Nowy Świat Czarownic, cz. 59

Przepowiednia Marty o tym, że Marcusowi nie trzeba będzie wskazywać drogi do jego kwatery, okazała się nader trafna. I to nie dlatego, że przydzielono mu tę samą izbę, którą zajmował poprzednio. O tym zresztą miał się dowiedzieć dopiero następnego dnia, a raczej późnym porankiem. Tymczasem kwestia ta ustąpiła miejsca znacznie ważniejszym zajęciom i o wiele bardziej intensywnym wrażeniom.
     Kochali się z Aurorą długo i bardziej spokojnie niż w środku pokrytej śniegiem, przewiewanej lodowatym wiatrem równiny. Dziewczyna pomogła mu w zrzuceniu ubrania, on usłużył jej w ten sam sposób. Objęli się ramionami, przywarli w poszukiwaniu ciepła, odnaleźli usta. Gładził ją po plecach, przesunął dłonią w górę, wzdłuż kręgosłupa, pieścił włosy i nasadę szyi. Domyśliła się, że on również lubi podobny dotyk i odwzajemniła się z właściwą sobie hojnością. Pochylił głowę i całował sterczące sutki, ściskał w ustach, lekko przygryzał. Ona uczyniła to samo z uszami chłopaka, rozczesując palcami włosy. Może również pragnęła identycznej pieszczoty i wskazywała drogę? Niestety, nabrał ostatnio pewnego urazu wobec pukli, loków czy kosmyków zdobiących głowy pięknych dam i unikał bardziej zdecydowanego dotyku. W zamian objął Aurorę w talii i popchnął w kierunku pokrytego skórami łoża. Opadli łagodnie w dające szorstkie ciepło posłanie. Zamortyzował jej upadek i płynnie poszukał dłonią innego miejsca pokrytego kępką włosów. Przebył je niczym wytrawny wędrowiec, odnajdując ukrytą w gęstwinie studnię. Studnię, którą pragnął napełnić wilgocią. Pracował nad tym usilnie, ujmując najbardziej wrażliwy punkt w trzy palce. Ona również nie traciła czasu i pochwyciła własną zdobycz, nader już znaczących rozmiarów. Skoncentrowała się na spodniej stronie fallusa, jak lubił najbardziej i jak musiała to zapamiętać. Jęknął, czując budzącą się rozkosz. Uznając to za sygnał do bardziej zdecydowanych działań odepchnęła lekko chłopaka, dociskając dłońmi tors i skłaniając do nieruchomego zlegnięcia na łożu. Pochyliła się i zamknęła najważniejszy obecnie fragment osoby Marcusa w inny rodzaj uścisku. Wargi, zęby i język dziewczyny przystąpiły do ożywionej pracy, zatapiając fallusa w gorącej, wilgotnej i pełnej życia jaskini. Ponownie podjął pieszczotę szyi Aurory, tym razem przeczesał palcami włosy. Przecież zawsze lubił ich jedwabisty dotyk i złe wspomnienia nie zdołają odebrać mu tej przyjemności. Lekkie zaciśnięcie ust wywołało kolejny jęk bólu, połączonego narastającą rozkoszą. Tak, gdzieś w głębi budziła się do życia znajoma, gorąca lawa, wzbierając jeszcze powoli, ale zapowiadając już niepowstrzymany, triumfalny pochód. Chciał uniknąć tak szybkiego spełnienia, przecież tym razem nie chodziło o tę przeklętą moc. Spróbował delikatnie odsunąć głowę dziewczyny, ale ta nie zamierzała oddać zdobyczy i wzmocniła uścisk warg oraz tempo pracy języka. Jęknął ponownie, przybór stał się w wyraźny sposób bardziej znaczący.
     - Proszę, zaczekaj. Nie chcę tak szybko...
     - Ale może to ja chcę poczuć cię jak najszybciej – odparła, nieopatrznie uwalniając jednak przy tym pochwycony uprzednio łup.
     Wykorzystał okazję, tym razem to on popchnął Aurorę, a gdy opadła na skóry, wbił się głową i ramionami pomiędzy jej uda.
     - Chwilę poczekasz, moja pani.
     Nie tracił więcej czasu na próżne przemowy, docisnął dłońmi skórę powyżej łona dziewczyny, delikatnie, bo przypomniał sobie o jej stanie, nie stawiała zresztą oporu, odsłaniając w ten sposób i wywabiając kwiat rozkoszy. Usta szybko przywarły do otwierającego się pąka, język podjął znajomą pracę. Przesuwał czubkiem z lewa na prawo i z powrotem, w poprzek najwrażliwszego punktu, w taki sposób mógł czynić to z największą prędkością. Uniosła nogi, wspierając stopy na ramionach chłopaka. Poczuł, jak drży, posłyszał coraz głośniejsze jęki. Zmienił rytm pracy języka, przesuwał nim teraz z góry na dół. Wymagało to poruszania całą głową, wiedział z doświadczenia, że nie utrzyma długo takiego tempa. Ale zwykle wystarczało mu sił i zwycięsko dochodził do celu. Pamiętał jeszcze, by docisnąć biodra do szorstkiej skóry posłania. Nie na tyle, by wywołać niewczesny wytrysk, ale pomagało to utrzymać stan odpowiedniego pobudzenia.
     Ciało Aurory zamarło w napiętym bezruchu, by po chwili rozluźnić się w kolejnych skurczach, towarzyszyły temu jęki dziewczyny. Oderwała dłońmi głowę Marcusa, przyciągnęła do własnej, biodra obojga zwarły się w odwiecznym tańcu. Jeszcze tylko jej palce pomogły wsunąć się fallusowi w przeznaczone ku temu miejsce i narastająca fala lawy mogła ruszać ku swemu celowi. Pochylił się, ujął skrzyżowane nad głową ręce kochanki, przywarł wargami do jej ust. Wargi i języki obojga stały się kolejnym źródłem poczucia bliskości. Nasienie i moc w nieunikniony sposób pragnęły wydostać się na zewnątrz i przeniknąć w ciało Aurory. Próbował jeszcze przedłużyć tę cudowną chwilę, ale nie wytrzymał zbyt długo. Skurcze mięśni oraz głośne jęki ujawniły to dziewczynie tuż przed wytryskiem. Przywarła mocniej biodrami, przyjmując składany jej dar, podczas gdy Marcus zamarł w bezruchu, chcąc oddać wszystko, co tylko zdoła, czując już znajome ssanie oraz nadchodzące nieuchronnie osłabienie.
     Leżeli potem wtuleni w siebie i okryci dającymi ciepło skórami. Ściskała lekko przyrodzenie chłopaka, on pieścił delikatnie jej sutki. Jak zwykle, to obdarowana mocą pani szlachetnej krwi, odczuwająca zapewne przypływ rozsadzającej ją energii, podjęła rozmowę.
     - Po raz kolejny przekonuję się, Marcusie, że gromadzisz magiczną siłę w niezrównany sposób. Nikt nie zdoła ci w tym dorównać.
     Miał już na tyle doświadczenia, by powstrzymać się przed wypytywaniem o szczegóły oraz możliwe obiekty tych porównań.
     - I nie chodzi mi tylko o mężczyzn z Ludu Północy – Aurora okazała się znacznie bardziej bezpośrednia, najwidoczniej do pewnych spraw podchodzono tutaj bez niedomówień. - Nic w tym dziwnego, skoro jesteś prawdziwym księciem z Południa, ale zauważyłam też, że obecnie zbierasz moc znacznie szybciej i obficiej niż poprzednio. Czy rzeczywiście sprawia to brak ochraniacza? A może po prostu dorastasz?
     - Może i tak, czarodziejko. Ale podejrzewam, że ma to jednak związek z ochraniaczem. To przyrządy magiczne, a lady Berengaria wspomniała kiedyś przy mnie, że zmniejszają zdolność błękitnokrwistych panów do gromadzenia mocy i w zasadzie byłoby lepiej, gdyby takich nie nosili. Wtedy nie zwróciłem na to uwagi, bo i tak wszystkich nas zakuwa się zwykle w te pierścienie, by zachować dar magicznej siły wyłącznie dla prawowitej pani i małżonki, a także po to, byśmy usłużyli jej z najwyższą ochotą zawsze, gdy tylko tego zechce, ale zapewne miała rację. Ona wie bardzo wiele o tej przeklętej mocy, a odkąd uwolniłem się od ochraniacza, moja siła chyba istotnie rośnie. Powraca coraz szybciej, a gdy już wróci, nigdy mi jej nie brakuje, by rzucić jakiś czar. Czuję się silniejszy, silniejszy nawet niż podczas bitwy z wiedźmą pod twoim grodem, gdy nie upłynęło dużo czasu od chwili, gdy zdjęła pierścienie, by przejąć moją moc. Zamierzała wówczas mnie zabić, a ja uciekłem. Ale co z tego? Moja magia nie działa teraz przeciwko wiedźmie, już nie.
     - Ale jest jeszcze Lucjusz, skoro i on nie nosi ochraniacza, to i jego siła powinna rosnąć. Jeżeli ją przejmę, może zdołam pokonać wiedźmę, gdy przybędzie na Północ, jak twierdzisz. Potrafię przejąć bardzo wiele mocy, inne kobiety z klanów nie będą nam do niczego potrzebne.
     - Na pewno nie wygramy w ten sposób, Berengaria zachowa czujność i również zbierze magiczną siłę. A dysponuje kilkoma dostarczycielami, w tym przynajmniej jednym porównywalnym z Lucjuszem, jeśli nie lepszym. To jej drugi małżonek, a raczej drugi małżonek Bereniki, sir Olgierd z Głębokich Ostępów, czy jak mu tam.
     - W takim razie córki i siostry innych wodzów też nic na to nie poradzą. Będzie ich więcej, ale i tak liczy się głównie moc Lucjusza. My sami, Ludzie Północy, nie dysponujemy nią w nadmiarze.
     - Mówiłem już, że nie zamierzam wydawać Berengarii bitwy ani z twoim, ani z ich udziałem.
     - To w jaki sposób chcesz ją pokonać?
     - Zrobi to Lucjusz. Fałszywa księżna Siedmiu Bram przybędzie tu po to, aby jakoby uwolnić swoich dwóch uprowadzonych mężów, nad którymi sprawuje opiekę i wobec których powinna wykonać obowiązki pani i żony. A gdy już to uczyni, bo zapewne wymyśli coś takiego, aby zmusić mnie i Lucjusza do powrotu i oddania się w jej ręce, to dopuści nas do swego łoża i własnej osoby. Poza wszystkim, potrzebuje przecież naszej mocy. Mnie nie będzie się obawiała, bo nie mogę jej zagrozić, ale Lucjusz zdoła zapewne ją zaskoczyć.
     - Tyle,że on nie zna żadnych zaklęć...
     - Ona też będzie tak uważała. A Lucjusz nie zna zaklęć w tej chwili, za to ja znam pewną bardzo zdolną nauczycielkę...
     - Chcesz, żebym...
     - Tak, Auroro. Chcę, abyś nauczyła go czarów. Tylko nie pytaj chłopaka o zdanie, bo może odmówić, może nawet stawić opór. Coś takiego już mi się przydarzyło, gdy próbowałem przekazać komuś taką wiedzę. To nie był Lucjusz i również nie znał się na magii, ale nie chciał otworzyć umysłu, a ja nie zdołałem się przebić. Pomiędzy kobietą a mężczyzną idzie to o wiele łatwiej, zwłaszcza, gdy łączą się w miłosnym zespoleniu. Sami tego doświadczyliśmy. Wepchniesz mu tę wiedzę, nawet bez jego zgody, nawet wbrew woli.
     - Mogę to zrobić, ale wtedy nie zdołam niczego przed nim ukryć. Otrzyma wszystkie czary, które znam ja sama. Czy tego właśnie chcesz? Mówisz, że niezbyt się lubicie, kto wie, czy nie użyje swojej mocy przeciwko tobie?
     - Trudno, podejmę to ryzyko. Ja również będę miał się na baczności, dysponuję ostatecznie większą siłą, a przeciwko Lucjuszowi moja magia zadziała.
     - Ale  nie zdołasz zmusić go, by zaatakował wiedźmę, co istotnie mogłoby ją zaskoczyć. Gdy tylko powróci na dwór księżnej Siedmiu Bram, takiej czy innej, gdy powróci do wygód cywilizacji, zapewne o wszystkim natychmiast jej opowie i wybierze łatwe, bezpieczne życie pod władzą pani i małżonki. Nie sprawia wrażenia buntownika.
     - To nie będzie jednak Berenika, której mógłby zaufać, ale stara czarownica. A ona dba jedynie o własne korzyści i dąży do celu zabijając wszystkich, którzy mogliby jej zagrozić.
     - Dla Lucjusza nie stanowi to zapewne większej różnicy. Wątpię, by podzielał twoje płomienne uczucia wobec tej całej Bereniki.
     - Może i nie podziela, ale nie jest też kompletnym głupcem. Dla lady Berengarii zawsze będzie stanowił zagrożenie, dysponując skuteczną wobec niej mocą oraz wiedzą, w jaki sposób mocy użyć. Gdy tylko stara księżna się w tym zorientuje, nie zawaha się przed usunięciem takiej groźby. Wiem o tym z własnego doświadczenia. A ja uświadomię Lucjuszowi  ten stan rzeczy, zapowiem, że w razie potrzeby sam ujawnię wiedźmie jego umiejętności. Los chłopaka byłby wtedy przesądzony, przypuszczalnie nie powróciłby nawet żywy z tej wyprawy w śniegi. Uderzy pierwszy, albo sam zginie.
     - Zapomniałeś o czymś i nie doceniasz księżnej, Marcusie. Jeżeli to wszystko, co przypuszczasz i o czym mówiłeś jest istotnie prawdą, to posiada ona jeszcze jeden sposób zneutralizowania mocy Lucjusza. I na pewno nie zawaha się przed jego wykorzystaniem.
     - Wiem, kluczem jest Berenika, prawdziwa Berenika. To dzięki niej moc Lucjusza może zadziałać przeciwko wiedźmie, bo jako pierwsza wzięła go do łoża.
     - Właśnie! A gdy już Berengaria uczyni to jako druga, skoro sam zamierzasz oddać chłopaka w jej ręce, to cóż powstrzyma starą księżną przed pozbyciem się Bereniki? Ciąża i nadzieja na narodziny następczyni tronu Siedmiu Bram oraz kolejnego, przyszłego wcielenia wiedźmy? Ciąża nie trwa wiecznie, a wtedy nic już nie pomoże twojej ukochanej.
     - Berengaria nie będzie tą drugą, już o tym mówiłem, na tym między innymi opiera się mój plan.
     - A więc zamierzasz wykorzystać mnie samą również i w tym celu?
     - Ona nie będzie ani drugą, ani nawet trzecią w kolejce, będzie dziesiątą albo dwudziestą. Zależy to tylko od tego, ile obdarzonych błękitną krwią kobiet z Ludu Północy zdołamy sprowadzić tutaj dość szybko, by wepchnąć je na czas do łoża Lucjusza. Liczę, że gdy rozpuścisz wieści, przybędzie bardzo wiele chętnych, pożądających mocy oraz dziecka spłodzonego przez prawdziwego księcia z Południa. Wystarczająco wiele, by lady Berengaria nigdy nie mogła mieć nadziei na odnalezienie i zabicie ich wszystkich. Wtedy pozostałoby jej tylko usunięcie Lucjusza. Oczywiście, on nie musi o tym wszystkim wiedzieć. Ma tylko zrobić to, co do niego należy. Tymczasem będą to zabawy  w łożnicy z córkami i siostrami tanów, a na koniec lekcja magii, której udzielisz mu ty sama.
     - Na koniec?
     - Postaramy się odsyłać te dziewczyny, gdy tylko dostaną to, na czym im zależy, a przy okazji zabezpieczą skuteczność mocy Lucjusza. Ty zostaniesz na miejscu, po co dawać wiedźmie jakąkolwiek okazję? I nie chcę narażać cię na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Zajmiesz się chłopakiem na samym końcu.
     - Jakież to szlachetne z twojej strony, sir Marcusie. Godne prawdziwego księcia. A czy ty sam nie zechcesz przypadkiem wziąć udziału w tym rykowisku? Drugi rozpłodowy buhaj najlepszej krwi przyciągnąłby jeszcze więcej chętnych jałówek.
     - Nie chcę, ze względu na Berenikę i ze względu na ciebie, Auroro.
     - Bo tak bardzo dbasz o moje bezpieczeństwo?
     - Bo uzyskana ode mnie moc i tak nie zadziałałaby przeciwko wiedźmie. A moja krew i moje nasienie są silniejsze niż krew i nasienie Lucjusza, są najsilniejsze w całym Królestwie. Nosisz  córkę lub syna z tej krwi. Jeżeli Dobra Bogini pozwoli, ona albo on staną się największymi władcami magii wśród Ludzi Północy. Nie mów mi, że nie zależy ci na czymś takim.
     - Zależy mi na bardzo wielu rzeczach.
     - Gdy prosiłem cię o pomoc uprzedzałem, że nie będzie to łatwe.
     - A ja odpowiedziałam, że poniosłam już wiele ofiar i gotowa jestem na kolejne. Nie cofam tej obietnicy, chociaż nie przypuszczałam, że poprosisz o coś takiego.
     - Masz wielkie serce, Auroro.
     - Chcę pozbyć się wiedźmy i wychować przyszłego króla albo królową Północy. Nie mylisz się co do tego i dobrze o tym wiesz. Dotrzymam danego słowa i mam nadzieję, że ty również zdołasz uczynić to samo.
     - W jakiej sprawie?
     - Tych wszystkich jałówek, które zbiegną się tutaj, nie bacząc na zaspy i śnieżyce. Ale zanim się pojawią, sprawdźmy, czy twoja moc rzeczywiście odradza się tak szybko, jak twierdzisz.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 2730 słów i 15184 znaków.

5 komentarzy

 
  • kumaaty

    mimo małej ilości erotyki w tych opowiadaniach uważam , że bija one jakiekolwiek w każdym stopniu . przeczytałem wszystko w 3 dni czekam na dalsze losy marcusa i bereniki :D

  • nefer

    @kumaaty Osobiście nie lubię utworów, w których lepsza lub gorsza erotyka dominuje, a reszta to nieistotny dodatek. Staram się, by elementy erotyczne wkomponowywały się w całość opowieści. A ta powinna Czytelnika przede wszystkim zaciekawić i wciągnąć. Skoro "przełknąłeś" sporą dawkę tekstu w trzy dni, to cel ten udało się chyba osiągnąć. Dzięki za wpis i zapraszam zarówno do dalszego ciągu "Czarownic" (które staram się kontynuować i zamierzam dokończyć), jak i innych tekstów, które zamieściłem na Lol. Pozdrawiam.

  • kumaaty

    @nefer  oczywiście właśnie cały urok tego opowiadania że nie kręci się wokół samego seksu . Naprawdę zaciekawiła mnie ta seria i czekam na kolejne losy bohaterów :)

  • nefer

    @kumaaty Dzięki za słowa zachęty. Kolejny odcinek wstawię w najbliższym czasie.

  • nefer

    Z okazji zbliżających się Świąt oraz Nowego Roku życzę wszystkim Czytelnikom tej opowieści (i nie tylko im) wszystkiego dobrego, a przede wszystkim zdrowia oraz pogody ducha (pieniążki też nie zawadzą).  :drinking:

  • AnonimS

    Plan Marcusa jest ciekawy i interesujący. Skonstruowany jakby przez szachistę, przewidującego co się wydarzy na wiele ruchów w przód. Ale Berengaria czy jak ją tam zwać jest też mistrzynią. Ciekawe co stanie się gdy się spotkają. Pozdrawiam

  • nefer

    @AnonimS Staram się prowadzić intrygi moich opowieści w sposób, który obrazowo przedstawiłeś. A Marcus stopniowo dorasta, nie jest już zapalczywym i naiwnym młodzieńcem, któremu w głowie tylko igraszki z gwardzistkami oraz ukochany koń. Powinien zacząc myśleć, bo w inny sposób nie wygra. Sama moc nie wystarczy, o tyk kilka razy już się przekonał.
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego na Święta oraz w Nowym Roku.

  • emeryt

    @nefer, dziękuję Tobie za kolejny odcinek, wyjaśniający tak "łopatologicznie" plany Marcusa co do jego przyszłej walki z Berengarią. Ciekaw jestem tylko na ile te plany się sprawdzą w stosunku do wielowiekowej, a więc super doświadczonej i zdeterminowanej przeciwniczki? A ponieważ to końcówka starego roku, to chciałbym życzyć Tobie, wraz zPierwszą czytelniczką zdrowych i spokojnych Świąt oraz szczęśliwego Nowego Roku A,D, 2021.

  • nefer

    @emeryt Eh, plany, różnie z nimi bywa. Dzięki za wizytę i życzenia. ja również życzę udanych Swiąt, zdrowia oraz 2021 roku lepszego niż obecny.  :cheers:

  • Majkel705

    Nie no odlot  :bravo:  :yahoo:  :bravo:  :bravo:  
    Pisz dalej ale częściej poproszę

  • nefer

    @Majkel705 Dzięki za wizytę i zachętę do pracy. Różnie idzie ostatnio z pisaniną, czasu często brakuje, ale postaram się dokończyć tę opowieść w rozsądnym terminie. Tymczasem, jeśli spodobała Ci się obecna, zapraszam do lektury innych moich historii.
    Pozdrawiam

  • Majkel705

    @nefer całe opowiadanie trochę kojarzy mi się z książkami Andre Norton "Świat Czarownic" jest super

  • nefer

    @Majkel705 Tytuł świdomie nawiązuje do twórczości A. Norton, chociaż świat kobiet posługujących się magią staram się przedstawić w inny jednak sposób.