Nowy Świat Czarownic, cz. 63

Pierwsze drgnienia mocy wpływającej na pogodę Aurora wyczuła niemal natychmiast, gdy tylko starannie zbadała aktualny stan żywiołów wody i powietrza. Marcus nie przewidział jednak, że w pierwszej kolejności dostrzeże sploty używane przez bliźniaczki. Spóźnione wtajemniczanie dziewczyny we wszystkie okoliczności podjęcia jego planu, a zwłaszcza kierujące siostrami motywy, uznał za zbyt kłopotliwe. Szczęśliwie, zadowoliła się wyjaśnieniem, że zgodziły się dyskretnie pomóc w przerwaniu najazdu kobiet z klanów nie chcąc dzielić się Lucjuszem ze zbyt dużą liczbą potencjalnych konkurentek. Jeszcze bardziej szczęśliwym zbiegiem okoliczności okazało się to, iż uwagę Aurory odwróciły wkrótce kolejne przejawy magicznego wpływu na pogodę, pochodzące z większej odległości i z pewnością nie stanowiące dzieła Geldry i Gonan. Ktoś stawiał osłony przed furią żywiołów, czyniąc to gdzieś na południe od grodu. Korzystając ze wskazówek bardziej doświadczonej w tych sprawach dziewczyny sam również odnalazł podejrzane sploty i zdumiał się ich siłą. Nazajutrz niezwykłą aktywność dało się wyczuć ze znacznie już mniejszej odległości. Uznali, że zarówno potęga używanych czarów jak i kierunek, z którego zbliża się używająca ich osoba, wskazują na wiedźmę. Nikt spośród podążających ewentualnie do dworzyszcza spóźnionych gości z Ludu Północy nie dysponowałby aż taką siłą. To mogła być tylko Berengaria, ukrywająca się oczywiście pod postacią Bereniki. W takim tempie mogli spodziewać się jej na miejscu w ciągu dwóch dni.
     - Czy sądzisz, że nas zaatakuje? Nie mogła zabrać ze sobą zbyt dużego orszaku, a tym bardziej armii, ale i ja rozesłałam na zimę moich wojowników do domów. Liczy się jednak magiczna siła, a tą dysponuje naprawdę potężną.
     - Niemal na pewno ma przy sobie wszystkich dawców mocy, zarówno tych oficjalnych, jak i ukrytych. Ale nie, nie uważam, by chciała po prostu uderzyć na gród. Musi odzyskać zarówno mnie, jak i Lucjusza, całych i zdrowych. A przynajmniej pana Trzeciego. Nie zechce ryzykować, wda się w negocjacje i zażąda naszego powrotu.
     - Nie spodziewa się chyba, że wydamy tak cennych gości? Ojciec raz już odmówił.
     - Z pewnością czymś nam zagrozi. Wie, że moja moc nie zadziała przeciwko jej czarom, a sam Lucjusz nie jest wystarczająco silnym dawcą, by napotkała skuteczny opór. Ale wybierze groźby i mam nadzieję, że wymyśli coś wystarczająco przekonującego. Ostatecznie, my chcemy przecież trafić do jej obozu.
     - Ty chcesz, Lucjusz nic nie wie o twoich planach i przeznaczonej mu roli.
     - Dowie się w swoim czasie. Musi jednak zebrać siły, więc zarezerwuj go dzisiaj dla siebie.
     - Skoro jednak nie będę mogła pozbawić go tych sił, a twoja moc i tak nie zadziała przeciwko wiedźmie, to przynajmniej zróbmy coś, by nie skorzystała z niej, gdy tylko oddasz się w jej ręce. A przynajmniej skorzystała w ograniczonym stopniu.
     - Masz na myśli...
     - Dokładnie to, co przypuszczasz, mój książę. Muszę, co prawda, zadbać o bezpieczeństwo Lucjusza, ale czasu powinno nam wystarczyć.
     W ten sposób spędzili w miły sposób wczesne popołudnie. Przy wieczerzy Aurora ostentacyjnie zażyczyła sobie nocnego towarzystwa pana Trzeciego, wywołując tym nieukrywane niezadowolenie przebywających w gościnie kobiet z Ludu Północy. Nie wszystkich jednak, jak miało się okazać. Geldra i Gonan nie omieszkały wykorzystać kolejnej okazji by zaczerpnąć mocy oraz zwiększyć szanse poczęcia syna z nasienia Marcusa. To również, musiał przyznać sam przed sobą,  nie okazało się wcale nieprzyjemne. Obawiał się tylko, że w aż tak krótkim czasie nie zdołał zebrać wystarczającego zapasu pożądanych przez bliźniaczki dóbr. Jeżeli nawet odczuły niedosyt, zachowały to dla siebie. Przy okazji poprosił, by zaprzestały zsyłania śnieżnych zawieruch. Obecnie  zła pogoda skomplikowałaby tylko jego plany.
     - A dlaczegóż to? - zdziwiła się Gonan. - Nie chcemy kolejnych rywalek. Aurora wystarczy.
     - Bo wkrótce będę zmuszony wyjechać. Wam radziłbym zresztą to samo, tutaj może się zrobić niebezpiecznie.
     - Gospodyni nie należy wprawdzie do naszych wielkich przyjaciółek, ale nigdy nie naruszyłaby zasad gościnności.
     - Nadciąga jeszcze jedna rywalka, o wiele groźniejsza niż wszystkie pozostałe. Moja pani i żona, księżna Berenika z Siedmiu Bram. Śnieżyce nie zdołały jej zatrzymać, dysponuje zbyt wielką mocą.
     - To dlatego chcesz uciekać? Nie obawiaj się, obronimy cię. Aurora raz już odparła najazd jej matki, a obecnie może liczyć na wsparcie nas wszystkich. W takiej sprawie na pewno pomożemy, książę.
     - Niczego nie rozumiecie, Berenika jest zbyt potężna. Jeśli zechce, zniszczy was wszystkie. Wy również powinnyście jak najszybciej wyjechać.
     - Z twoją mocą nie obawiamy się niczego, a już najmniej tej wiedźmy z Południa.
     Pojął, że przepełnione świeżo pozyskaną, magiczną siłą, przejawiają zbytni entuzjazm i pewność siebie. Zarówno Berenika jak i Aurora zachowywały się w kilku sytuacjach z podobną nierozwagą. Wydawało się to nawet pewną słabością kobiet obdarzonych zdolnością przyjmowania oraz posługiwania się mocą. Westchnął w duchu, przynajmniej próbował. Nie mógł przecież powiedzieć im wszystkiego.
     Zgodnie z przewidywaniami Marcusa księżna nie zamierzała jednak atakować grodu i wybrała negocjacje oraz groźby. Te drugie okazały się przy tym bardziej nawet przekonywujące niżby sobie tego życzył. Drugiego dnia po ustaniu zawieruchy do dworzyszcza przybył posłaniec, pojawił się bez szczególnego rozgłosu, nie zwracając niczyjej uwagi. Był to jeden ze zwiadowców Aurory, a Marcus dowiedział się o jego misji dopiero wówczas, gdy dziewczyna poprosiła o pilną, prywatną rozmowę.
     - Oto list, który wiedźma wręczyła Erniemu po tym, gdy pojmała go z pomocą magii. Przynajmniej uszedł z życiem, zapewne tylko dlatego, że potrzebowała posłańca.
     Marcusa przeszyło wspomnienie identycznej niemal sceny, gdy w tym samym pomieszczeniu czytał inne pismo, przysłane przez udającą Berenikę starą księżną. Tyle, że wtedy rulon został już rozpieczętowany przez tana Arnolda. A sam Arnold nie zaliczał się obecnie do grona żyjących.


               Do szlachetnie urodzonego Marcusa,
               Pierwszego Małżonka księżnej Bereniki z Siedmiu Bram.


                    Ukochany Mężu i Panie!

     Wiem, że udałeś się na Północ z ważnego powodu i można nawet powiedzieć, w dobrej wierze, wykonując otrzymane polecenia, ale ponieważ obecnie stały się one nieaktualne, oczekuję powrotu mojego Pierwszego Małżonka, który powinien zając należne mu miejsce u boku Pani i Żony. Wiem również, że stałeś się ofiarą oszustki i uzurpatorki, która zwiodła cię, podszywając się pod moją osobę oraz w niegodny sposób nadużywając Twojej lojalności. Wiedz z kolei, że nie uznaję w tym Twej winy, nie żywię urazy i wybaczyłam młodzieńczą nieroztropność, jedyne, co można Ci ewentualnie zarzucić. Tym bardziej, że Twoja przedłużająca się nieobecność, Marcusie, sprawia mi wielki ból i wywołuje większą jeszcze tęsknotę. Tak wielką, że gdy tylko uładziłam sprawy księstwa, nie zważając na zimową porę oraz własny stan, sama ruszyłam na Północ, by jak najszybciej połączyć się z Tobą, ukochany.
     Mamy jeszcze jeden, wspólny i najważniejszy powód, aby być teraz razem. Z radością zawiadamiam Cię, Marcusie, że nasza córka, lady Blanka, przyszła następczyni tronu księstwa Siedmiu Bram, ma się dobrze w moim łonie i już teraz okazuje siłę i żywotność, co niekiedy sprawia mi pewien kłopot. To jednak radosny kłopot. Jeszcze bardziej radosną okaże się chwila narodzin naszej córki, która nadejdzie w niedługim czasie. Nie chcę, by ominęło cię to szczęśliwe wydarzenie. Pragnę z całej duszy, abyś był wtedy przy mnie, wspierając Twoją siłą, oddaniem i miłością. Przyznam, że odczuwam pewien niepokój, związany z trudami podróży oraz koniecznością odbycia połogu w surowych warunkach północnej zimy. Nie zamierzam z powodu tych przeczuć, zapewne bezpodstawnych, wzbudzać niewczesnych obaw, ale powrót ukochanego Pierwszego Małżonka z pewnością dopomógłby Twojej odrobinę osamotnionej i nękanej przez złe myśli Berenice. Liczę, że przy Tobie wszystko ułoży się pomyślnie i doczekamy się jeszcze wielu dobrych chwil oraz obdarzymy małą Blankę wieloma braćmi. Poza wszystkim, z pewnością okażą się przydatni dla przyszłej władczyni księstwa.
     Tymczasem wspiera mnie na duchu obecność wiernej i oddanej Sudrun, która także przybyła na Północ w orszaku księżnej Siedmiu Bram. Bardzo się do siebie zbliżyłyśmy i zostałyśmy już prawie przyjaciółkami. Tym bardziej, że dzielimy obecnie wspólne, radosne ale i trudne przeznaczenie naszej płci. Tak, Sudrun również cieszy się nadzieją, chociaż do przyszłego rozwiązania pozostało jeszcze trochę czasu. Oby Dobra Bogini sprawiła, by ta podróż, w którą wyruszyła głównie za moją sprawą, nie zaszkodziła ani jej, ani dziecku. Jak widzisz, nasze losy okazują się związane ze sobą na wiele sposobów. Musimy oboje zaopiekować się dzielną gwardzistką, która wielokrotnie dawała dowody odwagi i wierności naszej sprawie. Zasługuje też na to, by zadbać o los jej syna lub córki. To również Twój obowiązek, Marcusie, a zarazem kolejny powód przemawiający za jak najszybszym powrotem.
     Nie zapominajmy też o sir Lucjuszu, trzecim małżonku księżnej Siedmiu Bram. Na ile miałam okazję go poznać, oraz jak zapewnia Lady Lawinia z Wysokiego Lasu, to wrażliwy, wartościowy i dobrze wychowany młodzieniec. Udał się na Północ za Twoją namową, powodowany zapewne najlepszymi intencjami, ale biedny Lucjusz musi źle znosić surowe warunki tej mroźnej krainy i pragnie powrotu do życia odpowiadającego pozycji szlachetnie urodzonego pana. Nie żywię żadnej urazy wobec Trzeciego Małżonka, oczekuję zajęcia przez sir Lucjusza należnego mu miejsce u boku księżnej Siedmiu Bram, zamierzam otoczyć opieką, zapewnić bezpieczeństwo oraz stosowne uposażenie i wygody.
     Spodziewam się, że powrócicie razem tak szybko, jak tylko zdołacie. Nie musisz w jakikolwiek sposób potwierdzać odebrania tego listu. Oczekuję Was obydwóch przez dwa dni w obozie rozbitym na skraju polany ze starym dębem, w miejscu, które dobrze znasz, Marcusie. Pogoda uległa ostatnio zdecydowanej poprawie i nie powinna Ci w niczym przeszkodzić, o co zadbam również ja sama.
     Nie przypuszczam także, aby Wasz powrót zamierzała opóźniać pani tych ziem, księżniczka Aurora. Wiele jej zawdzięczasz, ale lojalność wobec prawowitej małżonki musi stać na pierwszym miejscu. Nie wątpię, ukochany, że również odczuwasz to w ten sposób i w razie potrzeby znajdziesz dość siły i woli, aby przekonać swoją gospodynię. Udzieliła Ci gościny, ale nie ma prawa więzić. Wzbudziłaby w ten sposób ogólną wrogość i wzburzyła całe Królestwo. Uznajmy, że w dworzyszczu Aurory skorzystałeś tylko ze schronienia przed srogą zimą Północnej Krainy. Byłyśmy kiedyś przeciwniczkami i starłyśmy się na polu bitwy, obydwie poniosłyśmy też bolesne i dotkliwe straty. Nie zamierzam jednak dochodzić obecnie zemsty za śmierć Lady Berengarii, mam wystarczająco wiele spraw na Południu. Z kolei Aurora powinna przeboleć stratę ojca i przede wszystkim zająć się swoimi poddanymi. Nie widzę powodów, by ta sytuacja nie miała utrzymać się przez jakiś czas.

          Oczekująca Twego szybkiego powrotu, stęskniona i kochająca małżonka
                    Berenika z Siedmiu Bram


     - Jak ona śmie! - Pomimo, iż mógł spodziewać się czegoś podobnego, Marcus nie potrafił opanować wzburzenia. - Jak śmie pisać z taką obłudą! Każde słowo tego listu zostało nasączone fałszem!
     - Fałszem i jadem, Marcusie. Nie zostawia cienia wątpliwości. A przy tym, gdyby list wpadł w czyjeś niepowołane ręce, nie ujawni prawdziwych intencji i w żaden sposób nie skompromituje szlachetnej Bereniki, nowej księżnej Siedmiu Bram.
     - A jednak w ukryty sposób grozi nam wszystkim. Tobie wojną z Królestwem, obiecując zarazem oszukańczy pokój, mnie śmiercią Bereniki, Sudrun oraz jej nienarodzonego dziecka. Mojego dziecka, nawet nie wiedziałem...
     - Może kłamie w tej akurat sprawie.
     - Wiesz dobrze, że to może być prawdą... Nie pozwolę, by skrzywdziła Sudrun. Nie pomyliła się, to jeszcze jeden powód, abym chciał i musiał wrócić.
     - Przy okazji, ocalisz też Berenikę i waszą córkę.
     - Blanki i tak by nie zabiła. Potrzebuje jej, przynajmniej do czasu, podobnie jak i poprzednich następczyń tronu Siedmiu Bram. Tylko następczyń, jak już wiemy. Ale Berenika to inna sprawa, zawsze będzie dla wiedźmy zagrożeniem.
     - Tym niemniej, zdaje się sugerować, że może ją oszczędzi, by rodziła synów. Rodziła przydatnych dawców mocy.
     - Berenika nigdy się na coś takiego nie zgodzi.
     - Zapewne twoich synów, Marcusie. Nie dasz jej przydatnej mocy, a takiej ciąży nie spędzi.
     - Pozostaje jeszcze Lucjusz, na którego moc Berengaria nie jest odporna.
     - Nie wie o tym, że przekazałam mu wiedzę o żywiołach. A bez niej uznaje chłopaka za niegroźnego. Czyż nie na tym opiera się twój plan? Podsuwa jednocześnie groźby i obietnice, byle tylko dostać was obydwu w swoje ręce.
     - A co z wojną i pokojem?
     - Trwały pokój nie nastąpi i wiesz dlaczego. Ona nie może pozostawić przy życiu i na wolności naszego syna. Prędzej czy później spróbuje go zabić albo dostać w swoje ręce, gdy tylko dowie się o jego istnieniu, zanim to on zdoła jej zagrozić. A zapewne domyśla się, że nie próżnowaliśmy przez te tygodnie i miesiące.
     - To po co rzuca taką przynętę?
     - Bo w tej chwili nie stać nas na kolejną wojnę. Jej zresztą również nie, nie w środku zimy.
     - Tak czy inaczej, wszystko rozstrzygnie się o wiele szybciej. To nawet lepiej, że jej groźby wypadły tak przekonująco. Nie będzie niczego podejrzewała, gdy przybędę do obozu, by ratować Berenikę, Sudrun oraz moje i ich nienarodzone dzieci. Bo przecież Blankę też ma zamiar w przyszłości zabić.
     - Wiedźma potrafi być bardzo ostrożna i podejrzliwa. To mistrzyni intryg. A ja nie ufam Lucjuszowi, nie wygląda na bohatera.
     - Zrobi, co będzie musiał. Nie dam mu wyboru. My też nie mamy zresztą innej szansy. Nie stać nas na wojnę, zwyczajną czy magiczną.
     - To kiedy zamierzasz wyruszyć?
     - Jutro przed świtem. Nie chcę przyciągać zbędnej uwagi. Zajmij się tej nocy Lucjuszem, powinien oszczędzać siły.
     - Ty również, Marcusie. Dobrzy Bogowie świadkami, że nie mam ochoty oddawać cię wiedźmie, obojętne, pełnego mocy czy też pozbawionego magii. Ale Lucjusz niezbyt cię lubi, a obawiam się, że jego przyjaźń wcale nie wzrośnie po tym, gdy wyjawisz mu swój plan. Musisz zachować zdolność rzucania czarów, silnych czarów.
     - Pewnie wiedźma natychmiast skorzysta z okazji przejęcia tej siły.
     - Myślę, że zacznie od Lucjusza, skoro to jego moc mogłaby okazać się dla niej niebezpieczna.
     - To nie będzie miało większego znaczenia, jeżeli on zrobi to, co do niego należy.
     - Jeżeli zabije czarownicę, jeżeli zdołasz uczynić go swoim narzędziem.
     - Jeżeli plan się nie powiedzie, musisz uciekać, Auroro.
     - Nie mogę porzucić moich ludzi.
     - Tylko ty i nasz syn pozostaniecie wtedy jedyną nadzieją, nadzieją na przyszłość. Obiecaj!
     - Nie mogę.
     - Musisz, obiecaj! Dla dobra naszego syna, jest ważniejszy niż wszyscy inni. Jeśli nam się nie uda, może on ocali kiedyś zarówno Lud Północy, jak i Królestwo.
     - Dobrze... Dla naszego syna i wszystkich Ludzi Północy. Dam mu imię Arnold, nie masz nic przeciwko?
     - Nie... To dobre imię dla mściciela.
     - Ma już wystarczająco wiele powodów do zemsty, nie daj mu kolejnych, Marcusie. Proszę, nie daj mu kolejnych...
     Aurora przywarła do chłopaka, a on odwzajemnił uścisk. Obdarowywali się wzajemnie siłą cenniejszą i bardziej potrzebną, niż najpotężniejsza nawet moc.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 2828 słów i 16316 znaków.

4 komentarze

 
  • emeryt

    @nefer, przeczytałem ten odcinek dosyć uważnie, lecz najbardziej zwróciło moją uwagę ostatnie zdanie: Obdarowywali się wzajemnie siłą cenniejszą i bardziej potrzebną, niż najpotężniejsza nawet moc. Czyżbyś chciał dać delikatnie znać swoim czytelnikom że jest inna siła, oprócz magii która ma więksszy potęcjał niż magia?

  • nefer

    @emeryt Niekoniecznie, wytłumaczenie jest znacznie bardziej "tradycyjne".  :smile:

  • emeryt

    Drogi Autorze, sądzę że konfrontacja z Wiedżmą jest nieunikniona, lecz już trochę poznałem twoje meandry myślenia, aby przyjąć że nic się nie stanie i powieść zakończysz. To nie w twoim stylu, nawet gdybyś był zmuszony dołożyć kilka odcinków, to i tak z tego wyjdziesz. A teraz chcę Ciebie serdecznie pozdrowić, życząc Tobie wraz z twoją Pierwszą Czytelniczką dużo zdrowia, oraz chęci do dalszej pracy.

  • nefer

    @emeryt Coś się z pewnoscią wydarzy, opowieeść zdąża bowiem do finału. Ale jeszcze kilka meandrów.
    Dzięki za życzenia i również pozdrawiam.

  • AnonimS

    Szykuje się kolejna konfrontacja. Każda ze stron ma swoje plany. Do tej pory Wiedźma wygrywała takie pojedynki. Ciekawe co będzie dalej? Pozdrawiam

  • nefer

    @AnonimS To prawda, dotychczas zawsze wyprowadzała przeciwników w pole. Ale Marcus zdobywa coraz większą wiedzę, a wiedźma, jak się okaże, też nie wie wszystkiego.
    Dzięki za wizyte i pozdrawiam

  • Djaroo

    Mistrzu już się nie mogę doczekać kolejnej części dalej jest tyle tajemnic do wyjaśnienia  :ciuch:

  • nefer

    @Djaroo Miło, że tak odbierasz tę opoiweść.
    Pozdrawiam