczywiście bardzo urodziwa. Oto ona.
     Margrabina sięgnęła do jednej z szuflad biurka i wydobyła niewielki, oprawiony w proste, drewniane ramy obraz. Marcus pochwycił go chciwie, rzeczywiście zaciekawiony. Ujrzał oblicze dziewczyny o regularnych rysach, wystających policzkach i prostym nosie. Artysta oddał śmiałe spojrzenie błękitnych oczu, wokół twarzy wiły się gęste, złocistorude loki, przypominające bardzo jego własne. Surowy nieco zarys podbródka łagodziły widoczne powyżej kącików ust dołeczki, zdradzające, że ich właścicielka łatwo i często się uśmiecha. To ostatnie nie pasowało do wizerunku groźnej, surowej wojowniczki z Północy, który zdążył sobie wyobrazić w swoich fantazjach, ale bynajmniej chłopakowi nie przeszkadzało.
     - Możesz zatrzymać ten portret, poprosiłam o niego specjalnie dla ciebie, synu.
     - Dziękuję, pani i matko, naprawdę dziękuję.
     Powiedział to szczerze. Teraz otrzyma bardziej wyrazistą podstawę do snucia swoich fantazji... Zapewne staną się z tego powodu jeszcze boleśniejsze, ale co tam... Może to wszystko nie ułoży się aż tak źle... Z tych rojeń wyrwały go kolejne słowa Lady Mirandy.
     - Widzę z radością, że księżniczka ci się spodobała, synu. To bardzo dobrze. Wezwałam cię jednak nie tylko z powodu tego podarunku. W związku z twoim małżeństwem czeka cię jeszcze jedno zadanie, do którego powinieneś się przygotować.
     - Jakie to zadanie, matko i pani?
     - Otóż, Marcusie, gdy błękitnokrwisty syn szlachetnego rodu ma poślubić równie dobrze urodzoną pannę, jej rodzina albo ona sama mogą poprosić o pewien, hmm... sprawdzian.
     - Sprawdzian?
     - Tak, obyczaj pozwala, by przed zawarciem związku upewniono się co do siły i wartości mocy gromadzonej przez przyszłego małżonka. I teraz księżna Berengaria wyraziła takie właśnie życzenie. Ale nie obawiaj się, bez trudu zadowolisz wszelkie wymagania Siedmiu Bram. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
     - Na czym polega ten sprawdzian? – spytał, czując już jednak w duchu, jaka będzie odpowiedź.
     - Marcusie, moc mężczyzny błękitnej krwi przekazywana jest razem z  jego nasieniem i tylko w jeden sposób można przekonać się o jej sile. Sir Dorian z pewnością już ci o tym opowiedział.
     - Tak, wyjawił tę ukrywaną dotąd przede mną tajemnicę... Czy to znaczy, że będę musiał najpierw napełnić nasieniem księżniczkę, a potem dopiero pozwolą mi ją poślubić?
     - Nie. Ceremonia zaślubin odbędzie się tutaj, zaślubin przez pierścień, ale ma ona moc wiążącą. Wyruszysz do Siedmiu Bram już jako prawowity, pierwszy małżonek Lady Bereniki. Nalegałam na to. Sprawdzian musi zatem zostać przeprowadzony wcześniej.
     - To w jaki sposób... Przyślą tu jakąś dziewkę czy kogoś w tym rodzaju?
     - Siłę nasienia oraz towarzyszącej jej mocy może z kolei ocenić tylko dama szlachetnej krwi. Żadna dziewka z ludu na nic się w tym celu nie przyda.
     - To jak... Chyba nie chcesz powiedzieć, że...
     - To właśnie jeden z  powodów, dla których księżna przybywa osobiście, Marcusie. To ona przeprowadzi próbę i podejmie ostateczną decyzję. Nie obawiaj się, nie wątpię, że nie zawiedziesz.
     - Ale... ale... Mam usłużyć tej wiedźmie, o której wszyscy źle mówią? Nie wystarczy, że wysyłasz mnie na jej dwór, oddajesz w jej władzę? I nawet teraz opowiadasz tutaj o urodzie księżniczki Bereniki...
     - To nie okaże się takie straszne, zobaczysz. Księżna z pewnością potrafi docenić nie tylko siłę twojego nasienia i mocy. Inne walory też z pewnością zauważy. O ile wiem, nie jest też żadną wiedźmą. Wszystkie damy błękitnej krwi potrafią zadbać o takie sprawy. – Odruchowo musnęła dłonią kosmyk długich, czarnych włosów.
     - Może to raczej o jej portret powinnaś była poprosić, Dostojna Pani? - zapytał cierpko. - Chyba bardziej by mi się przydał!
     - Uwierz Marcusie, mnie też nie odpowiada ten warunek Siedmiu Bram, ale nie mogłam odmówić. Nie spodziewałam się czegoś takiego, bo to dawny i na wpół zapomniany obyczaj, by matka przeprowadzała sprawdzian osobiście.  Ona powołała się jednak na stare prawo i zażądała takiej właśnie próby. Poradzisz sobie, krew Międzyrzecza jest czysta i silna.
     - A raczej, jak mówisz, nasienie oraz moc jego synów! I myślę, że właśnie tylko synowie Międzyrzecza zdołali jeszcze zachować obydwa te walory!
     - Marcusie, proszę cię!
     - Teraz rozumiem, dlaczego nie zabrała córki... Musi bardzo ci zależeć na tym sojuszu, Szlachetna i Potężna Pani! Czy takie upokorzenie syna Międzyrzecza warte jest kilku kamienistych, zaśnieżonych pagórków?
     Nie czekając na odpowiedź wybiegł z gabinetu Lady Mirandy. Ostatnimi czasy takie zakończenie audiencji udzielanych Marcusowi przez margrabinę stało się już niemal tradycją.

6 203 czyt.
100%258
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 2465 słów i 14334 znaków

Komentarze (8)

 
  • Lolek2

    Lolek2 6 paź 2017

    Wkoncu piatek

  • choc

    choc 2 paź 2017 ip:17843253

    No cóż ...
    Autor jak zwykle , w Swych opowiadaniach, potrafi budzić , napięcie  połączone z erotyzmem.

  • Ramol

    Ramol 29 wrz 2017

    Czyta się świetnie. Opowieść jest w stanie startu i wzmacniania się. Wciąż zastanawiam się co można jeszcze skomplikować, aby później było co "wycinać".  Nie mogę zgodzić się z Violet, że Nefer ma nieczułe serce. Inna jest dzisiaj ocena postępków (i różna w różnych cywilizacjach),  postawienie bohatera w wyimaginowanej sytuacji pozwala na swobodniejsze wyjaśnienie wszelkich rozterek moralnych. Nie wiem jeszcze co Autor chce nam pokazać, przed jakim problemem postawić czytelników,. ale wierzę, że nie będzie nam łatwo zdecydować jednoznacznie jak cykl powieści winien się zakończyć. Lubię próbować rozwiązywać stawiane przez Autora pytania. Brawo Zbyszko!

  • POKUSER

    POKUSER 29 wrz 2017

    Oj tradycyjna cisza przed burzą, wyciszenie emocji, wyjaśnienie pomniejszych wątków. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby Marcus wyjechał na Demonie, ale w kajdanach Jak zawsze świetna część

  • QaS

    QaS 29 wrz 2017 ip:107167108

    Kolejna super czesc

  • Lolek2

    Lolek2 29 wrz 2017


    Niewolnictwo twoja mocna strona. Spokojny rozdzial, tlumaczacy w sumie wszystko to co bu juz wczesniej "powiedzian".  O pol roku za wczesnie przypomnialem sobie o tej stronie. Tak bym mi o wiele wiele wiecej materialu do przeczytania.  Dzieki neferze.

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka 29 wrz 2017 ip:897217

    Silna i czysta krew, tylko to obchodzi tę wstrętną wiedźmę w związku z własnym synem. Grrr.... Może chociaż Marcus zdoła w następnym odcinku wynegocjować zabranie Demona i Surdun, np. grożąc, że w przeciwnym razie ani myśli zadowalać przyszłej teściowej.

  • violet

    violet 29 wrz 2017

    Arystokrata i jakby niewolnik...Nie jakby, uczyniłeś go niewolnikiem! Okrutne prawo, serca Neferze nie posiadasz?!  Ale przewrotność wyczuwam, oj wyczuwam...